"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


niedziela, 30 sierpnia 2009

[188] Do zabiegania...

W środę minął tydzień nie biegania. W międzyczasie poćwiczyłem gimnastykę, "pokręciłem" trochę na rowerku stacjonarnym; no i odpoczywałem. Wysmarowałem dwie tubki żelu i zjadłem trochę tabletek.Wychodzi, że ból, który wlazł mi w łydkę jest z tych 'do zabiegania' Już tak kiedyś "zabiegałem" ból dużego palucha, potem śródstopia i kolana :) Też smarowałem  smarowałem, smarowałem... I nic potem zabiegałem i spokój :) Teraz to samo najpierw takie jakby drętwienie z zewnętrznej strony później ból z tyłu pod łydką, a teraz *łazi* coś to tu to tam, czyli trzeba zabiegać draństwo. Najważniejsze, że po bieganiu jest lepiej, a nie gorzej. W środę zrobiłem siedem kilometrów, po siedmiu dniach luzu i trudniej było zacząć niż po bieganiu. W czwartek po ćwiczeniach super, ale w piątek gorzej.W sobotę przed blachownieńską ósemką; spotkanie  biegowe w alei brzozowej i jedenaście kilometrów równym tempem. Po południu coś się odezwało kolanko i łydka, lecz po spacerze przeszło. Czyli wyjścia nie ma....'trza' dziadostwo zabiegać. W niedzielę obudziłem się i łydkę "czuję" pochodziłem i się rozeszło po kościach. Pojechałem do Blachowni wcześniej z radochą w sercu- nic mi nie dokucza! :) Lecz jak to mówią nie chwal dnia przed zachodem słońca... Zacząłem rozgrzewkę i "strach w oczach" ;) No, nie nie teraz...  !!! truchtam, masuję,delikatnie rozciągam... Normalnie szok... Zbliża się godzina startu, a tu człapię jak szkapa dorożkarska... Staje na starcie pierwsze metry i ... przeszło. Ki diabeł ??? Nerwoból? Albo żyła ? Trzeba fachowca, nie ma co kombinować! Najważniejsze:!dałem radę!:)poprawiłem czas z wiosny o blisko minutę! Spędziłem większą część niedzieli na kapitalnej imprezie w licznym Gronie Zabieganych! Poznałem nowych ciekawych ludzi! A w nagrodę los dał mi finiszować noga w nogę z Elf_ik-iem sympatyczną dziewczyną, która świetnie zadebiutowała na Przełajowej Ósemce. Sama impreza: jak zwykle u Jacka Chudego Wielkie Święto Biegaczy!!! :) Organizatorzy zasłużyli ponownie na uznanie i brawa !!! Bardzo dobrym gestem było zadedykowanie tego biegu ś.p. Zdzisławowi Nowakowi niedawno zmarłemu burmistrzowi Blachowni; Niech odpoczywa w pokoju wiecznym... Mecenasowi blachowieńskiego biegu. Najwyższe wyrazy szacunku i podziękowania należą się Gościowi Honorowemu; żonie zmarłego burmistrza, Która teraz w tym trudnym dla Niej okresie życia wraz z córkami była z nami biegaczami.

sobota, 22 sierpnia 2009

[187] Ciąg dalszy, czyli kiszka...

 ... chciałoby się powiedzieć. Dziś miał być start w półmaratonie Rejów w Skarżysku, a wyszło jak wyszło.... Cóż mogłem na siłę jechać... Jednak dzisiejsza połówka to tylko jedna z potyczek, a bitwa będzie 13 września we Wrocławiu ;) Długo "biłem się" z myślami jechać nie jechać... Zwyciężył jednak głos rozsądku ;) Do maratonu już tylko trzy tygodnie, a noga nadal fiksuje. W tym tygodniu zrobiłem zaledwie 20 kilometrów w dwóch jednostkach i musiałem odpuściłem. Bardzo zależało mi dziś wystartować, bo Kuba /mój pierworodny/ debiutował :)  W październiku jak wszystko będzie OK razem zmierzymy się z królewskim dystansem :) To będzie Jego pierwszy maraton! Niestety nie  dane mi było dziś być przy Nim, lecz poradził sobie bardzo dobrze :) w debiucie "złamał dwójkę"  Brawo ! Dzisiaj trzeci dzień bez biegania, a wydaję mi się wieczność... Mało tego patrzę rano z okna, a tu zadowolony EMSI biegnie sobie ze sobotniego spotkania biegowego na Bialskiej... Myślałem, że zawyję jak wilk zamkniety w klatce ;) "Nic to Baśka" ;) Jak mawiał pan Wołodyjowski. Podobno nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Do tej pory każdy maraton poprzedzała połówka. Niedawno trzydziestokilmetrową wycieczkę biegowa zrobiłem... Ale wychodzi, że ostatnim startem przed MWr będzie  "Przełajowa Ósemka" /30-08/ w Balchowni. Chyba, żebym... ;) Coś wykombinował na pierwszy "łikend" września ;) Do Blachowni myślę będzie już dobrze :) Musi być dobrze :) Znajoma biegaczka mówiła mi, że o jednym z piłkarzy krążyło  powiedzenie: "temu nawet gdyby nogę złamali, to drutem kolczastym obwiążę i tak zagra !"  No to wzór do naśladowania mam, a i drut się znajdzie ;) Do Jacka Chudy jechać mus, bo to jeden z biegów na piatkę z plusem. W tych czasach bieg za friko (bez opłaty startowej) z "serwisem full wypas" ( medale, dyplomy, posiłek, losowanie nagród, ciekawa trasa i najważniejsze świetna atmosfera) W dodatku organizatorzy chcą by obecna edycja była hołdem dla przedwcześnie zmarłego burmistrza Blachowni - Mecenasa Biegu - Zdzisława Nowaka. Cześć jego pamięci!  To  już w przyszłą niedzielę, a teraz wysłuchałem relacji debiutanta i oglądam fotorelacje Mateusza ze Skarżyska Kamiennej: http://picasaweb.google.pl/cientok/SkarzyskoKamienna?feat=directlink#


