"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


sobota, 28 lutego 2015

Gość...

https://picasaweb.google.com/104418756008194431802/OstatnieWLutymSobotnieMorsowanie
z NGB Kłobuck: Włodek zawitał dzisiaj na nasze sobotnie morsowanie :) Dziękujemy!
W ostatnie lutowe morsowanie i chyba zimowe;) w wodzie tercet dwóch + jedna (Monika:) Za to na ścieżce rekreacyjnej prawie tłok he,he... Tylu kijarzy i biegaczy, a w zasadzie biegaczek nigdy na "Bałtyku" nie widziałem!
Z trzech zbiorników w parku Lisiniec tylko "Pacyfik" przykrywa kaszowata lodowa skorupa:) Pozostałe: "Adriatyk" i "Bałtyk" prezentują się wiosennie;) 
Zresztą temperatura wody dziś to plus cztery stopnie, a powietrza przed południem o trzy kreski wyższa. 
Przebiegliśmy we trójkę niecałe dwa kilometry i rozgrzani, a nawet zgrzani hi,hi... plum do zimnej wody. Niestety to już nie morsowanie:(  bez przerębli, lodu, śniegu i minusowej temperatury to nie to:( 
Owszem działanie terapeutyczne i tak pewnie skutkuje, lecz klimat i zimowa aura to taka cudowna atmosfera, która dodaje smaczku naszym kąpielom.
Przez cały ubiegły rok kąpałem się regularnie przynajmniej raz w tygodniu. Teraz też nie zamierzam zamykać i otwierać sezonu. Chyba, że symbolicznie;)
Sobotni dorobek biegowy to siedem kilometrów. Lutowy 237, a tygodniowy? Okaże się jutro.

czwartek, 26 lutego 2015

jak zwykle...

wieczorne bieganie w towarzystwie elf-ik to wspaniałe zakończenie dnia:) Mamy tyle wspólnych tematów, że powinniśmy biegać non stop maratony;) A i tak chyba nie do końca byśmy się nie nagadali hi,hi... Ciekawe tylko  dlaczego zawsze w końcówce biegania schodzimy na tematy kulinarne;) Dzisiaj gwoździem programu były placuszki z jabłkami:) Mniam, mniam...
Oblecieliśmy pół miasta i wg endo wyszło czternaście kilometrów dreptanych pogaduszek he,he...
 

środa, 25 lutego 2015

Indywidualne...

http://4.bp.blogspot.com/-pGa8fCYvloY/VO1_2W3zy0I/AAAAAAAAE8I/pNZTYXC3ffs/s1600/IMG_20150225_080715.jpgale nie samotne środowe morsowanie, bo znowu we dwoję:) Wilgotno, mokro, szaro.... Godzina siódma, temperatura powietrza trzy kreski powyżej zera, a wody plus jeden. Lód niby trzyma, lecz namoknięty i kruchy pozwala na spacery jedynie kaczkom;) Bez siekierki trudno go łamać stopami, bo im dalej od brzegu tym grubszy. Po naszym morsowaniu kaczuchy również skorzystały z okazji do kąpieli;) 
Dzisiaj siedząc w lodowej krze śmialiśmy się, że przypominamy butelki zanurzone w kubełku z lodem he,he...  
Gospodarz obiektu obchodząc teren parku kiedy nas zobaczył siedzących w przeręblu nie ukrywał podziwu i przyznał, że od jakiegoś czasu przygląda się morsowaniom;) Zatem jest szansa na kolejnego Zmorsowanego hi,hi... Towarzysząca Mu pracownica zdumiona cały dopytywała się: "jak to nie jest Wam zimno?"
Chichraliśmy się, zachęcaliśmy: przyłączcie się do porannej kąpieli, lecz niestety "jeszcze nie wiedzą jak bardzo chcą morsować";) 
Było świetnie!!! Po wczorajszej wieczornym bieganiu krioterapia "dla ubogich" to rewelacyjny zabieg odnowy biologicznej:) Nocny wypoczynek sprawia, że rano krew słabiej krąży, a ciało i umysł dopiero próbuje "wejść na obroty";) Morsowanie uwierzcie daje takiego "kopa" na cały dzień, że poziom naładowania baterii non stop wskazuje 100% energii :)
A gorąca herbata z malinami  po wyjściu z lodu smakuje przepysznie:) Do tego bieg po schłodzeniu na rozgrzewkę również jest wyjatkowy;)

Niecałe osiem kilometrów na liczniku, ale dzięki porannej kąpieli wskaźnik endorfin na poziomie max cha,cha...

wtorek, 24 lutego 2015

Myślałem....

