"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


niedziela, 29 lipca 2007

[89]Gorący okres, czyli moja chwila prawdy...

Zbliża się chwila prawdy, po niedzieli zaczynamy remont mieszkania. Moja Lepsza Połowa ma już urlop więc zaczynamy..... Nie będą to dniówki ośmiogodzinne, ale harówka od rana do wieczora. No i gdzieś trzeba wkomponować jeszcze t r e n i n g. Jak się polata przez cały dzień po drabinie to wieczorkiem może być ciężko się zmobilizować. Pozostaje więc pobudka wcześnie rano, bieganie, prysznic i do roboty..... Po debiucie w mBankmaratonie, zmniejszyłem tygodniowy kilometraż, lecz przybyło mi  za to startów na krótszych dystansach. Ale teraz po okresie regeneracji wznowiłem przygotowania do dłuższych startów jesiennych. Mój dowódca w wojsku mawiał "więcej potu na ćwiczeniach mniej krwi w boju".... więc nie ma się co szczypać tylko tylko "trza się mocować z życiem"....  Wychodzi, że ilość "dziur" w moim planie podczas remontu  będzie miarą mojego uzależnienia biegowego....!!!! W minionym tygodniu przebiegłem ok. 60 kilometrów. W  poniedziałek owb1+przebieżki, wtorek owb1+ podbiegi, środa owb1, czwartek gimnastyka, piątek 30 minut bc w drugim zakresie i w sobotę z samego rana dziewięćdziesięciominutowa wycieczka biegowa północno-zachodnimi obrzeżami miasta. Dobra pogoda, dość ciepłe noce pozwoliły mi kończyć treningi kąpielą w "Bałtyku" Nawet nie myślałem, że poranne pływanie może być takie fajne. W tym tygodniu  obyło się bez "efektów specjalnych" Wczoraj jedynie podczas pływania zaczął lekko kropić deszczyk, ale mnie nie zmoczył bo byłem już w wodzie............

niedziela, 22 lipca 2007

[88] Niedowiary...

Uff, klimat tropikalny nam się zrobił. Jak widzę w TV reklamę gdzie w zimowej scenerii biegnie sobie biegacz to zaczynam mu zazdrościć. Jednak z drugiej strony to już ostatni tydzień lipca, sierpień minie jak z bicza strzelił, a potem z tęsknotą przyjdzie wspominać ciepłe noce, spanie przy otwartym balkonie, chodzenie w krótkich portkach i sandałach "na oklep." pływanie w otwartych zbiornikach i inne letnie atrakcje..... A propo atrakcji w tym tygodniu miałem niecodzienne zdarzenie wprost nie do wiary..... Ale po kolei; Startem w Opolu 7-go bm zakończyłem sezon wiosenny, z którego jestem bardzo zadowolony. W maju debiutowałem w maratonie mBanku. Zaś w czerwcu startowałem w Olsztynie (6km), Myszkowie (10km), Janowie (3km) i Blachowni (6km). Każde zawody to poprawa wyniku na danym dystansie widać więc, że solidna praca na treningach zaowocowała poprawą "życiówek". A, że podobno odpoczynek równie ważny jak trening; ostatnie dwa tygodnie były "urlopowe" To nie znaczy, że bez biegania. Były lekkie bieganka 3-4 razy w tygodniu, średnio  po 50 minut z samego rana zaraz po szóstej kiedy słonko jeszcze tak bardzo nie przypieka. Poranne łagodne bieganie, potem chlup (o siódmej) do "bałtyku" /naszego bałtyku, nie mylić z morzem bałtyckim/ i powrót truchtem do domu. Takie letnie atrakcje fajnie będzie wspominać zimą, tym bardziej, że jestem ciepłolubem i uwielbiam lato!!! Po południu też chodzimy popływać, ale to już nie to samo; pełno ludzi, tłok jak w godzinach szczytu w miejskim autobusie; woda zmącona jakaś taka gęsta; A rano cisza tylko gdzie nigdzie moczący kije wędkarze. Woda cieplutka, spokojna powierzchnia w której odbijają się promienie słońca. Nad samym lustrem wody taka jakby mgiełka.... no i w wodzie tylko ryby, kaczki /tj. takie ptaki co robią kwa kwa kwa...../ i ja. Pora zejść na ziemię. Od jutra rozpoczynam przygotowania do startu/ów jesiennych. Aha miało być o niecodziennym zdarzeniu. Chyba... w poniedziałek ? Przebiegłem  jakieś 45 minut, schodzę ze skarpy nad brzeg naszej glinianki. Patrzę i oczom nie wierzę kilkanaście metrów dalej widzę panią w bieliźnie?! W pierwszej chwili pomyślałem pewnie duch. /Trochę ludzi tu już się potopiło, bo dalej od brzegu dno jest bardzo nierówne, jak to w takich po cegielnianych wyrobiskach/ Myślę sobie, jakieś ostrzeżenie?....  Co tam sen mara, Bóg wiara. Zdjąłem czapkę, okulary, schyliłem rozwiązuje buty i nagle jakiś ....blask. Podnoszę głowę, a to dama wchodzi do wody.... w biustonoszu..........z goła pupą!! Zaskoczenie, konsternacja; mówię sobie -"ki diabeł" jakiś wodnik szuwarek dybie na moje życie, czy co?!!! Wchodzić nie wchodzić ? Ochlapałem się z lekka i wchodzę. Pływam w kółko i kątem oka łypie co tu się kroi?......Pani, się pochlapała, przepłynęła w jedną potem w drugą stronę i chyłkiem hyc na brzeg. Raz dwa trzy wskoczyła w spódnicę, bluzkę i już Jej nie było. Przypuszczam, że musiałem mieć chyba bardzo głupia minę!!!! Ubierając się przyszło mi na myśl?, - może śnię?, więc dla pewności solidnie nawet się uszczypnąłem. Biegnąc do domu mówię sobie, miałem rożne przygody, ale tego jeszcze nie było, jak opowiem Mojej Lepszej Połowie to mi na pewno nie uwierzy........

