"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


sobota, 30 kwietnia 2011

[272] Po i przed świętowaniu ...

Najpierw było Święto Biegowe czyt. Cracovia Maraton ze wspaniałymi wrażeniami ;) I chyba dlatego w tygodniu poświątalnym cztery wyjścia na sumę czterdziestu trzech kilometrów. Po poniedziałkowym roztruchtaniu i wtorkowej gimnastyce wcale nie czułem już trudu maratońskiego :) Więc w czwartek trochę biegania po miękkim plus przebieżki i tradycyjnie sobota stałe spotkanie biegowe w alei brzozowej. Korciło mnie nawet, żeby trochę wydłużyć powrót do domu, ale wiadomo wielka sobota - trzeba święcić jajka ;) 

Pierwsze i drugie Święto  Wielkiej Nocy co ostatnimi laty mi się nie zdarzało całkowity luz blus ;) I przyznaję bez bicia nawet specjalnie pięty mnie "swędziały" toteż nawet nie pomyślałem o szybszym przebieraniu nogami. Może cholewka z wrażenia hi hi... No, bo zaręczyny to już oficjalny sygnał, że wkrótce kolejny syn myśli opuścić rodzinne gniazdo ;)

Po świętowaniu we wtorek mówię szczerze początkowo było trudno wytrząść brzucho, ale po spokojnej dyszce następne cztery kilometry to już czysta przyjemność :) Zachowując system biegania co drugi dzień  /patrząc na ostatnią poprawę życiówki w Krakowie o sześć minut chyba się sprawdził/ środa gimnastyka. W czwartek sensacja rewelacja na udeptywanie trasy biegu częstochowskiego przybyło osiemnaście osób i w tym cztery kobiety !! W dodatku zaczynamy być rozpoznawalni ;) Wbiegając na jasnogórskie wzgórze w alei Sienkiewicza mijamy Gościa, a On na głos: ooooo! Zabiegani !

Sobota jak zwykle siódma zero, zero spotkanie Zabieganych na Bialskiej. Dziś w drodze na aleję brzozową miałem towarzystwo, bo przybiegł po mnie Fred :) Na miejscu zbiórki znowu miłe zaskoczenie, bo awizowało swoje przybycie pięć osób, a zjawiło się kilkanaście. W dodatku kobiety dotrzymały słowa i kilka pań towarzyszyło na bialskich wertepach :)

Na koniec ogłoszenia ;)
1). Dostałem zaproszenie: "Mamy przyjemność zaprosić Pana do udziału w 24 Godzinnym Biegu Plantami Jana Pawła II, który odbędzie się w Rawiczu 28 i 29 maja. Temu wydarzeniu sportowemu będzie towarzyszyć także wiele imprez kulturalnych i artystycznych (koncerty zespołów The Boogie Town, Electronez z Asią Kwaśnik, The Postman, Obsesion Quartet, wydarzenia teatralne Scena K, "Serce Don Juana" i in.). Więcej informacji na stronie: http://www.biegpoplantach.pl/ i na Facebooku: http://www.facebook.com/pages/BIEG-PO-PLANTACH/193536134016738 oraz NK.pl: http://nk.pl/#profile/39744626  Mamy nadzieję, że nasza inicjatywa przypadnie Panu do gustu i uzna Pan za godną polecenia Pańskim Czytelnikom." Przyjrzałem się imprezie bliżej ;) i bardzo mnie zainteresowała. Poleciłem mojemu pierworodnemu, który zapodał wydarzenie na naszym klubowym forum, lecz niestety :( Obaj lecimy tydzień później Maraton Lednicki. Zabiegani z kolei byliby chętni, ale 29 maja jest klubowe GP w Rudnikach.
Może Kogoś z moich Czytelników impreza zaciekawi ??