że dzisiaj już nie wyjdę pobiegać. Ale mówi się nadzieja umiera ostatnia he,he... "Nadzieja matką, głupich, ale każda matka dba o swoje dzieci" hi,hi... i to najbardziej mi się podoba:)
Godzinny bieg w spokojnym tempie, dobrym towarzystwie Bratniej Duszy i dreptane pogaduchy to jest to! Takie szybsze przebieranie nogami jak dziś  to fantastyczne chwile których doświadczam tylko dzięki bieganiu!!!
Żadne rekordy życiowe, napinanie się, dawanie z siebie wszystkiego nie jest tego warte.
Kto pamięta nasze życiówki, czasy na zawodach, lokaty na poszczególnych biegach? Tak naprawdę nikt. Sami jak wspominamy o RŻ to przyznajcie;) przede wszystkim pamiętamy walkę z dystansem i samym sobą oraz Tych którzy walczyli jak my, a szczególnie razem z nami "ramie w ramię":
Już dawno przestałem się przejmować się wynikami! Dla mnie to spirala bez końca. Ile można bić rekordów? A co kiedy organizm powie basta! Osiągnąłeś maksimum!
I co koniec z pasją życia - bieganiem? Jestem wypalony:( odwieszam buty na kołki? Nie, nie...
Nie myślę o biegowej emeryturze. *Wolniej jedziesz - dalej zajedziesz* to moje motto!
Oczywiście Ściganty niech zasuwają ile fabryka daje;) skoro to Ich rajcuje i mają z tego kasę;)
Każdy ma swoje priorytety i bardzo dobrze:)
"Piję" do zwykłych Amatorów, którzy czasem tracę motywację, zapał... bo za wolno, bo nie dam rady w zawodach, bo nie mam czasu biegać tyle ile chciałbym...
Najważniejsze posuwać się cały czas do przodu !!!

niedziela, 22 lutego 2015

Na zaproszenie...

https://plus.google.com/photos/113451102104341588970/albums/6118740077620435857?banner=pwazaprzyjaźnionych sympatycznych kłobuckich Foczek i Morsów z Moniką i Jakubem zażywaliśmy dzisiaj zimnej kąpieli w zalewie Zakrzew:)  
O piętnastej rozpoczęliśmy
rozgrzewkę dwukilometrowym biegiem (my z Jakubem w strojach "organizacyjnych";)
Potem wspólna kąpiel z członkami NGB Kłobuck w przerębli przy molo:)
https://plus.google.com/u/0/photos/113473870436070175946/albums/6118696872624415201
Gospodarze zaliczyli dziś kolejny rekord frekwencji! I chyba nie tylko uczestników morsowania, lecz także kibicujących osób towarzyszących he,he... 
Do tego Fotopstryków bez liku hi, hi...
Ale było super! Pogoda iście wiosenna:) Temperatura wody +5, powietrza +10! Jak zawsze sympatyczna atmosfera i humor wśród pozytywnie zakręconych gwarancją dobrej zabawy;) Dziękujemy serdecznie Gospodarzom za gościnę :) Zapraszamy oczywiście z rewizytą w nasze skromne progi;) 
Wcześniej przed obiadem w towarzystwie mojego elf_ika zwizytowaliśmy bialskie pola;) Błoto, sporo jeszcze lodu i zlodowaciałego śniegu, więc miejscami ślisko! Wiosna zbliża się wielkimi krokami wyraźnie widać to po ożywieniu wśród ptactwa:)
Utaplaliśmy się znów po "pachy" he,he... Ale oboje lubimy uroki bezdroży i wszystkie potknięcia, poślizgi, a nawet niekontrolowane i kontrolowane pady przyjmujemy z humorem hi,hi...
Piętnaście kilometrów  przed południem plus dwa po obiedzie w Kłobucku i dzisiejszy dorobek kilometrażu to siedemnastka z małym hakiem.
W całym tygodniu w pięciu wyjściach sześćdziesiąt dwa kilosy, trzy morsowania:) W tym dzień po dniu wczoraj i dziś plus środowe, oraz poniedziałkowe dwie godziny gimnastyki.
To był fajny tydzień:)

sobota, 21 lutego 2015

Poznałem...

