"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


wtorek, 31 października 2017

wreszcie...

                       fajne jesienne morsowanie hi,hi... Temperatura powietrza +4, ale przy silnym lodowatym wietrze odczuwalna zapewne niższa.
Na szczęście po wczorajszym pierwszym śniegu;) dzisiaj bez opadów i świeci słońce:) 
Woda w "Pacyfiku" przy brzegu +7, lecz myślę, że tam gdzie głębiej też pewnie niższa.
Dobieg na "Bałtyk" jedna pętla ścieżką rekreacyjną dookoła glinianek na rozgrzewkę i plum he,he... 
Było fantastycznie! W wodzie cieplej niż na powietrzu, więc po pełnym zanurzeniu nawet nie chce się nosa wyściubić na wietrzysko hi,hi... Chwilę popływałem, potem *reset*. A po wyjściu to kapitalne wrażenie jakby miliony igiełek przebijały zaróżowioną powierzchnię skóry i to ciepło rozlewające się po całym organizmie - rewelacja!
Z "buta" tylko cztery kilometry w ostatnim dniu miesiąca, bo jutro już listopad. W całym październiku w 22 wyjściach 280 kilometrów. W tym jeden start: Silesia maraton. Do tego: w siedemnastu marszach osiemdziesiąt osiem kilometrów chodu i dziewięćdziesiąt osiem przejechane na rowerze stacjonarnym w sześciu sesjach. WoW! rekordowy miesiąc pod względem kilometrażu i aktywności:) Teraz jeszcze trochę i po Święcie Niepodległości czas na urlop od biegania, czyli roztrenowanie. Oczywiście nie oznacza to ścisłego postu od biegania;) Przecież jak będę chciał pomorsować to nie pojadę, czy pójdę tylko sobie podrepczę nad "Adriatyk" lub "Pacyfik" hi,hi... Ograniczę jednak szybsze przebieranie nogami do minimum, żeby w grudniu przed świętami już "głodny" i wyposzczony zacząć pomału przygotowania do wiosennego maratonu. 
A zapowiada się wyjątkowa impreza! Będę miał zaszczyt towarzyszyć "Pierwszakowi" Adamowi w Jego debiucie na królewskim dystansie hurrrra:) I chce dołączyć do nas mój najstarszy syn Jakub, a może jeszcze Ktoś...? 

poniedziałek, 30 października 2017

"bez biegania...

                                      tete można żyć" - usłyszałem dziś od znajomego, byłego biegacza. Pewnie, że można. Człowiekowi do przeżycia potrzeba niewiele. Można żyć bez książek, bez tv, kina, teatru. Można się nie interesować tym co dzieje się na świecie, w kraju, polityce. Można obyć się bez przyjaciół, znajomych, nie mieć marzeń:( 
Znam ludzi, Którzy pracują, jedzą, śpią i nic Im do życia więcej nie potrzeba:( Tylko co to za życie?
Znajomy przed kilku laty chciał zacząć przygodę z bieganiem, żeby zrzucić trochę "balastu" Prosił o wskazówki jak zacząć i nawet żeśmy trochę wspólnie pobiegali;) Zaliczył chyba ze dwa starty, ale był bardzo niecierpliwy. O ile z początku waga drgnęła, pojawił się progres  w bieganiu to chciał od razu osiągnąć to co ja wypracowałem przez lata he,he... Tłumaczyłem, że jest młodszy i wkrótce mnie prześcignie, ale On chciał już i teraz:( Prosiłem nie traktuj każdego treningu jak zawody, lecz On chciał co trening rekordu. Przestrzegałem nie "zajedź się!" Niestety jak było do przewidzenia pojawiły się kontuzje, zniechęcenia i decyzja: bieganie jest nie dla mnie. 
Teraz przytył bardziej niż gdy chciał zacząć biegać. Zamieniliśmy kilka zdań i na odchodne dodał: podziwiam i zazdroszczę Ci. Szkoda, że zabrakło Mu wytrwałości, motywacji... Starałem się na ile potrafię mobilizować Go, zachęcać, doceniać Jego postępy, lecz nie udało mi się zaszczepić w Nim zarzewia mojej pasji:( Dlatego w pewnym sensie to też moja porażka.