2). W tym tygodniu dostałem także zestaw suplementów, odżywek dla sportowców Milkoshake posmakuję, wypróbuję przed, podczas i po treningach to za miesiąc napiszę "z czym co i jak się je" :) Na razie po czwartkowej piętnastce spróbowałem Milkoshake Sports Regenerator o smaku pomarańczowym. Pierwsze odczucia... ??? Nie jestem specjalnym amatorem wszystkich chemicznych wspomagaczy i często odrzuca mnie nawet smak niektórych izotoników. Tu jednak mile zdziwił mnie smak: słodki, ale jednocześnie kwaskowy, bez takiego proszku na języku jak ja to mówię... Cóż na razie pierwsze "koty za płoty" zobaczymy :) Raport pod koniec czerwca.
Było po świętowaniu :) ale znów jest przed hi hi hi... Plany jakieś są, ale żeby nie zapeszyć... to następnym razem ;)

sobota, 23 kwietnia 2011

[271] WIELKANOC 2011


Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego życzę wszystkim Gościom tego bloga  zdrowych, spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych, smacznego jajka :) oraz bardzo mokrego lanego poniedziałku ;) Alleluja!!!

wtorek, 19 kwietnia 2011

[270] "Zemsta" jest słodka c.d.

Czas się zemścić i wyrównać porachunki z CM ;) zapisany, numer nadany, przygotowany na tyle ile było możliwe też. Zimę przepracowałem uważam solidnie ;) Potem była sztafeta w Bochni, połówka po górach w Żywcu, test Coopera, trzydziestka tuż przed biegiem częstochowskim i na koniec w ostatnią niedzielę przed maratonem wprawdzie nie start, ale dycha na maksa. Już w zeszłym roku tak sobie pomyślałem, że start w kopalni soli to świetny trening przed wiosennym maratonem. Jelczański maraton był 1 maja i była życiówka, wcześniejszy Kraków podobnie. Czyli muszę zweryfikować pogląd o wyższości maratonów jesiennych nad wiosennymi ;) 
Bartek napisał: ..."W maratonie jest jednak jakaś magia - na trzydziestym siódmym kilometrze zastanawiałem się: "Po co mi to? Po co ja się tak męczę?" A teraz nie mogę przestać myśleć o następnym"... Dużo biegaczy tego doświadcza. Poza tym szykując się do pokonania pierwszego  życiu królewskiego dystansu wyczytałem, że biegi długodystansowe wyzwalają u biegaczy ogromne pokłady energii. O które wcześniej nawet się nie podejrzewali ;) Podobno szkoda maratonu dla samego przebierania nogami. Dlatego często biegacze dedykują trudy maratonu konkretnym osobom lub wyznaczonym celom. Poszedłem na to i od pierwszego maratonu taką dodatkowa motywacje stosuję ;) Czasem jest tego zewnętrzny znak, ale najczęściej tylko ja wiem co mi w duszy gra :) 
W tym roku prawie dokładnie na trzy miesiące przed Cracovią nagle, niespodziewanie, w czasie pracy odszedł jeden z moich wiernych kibiców. Niewiele starszy starszy ode mnie, porządny człowiek, kapitalny kompan,  Krzysiu notabene Krakus... Więc, tym razem postanowiłem pobiec w Krakowie w intencji ś.p. Krzysztofa. 
 Przygotowania biegły planowo, obyło się dzięki Bogu bez poważniejszych kontuzji i nadeszła "chwila prawdy" Wcześniej czytając blogi zaprzyjaźnionych Bloggerów okazało się, że tego samego dnia Hankaskakanka biegnie maraton w Annecy, a Kuba z Formatowni ze mną w grodzie Kraka :) 
Wyruszyłem "na Kraków" w sobotę rano z moim rodzinnym teamem :) bo najstarszy syn zaplanował mini maraton, a najmłodszy tradycyjnie fotorelacje Zabieganych. Dzień przed maratonem zleciał jak z bicza strzelił najpierw weryfikacja w biurze zawodów, potem zakwaterowanie w "Cichym kąciku" obiad, powrót na Błonia, start Kuby, Stare Miasto, Msza św. i powrót na nocleg przez pasta party. Po drodze spotkanie przy banerze start/meta z fantastyczną parą młodych ludzi Kubą i Emilią :) Krótkie było zapoznanie, ale myślę będzie jeszcze okazja ;)