dzisiaj sympatyczną Ewą, którą co jakiś czas widuję na ścieżce rekreacyjnej w parku Lisiniec:) Byłem już po dzisiejszym biegu Morsa i sobotnim morsowaniu na którym debiutował Natanek lat 4,5 Ale o tym możecie przeczytać na zmorsowani.blogspot.com
Ewa przyznała, że również się uzależniła i biega codziennie! Średnio tak około dziesięciu kilometrów! W myśl zasady: "Kto potrafi biec nieprzerwanie przez godzinę lub dyszkę zasługuje na miano nie joggera, lecz biegacza(ki)"
https://picasaweb.google.com/104418756008194431802/MorsowanieZMorsikiemOczywiście zaprosiłem Ewę do naszej przerębli hehe... "Ziarenko" zasiane teraz trzeba czekać... Wydaje mi się charakterną dziewczyną, więc przypuszczam, że pozyskamy kolejną Foczkę!
Znów za dużo  nie pobiegałem:) przed kąpielą tylko tyle co dobieg. Potem musiałem trochę wyrąbać lodu, żebyśmy mogli bezpiecznie wejść do wody. Po ociepleniu pokrywa lodowa jest krucha, trzeszczy i co rusz nie tylko widać, ale słychać pęknięcia!
Po taplaniu w zimnej wodzie potuptałem, aby rozgrzać mięśnie i w rezultacie dzisiejszy przebieg to niecałe, albo prawie sześć kilometrów he,he...
Ale to jeszcze nie wszystko, bo mój tydzień biegowy trwa do niedzieli:)

czwartek, 19 lutego 2015

Zachciało...

mi się dzisiaj nieco  dłużej;) Zaplanowałem zatem minimum "połówkę", ale forma *w lesie* :( Niektórzy odpowiadają dziś na pytanie: jak tam zdrowie? Dziękuje było he,he... Kiedy mijała druga godzina biegu czułem się jak na maratonie po 3:30 hi,hi..
Dołożyłem jeszcze na koniec podbieg polem namiotowym za Jasną Górą i  miałem serdecznie dosyć! Cienki jestem jak pensja robotnika:( Co prawda sąsiad imiennik gdy usłyszał, że przebiegłem prawie 23 kilometry z nieukrywanym zdziwieniem skwitował krótko: "ile!? masz pan zdrowie panie Tomku!" Więc musiałem Go oświecić;) że bieganie uratowało mi życie! i przed chorobami uciekam na własnych nogach:) 
Bo *biegam by żyć! i żyję, więc biegam*

Ten półmaraton z "hakiem" przebiegłem w dwie godziny dziesięć minut:( częściowo po  asfalcie, trochę po wertepach i ścieżce rekreacyjnej. W tamtym roku podobny dystans zdarzało mi się biegać co drugi dzień i po biegu nie czułem kilosów ani w kościach, ani w płucach;) Tak, czy inaczej wszystko jest w głowie, bo nogami się  tylko przebiera, a długasy biega się głową!!! Cóż trzeba od nowa zakodować w mózgu, że dwie godziny biegu to można zrobić "na zawołanie"! Pyk...
Trening mentalny się kłania he,he... ale bez jakiejś dodatkowej motywacji jest trudno:(

Na szczęście fizyczność wzmocniła mi wołowina w orzechach z ryżem i warzywami:) a psyche karteczka z wróżbą w ciasteczku:  
*Nikt nie jest w stanie zepsuć Twojej szczęśliwej przyszłości*  
AMEN:)
 

środa, 18 lutego 2015

Poranek...

Środy Popielcowej  godzina 6:45. Niebo zachmurzone, szaroburo dookoła. Temperatuara powietrza -2. Odgłos siekiery uderzającej w lodową taflę niesie nie tylko po powierzchni "Pacyfiku". Łomot odbija się echem i chyba musi być słyszalny nawet poza "wielkim dołem" bo z samochodu na terenie pobliskiej hurtowni wychodzi dwóch Gości. Z daleka cały czas przyglądają się oparci o otwarte drzwi pojazdu;)

Wpycham kawały kry pod lód, mierzę temperaturę wody i +1:) Idący ścieżką Facet z wypchanymi siatami przystaje i pyta: "jesteś pan wędkarzem i robisz pan dziurę, żeby się ryby nie podusiły?!" Nie, nie jestem wędkarzem odpowiadam. Jestem Morsem. I zdziwko, bo zazwyczaj na hasło 'morsowanie' 'Mors' ludzie zaczynają się dopytywać co i jak? A nieraz nawet wciągać w dłuższą pogawędkę he,he... Pan pokiwał głową skwitował krótko "aha" i poszedł dalej;)