Dzisiaj po wczorajszej regeneracyjnej niedzieli hi,hi... Regeneracyjnej nie znaczy bezczynnej, bo na dwa razy rowerkiem stacjonarnym wykręciłem trzydzieści cztery kilometry:) 
Przy poniedziałku przed opadami czternastka na dobry początek. Chyba dzięki porannemu wpisowi Adama, Który znów życzył mi "owocnego tygodnia" he,he... 
Nie mogę sobie odmówić i muszę Go tu pochwalić. Wczoraj przy bardzo niesprzyjającej aurze zrobił dychę poniżej godziny, a biega dopiero od marca! Wielkie brawa i graty!
Fajnie dziś było, choć wiało "jakby się Ktoś powiesił". Na "Bałtyku" przez powalone drzewo na ścieżce rekreacyjnej dane było mi zaliczyć więc bieg z przeszkodami;) 

sobota, 28 października 2017

jak przed...

dziesięciu laty o 6:30 spod kapliczki ruszyłem w kierunku Lasku Wilka i bialskich pól. Wtedy nie było jak teraz ławeczek, równego "jak stół" asfaltu i świetnego oświetlenia ledowego. W ciemnościach z niecierpliwością w każdy sobotni poranek czekaliśmy na Każdego Kto chciałby udeptać z nami bialskie pola;) 
Cieszyliśmy się ze wzajemnego towarzystwa, dreptanych pogaduch:) Możliwości podpytania Tych bardziej zaawansowanych o treningi, starty... 
Najczęściej jednak fantastycznie bawiliśmy się! Żartowaliśmy i śmiali tak, że choć czasem w ciemnościach nie było nas widać to salwy śmiechu zdradzały nasze położenie hi,hi...  
Oczywiście początki były trudne. Było nas dwóch, trzech, pięciu he,he... Często szczególnie w zimie  zdarzały się ekwilibrystyczne pady;) O pokonywaniu "wpław" kałuż nawet nie wspomnę hi,hi...
Już w czwartki "jak to w piątki" Ci co bywali wiedzą o co chodzi he,he... robiliśmy listę obecności w celu zmotywowania Śpiochów do porannego "ładowania akumulatorów" Verdi zazwyczaj pisał "jak nie zaśpię to będę" ale był zawsze:)
"Reklamowaliśmy" nasze spotkania gdzie się tylko dało;) Agitowaliśmy samotnych biegaczy i po jakimś czasie zdarzało się, że Bialską sunął wcale nie mały, różnobarwny peleton:) Marzyliśmy o profesjonalnym biegu w naszym mieście. Chcieliśmy się wyróżniać niespotykaną nazwą, barwami. Sądziliśmy, że bieganie w klubowych plastronach to będzie zaszczyt i honor. 
Idylla sobotnich spotkań biegowych trwała kilka lat. Z czasem frekwencja zaczynała spadać:( Zmieniały się czasy, ludzie. Grupa biegowa się rozrastała. Nie liczyła się jakość, a ilość i to był błąd:( Przychodzili nowi z innymi wizjami he,he... A wiadomo "nowa miotła" wszystko dokładnie wymiata, czasem też porządne rzeczy hi,hi...
Cóż czasu się nie cofnie. To co było wspaniale oddolnie
stworzone od podstaw już nie wróci. Pozostaje sentyment do tamtych fantastycznych chwil, Ludzi pełnych zaangażowania w realizację wspólnych pomysłów. Chęci zrobienia czegoś dobrego nie tylko dla siebie, lecz także dla innych. Nikt nie myślał jakie będę miał korzyści?. Niestety brak lojalności wobec kolegów i klubu np. bieganie w innych barwach, dopisywanie przed klubem obcych szyldów itp. to już inna bajka. Nie moja.

piątek, 27 października 2017

opuściłem się...

