"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


sobota, 31 października 2015

wycieczka...

endomondo
w sobotni poranek w Sokole Góry z Moniką była świetna:) Chłodno! tylko trzy kreski na plusie i mgła.
W czwartek nie udało się Moni po ciemku zgubić mnie w bialskich polach hi,hi... Więc dziś wyprowadziła dziadka w pole (przepraszam las;) i zamiast półtoragodzinnego treningu wyszła bez mała połówka he,he...
Normalnie przy dobrej widoczności w tym rejonie trudno pobłądzić, bo ruiny zamku są doskonałym punktem odniesienia. Dzisiaj jednak gęste opary mgły szczelnie otulały wszystko w promieniu kilkuset metrów:( W pewnym momencie przez dreptane pogaduchy stanęliśmy na rozdrożu i musieliśmy zasięgnąć "języka" aby trafić na olsztyński rynek;)
Zaliczyliśmy prawie godzinę spóźnienia narażając się na wymówki naszych bliskich. Ale przecież mamy usprawiedliwienie;) Zgubiliśmy się przez mgłę!

Fajnie było! I nie mogło być inaczej, bo dzisiaj znów dedukuję moje cioranie po Jurze naszej kochanej Wiktorii, która dokładnie trzy miesiące temu  ku naszej radości przyszła na świat <3
Chyba dlatego popołudniu cudownie się do mnie uśmiechała i "wierzgała" nóżkami jakby już chciała z dziadkiem pobiegać;)

piątek, 30 października 2015

nie nadążam...

z pisaniem za bieganiem hi,hi... Wczoraj wieczorem w świetle czołówek szukanie wilka w Wilka Lasku z Monią;) W pewnym momencie w blasku światła jakaś para oczu się pojawiła he,he... ale nie wiadomo czyja? Ładny, ciepły wieczór jak na te porę roku (+10:-) Monika jak zwykle  "ciągła" do przodu jakby chciała dziadka zgubić;) Ale się nie dałem. I tym sposobem nabiegaliśmy około dziesięciu mil:) Dzięki Mo Nika:)

Za to dzisiaj rano w Alei Brzozowej jak to określiła Karola było mgliście i magicznie:-)
zdjęcia  Karoliny
Opadająca mgła i chyba dlatego tylko około czterech stopni na plusie, za to widoki rewelacyjne:) 
Po ciemku trudno rozpoznać znane ścieżki, ale spowite mgłą były jedyne w swoim rodzaju. Ścielące się na polach mleczne obłoki nie tylko ograniczają widoczność, lecz także wyciszają dobiegające z dala odgłosy cywilizacji. Miejscami gdzie nisko zwisające gałęzie z resztkami liści dodatkowo utrudniają obserwacje czuliśmy się jak w tajemniczym lesie;) 
W połowie drogi kiedy zwróciłem Karo uwagę na ślady końskich kopyt nagle zza krzaków wyłoniły się na wierzchowcach dwie amazonki:) Mówisz i masz cha,cha... 
Spokojne tempo, cisza, "maseczka" na twarz ze skraplających się oparów, czyli jak to mówią połączenie przyjemnego z pożytecznym he,he... Było świetnie! Dziękuję Karolina!
Wczoraj szesnaście kilometrów dziś czternaście  i w sumie w ciągu czternastu godzin trzydziecha z przerwą spanie;) 
W doborowym towarzystwie nawet się nie czuje kaemów w nogach. Zresztą Takim Dziewczynom nie sposób odmówić;)

środa, 28 października 2015

Szron...

po nocnym przymrozku, rześkie powietrze i słoneczko to super aura na bieganie:) i pobiegowe morszenie he,he...
W promieniach słońca cieplutko i szron znikł błyskawicznie.
Ale w miejscami na powierzchni zacienionej zima trwała jeszcze długo;)
Mówi się: "nie ma złej pogody na bieganie, są tylko nieodpowiednio ubrani biegacze" Mnie dziś udało się dobrać ciuchy idealnie:)
Na "Bałtyku" nie było mnie od piątku, więc dziś kręciłem pętelki po parku Lisiniec i napawałem się cudną złota polską jesienią:)