Po ostatnich nocnych spadkach temperatury, mimo ocieplenia w ciągu dnia lodowa skorupa ma się dobrze:) Przy samym brzegu cienka warstewka lodu łamie się pod naciskiem buta, lecz już metr dalej jest co rąbać. "Mieszczuchy" spędzający zimę w domowych pieleszach nie chcą mi wierzyć, że na "Bałtyku" jest taki gruby lód.
Dzisiejsze moje *indywidualne* morsowanie mega rewelacyjne:) Ale wiadomo "we dwoje zawsze raźniej"! Nie tylko o wzajemne wsparcie chodzi;) Udzielający się tryskający humor w wyniku działania endorfin przypomina działanie gazu rozweselającego:)  i tylko śniegu braaaakkkkk!!!! Pokutujący pogląd, że endorfiny to naturalny narkotyk wydzielany przez organizm człowieka jest uzasadniony! W dodatku te hormony "szczęścia" uzależniają he,he...
                                                   Dziś widok mojego morsowiska z przeciwległego brzegu;)
Biegowo jedynie piąteczka:(ale może jutro uda się "nadrobić"?

wtorek, 17 lutego 2015

Bieg...

 zwyczajny, ale fajny;) W samotności, lecz pełen radości:) Z gwiazdami nad głową trasą nie nową;) Marząc sobie o... szczegółach endo powie;)

niedziela, 15 lutego 2015

Po...

Biegu Morsa żadnych niepożądanych objawów! Po biegu prosto z przerebli w slipkach dookoła "Adriatyku i Bałtyku" także Kuba napisał, że wszystko OK:):)
Dzisiaj tradycyjnie już bieganko przed obiadem po bialskich polach. Pogoda wiosenna
plus osiem stopni, przygrzewając słoneczko i na już mieście zimy nie widać:( Na polach i w lesie leży trochę śniegu co przypomina, że mamy luty! Drogi miejscami jeszcze po nocnych temperaturach ujemnych oblodzone i śliskie. W nasłonecznionych niestety, albo stety dla Tych co lubią taplać się w błocku grząskie i również śliskie he,he...

Prawie osiemnaście kilometrów z czego większość po bezdrożach bialskich pól. Buty i ciuchy na koniec przypominały ubiór biegacza po Katorżniku hi,hi... Było super!!! Ubłociliśmy się, ale przecież biegacze jak dzieci: brudne znaczy szczęśliwe;)
Moja Bratnia Dusza dziś robi duathlon;) Po zjedzeniu obiadu zaplanowała od razu rower!! Pewnie trzydziestkę wykręci!

W tym tygodniu sześćdziesiąt siedem kilometrów w pięciu wyjściach. Drugi tydzień w którym pojawiła się szóstka z przodu;) Jest progres, więc nie stoję w miejscu;) Ponadto jednorazowo dwie godziny lekcyjne gimnastyki i dwa morsowania.

Info z ostatniej chwili: Rekord Guinnessa wrócił do Mielna!!!  1.799 morsów i foczek wykąpało się w zimnym Bałtyku, ustanawiając nowy rekord:)

sobota, 14 lutego 2015

*pierwszy...

"Bałtycki" Bieg Icemana dookoła "Adriatyku i Bałtyku" w kąpielówkach*:)  
Żeby się nie powtarzać przedruk z mojego drugiego bloga, który prowadzę dla Zmorsowanych:
https://plus.google.com/photos/106914718250755879863/albums/6115648821780865921
#Na dzisiejszym sobotnim morsowaniu zadebiutowała para sympatycznych Pierwszaków! Pod okiem synka zgrabnie wskoczyli do przerębli. Wielkie brawa i gratulacje! Witamy w morsowej Rodzince:)

Po kąpieli w zachwyceni z Jaq_iem fantastyczną pogodą zrobiliśmy *pierwszy "Bałtycki" Bieg Icemana dookoła "Adriatyku i Bałtyku" w kąpielówkach* Gdy przebiegaliśmy obok budynków mosir_u jedna z dwóch kobiet spacerujących z pieskami głośno powiedziała: "co to lato, że golasy biegają?" W odpowiedzi Kuba zaprzeczył: "nich nas Pani nie obraża przecież mamy kąpielówki";) Potem jeszcze wymyślił, że w tym debiucie mamy gwarantowane miejsce na "pudle":) W dodatku jak razem wpadniemy na metę to będziemy mieć ex aequo pierwsze miejsce:) Dziękujemy Iwonie, że czekała na nas na mecie!
Na koniec byliśmy ciekawi jaki dystans miał  nasz Bieg Morsa? Zrobiłem zatem w umundurowaniu dokładnie taką samą pętelkę i endo pokazało 1580m. Gdybyśmy wybrali inny wariant byłaby Mila Mors(k)a:)
Po biegu szkoda było nie wykorzystać ponownego rozgrzania się, więc zaliczyłem drugą kąpiel w "Pacyfiku" pod brzozami:)#