                                      ostatnio i zaniedbałem kąpiele w zimnej wodzie:(
Wczoraj zorientowałem się przeglądając mój dzienniczek biegowy, że ostatni raz pływałem w "Adriatyku" drugiego października w ramach regeneracji po Silesia Maraton;)
Wychodzi ponad trzy tygodnie przerwy:( Dlatego dzisiaj reaktywacja! Przed jutrzejszą Bialską tylko jedna pętla wokół zbiorników w parku Lisiniec i kąpiel w "Pacyfiku" :)
No nie powiem brak treningu robi swoje hi,hi... Wejście prawie jak w debiucie he,he... Szkoda, że nie zabrałem termometru:( bo miałem wrażenie jakby temperatura wody od ostatniej kąpieli radykalnie się obniżyła;) Wtedy miała ok. trzynastu stopni plus, a dziś myślę poniżej dychy. Chyba, że... odwykłem hi,hi...
Z "buta" tylko czwórka pomalutku i dokładnie he,he... na rozgrzewkę. 
Dłużej ma być jutro tak jak dokładnie przed dziesięciu laty kiedy zaczynaliśmy fajną inicjatywę:) 
Niestety Tym którzy nie wiedzą ile wysiłku, determinacji trzeba włożyć w realizację pomysłu łatwo przyszło dobrą koncepcje zniweczyć:(

czwartek, 26 października 2017

nie poddaje...

                  się słoneczko:) Po wczorajszym chłodnym, deszczowym dniu dziś ciepło (+10;) i wyzierające za chmur słońce. Liście lecą z drzew, ale gdzieniegdzie można jeszcze spotkać takie kwiatki he,he...
Przy czwartku dyszka na stałej trasie wciąż modyfikowanej w zależności od nastroju, chęci, pogody, warunków i tego co w danej chwili przyjdzie mi do głowy hi,hi... Żeby nie, było w "koło Macieju" tak samo jak wczoraj, jednostajnie, nudno;)
Często można usłyszeć od "nie biegaczy" eeee... bieganie jest nudne. Nic się nie dzieje. Przyznaje nie rozumiem;) nawet na setce nigdy się nie nudziłem hi,hi... 
Każdy trening jest przecież inny. Codziennie jest inny dzień, inna pogoda, inne samopoczucie. 
Może to "uzależnienie" hi,hi... albo nawyk, celebrowanie codziennego rytuału z przyzwyczajenia? Albo jeszcze co innego;)
Jak zwał tak zwał dla mnie poranny trening to ładowanie "akumulatorów" Zastrzyk energii, który daje mi "kopa" na cały dzień:)

środa, 25 października 2017

crossowe...

                       ścieżki niedostępne w okresie wegetacji roślin przez wybujałą zieleń obleciałem dziś na obrzeżach "Bałtyku". Biegam tam wczesną wiosną i późną jesienią, a nawet zimą w śniegu "po pachy" he,he... 
Dzisiaj zdziwiłem  się, bo wiele fajnych odcinków nie nadaje się do biegania z uwagi na powalone drzewa:( Szkoda! szczególnie jednej najbardziej pofałdowanej dróżki:( Ze ścieżki rekreacyjnej po każdej większej wichurze wiatrołomy usuwane są na bieżąco, ale w "krzakach" he, he... nie widać, więc będą leżeć jak w parku narodowym hi,hi... do naturalnego rozłożenia. Nakręciłem się po chaszczach i zrobiłem prawie dwanaście kilometrów.
W miedzy czasie spotkałem sympatyczną biegaczkę, Która też nie bała się deszczu;) Oraz mniej sympatycznego biegacza:( Nigdy nie czekam, aż biegnący z przeciwka podniesienie dłoń. Nawet jeśli widzę, że jest to młodsza osoba. Myślę wtedy może się krępuje starego itp. więc pozdrawiam pierwszy. Dzisiaj Biegaczka moje powitanie odwzajemniła uśmiechem, uniesieniem ręki i odpowiedziała: "cześć" Młody zaś popatrzył "z byka" jakbym Mu "ojca harmonią zabił " i ani be, ani me, ani kukuryku he,he... Cały na czarno, w kapturze, ze słuchawkami w uszach - ciemniak jakiś hi,hi...

poniedziałek, 23 października 2017

owocnego...

