"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


czwartek, 28 sierpnia 2008

[142] Nie wyrabiam się ...

Ostatnio się nie wyrabiam... dlatego wpis ma takie opóźnienie ;) W niedzielę startowaliśmy z Manitou w V Rekreacyjnym Półmaratonie Puchatka w Parzęczewie. Wszyscy zastanawiają się dlaczego rekreacyjny? skoro wszyscy ścigają się na całego. A niektórzy nawet do utraty tchu. Ja z kolei myślę czemu to półmaraton Puchatka ? Miałem nawet zapytać kogoś z organizatorów, ale zapomniałem. Ale co się odwlecze to nie uciecze... Umówiłem się z Robinem na maraton w Warszawie, więc Go rozpytam, powinien wiedzieć, bo jest z Arturówka. Sama impreza bardzo fajna, dla zapisanych wcześniej numery startowe z imieniem i nazwiskiem. Świetne koszulki i ładne medale, bardzo życzliwi organizatorzy oraz ludzie z obsługi trasy. Gęsta sieć /co trzy kilometry/ punktów żywieniowych i odświeżania (z gąbkami). Podobało mi się bardzo, szkoda tylko; bo wieść niesie, że to ostatnia edycja tych zawodów. Przed startem słyszałem opinie, że trasa jest bardzo szybka, więc wietrzyłem okazję na poprawienie r.ż. Niestety  wynik zrobiłem o cztery minuty gorszy od życiówki. Cieszę się jednak, bo pobiegłem nie na "żywca" ale przytomnie. Pierwszą dychę (w towarzystwie) przebiegłem w 52 minuty z sekundami, czyli średnio 5:12 na kilometr. Pozostałe jedenaście kilosów z haczykiem  zajęło mi 56 minut; tj. na kilometr średnio 5:05 (z czego dziewięć km w samotności długodystansowca). Zadowolony jestem również, bo od połowy dystansu nikt mnie nie wyprzedził, a ja wyprzedzałem; także na finiszowych metrach. Przed CM Półmaraton Marzanny był bardzo udany, bo poprawiłem czas na tym dystansie o sześć minut. Za to w maratonie nie złamałem 3:45. Teraz życiówki nie ma, ale się nie przejmuję, bo jak to powiada Jerzy Skarżyński przegrana bitwa, nie oznacza przegranej wojny! A wojna wkrótce, bo za równy miesiąc. No, ale wcześniej jeszcze po drodze "bitwy"..... w Blachowni  i Kłobucku.... 

sobota, 16 sierpnia 2008

[141] BPS..

Bezpośrednie przygotowanie startowe.... Do Maratonu Warszawskiego już tylko 43 dni !! A najbliższy start 24 sierpnia w Parzęczewie -Półmaraton Puchatka ;) Podczas MW drugie podejście do czasu 3:45. W Krakowie niewiele brakło, ale też warunki atmosferyczne były niespecjalne. Inna sprawa, że bardziej "leżą" mi maratony jesienne. W Poznaniu biegło mi się fantastycznie. Z rana było bardzo chłodno, ale potem zrobiło się słonecznie. Natomiast pod Wawelem prawie cały czas deszcz i chłód. Zobaczymy jaka aura będzie w Warszawie. "Chwila prawdy" zbliża się; Dzięki podpowiedziom Verdiego w moich przygotowaniach jest kilka nowych, ale wydaje mi się istotnych elementów. Jestem pełen optymizmu zwłaszcza, że  podobno historia lubi się powtarzać;... W ubiegłym roku w Łodzi byłem trzy minuty po planowanym czasie, za to w Poznaniu cztery przed czasem... Jeśli więc prawo serii się utrzyma; /w Krakowie byłem znowu  3 min. po czasie/ to w stolicy ..... No, ale lepiej cicho sza, co by nie zapeszyć! Wczoraj i dziś przez Polskę przewala się fala intensywnych opadów, deszczu, gradu, gwałtownych burz i coraz częściej pojawiających się trąb powietrznych. Są ofiary w ludziach, ogromne straty materialne.... Bardzo współczuję wszystkim poszkodowanym, a zwłaszcza  mieszkańcom pobliskiej Blachowni gdzie Jacek Chudy organizuje fantastyczne imprezy biegowe. Dzisiaj też odbyły się eliminacje Biegu Katorżnika i podobno warunki były bardzo trudne; Tylko trzynaście stopni przy taplaniu się w błocku, powoduje wychłodzenie organizmu i utratę "mocy" Doświadczyłem tego w maju w grodzie Kraka. Dla pokrzepienia serc, jako, że mamy LIO w Pekinie dziś w nocy będzie szedł na 20km nasz ziomek Jakub Jelonek, a nocy z niedzieli na poniedziałek startuje w triathlonie częstochowianka Ewa Dederko; Więc trzymamy kciuki za naszych sportowców i życzymy...........

sobota, 9 sierpnia 2008

[140] Ściganie...