Pogoda rewelacyjna! Temperatura plusowa, ale morsowanie w przerebli he,he... Świetne towarzystwo, pomysły fantastyczne hi,hi... Było SUPER!
Rozgrzewka biegowa przed, później bieg w kąpielówkach i powrót. W sumie siedem kilometrów z buta i świetne morsowani:)

czwartek, 12 lutego 2015

Nie dałem ...

rady spalić wszystkich pączków zjedzonych w tłusty czwartek:( Przyjmuje się: jeden paczek to ok. 300 kalorii, a  zjadłem dziś (słownie;) sześć pączków, czyli przyjąłem 1800kal. Co nie jest moim rekordem życiowym he,he... 
Na wieczornym treningu deficyt, bo wg. endo spaliłem tylko nieco ponad tysiąc trzysta kalorii:( Nie przejmuję się jednak;) przecież taki czwartek jest tylko raz w roku!
Toczyłem się dzisiaj jak pączek w maśle stąd tempo raczej spacerowe. Z drugiej strony w dobrym towarzystwie szkoda szybko biegać;) Ktoś kiedy powiedział: "zapłaciłem za maraton kupę kasy i limit jest sześć godzin to dlaczego mam skończyć przed czasem np. po niecałych czterech godzinach?" hi,hi...

W ciągu dnia jakby przedwiośnie:) słonecznie, cieplutko, lecz wieczorem zimny wręcz lodowaty wiatr potęgujący uczucie chłodu. Miejscami mokre chodniki śliskie i bardzo zdradliwe, bo w ciemnościach trudno dostrzec cieniutką warstewkę lodu:( Szaro buro. Śnieg prawie zniknął, więc od razu jakby ciemniej...
A jeszcze w niedzielę mieliśmy taką piękną zimę:) foto: elf_ik

środa, 11 lutego 2015

Odwilż...

 http://2.bp.blogspot.com/-k0yvn5UdlOw/VNtCzjjU44I/AAAAAAAAErU/VtDckcRjbwU/s1600/IMG_20150211_085741.jpg 
totalna:( Temperatura powietrza plus trzy stopnie i śnieg, a w zasadzie resztki brudnego białego puchu tylko na trawnikach.
Po wczorajszej "połówce" dzisiaj odnowa biologiczna w moim SPA hi,hi... Temperatura wody pod lodem około jednego stopnia powyżej zera.
Zbiorniki "Adriatyk, Bałtyk i  Pacyfik" przykrywa skorupa lodowa. Ale na wierzchu woda, bo w dzień temperatura dodatnia, więc szybko się topi. Sama pokrywa lodowa to już nie przezroczysta twarda "szyba" tylko sino biała, miejscami mlecznego koloru krucha płyta. Za dużo dziś przed morsowaniem nie pobiegałem, bo musiałem wyrąbać przerębel. Tydzień temu wykułem "tor wodny", więc w tym miejscu łatwiej było odkuć niewielką "wanienkę" he,he..
Trochę obawiałem się czy da mi się podejść te kilka metrów w głąb, aby od razu mieć odpowiednią głębokość do zanurzenia. Niepotrzebnie, bo dookoła wykutego "toru" lód grubości ponad pięciu centymetrów:) Ten tygodniowy cieńszy, lecz chyba i tak by mnie utrzymał. Wolałem jednak nie ryzykować kąpieli w "opakowaniu" he,he...
Solidnie rozgrzałem się przy siekierze, więc wejście było super!  Niby lepiej kiedy temperatura na zewnątrz jest niższa od wody, lecz mimo to było rewelacyjnie:) W dodatku z przerębli fajnie prezentuje się otoczenie dlatego zaryzykowałem utopienie telefonu i zrobiłem "panoramę z dziury" oraz pierwszą w życiu "słit focie" hi,hi...
Po kąpieli "obleciałem" dookoła glinianki i po powrocie endo zaliczyło piątkę:) Morsowanie też było na piątkę, czyli trening w skali od 1-10 za dziesięć punktów!

wtorek, 10 lutego 2015

Utaplałem się...