                     tygodnia - napisał Adam pod poranną "rozgrzewką":) Dzięki!
Nie ma to jak fajne życzenia na dobry początek. Rano trzy kilometry marszu, potem piętnastka biegiem, a później jeszcze piątka marszu i otwarcie tygodnia jak się patrzy he,he...
Dzisiaj już "na długo" żeby nie "uciekać" przed chłodem, bo na termometrze siedem kresek na plusie, a temperatura odczuwalna tylko około pięciu stopni.
Tempem "ekonomicznym" spokojnie i na luzie przy poniedziałku udeptałem swoją stałą trasę. Na "Bałtyku" spotkałem znajomą biegaczkę Basię, oraz młodego biegacza w krótkich gaciach;) Hmm... to tak jak na morsowaniu nie wszyscy przyjmują, że dobroczynne jest schłodzenie, a nie wyziębienie. Młody chociaż zęby szczerzył w uśmiechu to widać było, że Go telepie hi,hi...
Dwadzieścia dwa kilometry "w nogach" więc jutro chyba tylko wygibasy, czyli gimnastyka:)

sobota, 21 października 2017

śladami...

                         mojego jaqb_a podreptałem dziś w bialskich polach he,he... Częściowo znaczy się;) bo trochę wydłużyłem pętle za Sanktuarium Krwi Chrystusa.
Ponadto zrobiłem dobieg najkrótszą drogą do Alei Brzozowej tam, a z powrotem nieco mnie zniosło hi,hi... Ale dzięki temu natupałem całe osiemnaście kilometrów:)
Nie mogłem jak zawsze wyjść z samego rana:( lecz o piętnastej też nie było źle;) Na termometrze +12 i niewielkie zachmurzenie, czyli idealna aura na bieganie:)
Biegało mi się fantastycznie, chociaż w niespełna godzinę po obiedzie he,he... 
W polach i Lasku Wilka cudowna jesień:) Znów spotkałem dwie fajne Amazonki na koniach i niestety jednego "jeżdźca" na crossowej maszynie:( Wzbudzał tumany kurzu, silnik ryczał tak, że słychać go było chyba w Kłobucku! W dodatku spaliny walące z maszyny zepsuły świetne, czyste, rześkie powietrze:( brrr...
W całym tygodniu w pięciu wyjściach sześćdziesiąt kilometrów i wciąż jeszcze jestem "głodny" hi,hi... Jutro... nie, nie jutro dzień święty święcę;)

piątek, 20 października 2017

spodobało...

                           mi się wczorajsze bieganie skoro świt he,he... więc dziś powtórka "z rozrywki" Bardziej mglisto, ale cieplej:) Mówi się podobno londyńska pogoda;) Mokro, wilgotno za sprawą osiadającej mgły, ale fajnie! Biało dookoła jakbym dreptał w mleku hi,hi... Widoczność bardzo ograniczona dlatego odpuściłem drogi gdzie nie ma chodników:(
Planowałem piątkę, lecz byłem jakiś "nie dojedzony" i w sumie natuptałem ósemkę z hakiem:)
Weekend za pasem i żeby tradycji stało się zadość jutro powinna być Aleja Brzozowa z przyległościami;) Niestety chyba rano tym razem nie dam rady:( Może popołudniu? Jeśli się nie uda to wieczorem wertepy w bialskich polach raczej odpuszczę;) 
Zobaczymy! Tak, czy inaczej biegane będzie!

czwartek, 19 października 2017

przed...


                    wschodem słońca dzisiaj wyleciałem i było rewelacyjnie:) Z początku chłodno (+9), rześko, mglisto i ciemno. Nie cierpię "krótkich" dni:( Nie przeszkadza mi zimno, mróz, śnieg, deszcz... Ale jak słoneczko wstaje po siódmej i zachodzi przed szóstą to rano  ciężko się wstaje, a wieczorem o dwudziestej wydaje mi się, że już pora udać się w objęcia Orfeusza hi,hi,hi... A będzie niestety jeszcze gorzej:( Cóż sorry taki mamy klimat;)