Pomalutku z przystankami na foto udeptałem prawie dwanaście kilometrów:) Przyznaje nawet nie wiem kiedy;) Korespondencyjnie z Karolą wyszła nam połówka z "hakiem":) Po dreptaniu zanurzenie w "Pacyfiku" w blasku słońca rewelacyjne:) Nie wiem czemu dzisiaj "zmarzły" mi stopy hi,hi...
Fajnie było choć nie tak rewelacyjnie jak w poniedziałek.

poniedziałek, 26 października 2015

poniedziałkowe, wyjazdowe...

bieganie dzięki Karo rewelacyjne:) Pogoda super, tereny do biegania świetne i jeszcze "duża" woda, żeby można było się schłodzić po treningu he,he... Szata roślina wokół zalewu jesienna i w blasku słońca mieniąca się kolorami tęczy hi,hi...
Moje endo na telefonie bardzo "oszczędne" bo pokazało dychę, a zegarek Towarzyszki jedenaście kilometrów. Komu wierzyć? 1000 metrów to trochę dużo:( Nawet gdybym latał po orbicie;)
Zrobiliśmy rekonesans ścieżek wzdłuż linii brzegowej do zapory oraz przybrzeżnego lasu.
Widoki fantastyczne:)  Zapach lasu tak mocny, że mieszczuchowi przyzwyczajonemu do miejskiego smogu dech w piersiach zapiera;) Tempo rekreacyjne to fajna rozgrzewka przed jesiennym morsowaniem w październikowych promieniach słońca. Kapitalny początek nowego tygodnia i dobra zajawka na kolejne dni:)


Niech Ktoś powie, że bieganie jest nudne, bo nic się nie dzieje;)

sobota, 24 października 2015

dla Wiktorii...

specjalną trasą po ciemku, ale w blasku księżyca;) 
Tak jak wczoraj deklarowałem w wigilię Chrztu Świętego naszej cudownej wnusi dzisiejszy szasnastokilometrowy trening dedykowałem naszemu kochanemu Maleństwu:)  
endomondo
Najpierw przez Dolinę Miłosierdzia  by Bóg obdarzył Ja wszelkimi potrzebnymi łaskami. Potem do babci Ani, Której nie dane było jak nam nacieszyć oczy widokiem tej pięknej dziecinki i przytulić skarbeńka do piersi:( Dalej do Wiktorci, Jej rodziców, dziadka Wojtka i Chrzestnego z rodzinką:) Aby był lepszym ojcem chrzestnym niż ja:( Później do parafii gdzie jutro Wiki otrzyma sakrament Chrztu Świętego i gdzie ochrzczona była Jej mama, a nasza Córcia Ola;) A potem tam gdzie chrzciliśmy naszego syna Marka - tatę Wiktoreńki:) Następnie koło szpitala gdzie nasze kochane Maleństwo przyszło na świat:-)
Na szczęście bez problemów, komplikacji zdrowa fantastyczna dziewczyna z krwi i kości naszych dzieci, a tym samym nas;)
I w końcu przed tron naszej najdroższej Mateczki, aby Pani Jasnogórska otaczała  naszą Dziecinę płaszczem swej matczynej opieki, chroniła od złego i prowadziła przez życie.
Na zakończenie  "pod oknami" naszej drugiej Córci Edyty matki chrzestnej Wiktorii, żeby razem z synem Jakubem podobnie jak Ola z Markiem mogli doświadczyć tej ogromnej  radości jaką daje przyjście na świat potomstwa:-)

Wczoraj wątpiłem, żebym dziś podtrzymał tradycję sobotniego biegania na Bialskiej. A jednak symbolicznie kawałek Alei Brzozowej udało mi się po ciemaku przebiec he,he...
 To był świetny bieg! Niby solo, ale czułem Czyjąś obecność:) Zwłaszcza kiedy nagle i niespodziewanie na Łubinowej w ciemnosciach wyrosła przede mną góra hi,hi...

piątek, 23 października 2015

Jaki piątek...