Niedziela rano przedstartowy rytuał: śniadanie, toaleta (wbrew pozorom bardzo ważna rzecz;) tak jak plastrowanie i na start w stroju "organizacyjnym" bo "Cichy kącik" znajduje się na rzut beretem od Błoni. Spotkanie z Zabieganymi, pamiątkowa fota i "do boju"
Stanąłem w tłumie za balonikami 3:45 i pomyślałem: Hania wystartowała godzinkę temu, no to już jedną czwartą maratonu ma za sobą :) Start i runda wokół Błoni. Nogi jeszcze nie "rozkręciły" się ;) tłok straszny, było nie było ponad trzy tysiące ludzi. Muszę uważać, żeby kogoś nie nadepnąć, co rusz tyrpiemy się łokciami, a i tempo wydaje mi się szarpane ufff... Na pierwszym punkcie z wodą postanawiam biec przed grupą. Przez pewien czas czuję oddech  pacemakerów na plecach,  później czuję tylko że są za mną ;) Nie oglądam się biegnę "swoje" cały czas z butelką wody i gąbką w ręce. Oczywiście nad Wisłą jeszcze zejście "na stronę" Ubrany jak poprzednio tym razem trafiłem w dziesiątkę. Przez chwilkę pomyślałem: jak dasz ...., to dziś już na pogodę nie będziesz mógł zwalać i ani się obejrzałem 10km. Oczywiście myśli ku Hani, która powinna mieć połówkę "z głowy" Rzut oka na stoper i ... ki diabeł: 29:45 ? No tak gdzieś musiałem go nacisnąć przypadkowo :( A może i dobrze ? nie będę się stresował hi hi... Biegło mi się tak dobrze, że w pewnej chwili przypomniała mi się stara prawda maratońska: *maraton zaczyna się tak naprawdę dopiero po trzydziestce* Po piętnastym km przyjąłem gela i dalej noga za nogą ;) Trochę odwzajemniłem się kibicom za kibicowanie i tak zleciała w dobrej formie połóweczka. Wcześniej miałem okazję widzieć wracających już z Nowej Huty wózkarzy i mały peleton czarnoskórych biegaczy, bo była taka agrafka na trasie gdzie jedni biegli do półmetka, a inni już wracali. Cały czas niepokoiłem się, czy aby nie za szybko, czy starczy mi do końca pary ? Chociaż czułem się rewelacyjnie. Nawet przez moment skojarzyłem: 'może trzeba było zabrać się na 3:39 ? Szybko się jednak skarciłem i sprowadziłem na ziemię: zobaczymy co powiesz na 35 km ;) Przed trzydziestką przypomniałem sobie o drugim gelu i choć niezbyt mi smakował to chyba później dał efekt :) Kiedy wróciliśmy na nadwiślański bulwar przez sekundę jak piłkarze przed ostatnim gwizdkiem przyjąłem: 'wygrana w kieszeni' I od razu dostałem "w łeb"! Patrzę, a z boku baloniki 3:45!!! Chwilkę biegnę ramię w ramię z zającami  i kombinuję: przewaga zniwelowana, musiałem zwolnić :( no tak historia się lubi powtarzać... Żeby tak tylko zabrać się z nimi i wytrzymać ! Szkoda ! Nagle znowu woda grupka się rozpada, a ja ze złości zaczynam przebierać szybciej nogami. Jeszcze daleko ! Dam radę ? Na statku śpiewa chór biegacze i chodziarze (Ci co już idą) klaszczą :) ja też! Widzę Ich roześmiane twarze! Od tego miejsca moje nogi pracują jak dobrze naoliwiona maszyna ! Mijam kolejnych biegaczy, kuśtykającego zająca na 3:30 i podobno nawet naszego Prezesa ! Jestem skoncentrowany i w oczach widzę tylko wyświetlacz z cyferkami; JAKIMI ? Przed Błoniami stoi Zabiegana Jola! to mnie jeszcze bardziej mobilizuję: muszę dać radę ! Zaczyna maraton boleć :( Przywołuję w myślach Krzyśka ;) Widzisz tam z góry jaką "drogę przez mękę" wokół Błoń funduje mi Twój Kraków !? Robię rundę po zewnętrznym torze. Nie patrzę w lewo, żeby nie widzieć Szczęśliwców wpadających na metę. Cały czas mijam Tych którzy się przeliczyli z siłami. Nagle widzę mandarynkową koszulkę Zabieganego i w mózgu alarm: Tomek co Ty robisz !? wyprzedasz jednego z klubowych ścigantów ? Szok ! i zdziwienie: wcale mnie to nie cieszy, nie czuję satysfakcji ?! Wiem jak się musi czuć, jak to dołuje. Doświadczyłem tego! Znowu cień zwątpienia: Czy nie padną mi baterie tuż przed metą ?? Czytam: "39 km" - jeszcze dwa kilometry!  