Zapędziłem się na "Bałtyk" lecz wiało chłodem od wody, a ja na "krótko"  he,he... Pobiegłem zatem w kierunku Bialskiej. Między budynkami spoko, ale już przy Sanktuarium mgła i temperatura odczuwalna znacznie niższa. Zawróciłem, więc w miasto;) Po drodze spotkałem dwóch biegaczy i jedną biegaczkę. Dziewczyna na "długo" lekko ubrana, a chłopy jakby była zima he,he... Czapki na uszy, kurtki, uff... co założą jak nadejdą mrozy? 
Nie cierpię się zagotować w czasie biegania, nawet wolę  jak jest mi chłodniej. Ale wiadomo każdy inaczej odczuwa temperaturę. Z doświadczenia jednak wiem, że na początku ciężko dopasować strój do warunków pogodowych i mniej doświadczeni biegacze często ubierają się za ciepło. Sam tak miałem;) 
Dziś biegłem "na oko" nie spoglądałem na zegarek i myślałem przebiec dyszkę. *Po* pokazało się na garmku jest jedenaście kilometrów, czyli w granicach błędu się zmieściłem;) Fajnie było! 

środa, 18 października 2017

dużo...

widzę pan biega - usłyszałem dziś od jednej z kijarek. Niech pan powie, ale tak szczerze dlaczego? chce się panu tak męczyć?
Bez namysłu odpowiedziałem: bo lubię, bo się dobrze czuję, bo jestem uzależniony od endorfin, czyli hormonów szczęścia hi,hi...
Biegam siedemnasty rok:) Zacząłem kilka lat po rzuceniu palenia gdy zrobiłem się dużo "większy" he,he... Spodobało mi się, lepiej się poczułem, spadłem z wagi i nawet się nie potłukłem hi,hi... Potem jak to mówi przysłowie "apetyt rośnie w miarę jedzenia" więc chciałem więcej, więcej i więcej;) Bieganie stało się moją pasją i jakoś nigdy nie miałem problemów z motywacją;)
Niektórych mobilizują sukcesy na zawodach. Kiedy przychodzi brak postępów zniechęcają się i często wieszają buty "na kołku"
Ja starty traktuję jako fajną przygodę, możliwość spotkania z innymi biegaczami i sprawdzenie swojej aktualnej kondycji. Nigdy nie biegam "w trupa" Zawsze zachowuję rezerwę sił na końcowy finisz, bo najważniejsza jest dobra zabawa:) 
Rzadko trenuję w ramach jakiegoś planu:( Wolę beztroskie, spontaniczne hasanie he,he... Sztywne schematy zabijają we mnie radość szybszego przebierania nogami:) 
Prawdę mówiąc kiedy myślami cofam się do czasów "prehistorycznych" to pierwszy raz zamarzył mi się maraton kiedy red. Tomasz Hopfer propagował bieganie w telewizyjnej akcji *Bieg po zdrowie* i zachęcał do udziału w pierwszym Maratonie Pokoju:) Ale to były inne czasy, inne możliwości i inne priorytety hi,hi...

wtorek, 17 października 2017

korzystając...

                             z przepięknej, ciepłej Złotej Polskiej Jesieni obleciałem dziś niektóre "stare kąty" he,he... W paru miejscach poszurałem sobie wśród szeleszczących liści jak za dawnych młodych lat hi,hi...
Wczoraj wolne od biegania i cotygodniowa gimnastyka, która miała być dzisiaj;) 
Nie wiem czemu, ale po dniu przerwy ruszam powoli jak żółw ociężale he,he... i dopiero po mniej więcej godzinie wpadam w rytm kroków zgranych z oddechem hi,hi...
W drugiej części treningu tuptało mi się  świetnie i dlatego zamiast planowanej dyszki zrobiłem fajną piętnastkę:)
Później dołożyłem jeszcze piątkę marszu i dwudziestkę we wtorek w nogach mam;)
Na koniec z dedykacją dla Adama numer startowy 881;)


poniedziałek, 16 października 2017

śmierć...

