Na trzydzieści jeden dni dwadzieścia trzy były biegowe. W tym dwa starty zaraz na początku miesiąca: połówka w Cieplicach i dycha tu na miejscu w Czewie;)
Dzisiaj z rana dziesięć mil. Najpierw ulicami Lisińca, a na koniec dwa kółka na "Bałtyku" i letnie morsowanie w "Pacyfiku" hi,hi...
Duszno, parno, co rusz przelotnie kropi, lecz cały czas ciepło. Jak na bieganie aż za ciepło:( Cóż będzie jeszcze pewnie coraz cieplej, więc trzeba się przystosować;)
Dziś na ścieżce rekreacyjnej spotkałem śmiertelnie poważną Panią uprawiającą slow running:( A przecież ta szkoła biegania ze Wschodu w tempie niko niko uczy lekko, łatwo i z uśmiechem:)

Bo ja też często gęsto, gdy przybiegam zgrzany lub zmarznięty;) przemoczony albo zaszroniony;) brudny, ściorany, upodlony 'śmieję się jak głupi do sera' he,he... I nie tylko. Zawsze jak widzę na trasie ładną biegaczkę to śmieję się całą gębą hi,hi... Zresztą nie ja jeden;) Większość biegających wydaje mi się jest radośniejsza i pozytywnie nakręcona przez to szybsze przebieranie nogami;)