K.... jakie dwa ! jak ja liczę ? Aż TRZY!!!  Ech, to cholerne okrążenie Błoń! Zaraz? Olśnienie! Przecież dziś to nie jest moja gehenna! Tylko runda honorowa ! :)  Bo zasuwam przed zającami na 3:45 !! Wylewam na siebie chyba ze dwa kubki wody. Uprzytamniam sobie, że jakoś dziwnie odchylam się do tyłu, stawiam nogę ostro z pięty i zwalniam! Pochylam się, przenoszę środek ciężkości przed siebie. Nie wiem skąd, jak i dlaczego? Ale jeszcze przyśpieszam :) Widzę Golona zagadanego z dziewczyną.  Obiecywał robić zdjęcia i co ? Więc krzyczę Golonnnn!!!!. Nie zdążył pstryknąć, ale Mu się nie dziwię jakbym stał z taką ładna dziewczyną to też nie patrzyłbym na zapoconych maratończyków ;) Tablica 41 km, byle do flag wiszących przed bramą mety. Są flagi ! Dalej brama ! Dobra widzę zegar 3:42: xx Żeby tylko nie przeskoczył na 43!!!
 Na ostatnich metrach mijam jeszcze jednego biegacza i wpadam na młodą kobietę z medalami na ręku. Patrzy na mój numer startowi i mówi: *Tomku gratuluję, pięknie pobiegłeś*. Jestem mega szczęśliwy :) Gdybym nie był brudny i spocony z radości bym Ją wyściskał ;) No, dobra przyznaję łezka w oku mi się zakręciła ze szczęścia hi hi... Czuję się lekko oszołomiony jak na rauszu, dopada mnie Prezes i gratuluje: tete, ale żeś przemknął koło mnie na 35 kilometrze ! Dostajemy wodę, folie na plecy i jakiś taki nieobecny duchem stoję w tej strefie mety dopóki Ktoś nie zacznie poganiać: "Proszę nie stawać tylko przechodzić dalej i zrobić miejsce kolejnym maratończykom"! Wychodzę na trawiaste podłoże i kurcze blade mam problemy z chodzeniem hi hi...
Najbliżsi już są przy mnie, gratulują i słyszę w plecaku telefon. Aha sms ! sprawdzam: wyniki nieoficjalne: msc open 940 M50 108 czas 3:42:44 netto 3:41:32 !!! Przebieram się, marzę o masażu, lecz kolejka długa, więc rezygnuję. Zjadam grochóweczkę popijam złocistym izotonikiem :) Krótka wymiana zdań z Propoise i Kucharzem. Niestety pora na kwaterę. Po drodze myślę ciekawe jak Kuba? Idąc wzdłuż trasy widzę wciąż zdążających do mety. Fajnie było ;) lecz trzeba wracać do rzeczywistości: prysznic, pakowanie i kierunek dworzec. Jadąc tramwajem widzę ostatnich biegaczy kończących jubileuszowy X Cracovia Maraton. Dla mnie szczególny życiówka poprawiona prawie o sześć minut ! A marzyłem o 3:44:59 ;)  Najważniejsze: trzeci maraton, który przebiegłem bez pomocy pacemakera /wcześniej Dębno, Jelcz/ poradziłem sobie i nawet nieźle to rozegrałem cha cha.. Na dworcu proza życia :( tłum ludzi, pociąg do Łodzi to jednostka. Żeby było jeszcze śmieszniej to jakiś mądry zrobił takie odstępy między fotelami tak że czwórka dorosłych ludzi przeciętnej budowy ciała nie może pomieścić nóg !! Sadowimy się, noga z noga na przemian i życzymy Temu mądremu, by przejechał trasę Kraków - Łódź nawet nie będąc po maratonie ! Dziś jednak nic nie jest w stanie popsuć mi humoru cha cha... Po drodze sms od Kuby: wow świetny wynik w debiucie. Cieszę się z Jego sukcesu. Wieczorkiem jeszcze na Jasną Górę, a potem tylko lulu.
W poniedziałek powrót funkcji życiowych do normy i w myśl zasady do której przekonał mnie kiedyś Verdi czterdziestominutowe roztruchtanie. Wtorek gimnastyka rozciągająca.
Aaaa magia maratonu ;) już myślę o  Lednickim  4 czerwca....
P.S. X Cracovia Maraton w obiektywie moich chłopaków Mateusza i Kuby