po "pachy" he,he...
Ulice brudne, ociekające błotem brrrr... Od wczoraj siąpi deszcz i biały puch niknie w oczach:( Chodniki pewnie w centrum tam gdzie straż ściga wysprzątane, ale im dalej od śródmieścia tym warunki gorsze. W większości śniegowe błoto po kostki. Lecz najgorsze odcinki to te gdzie nawierzchnia przypomina miejskie lodowisko;) Dzisiaj nie miałem ochoty na tuptanie w ruchu ulicznym, więc wybrałem teren parku Lisiniec popularnie zwanym "Bałtykiem" Chciałem być sam na sam z naturą. Biegać w ciszy bez potrzeby ciągłego rozglądania się na boki  i koncentrowania uwagi na tym czy coś mnie nie przejedzie, albo w najlepszym razie nie ochlapie. Dawno nie miałem okazji pogadać sam ze sobą dlatego wybierałem te najrzadziej uczęszczane i zarazem najbardziej krosowe ścieżki. Gruba warstwa śniegu bardzo mokrego, ciężkiego, lepiącego się do butów miejscami tworzyła ukryte kałuże hi,hi... Już po pierwszych dwóch kilometrach uszorgałem się i czułem zimną breje wlewającą się co rusz do butów:( Dobrze, że póki się biega  stopy nie marzną i idzie wytrzymać;) Kilkanaście razy kręciłem w powietrzu piruety i do póki nie pomyślałem "ciekawe kiedy glebnę" udawało się wyjść z opresji obronną ręką:) Niestety poza parkiem na Lwowskiej już wracając zaliczyłem pad:( Na szczęście nie w kałużę tylko zgarnięty pod płotem śnieg uff... Miękkie było lądowanie;)
Na koniec zdobyłem jeszcze jasnogórskie wzgórze od strony zachodniej. W śniegu do połowy łydki na polu namiotowym przyklasztornego parkingu. Normalnie po trawie ten podbieg daje popalić, a zimą jest mega:) Dawno już nie miałem takiego siłowego treningu biegowego he,he...
"Upodliłem się" na maxa! Ale tego mi dziś było potrzeba;) W trudnych warunkach przebiegłem około dwudziestu jeden kilometrów. Około, bo niestety "dałem ciała" zaraz na starcie. Nie wiem jak to zrobiłem! uruchomiłem endo i momentalnie zatrzymałem, bo po stu trzydziestu minutach biegania pokazało "dystans 00:00 i czas treningu dwie sekundy. Żałuję bardzo:( Fajnie wyglądałby mapka z "przeczesywania" terenu "Bałtyku"
http://www.planeteplus.pl/dokument-najtrudniejszy-bieg-swiata_43414
Ale moje cioranie to pikuś!
Wczoraj przez przypadek trafiłem na TV Planete+ bardzo ciekawy film o jednym z najtrudniejszych ultra maratonów na świecie. Dzisiaj (we wtorek;) wieczorem o dwudziestej powtórka  gorąco POLECAM!

niedziela, 8 lutego 2015

Straciłem...

dzisiaj rachubę czasu na przedpołudniowym bieganiu;) Miałem być o trzynastej na obiedzie;) Ale nasz urokliwa Aleja Brzozowa i bialskie pola przysypane świeżutkim śniegiem w przebijających się promieniach słońca to naprawdę zjawiskowe tereny do biegania:)
W nocy sypało śniegiem ostro i rano była już go spora warstwa. Zastanawiałem się jak morsowisko? Czy po wczorajszym rąbaniu przymarzło i zasypała go śnieżna pierzynka? W niedziele, w samo południe zawsze morsuje duże stadko, więc postanowiłem sprawdzić czy znajdą świeży lód;) 
Na początek razem z MBD* zrobiliśmy "inspekcję". Okazało się, że "wanna" nie całkiem zamarzła, więc spokojnie mogliśmy obrać kierunek Bialskiej. 
Po drodze na jezdniach i chodnikach plucha tzw. błoto pośniegowe:( A w naszej kolebce biegowej zima w pełni:) Bielutko, miejscami śnieg do połowy łydek i fantastyczna cisza - rewelacja.
Zrobiliśmy standardowo dwa kółka. Zdarzyło się parę razy na lodzie pod śniegiem pokręcić piruety, ale padów na glebę tzn. biały puch nie było he,he... Tradycyjnie zrobiliśmy sobie nawzajem po kilka fotek i niestety trzeba było wracać:( 
Tak dobrze mi się gadało z MBD, że w drodze powrotnej usłyszałem w telefonie: "gdzie jesteś? ziemniaki się rozgotują!" Oooo, na zegarku trzynasta zero jeden, a tu jeszcze kawałek!
 Na szczęście Rodzinka wyrozumiała, więc nie zjedli wszystkiego hi,hi... Ba poczekali aż dobiegnę (dzięki:) 