                      na maratonie:( kolejna w krótkim odstępie czasu i któraś z kolei w tym roku. Przykre [*] Wyrazy współczucia przesyłam dla najbliższych.
Niestety na tym "łez padole" każdego z nas czeka. Często przychodzi jak złodziej znienacka. 
Dlatego bardzo dziwię się tej wrzawie w necie. Aż prosi się wykrzyknąć: "ciszej nad tą trumną!"
Statystycznie biorąc im więcej ludzi biega, tym więcej takich przypadków będzie się zdarzać. Tak to jest w życiu. Zresztą ludzie odchodzą w pracy, na ulicy, we śnie, w kościele, na pielgrzymce, na weselach, a także w sytuacjach intymnych. 
Oczywiście każdy z nas gdyby wiedział, że się przewróci to by sobie usiadł.
Czytam opinie i nie rozumiem niektórych komentarzy. Jedni psioczą, bo moda na bieganie i ludzie startują nie przygotowani! 
Ciało nasze jest "mądrzejsze" niż maszyna. Nie da się go "zajechać". Silnik można zatrzeć nie zważając na  widoczne usterki, wycieki układu chłodzenia, smarowania... Nasz organizm jest na tyle inteligentny, że chroni nas przed nadmierną eksploatacją w sposób naturalny poprzez ból, kontuzję, omdlenie, czy przysłowiową "ścianę". Nie tylko na maratonach, lecz także na krótszych biegach ilu ludzi zaczynających zbyt szybko po połowie dystansu maszeruje?
Druga rzecz. Nie wiem, piszą to ludzie oderwani od rzeczywistości? "Brak badań - powinny wrócić obowiązkowe badania" He,he... Problemem jest "wydębienie" od lekarza pierwszego kontaktu podstawowych badań, bo nfz zmusza Ich do oszczędności. Nie mówię już o kolejkach do lekarzy specjalistów! Do kardiologa ponad rok, endokrynologa nawet trzy lata itd.itd. Niestety prawda jest okrutna nasz stan zdrowia jest ważny tylko dla nas samych. Żaden lekarz nie jest zainteresowany, aby publiczna opieka zdrowotna działa jak należy. Prawie każdy ma prywatną praktykę, lub przyjmuje w prywatnej klinice, więc nie będzie "podcinał" gałęzi na której siedzi. Podobnie z koncernami farmaceutycznymi. Podstawa to sprzedaż i zysk, a nie zdrowie pacjenta, bo co będą leki produkować "na magazyn"? 
Skolimowska i Inni wyczynowcy mieli profesjonalną opiekę medyczną na codzień i niestety już nie ma Ich śród nas[*]
O nas sportowcach amatorach mówi się, że jesteśmy zdrowsi, mniej chorujemy, rzadziej chodzimy do lekarza. Jeśli tak jest to czemu nie możemy okresowo przebadać się na nfz u lekarza sportowego? Tak, tak w ramach funduszu tylko do 21 roku życia:( W naszym społeczeństwie nie wszystkich stać na horrendalne ceny w prywatnych gabinetach lekarskich. Wiem, Ktoś powie "jak nie ma miedzi to w domu siedzi" Tylko, czy temu biedniejszemu już nic się od życia nie należy? 
Kiedyś we Wrocławiu na posiłku po maratonie posłuchałem farmazonów dwóch biegaczy ubranych jakby wyszli z markowego sklepu sportowego: "niektórych nie powinno się dopuszczać do startu w ciuchach z bazaru" Tylko jak potem sprawdziłem w wynikach to celebryci ledwo się zmieścili w limicie hi,hi...
Oczywiście część biegaczy wystawia się nadmiernie na ryzyko, które czyha na nas wszędzie podczas biegania, prowadzenia samochodu, jazdy rowerem, skoku ze spadochronem... Ta niewielka garstka z pośród nas sama kusi los spożywając przed startem alkohol /widziałem/ albo na tzw. kacu:( Faszerując się różnego rodzaju medykamentami czy "dopalaczami" itp. Ale to inna bajka. 
Nie dajmy się zwariować. Należy dbać o siebie, prowadzić zdrowy tryb życia, nie traktować każdego startu jakby był o mistrzostwo świata. Słuchać swojego organizmu i mieć zdrowy dystans do rywalizacji. Umieć odpoczywać i regenerować siły.  
Wtedy będziemy mieć szansę umrzeć zdrowsi;)

niedziela, 15 października 2017

napatrzyłem...

                            się, naczytałem i nasłuchałem dzisiaj od rana o biegnących w Krakowie, Poznaniu i Grabówce he,he... 
Już po obiedzie zaczęły mnie "swędzieć" pięty hi,hi...Wieczorkiem nie wytrzymałem i w ramach solidarności ze startującymi dziś w zawodach "przeszlifowałem" trochę chodniki o długości ośmiu kilometrów ;) 
Tak byłem zadurzony w transie biegania, że podobno po drodze nie zauważyłem Syna z Synową:( Sorry! muzy nie słucham, lecz jak się skupię na szybszym przebieraniu nogami to o świecie bożym zapominam he,he... 