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

[269] "zemsta" jest słodka ;)...

 Trochę historii ;)
X Cracovia Maraton to mój dziewiąty maraton nie licząc dwóch kaliskich setek :) i drugi krakowski. Poprzednio walczyłem na trasie do Nowej Huty i z powrotem w roku 2008. Walczyłem dosłownie, bo pogoda na VII CM nawet jak dla biegaczy była paskudna. Temperatura ok. 10stopni, zimny wiatr nad Wisłą i padający non stop deszcz :( Żeby tego było mało ubrałem koszulkę na ramkach i biegowe szorty licząc na poprawę aury. Zawiodłem się srogo i przemarzłem do szpiku kości. Na dodatek w połowie dystansu buty nie wytrzymały, bo przecież nie kalosze i  z jednego oderwała się podeszwa. Miałem wtedy za sobą dwa maratony (rż 3:56:25) i oczywiście zamarzyło mi się 3:45... Prawdę mówiąc nie wiele brakło, aby marzenie się spełniło ;) Trzymałem się grupy prowadzonej wzorowo przez Jaremę /wg mnie jednego z najlepszych pacemakerów/ gdzieś do smoka pod Wawelem. Potem zmarznięty zacząłem zzwwalniaććć... Jarema próbował mnie jeszcze mobilizować, ale widząc w jakim jestem stanie poradził tylko cały czas wolno, ale staraj się biegnąć ! nie odpuszczaj ! Nie poddawaj się ! Będziesz miał nową życiówkę, tylko nie stawaj ! To była ufff... walka z pogoda i samym sobą, a runda wokół Błoni torturą. Kiedy przebiegałem zewnętrznym torem i widziałem jak niektórzy kończą... a ja muszę obiec jeszcze Błonia ! Przeklinałem taki wymysł trasy i obiecywałem, że już nigdy, przenigdy moja noga nie stanie na starcie tego maratonu! Chyba, że zmienią trasę Po drodze jeszcze Żywiec i Verdi próbowali mnie zdopingować, ale "leciałem" już na oparach. Biegłem, chociaż raczej dreptałem i dopiero jak zobaczyłem przed sobą w oddali wyświetlacz zegara przypomniałem sobie o życiówce i poleciałem jak ćma do światła ;) Byłem wykończony, wściekły, że nie wyszło! Lecz zarazem szczęśliwy z brutto 3:49:27 netto 3:48:46 !!! ;)
Mimo to dalej obstawałem przy swoim: kocham Kraków, ale nigdy w życiu nie wystartuję w Cracovia Maraton na takiej trasie ! Potem była Warszawa 3:51, Dębno 3:49, Wrocław 3:58 /ze skręconą kostką/ Poznań 4:12 /osobisty zając syna/  I Korona Maratonów Polskich !!! W międzyczasie wspomniane wcześnie dwa supermaratony Kalisia. "Przekleństwo" Cracovi wisiało jednak nade mną ;) i nijak nie mogłem pobić swojego rekordu wymęczonego w tak trudnych warunkach. Dopiero w ubiegłym roku na maratonie Barbary Szlachetki (zafascynowany Jej Osobą postanowiłem przebiec maraton) w Jelczu Laskowicach udało mi się poprawić o minutkę na 3:47:30 brutto :)
Mówi się nigdy nie mów nigdy hi hi... Planując tegoroczne starty przeczytałem gdzieś, że w 2011 roku zdobywcy Korony Maratonów Polskich po raz ostatni mogą wystartować w Krakowie bez opłaty startowej. Wcześniej ten przywilej był niejako z automatu, ale chyba z racji na już naprawdę rzeszę biegaczy z Koroną postanowiono znieść ten punkt regulaminu. Centuś nie jestem :) Ale grzech przepuścić taką okazję, zwłaszcza przy jubileuszowej dziesiątej  edycji. Dodatkowo Prezes zachęcał, a liczba Zabieganych na liście startowej cały czas rosła... cdn ;) 
"Czas się zemścić i wyrównać porachunki z CM ;) zapisany, numer nadany, przygotowany"...