*Moja Bratnia Dusza:)   

sobota, 7 lutego 2015

Dwukrotne...

morsowanie w cudowny sobotni poranek:) Dzisiaj morsowanie sobotnie z Łukaszem i debiutującym Wojtkiem. Debiutant widać zahartowany! Wszedł odważnie do przerębli i bez namysłu zanurzył się po szyję - wielkie brawa i gratulacje! Aura rewelacyjna, wymarzona na zimową kąpiel: bezwietrznie, słonecznie, temperatura powietrza minus sześć, lód i biało wokół.
Mieliśmy też zapalonych małych kibiców, którzy mieli ogromną ochotę również zadebiutować w naszej "wannie". Coś czuję, że wkrótce jak tata Mors wyrazi zgodę będzie miał w domu dwa Morsiątka hi,hi...
Było wspaniale!!! Po dwóch kilometrach dobiegu oczywiście na rozgrzewkę trzaskanie lodowej szyby he,he... Potem zanurzenie:) Po kilku minutach z Łukaszem "bieg" Icemana po czym z powrotem chlup do wody hi,hi...
Biegania za dużo nie było:) Dobieg tam i z powrotem to niecałe cztery kilometry, ale było fajnie:)
Dzięki Mateuszowi mamy fotorelację:
https://plus.google.com/photos/106914718250755879863/albums/6113033625956516481

czwartek, 5 lutego 2015

powywijałem...

trochę po ścieżkach wokół glinianek na "Bałtyku" ale załapały mnie ciemności:( Bez czołówki dałoby jakoś radę świecąc oczami;) Niestety widać po zmroku to pora wyprowadzaczy  psów bez smyczy:( Trzy razy musiałem opędzać się od burków, które szukały ze mną bliższej znajomości. Przez małego psiaka o mało nie wyrżnąłem orła, ale wkurzył mnie owczarkowaty, który skakał na mnie i rozbrajający głos właścicielki: "proszę się nie bać on  nie gryzie tylko chce się pobawić"
Ale ja się nie chcę z nim bawić do ....!!! Wyszedłem pobiegać, a nie zabawiać czyjeś kundle! I współczuję Faciowi od takiego o jasnej sierści, bo woła, wyzywa, gwiżdże, a ten najzwyczajniej ma Go głęboko w d...;)

Chciałem dziś trochę po terenie, ale zrezygnowałem:( i wróciłem do szlifowania miejskich chodników. Które miejscami przypominają lodowisko. Nie posypane wyślizgane na "szklankę" więc parę razy kręciłem piruety, ale obyło się bez słuchania płyt chodnikowych he,he...

Dwanaście kilometrów w nogach i trochę podniesione ciśnienie przez beztroskich właścicieli czworonogów;) Niedługo będzie jak w Indiach... Tam maja święte krowy, a my będziemy mieć święte psy.


środa, 4 lutego 2015

Narąbałem się...

hi,hii... wiem o czy pomyśleliście;) Nic z tych rzeczy he,he... Dzisiaj lód na "Pacyfiku" zadziwiająco gruby. Niby w nocy mróz trzyma, ale nie spada znowu tak znacznie. Mimo to natłukłem się siekierą i spociłem się jak nurek. Od samego brzegu na płyciźnie lodowa "szyba" trzeszczy pod stopami. Co rusz słychać nie tylko trzask pękającego lodu, lecz także widać jak szczelina "leci" w kierunku przeciwległego brzegu.
Już kiedyś sprawdzałem wytrzymałość telefonu w przerebli he,he... więc teraz przezornie zostawiłem go w plecaku. Chcąc uniknąć kąpieli w pełnym umundurowaniu jak w roku ubiegłym zdjąłem spodnie i w samej bluzie zacząłem wykuwanie "wanny" od brzegu. Gdy woda zaczęła sięgać powyżej pasa wyszedłem zdjąłem górę i wróciłem z powrotem. Trochę jeszcze skułem lodowej tafli tak aby woda sięgała piersi i zanurzony po szyje mogłem odsapnąć. Dobrze, że odpuściłem sobie dłuższe bieganie przed morsowaniem, bo zgrzałem się niczym w saunie;)
Śmiesznie musiałem wyglądać 'po';) Blada twarz, tułów zaróżowiony, a od pasa w dół czerwony jak rak, bo najdłużej stałem po pas w zimnej wodzie.