I słusznie. Nie ma co ryzykować i się przetrenować :-) ...

... Pzdr run.blog.pl

~run 2009-08-24 16:36

sobota, 15 sierpnia 2009

[186] Dobrze żarło i....

Przygotowania do wrocławskiego maratonu szły nadspodziewanie dobrze i się.... Cały czas byłem przygotowany, że wątróbka może się odezwać, ale nigdy nie myślałem o łydce! Już w sobotę biegnąc na Bialską czułem nie ból... ale jak to moja babcia określała, że prawa noga mi "milknie" Trudno to określić; taki jakby brak czucia...coś niczym drętwienie... Najdziwniejsze, bo jak się rozbiegałem to przeszło. Zrobiłem trzydziestkę z hakiem, a i po treningu tylko chwilami łydka "milkła" W poniedziałek wykonałem szybki trening i nic. Za to we wtorek luźne bieganko i krok niby na szczudłach. Przeleciałem kilka planowych przebieżek i zrobiło się lepiej; czyżby rozgrzany mięsień był mniej bólny? No, ale po treningu łydka, albo raczej piszczel jakiś szczypiący? Nie wiem czy to czasem nie naderwanie mięśnia? Coś chyba podobnego załapał Damzac przed rzeźnikiem. Dlatego decyzja trudna, lecz konieczna intensywna kuracja maściowo-tabletkowa i luzik od biegania :( Żeby nie zardzewnieć gimnastyka- jak to mówi Verdi wygibasy ;) Po dwóch dniach lepiej, ale po trzech... pojawiły się inne bóle! O nie! Tylko nie to! W zeszłym roku po setce kaliskiej też na miesiąc całkowicie odpuściłem bieganie i potem żałowałem... Nie miałem żadnej potrzeby rozbratu z bieganiem; ale jak Boru powiedział: "biorę miesiąc całkowitego urlopu od biegania" Pomyślałem; może faktycznie przyda się taki odpust? I po miesiącu tu boli, tam strzyka, szkoda gadać... Przez następny miesiąc z trudem wracałem do jako takiej formy biegowej. Kiedy więc w piątek zobaczyłem wpisy na sobotnie spotkanie na naszym forum postanowiłem: "raz kozie śmierć" piszę się i już ! Po trzech dniach luzu; nic nie odczuwam. Lecz w sobotę jak wstałem - łydka się odezwała. Trudno; nie po to wstawałem, żeby wracać do łóżka! Najpierw ciężko, ale po jakimś czasie bez problemów obleciałem kołeczka na Bialskiej. Ba, mało obleciałem; Elf_ik tak nas przegoniła po polach, że hej! ;) Po bieganku łydka OK; tylko że, po południu zaczęła się odzywać :( Zobaczymy; jutro wolne, a w poniedziałek... Już nie piszę jak ostatnio, aby nie zapeszyć ;) Dla polepszenia humoru z racji święta 'machnąłem' sobie *drożdżówkę z lodówki* ze śliwkami:)
 
Bardzo prosta (bez wyrabiania) i przepyszna... Dla lubiących  'pichcić' podaję przepis na wielką blachę:
Składniki:
1 kg mąki pszennej
7 dag drożdży
1 szkl. cukru
1 szkl. mleka
1/2 szkl. kwaśnej śmietany
1 kostka margaryny
5 jaj
sól
Drożdże rozetrzeć ze śmietaną. Margarynę rozpuścić. Całe jajka ubić z cukrem. Do mąki dodać rozpuszczona margarynę, szczyptę soli, podgrzane mleko, ubite jaja, drożdże ze śmietaną. WYMIESZAĆ ŁYŻKĄ i odstawić do lodówki na 2-3 godziny.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na natłuszczoną blachę(można ułożyć owoce, posypać kruszonką) i piec w nagrzanym /do 180 stopni/ piekarniku ok. 1 godziny. W przypadku termoobiegu maksymalnie 45 minut. Smacznego !