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

[268] Nadchodzi "chwila prawdy"...

3 bieg częstochowski przeszedł do historii :)



Więc teraz czas na Cracovia Maraton.
W zeszłym tygodniu po wtorkowej trzydziestce doszła jeszcze w czwartkowy wieczór piętnastka na trasie 3bc. Piątek niestety post od biegania ;) A sobota prawie cały dzień przy organizacji biegu. Dlatego wieczorkiem miałem już ochotę tylko na złocisty izotonik. Co prawda kiedy patrzyłem z boku na uczestników naszego biegu jak walczą z wiatrem to zazdrościłem Im tej mordęgi ;) Zwłaszcza, że przyjechało tylu fajnych znajomych biegaczy :) Chętnie bym się  do Nich przyłączył, albo zamienił ;) Ale cóż Ktoś musi robić, aby Ktoś mógł biegać ;) Za to w niedzielne popołudnie (też wietrzne) postanowiłem zrobić oficjalne zakończenie przygotowań do CM i poleciałem dyszkę na wyścigi z wiatrem :) Wyszło coś w granicach 46 minut. Do tego przed i po, po trzy kilometry co dało razem szesnaście kaemów. Cały tydzień to równo 70 km :)
Teraz luzik, regeneracja, odpoczynek i w sobotę na Kraków :) Zapewne w ciągu tygodnia coś tam szybciej nogami poprzebieram ;) ale zupełnie lajtowo :) Od czwartku "użytkuję" reeboki run tone prime, lecz więcej opiszę dla etramki.pl jak je trochę sponiewieram na biegowych ścieżkach ;)
Nadeszła "chwila" prawdy ;)  ładna mi chwila hi hi.. Mierzona w godzinach ;)
17 kwietnia będę  pobiegnę w Krakowie, ale myślami chwilami przenosił się będę do Annecy :) gdzie Hankaskakanka  też zmierzy się z królewskim dystansem :) Haniu powodzenia ! Da-my radę ! Da-my radę !

PS Brawa i gratulacje dla Bartka za Dębno !!! Jeszcze nic nie pisze :( ale wyniki podpatrzyłem już wczoraj ;)

środa, 6 kwietnia 2011

[267] z ostatniej chwili...

Przygotowania do 3 biegu częstochowskiego pełną parą wkroczyły w decydującą fazę. Zapisy co prawda zamknięte, ale ciągle jest wiele spraw na bieżąco do załatwienia. Na szczęście mamy Verdiego, który nad wszystkim panuje. Zanosi się na moc atrakcji dla biegaczy i kibiców :) Czekamy na uczestników 3bc i niebiegających zapraszamy do kibicowania na trasie.

We wtorek 5 kwietnia Zabiegani obchodzili urodziny :) dokładnie trzy lata temu powstało Stowarzyszenie Klub Ludzi Aktywnych Zabiegani Częstochowa. Ależ ten czas leci.....

Dla uczczenia tego małego jubileuszu zrobiłem wczoraj "30-kę" A dokładnie trzydziestojednokilometrowe wybieganie. Dobieg 2 km do pętli na rozgrzewkę i 9 trzykilometrowych kółek plus dwukilometrowy powrót. Biegało mi się nadzwyczaj dobrze, siły dopisały i ostatnie dwie pętle pobiegłem nawet szybciej:
I- 5:25/km  II-5:31  III- 5:28  IV-5:29  V-5:26  VI-5:25  VII-5:26  VIII-5:11  IX-5:06
Prezent sobie sprawiłem ;) i zarazem próbę generalną przed maratonem zaliczyłem ;)

Wczoraj też trafiła mi się niespodziankę. Dzięki Ewie z portalu eTrampki.pl będę miał okazję po raz pierwszy w "karierze" biegowej potuptać w butach Reeboka. 