taki świątek;) Mam taką nadzieje:-) Bo dziś bardzo dobry dzień od samego rana:)
Znowu kapitalne szybsze przebieranie nogami w parku Lisiniec i na zakończenie zanurzenie hi,hi... w "Pacyfiku":)
Po nocnych opadach deszczu mokro, wilgotno, ale ciepło.
Na termometrze +10 stopni Celsjusza.
W drodze na "Bałtyk" usłyszałem za sobą wołanie. Oglądam się i super niespodzianka po mojej trasie leci Karo! Jutro biegnie połówkę w Krakowie, a tu na dreptanych pogaduchach zeszło nam dziesięć kilometrów;) Deszcz nam odpuścił, więc dzisiejsze spokojne na luzie bieganko nie powinno jutro zaszkodzić. Mnie osobiście lepiej się biegnie na zawodach jeśli w przeddzień pobiegam. Kiedyś dzień przed i dzień po odpuszczałem. Jednak przetestowałem na sobie he,he... że odpoczywam dwa dni przed;) W dniu poprzedzającym start "wchodzę" na obroty;) a na drugi dzień po zawodach wychodzę na roztruchtanie:) Nawet po królewskim dystansie. Po trzech pierwszych maratonach stosowałem wyczytaną na portalu biegowym zasadę ile dziesiątek przebiegniętych kilometrów tyle dni postu od biegania i potem nie mogłem zatrybić;)

Sobotnie bieganie, ale nie wiem kiedy?, gdzie? Niestety chyba raczej nie na Bialskiej:( Pewnie do jutra coś wymyślę. Wszystko zależy od pory dnia o której uda mi się wyjść pobiegać;)

Jutro chciałbym pobiegać z myślą o naszej kochanej wnusi i Jej dedykować dziadkową aktywność:) Przydałaby się w związku z tym specjalna trasa;)

W niedziele biegania nie będzie! Będzie za to świeto w rodzinie i bardzo ważna uroczystość:
Chrzest Święty naszej kochanej Wiktorii:-)

czwartek, 22 października 2015

i choć padało...

i było ślisko to pobiegało sobie chłopisko;) Kropiło, mżyło, a pod koniec nawet przestało he,he... żeby nie chciało się wracać. Natuptałem dzisiaj czternaście kilometrów. Spokojnie, nie śpiesząc się, obserwując złotą polską jesień:)
Trochę z żalem spoglądałem na lustro wody przebiegając obok "Pacyfiku":( Ale specjalnie nie zabrałem plecaka z wyposażeniem kąpielowym, aby mnie nie korciło;) Pluskanie  trzecie w tym tygodniu bedzie jutro. Dziś bieganie i trenowanie samotności długodystansowca hi,hi...
Zastanawiające jest to że biegam ciągle prawie w tym samym terenie, ale wciąż odkrywam te tereny na nowo. A to jakąś nową ścieżkę znajdę, a to jakiś fajny widok się trafi na który dotychczas nie zwracałem uwagi... To znowu zachwyci mnie drzewo obok którego przebiegałem setki razy. Lecz teraz dopiero obsypane resztką kolorowych liści przyciąga uwagę. I niech Ktoś powie, że bieganie jest nudne;)
Na koniec coś z dedykacją dla "specjalistów" żywieniowych, Którzy wymyślają mięsa nie!  pszenica wróg! cukier zabójca! mleko szkodzi! drożdżówki be..  Za to gniot w foli - następca drożdżówki cacy:( Uważam najlepiej jeść wszystko co nam smakuje. Wszystko jest dla ludzi:) Oczywiście w rozsądnych ilościach. Dlatego super dieta to "ŻP" - żryj połowę hi,hi... Można jak pustelnik żywić się tylko korzonkami, ale i tak zejdziemy z tego świata:( Tylko zdrowsi he,he...
Zresztą pokarm dla ludzi to nie tylko paliwo. Od wieków jedzenie, alkohol, biesiadowanie jest przyjemnością i stół jednoczy ludzi:)

środa, 21 października 2015

dziś było...