poniedziałek, 9 lipca 2007

[87] Powalczyłem...

Jednak to prawda jak się bardzo chce to się uda. Pomimo przeszkód udało mi sie wystartować w Opolu. Co prawda pojechałem z nieco okrojonym fan clubem i bez Mojej Lepszej Połowy, ale jestem bardzo zadowolony. Bo udało mi się po raz pierwszy powalczyć i przebiec "dyszkę" poniżej 45 minut (44:20). W ubiegłym roku też na Biegu Opolskim zajęło mi to 51 minut 40 sekund. Tak dobry czas na tegorocznym biegu zawdzięczam w zasadzie mojemu biegowemu rywalowi. Przeglądając wyniki ostatnich imprez stwierdziłem, że jeden z biegaczy jest zawsze tuż, tuż przede mną. Przejrzałem zdjęcia z Janowa, Blachowni i uświadomiłem sobie, że mój rywal początkowo biegnący za mną mniej więcej w połowie dystansu mnie..... mija. Zapisując się do Biegu Opolskiego przez internet, na liście startowej dostrzegłem ?........nazwisko mojego rywala. Troszkę krew mi zawrzała i odezwał się wewnętrzny głos wojownika; Przecież trenuję solidnie, nie jestem już biegowym żółtodziobem, mam pewne doświadczenie startowe, a najważniejsze pomyślałem w duchu czuję się mocny!! Po raz pierwszy prawdę mówiąc koncentrowałem się i przygotowywałem  do startu mentalnie; Mając nadzieje zrewanżować się mojemu konkurentowi /tym bardziej, że jesteśmy w tej samej kategorii wiekowej/ No i tak jak nastawiłem się psychicznie, to od samego rana w sobotę, fizycznie czułem się jakoś nijak. Nadrabiałem miną, ale już po starcie na pierwszym okrążeniu pomyślałem: chciałeś się odkuć, ogryźć i co... - żebyś chociaż jakoś doczłapał się do mety?! A rywal ?!!! pewnie już daleko w przodzie. Kiedy tak biłem się z myślami, w połowie drugiego kółka; myślałem, że śnię!!!! mija mnie ..... ON.!!! Załapałem się na "kółko" i lecimy.... coraz szybciej!!!! Oj mówię sobie będzie krucho daleko tym tempem nie pociągnę. Dobiegamy w okolice startu i kalkuluję - to już ostatnie okrążenie, do mety jakieś tylko 3 kilometry. Tylko trzy i aż trzy!!! Nie jestem w stanie wyprzedzić rywala, bo jak tylko się zrównujemy to jeszcze przyśpiesza. Biegnę i koncentruję się na.... trasie. Biegnę "myślami" zaraz będzie most, potem zbieg, byle z wałów do parku (będzie mniej wiało) itd itd. W parku przez chwilę zwątpiłem- przecież dyszę jak parowóz, może odpuścić??? Nie, najwyżej ustanę i koniec!!! Doczołgam się ukończę, czas nie ważny, ale tanio skóry nie sprzedam!!!! Nagle "światełko w tunelu" do końca kilkaset metrów, a mój przeciwnik mówi: "teraz to już damy radę"!!?  Zauważam też, że także ciężko oddycha, więc musi być zmęczony podobnie jak ja!!!! To dla mnie "dopalacz" !!! przedostatni zakręt ..... a mnie jakby ktoś zaaplikował zastrzyk energi, podrywam się i "grzeję" ile sił do mety, po drodze wyprzedzając jeszcze jednego biegacza. META!! zatrzymanie stopera, medal, entuzjazm i fala radości. Odwracam się do... przed chwilą jeszcze rywala, a teraz już Kolegi biegacza z podziękowaniami za wspólny bieg i rywalizacje. Świadom, że ten dobry wynik i moje szczęście to w pewnym sensie również Jego zasługa.!!!!