Fajnie było po wczorajszym wieczornym tuptaniu zregenerować mięśnie i stawy. Załapać zwiększoną dawkę endorfin dla pokonania stanu o który Ola określiła w komentarzu do poprzedniego posta: "nie czułam się ostatnio najlepiej, jakby ktoś mnie wyprał w pralce i odwirował!" To tak jak ja hi,hi...

Po morsowaniu zrobiłem kilka fotek telefonem i oczywiście biłem się z myślami wracać najkrótszą drogą jak przybiegłem, czy może zrobić choć pętelkę wokół glinianek. I...???
Oczywiście nie odmówiłem sobie źdźbła dodatkowej przyjemności;) To naprawdę uzależnienie! Przecież postanowiłem trochę "spuścić z tonu" w ramach tygodnia regeneracyjnego. Okey! cztery kilometry z małym hakiem to przecież minimum niezbędne do życia;)

wtorek, 3 lutego 2015

za wcześnie ...

na wiosenne przesilenie, a ostatnio jestem trochę przemęczony, znużony, senny:(
Biegam średnio pięćdziesiąt kilometrów tygodniowo, więc nie jakieś wyczerpujące dystanse.
Co prawda dochodzą do tego dwa morsowania w środę i czwartek, a przy tym  bieganie w umundurowaniu z plecakiem...
Hmm... brak światła słonecznego to jeden z podstawowych powodów! Ale zbyt dobry apetyt sugeruje, że czegoś w organizmie zaczyna brakować i zwiększa zapotrzebowanie...  Bo dostarczane dawki są zbyt małe. Trzeba poćpać trochę witamin;)

Ale jak to mówią "co nas nie zabije to nas wzmocni" he,he...
Dzisiaj powolutku czternaście kilometrów "spacerkiem" po mieście w towarzystwie MBD (czyt. Mojej Bratniej Duszy;) Sam pewnie męczyłbym się walcząc z własną niemocą hi,hi... Lecz we dwójkę wiadomo raźniej, motywacja większa i wstyd słabości okazywać;)
Cieszę się, że wyszedłem! Zastanawiałem się, czy  aby nie odpuścić..? Dobrze! Potuptałem i psychicznie się wzmocniłem. Przecież Mens Sana In Corpora Sano i odwrotnie:)



niedziela, 1 lutego 2015

Słoneczne, niedzielne...

bieganko po bialskich polach rewelacyjne:) Z dala od ruchu ulicznego i bielą dookoła jak okiem sięgnąć. To jest to!
Niedzielne przedpołudnie, przygrzewające słoneczko i dlatego zapewne na ścieżkach za sanktuarium spora liczba spacerowiczów i kijarzy. Biegacze też się trafiali, ale dziś zdecydowanie w mniejszości:( Z elf_ik-iem  zrobiliśmy stałą do niedawna sobotnią trasę z dwiema pętlami i z dobiegiem endo naliczyło 16km. W całym tygodniu w pięciu wyjściach wyszło pięćdziesiąt siedem kilometrów.
 Nie wiem jak Mojej Bratniej Duszy, ale mnie biegało się fantastycznie:) Dreptane pogaduchy, wiele wspólnych tematów i nawet nie wiadomo kiedy trzeba wracać:( A w duchu myśl szkoda, że to nie maraton hi,hi...
Udało mi się dopasować ubiór idealnie do warunków atmosferycznych! Ani za lekko, ani za grubo tylko w sam raz. Nie lubię zmarznąć podczas biegania, lecz jeszcze bardziej nie lubię się zagotować:( Cóż czasem niestety pogoda jest nieprzewidywalna i tak się zdarzy:(
Na koniec pod domem znowu zdziwiłem jednego z sąsiadów he,he... Wychodząc biegać spotkaliśmy się pod klatką, a gdy wracałem po półtorej godzinie ponownie pod blokiem. Kiedy mnie zobaczył to pierwsze słowa: "dopiero teraz pan wraca z biegania?" Odpowiedziałem twierdząco, a On masz pan zdrowie tyle czasu biegać!"
Już Go nie "dobijałem" że potrafię po prawie cztery/maraton/ czy dwanaście/stówka/ godzin przebierać nogami hi,hi...

Na koniec wiadomość dnia! Po dramatycznym meczu Polacy pokonali Hiszpanów! Huuuurrrraaaa! Mamy brązowych medalistów Mistrzostw Świata w Piłce Ręcznej! Gratulacje i słowa podziwu dla NASZYCH Szczypiornistów:)

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13