rewelacyjnie:-) Chociaż bieganie krótkie i tylko krótkie zanurzenie w "Pacyfiku" hi,hi... Ale przecież liczy się jakość nie ilość;)
Tak jak z maratonami. Są to długie dystanse, które dają niesamowite przeżycia i niezapomniane chwile. Nie na próżno zwą je królewskimi. Lecz niekiedy zdarzają się kapitalne dychy, czy połówki. Wszystko zależy z kim się biegnie, a potem jeszcze gdzie;)
Deszcz przestał padać. Na termometrze słupek rtęci podniósł się do ośmiu kresek powyżej zera, więc pogoda jak na zamówienie:)
Fajna pogoda zwabiła szybciej przebierających nogami i kijarzy, bo frekwencja amatorów aktywności na świeżym powietrzu już dawno nie spotykana.
Ciekawy trening wymyśliła biegająca tam dziś dziewczyna z blond kucykiem latającym na prawo i lewo niczym metronom;) Biegła ścieżką rekreacyjną i przebiegała po ustawionych co kilkanaście metrów ławkach. Dechy są krótkie, więc na dłuższą metę idzie się nieco "upodlić" hi.hi... Zadarcie stopy do góry, jeden krok, zeskok i tak kilkanaście razy pod rząd.... muszę też kiedyś spróbować:)
Dzięki spotkaniu Karo nawet nie wiem kiedy zrobiliśmy dziewięć kilometrów. Szkoda, że to nie maraton;) bo tak szybko minęła nam godzinka:)

Wracając z rozpędu wleciałem na moją "ścianę płaczu" na pełnym gazie. Po uprzednim pokonaniu dwudziestu schodków pod bacznym okiem zakonniczki he,he...

A w domu miła niespodzianka. Jakub Karp właściciel Innych Spacerów przysłał mi sygnałowy egzemplarz książki *MARATON ZAAWANSOWANY*. Z listem przewodnim i kilkoma zaznaczonymi w treści "złotymi myślami" Bardzo dziękuję! Na pewno przeczytam;)

poniedziałek, 19 października 2015

we mgle...

https://picasaweb.google.com/104418756008194431802/WeMgle
dzisiejsze po startowe truchtanie na "Bałtyku" i kąpiel w "mleku" hi,hi...
Zawsze staram się podreptać na drugi dzień po zawodach. Tym razem zrezygnowałem, aby jak najwięcej "polatać" z MLP po Wrocku. 
Mam do tego miasta szczególny sentyment. W szkolnych latach ogromne wrażenie zrobiło na mnie ZOO. Później u progu dorosłości byłem tam skoszarowany w czasie służby wojskowej.
Teraz ulica nosi inną nazwę. Nie wiem nawet, czy pułk istnieje... A Wrocław zmienił się niesamowicie. Zresztą kiedy byłem na maratonie już miałem problemy z odnalezieniem ulubionych miejsc:(   

Gęsta mgła dzisiaj! Ciekawe, że na ścieżkach wśród krzewów i drzew jakby rozrzedzona? 
Zamierzałem pierwotnie pobiegać poza parkiem Lisiniec. Wolałem jednak nie ryzykować "bliskiego" spotkania z jakimś pojazdem przy tej ograniczonej widoczności.  
Fajnie udeptywało mi się szeleszczące pod butami kolorowe liście. Nakręciłem w spokojnym tempie prawie dyszkę i mokry od opadającej mgły potupałem pod brzózki;) Dobrze, że zabrałem bluzę na zmianę, bo jak kiedyś mogłyby być w drodze powrotnej telepki he,he... 
Temperatura powietrza +1, ale wody myślę jak poprzednio około plus dziesięć:) Takie proporcje temperatury są świetne:) Woda cieplejsza od powietrza sprawia, że łatwiej się wchodzi do wody i podczas kąpieli jest rewelacyjnie:) Dzisiejsze pluskanie z racji mlecznych oparów wyjątkowe! Cisza, aż w uszach dźwięczy;) i nic wokół nie widać:) Wrażenie niesamowite jak siedzi się w wodzie, a dookoła nic nie widać...

niedziela, 18 października 2015

Górki i schody...