Cieszy mnie dzisiejsze wyjście, bo jutro chyba raczej miał bym
problem. Dlatego w myśl powiedzenia: "co masz zrobić jutro zrób dzisiaj" akonto poniedziałku świetnie sobie potuptałem:)
Pogoda nadal kapitalna! ciepło +15 prawie bezwietrznie i miejscami pod nogami  rewelacyjne dywany z kolorowych liści:)) Super!

sobota, 14 października 2017

druga zmiana...

                                     dzisiaj hi,hi... Najbardziej lubię poranne bieganie, ale nie zawsze się da wyjść z rana ze względu na priorytety;) Hierarchia ważności sprawia czasem, że pasja musi ustąpić prozie życia he,he... Grunt to jednak pogodzić wszystko tak, aby "wilk był syty i owca cała";)
Sobota, więc tradycyjnie wypad w bialskie pola przez urokliwą Aleje Brzozową  już w jesiennej szacie:)
Prawdziwie przepiękna *Złota Polska Jesień* Kolorowe liście pod stopami, czternaście plus na termometrze i niewielkie zachmurzenie z przejaśnieniami idealna aura na bieganie chciałoby się takie bardzo długieeeee... 
Dziś trening długodystansowca he,he... Sam na sam ze sobą udeptywałem ścieżki Lasku Wilka i bialskie pola. Na pierwszej pętli za Sanktuarium Krwi Chrystusa spotkałem grupę fajnych Amazonek na koniach:) Potem z daleka popatrzyłem na rozpoczęcie meczu piłki kopanej ligi okręgowej Orzeł Kiedrzyn - Jedność Boronów. Wracając trochę mnie zniosło hi,hi... więc przed Jasną Górą dałem szansę się zauważyć młodym Grosfeldom;) Skoro do mnie Karol pomachał na powitanie to jeszcze nie jest ze mną tak źle he,he...
Przez znos garmek naliczył siedemnaście kilometrów, choć przez chwile myślałem, że ma ustawiony dystans w milach:) Nie wiem czemu w stałym punkcie przy kapliczce na Bialskiej pokazał zaniżony kilometraż, a później przy zapisywaniu błąd naprawił:( Dziwne? 
W moim dzienniczku biegowym tydzień trwa od poniedziałku do niedzieli. Na razie w czterech wyjściach na koncie pięćdziesiąt dziewięć kilometrów. 
Nie wiem czy cusik nie dołożę jutro, bo w poniedziałek z racji napiętego "programu" dnia może się okazać, że będzie urlop od biegania "na żądanie" hi,hi...

czwartek, 12 października 2017

z synem...

                  Jakubem wieczorową porą poszuraliśmy po miejskich chodnikach:)
 Miałem zamiar lecieć rano tak jak lubię, ale przecież mówi się: "dla towarzystwa cygan dał się powiesić" he,he... i przełożyłem dreptanie na wieczór. Nawet lepiej, bo wydłużył mi się czas na regeneracje po wczorajszym dłuższym tuptaniu w deszczu;) Czyli jak zwykle "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło"
Zaczęliśmy we dwóch z opcją, że po pewnym czasie dołączy Marcin, gdy skończy Mu się służba w żółtym czepku "ratownika" podczas kąpieli dzieciaków hi,hi...
Zrobiliśmy prawie pętle  pierwszego bc i po czwórce już w trójkę pobiegliśmy na Bialską. A tam w jak na "mekke" biegaczy przystało z każdej strony Ktoś gdzieś biegnie he,he...
Spokojne dreptane pogaduchy:) w tym sprawa startu w przyszłorocznym Cracovia Maraton na który już jestem zapisany i mam nadzieje, że Adam też;) 
W  do przeciwieństwie  samotności długodystansowca bieganie w towarzystwie ma swoje zalety:) My tu gadu, gadu i nie wiadomo kiedy i jak na liczniku trzynastka. 
Pogoda rewelacyjna, humory także, więc zwyczajne "szlifowanie" chodników też he,he... 

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13