... pod niesamowitym wrażeniem. Jak czytałam to tak mnie wzieło, ze wszystkie mięsnie napieły mi sie przed metą... :-)) podziwiam ludzi, którzy tak uparcie dązą do ...

isia35@buziaczek...2007-07-16 21:18

niedziela, 1 lipca 2007

[86]Pracowity miesiąc...

Koniec tygodnia, koniec miesiąca. Niespodziewanie czerwiec okazał się bardzo "pracowity" Kilometraż może nie jakiś rewelacyjny, bo 202 kilometry, czyli  średnio wychodzi pięćdziesiąt tygodniowo. Za to sześć startów, co daje statystycznie raz na tydzień zawody. Do tego dwa starty w jeden weekend, a więc dzień po dniu. O wszystykich biegach pisałem wcześniej, więc nie będę się powtarzał. Mam jednak satysfakcję wielką, że moje treningi nie idą na marne. Nie dość, że w maju udało mi się przebiec maraton to każdy start na krótszych dystansach przynosi poprawę życiówki. W najbliższą sobotę magiczna data 07.07.2007, a mnie... kusi... i nęci...Bieg opolski na wyspie Bolko,   http://www.biegopolski.pl  Pogoda zapowiada się fajna, więc.... na razie myślę...."aż mi sie styki palą" Wczoraj zrobiłem sobie dwudziestokilometrową wycieczkę biegowo - rowerową. Tzn. ja biegłem, a Mati jechał rowerem!!! Zrobiliśmy rozpoznanie nowych ścieżek i przetrząsnęliśmy trochę lasek po którym biega........ mój chrześniak Adam /Ostatnio obserwuje u Niego początki zauroczenia biegowego, a to już tylko krok do uzależnienia/ Całkiem fajny teren, trochę piachu, jest i górka, a także proste równe odcinki. Można trenować, szkoda tylko, że jak dla mnie trochę daleko od domu. Nie ma to jak trasy biegowe "pod nosem" jest wolna chwila to w buty i już...... Czasami naprawdę trudno pogodzić codzienne obowiązki z regularnym trenowaniem. W tym miesiącu udało mi się nie zaliczyć "żadnej" dziury w planie treningowym, ale musiałem się nakombinować. Jutro nowy tydzień, nowy miesiąc i w perspektywie zawody w Opolu. Jeżeli uda się wystartować to po tych zawodach myślę o "urlopie biegowym" Trochę odpoczynku, a później przygotowania do jesiennego startu. Kołacze mi się po głowie pewna myśl, ale na razie wolę głośno nie mówić, aby nie zapeszyć; pożyjemy zobaczymy.............

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13