Przetestuję butki o trochę dziwnej podeszwie i za jakieś 150-200 km napiszę jak się sprawowały Reebok Run Tone Prime 
Nigdy wcześniej nie zdecydowałem się na kupno Reeboków, dlatego zaraz po otwarciu paczki ruszyłem na stronę Reeboka. Najpierw jeszcze się mile zdziwiłem, bo znowu będę śmigał w butach o barwach klubowych ;)
Na firmowej stronie najpierw trafiłem na łudząco podobne Run Tone Action W obu modelach opis fabryczny jest bardzo podobnie lakoniczny i w zasadzie różni się tylko jednym stwierdzeniem. W RTA: "Panele amortyzujące DMX Shear zwiększają wygodę i zmniejszają obciążenie pięty; podeszwa IMEVA w części śródstopia zapewnia lepszą amortyzację"... A w RTP: "Podeszwa środkowa z pianki EVA zwiększa amortyzację i pochłania wstrząsy; wielowarstwowa podeszwa zewnętrzna zapewnia optymalną przyczepność i trwałość"
Czyli wychodzi chyba, że Prime to uboższa wersja Action jeśli chodzi o amortyzacje? Nie znalazłem natomiast żadnej informacji dla jakiego rodzaju stóp te buty są przeznaczone i jaką mają wagę. Biorąc je pierwszy raz w ręce wydały mi się dość ciężkie. Dlatego przeprowadziłem ważenie, które wykazało 415g /jeden but/
Na długie wybieganie w nich się nie odważyłem ;) ale jutro zamierzam je "rozdziewiczyć" na trasie 3bc :)

W poprzednią sobotę nici z Bialskiej, bo był Test Coopera. Teraz Bieg częstochowski i znów nie będzie nas w alei brzozowej. Przyjdzie chyba  potuptać w niedzielę równo tydzień przed Cracovia Maraton. Na razie cała uwaga na 3bc, potem zobaczymy. Po niedzieli bez przemęczania się, dużo snu, pełna regeneracja i trening mentalny. Podobno nastawienie psychiczne to połowa sukcesu. Nie na darmo mówią, że MARATON biegnie się głową ;)

sobota, 2 kwietnia 2011

[266] Na chłodno i gorąco....

Na chłodno: Połówka w Żywcu to już historia ;) Został fajny medal, pamiątkowy ręcznik i trochę fotek. Oraz to czego nikt nie może mi już odebrać czyli wspomnienia ;) 
Start o tej porze roku to wielka niewiadoma jak się ubrać ? Z rana w Żywcu było wręcz lodowato, więc założyłem ciepłochronną bluzę. Na szczęście tuż przed startem przebrałem się i pod klubowy "plastron" włożyłem tylko cienką koszulkę z długim rękawem. Dzięki Bogu, bo byłbym ugotowany.
Potwierdziło się, że warto w tygodniu przedstartowym wyluzować i wypocząć. Świeżość i głód biegania to jest to! Po starcie wyrywałem jak koń wyścigowy ;) hi hi... Nawet musiałem się na pierwszych kilometrach hamować, żeby mnie nie poniosło ;)
Według oficjalnej już tabeli wyników pierwsze dziesięć kilometrów przebiegłem w 51:41. Półmetek zaliczyłem na pozycji 408, a metę osiągnąłem po 107 minutach i 37 sekundach na miejscu 372. Czyli ostatnie jedenaście kilometrów zrobiłem w 56 minut i przesunąłem się w klasyfikacji o 36 miejsc.
Cieszę się bardzo, że obie połowy połówki pokonałem w miarę równym tempie. Jeszcze nie tak dawno połowa dystansu Ok, a potem brak wytrzymałości powodował spadek tempa biegu.
Dla pełni statystyki wśród mężczyzn miejsce 351/624 i 45/90 w kat M50. 
Ale to tylko cyfry. Liczy się fajna trasa, dobre towarzystwo i to coś co daje taka radochę :) Mówią, że endorfiny ;)

Poniedziałek po półmaratonie lekkie rozbieganie, w środę godzinka biegu i 10 przebieżek. Czwartek  w bardzo licznym gronie trening na trasie 3bc. Frekwencja wskazuje, że start już tuż tuż...