Hm... Apetycznie wygląda, tylko schrupać kawałek ekranu. ...

... Może spróbuję wykonać ;)

~Nene 2009-08-20 18:43

niedziela, 9 sierpnia 2009

[185] Nowy miesiąc, nowy tydzień...

Nowy miesiąc, nowy tydzień i tylko żal piaszczystej plaży i szumu morza... No cóż wszystko co dobre szybko się kończy. Od poniedziałku treningi wg planu. Czas ucieka; do  Maratonu Wrocławskiego tylko nieco ponad miesiąc. Ostatnio uświadomiłem sobie, że minęło sto dni  od operacji, a ja już zapomniałem o tym i biegam na maksa. Ogromnie się cieszę, że udało mi się błyskawicznie wrócić do biegania. Mówią miałem szczęście; ale uważam, że to dzięki łasce Stwórcy udało mi się wygrać w tym "wyścigu". Fajnie będzie odwiedzić Wrocław, bo to miasto gdzie odbywałem służbę wojskową. Przypuszczam, że wiele się zmieniło, na pewno na lepsze. Na razie wiem tylko, że ulica przy  której mieściła się jednostka nazywa się teraz Hallera. Jeszcze nie studiowałem trasy, ale zbyt piękne, by to było, gdybyśmy tamtędy biegli. Szósty maraton /nie licząc ultra/ i czwarte podejście do 3:45. Wiosną brakło czterech minut, więc może jesień będzie łaskawsza. Tym bardziej, że do wojska też na jesień ruszałem...;) Pomarzyć można, a potem trzeba trenować ;) Wczorajszy trening odbyłem w miłym towarzystwie ;) Bo Prezes załatwił mi partnerkę do biegania :) Nie ma  to jak mieć takiego Prezesa ! Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje Prezes naszego Klubu.... Z bardzo sympatyczną Filoteą zrobiliśmy lekką "przełajową ósemkę" a potem już sam zgodnie z planem podbiegi 8x40sek. Dzisiaj wcześniej pobudka, by na Bialskiej przed spotkaniem klubowym zrobić dwa kółeczka. JędrekM również "nie mógł spać" więc spotkaliśmy się na trasie. Bardzo fajne jest to, że należąc do klubu kiedy rzuci się tylko hasło o bieganiu... /niezależnie od dnia i godziny/ zaraz pojawia się chętny do towarzystwa :) Na wspólne bieganko zgłosiła się dziś kolejna fajna kobieta (Teresa) i kto wie... może przyłączy się do sztafety na Ekiden ? Myśleliśmy, żeby Teresy *nie przeciągnąć* a okazała się doświadczoną biegaczką mającą na koncie połówkę w Rudawie. Brawo! Szkoda, że tak mało pań biega, dlatego tym większe słowa uznania należą się tym które lubią "tuptać" ;) [zwłaszcza z nami ;)] Dobrze też było spotkać się z 'Żywcem' który po dłuższej przerwie pojawił się w alei brzozowej:) Jak wspomnę czasy kiedy biegało nas dwóch, trzech, czterech, a pies Bema dodatkowo podnosił frekwencję :) to teraz widok kilkunastoosobowej grupy jest kapitalny !!! Po wspólnym bieganiu "mój licznik" wskazywał trochę ponad dwadzieścia kilometrów. Ponieważ założyłem wcześniej przebiegnięcie 'trzydziestki' ruszyłem na swoje codzienne tereny biegowe. W sumie po dwustu minutach "dreptania"  wyszły 33 kilometry. Dało to przebieg tygodniowy 85 kilometrów w pięciu treningach; tj średnio 17km/trening. Niedziela luzik, a od poniedziałku do boju....






Hej! Mam nadzieję, że dasz radę przebiec maraton w czasie ...

... jaki sobie wymarzyłeś. Trzymam kciuki.

~Nene 2009-08-11 18:43
Hej Tete!  Fajnie, że masz towarzyszki biegowe. Ja mam ...

... tylko męskie towarzystwo aczkolwiek nie mogę na moich kompanów narzekać :) Pzdr run.blog.pl

~run 2009-08-13 16:27

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13