W tygodniu wracając z naszej alei Brzozowej przytrafiło mi się małe ściganko... Kiedy dobiegłem  do przejścia dla pieszych i zatrzymałem się, obok przystanęła dama na rowerze. Autentycznie dama; rower damka, sukienka w kwiaty, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne. Zerknęła na mnie  zgrzanego biegacza z wyższością i wyraźnie z politowaniem... Start po przejeździe samochodów miałem lepszy; Ale po kilkunastu metrach zaczął się długi, stromy podbieg/podjazd zależy jak dla kogo. Mniej więcej na jednej czwartej (jeszcze łagodnej) tego dystansu słyszę z boku chrzęst przerzutki  /ja chodnikiem po lewej, pani po prawej stronie ulicy/ Spoglądam w bok... a rywalka z uśmiechem triumfu zaczyna mnie mijać! Do skrzyżowania w połowie wzniesienia trzymamy się równo! Ale potem zaczyna się ostro pod górę i zaczynam..... wychodzić na prowadzenie! dochodzą mnie z boku nerwowe  trzaski przerzutki, ale już się nie oglądam tylko ciągnę na górę!; Na szczycie dyskretnie zerkam za siebie i myślę w duchu: dziewczyno zasada pierwsza nigdy nie lekceważ przeciwnika! Nawet jeśli ma dwadzieścia pięć lat na jedną nogę ;)
 W niedzielę wybrałem się z teamem na imprezę: VI Perła Paprocan do Tych. Jeszcze na marszobiegu w Olsztynie Tigresska zachwalała  Perłę i sama zapowiadała udział. Mnie zaciekawiła formuła tego biegu; Biega się wokół jeziora dystans 7km. Każdy może zaliczyć tyle okrążeń ile chce. Część startujących biegnie jedno kółko inni czternastkę, a niektórzy połówkę i nawet maraton. Organizatorzy robią bieg jak to mówią towarzysko-treningowo-rekreacyjno-rodzinny i wychodzi z tego naprawdę super imprezka. Ponieważ na "łikend" planowałem 30-stkę; pomyślałem połączę przyjemnę z pożytecznym i zamiast biegać na starych śmieciach zwiedzę Tychy. I naprawdę nie żałuję: "ochrzciłem" koszulkę w boju, ostatnie kółko zrobiłem w miłym towarzystwie Tigresski, zobaczyłem tyską piramidę, poznałem nowych ludzi; także nordic walkingowców. Fajnie mi się biegło, chociaż po nocnych opadach było bardzo parno. Jestem pod wrażeniem gościnności i życzliwości osób  z obsługi biegu -  wielkie brawa!!!
  
Po wolnym poniedziałku; od wtorku cztery treningi biegowe, ok. sześćdziesięciu kilometrów w nogach. Dzisiaj dobrze, że ubrałem białą koszulkę to na Bialskiej mogłem udawać "samotny biały żagiel"  Zwłaszcza pod koniec kiedy polało z nieba :( Los co prawda mi sprzyjał, bo spotkałem po drodze dwóch biegaczy i śliczną biegaczkę.  A i Natura okazała się łaskawa, bo w okolicach  Gruszowej "wystawiła" punkt żywieniowy ze świeżutkimi jeżynami. Jak się posiliłem żal było wracać, więc machnąłem sobie półmaratonik ;) Aha w czwartek miałem okazję w I Alei NMP powitać Pielgrzymkę Biegową z Bytowa. Biegacze-pielgrzymi  od 3 do 7 sierpnia pokonali trasę 520 kilometrów. Więcej z fotkami na stronie Jasnej Góry:

sobota, 2 sierpnia 2008

[139] Co dobre szybko mija...

Trudno "zatrybić" i wrócić do codzienności po "obozie kondycyjnym" Ale cóż czas płynie... zostały wspomnienia i opalenizna. Krynica powitała nas ciepło ale deszczowo. Jednak  już po dwóch dniach zrobiło się upalnie tylko morze zimne... jak nie wiem co. Po nieprzespanej nocy w pociągu pierwszego dnia odpuściłem bieganie. Ale zaraz zacząłem się rozglądać gdzie tu można potuptać. Po rekonesansie kurortu znalazłem super ścieżki w lesie. Niczym w górach pofałdowane, a zarazem pokręcone, więc można kręcić kółeczka, pętelki...  W następnych dniach pobudka 5:30 i do lasu... Najpierw ścieżkami, potem plażą w jedna stronę, w drugą; kąpiel w morzu i powrót na kwaterę.
  
Super sprawa; w lesie cichutko i kojący chłodek, na plaży już skwar, ale szum fal i wiatr od morza.... Ludzi niewiele, tylko zbieracze muszelek, "poszukiwacze skarbów" przeczesujący piasek, wracające łodzie z morza i kilku biegaczy ze zdziwieniem reagujący na pozdrowienia.... Szukałem jakiegoś biegu, ale niestety, w tym roku Biegi Śniadaniowe startują podobno w sierpniu. Widziałem co prawda reklamę Biegu św. Dominika w Gdańsku, ale termin .... 02.08. Po powrocie dzień aklimatyzacji i ... na swoje stare ścieżki.... Ciężko się przestawić, ale trzeba brać się do roboty, bo do MW już za nie cale dwa miesiące. Dziś koledzy Zabiegani walczą na Jaworznickiej piętnastce. A  ja jutro w ramach przygotowań VI Perła Paprocan;  tam jeszcze mnie nie było; Tigresska twierdzi że super impreza więc trzeba sprawdzić...


A ja biegłam tą piętnastkę. Ależ straszliwa burza z ...

... piorunami i ulewnym deszczem była przed  biegiem. Rozgrzewkę, rozciąganie i gimnastykę robiliśmy na hali sportowej. Fantastyczny to był widok: wszyscy zdyscyplinowani ...

~Cecylia 2008-11-12 20:37
 

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13