W sobotę z racji organizowanego przez Zabieganych Testu Coopera musiałem zrezygnować z cotygodniowego sobotniego spotkania biegowego w alei brzozowej :( 
Dlatego tydzień biegowo lajtowy jedynie z 35 kilosami na koncie :(

Na gorąco: Test Coopera na stadionie lekkoatletycznym to swoisty prolog 3 biegu częstochowskiego dokładnie na tydzień przed startem. 
Po niezbędnych  przygotowaniach technicznych w pierwszej sesji sprawdzianowi poddali się Zabiegani, a potem  pozostali uczestnicy.
Udało mi się zdać "egzamin" na piątkę z plusem (nabiegałem ponad 2850 metrów :)
W wynikach zaliczony dystans to 2850m ponieważ bieżnia była oznakowana co 50m. Po regulaminowych dwunastu minutach na sygnał gwizdka uczestnicy testu zatrzymywali się i wracali do ostatniego punktu pomiarowego, gdzie spisywano numery startowe Co prawda nasz klubowy trener stwierdził, że z racji na regularny trening biegowy członkowie klubu powinni mieć podwyższony dystans o 5% ;)
Tak czy tak wyszło super ! Chociaż przyznaję zaskoczony nie jestem :) W Bochni dwie pętle 2840m podczas jednej ze zmian zrobiłem w jedenaście minut.
Sporo osób które przyszły na dzisiejszy sprawdzian można znaleźć na liście startowej naszej dyszki. Fajnie, że byli rodzice z dziećmi. Niektórzy nawet zdecydowali się na wspólny start ze swymi pociechami :) Przecież nie od dziś wiadomo "czym skorupka za młodu nasiąknie.." 
Każdy uczestnik testu otrzymał imienny certyfikat. Najmłodsi dostali medale, uhonorowano najstarszego i najmłodszego uczestnika oraz najliczniejszą drużynę. A wśród wszystkich startujących rozlosowano upominki.

Wszyscy którzy dziś mieli odwagę poddać się ocenie sprawności fizycznej zasłużyli na wielkie brawa  i gratulacje. A słowa podziękowania  należą się Waldkowi naszemu klubowemu koledze, głównemu pomysłodawcy i szefowi 3bc w jednej osobie. Dzięki temu urodzonemu organizatorowi dzisiaj ponad osiemdziesiąt osób mogło przyjemnie spędzić sobotnie przedpołudnie.
Z drugiej strony szkoda, że tak niewiele osób skorzystało z zaproszenia na dzisiejszą imprezkę :( Bez opłaty, medale, statuetki, zapewnione picie, opieka medyczna i losowanie nagród... Osiemdziesiąt ludzi na prawie trzystu tysięczne miasto ?? Zaraz! w tym jeszcze przyjezdni ;) Jak to się ma do utyskiwań: "nic się tu nie dzieje, żadnych atrakcji, jak już to zaraz wszystko za kasę i to nie małą"
Dlatego jak pisałem szacun dla rodzicieli, którzy uczą przyszłe pokolenie aktywnego zdrowego wypoczynku :) Bo jak słyszę mamusię : "nie biegaj, żebyś się nie spocił" :( to autentycznie żal mi dzieciaka.
Tutaj jeszcze filmik i galeria z dzisiejszego spotkania na stadionie :)


W poniedziałek kończą się  zapisy do 3bc i zaczynamy dopinanie wszystkiego na "ostatni guzik".  Tak, aby 9 kwietnia nasi Goście wyjechali nie tylko z nowymi życiówkami, medalami i nagrodami.... Ale przede wszystkim z tym o czym pisałem na wstępie: niezapomnianymi wrażeniami z częstochowskiej dyszki na niezwykłej trasie!

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13