ale było super he,he... Start i górka Pafawagu, potem schody nad Hallera i kierunek górka Skarbowców. Dalej park Grabiszyński i cmentarz Żołnierzy Polskich. Mocny podbieg i zbieg po bruku. Powrót z drugiej strony górki Skarbowców;) znowu schody i żeby nie było za dobrze jak powiedział jeden z organizatorów wbieg zbiegiem pod górkę Pafawagu i w dół do mety:) Tak pokrótce wyglądała trasa świetnego Biegu Trzech Wzgórz we Wrocławiu.
Wolę starty w godzinach przedpołudniowych. I chociaż wczoraj na trasę ruszyliśmy o siedemnastej biegło mi się rewelacyjnie:) Mimo wspomnianych "atrakcji" udało mi się tę fajną trasę przebiec w niezłym czasie i przed zmierzchem;)
Załapałem się na tę imprezę w ostatniej chwili i nie żałuję:) Ba, polecam ten bieg, bo trasa jest super! Ciekawa, urozmaicona;) dobrze oznakowana i daje nieźle w kość hi,hi...
Na pakiet nigdy nie narzekam, bo "darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda" Dla mnie okey! Była woda, tabliczka czekolady, opaska odblaskowa i jak zawsze trochę "makulatury";) Na trasie woda. Po biegu drewniany medal i picie, ale przecież to tylko dodatki. Dobrze, że jest sprawne biuro, szatnie, depozyt... Jednak dla mnie liczy się przede wszystkim trasa i fajne bieganie. Aha, był jeszcze na koniec Bieg Krasnala - niestety szkoda, że po ciemku:( i losowanie nagród wśród wszystkich uczestników.
Nagradzano na podium trzy pierwsze miejsca open kobiet i mężczyzn oraz tylko zwycięzców w kategoriach wiekowych K i M. Osobiście proporcje odwróciłbym. Rywalizujemy zawłaszcza w gronie rówieśników, więc tu dekorowałbym trójki, a w open najlepszą kobietę i mężczyznę. Wiem, koszty! Potrzeba więcej pucharów, nagród.... Ale czy muszą być puchary? Przecież samo "pudło" jest w pewnym sensie wyróżnieniem. Zatem nagrody mogłyby być symboliczne. Cóż orgowie boją się zapewne o frekwencję. Bo wielu biegaczy wybiera starty kalkulując: co dają? opłaca się - nie opłaca startować ?:(
Będąc w Alltoting przykładowo na pudle była paczka makaronu i dyplom cha,cha... Gadżeciarze oczywiście byliby przeciw, lecz tak z ręką na sercu ile można ustawiać w domu tych "sreber" do odkurzania;)

piątek, 16 października 2015

Rozgrzewka...

tylko przed jutrzejszą imprezą he,he... i regeneracja w "Pacyfiku" po wczorajszej dziewiętnastce;)
Zapowiada się extra dzień, ale na razie cicho sza, żeby nie zapeszyć hi,hi...
Po wczorajszym dłuższym tuptaniu dziś tylko cztery kilometry na "Bałtyk" i z powrotem:) 
Oczywiście z pluskaniem w międzyczasie.
Deszcz rano przestał padać, zatem nie było "prysznica" z nieba tylko moczenie w "wannie";)
Pochmurno z chwilowymi przebłyskami słońca i ciepło. Temperatura powietrza plus dziesięć, a wody o stopień niższa. 
Mokro, wilgotno, lecz za to cisza, spokój. Dobrze, że zabrałem karimatę, bo nie byłoby nawet gdzie położyć ciuchów:(
Sama kąpiel po dłuższym wybieganiu to rewelacyjna odnowa biologiczna całego organizmu. Nie tylko mięśni i stawów. Trudno to wyjaśnić. Trzeba tego po prostu doświadczyć osobiście.
Zresztą także zawodowcy stosują zimno w regeneracji organizmu po treningach i zawodach. Również ludziom nieuprawiającym sportu lekarze ordynują krioterapię w specjalnych komorach.
Morsujacy mówią, że morsowanie to *krioterapia dla ubogich* bo za darmo:)
Trzeci dzień z kolei biegowy i trzydzieści trzy kilometry. Średnio jedenaście dziennie, więc nic wielkiego. Ciekawe jednak jak ten układ jutro się sprawdzi;)
Niby nieplanowane, niespodziewane imprezki są najlepsze cha,cha...

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13