"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


niedziela, 31 maja 2015

Dziękuję Agnieszko...

https://picasaweb.google.com/105893762517052425018/Ogrodzieniec2015
 za holowanie przez pierwszą połowę trasy:) Sam chyba nie zmusiłbym się zaraz po starcie do takiego tempa! Cieszę się, że udało mi się dotrzymać Ci kroku do samej mety. Podziwiam Cię! Jesteś bardzo ambitną i walczącą do końca Biegaczką. Mój wynik zawdzięczam Tobie. 
To był świetny bieg! Jeszcze raz dzięki:)


Wczoraj planowałem wolne od biegania. Jednak w południe postanowiłem zmienić dotychczasowy rytm przedstartowy i wybrałem się na krótkie truchtanie. Po drodze spotkałem Marcina, który również przed dzisiejszym startem w Rudnikach wychodził na rozruch. Przetuptaliśmy około czterech kilometrów z pętlą na "Bałtyku" w tempie dreptano - spacerowych pogaduch he,he...

Dzisiaj po dotarciu do Ogrodzieńca, a właściwie Podzamcza najpierw znalezienie wolnego miejsca na parkingu. Potem odbiór chipa i numeru startowego. Następnie przebieranie i odszukanie miejsca startu za zamkiem. Słoneczko przygrzewało i nawet mam pamiątkę w postaci przypalonego karku, szyi i ramion, bo biegłem w koszulce na "ramkach":(

Start na polu za ruinami zamku, a później wszystko co tylko można byłoby sobie wymarzyć. Podbiegi, zbiegi, asfalt, piach, kamienie, błoto... Przypiekające słoneczko na otwartych przestrzeniach i rześki chłód na zacienionych leśnych ścieżkach.
Ruszyłem jak zwykle spokojnie. Kiedy jednak zobaczyłem, że już na pierwszym kilometrze "wszyscy" mnie wyprzedzają zacząłem trochę wyciągać nogi hi,hi...
Prawie od początku "uczepiłem" się ładnej blondynki w spódniczce:)
Po pierwszych paru kilometrach zapaliła mi się czerwona lampka i zacząłem się zastanawiać jak długo dam radę utrzymać takie tempo? Biegło mi się rewelacyjnie! Ale to zasługa mojego dzisiejszego "Zajączka":) Po półmetku, kiedy jak to się mówi zaczyna się bieg;) i walka ośmieliłem się zrównać z moją  Pacemakerką. Bo przecież nie można cały czas się wieźć;) Tym bardziej gdy zaczynają się "schody" i trudna trasa daje się już we znaki;)
Zaczęliśmy biec ramię w ramię i to było fantastyczne. Nie umawialiśmy się wcześniej na wspólny bieg, ale przypadkowe wzajemne wsparcie przyniosło świetny efekt. Czas na szesnastokilometrowym dystansie 01:24:34 miejsce open 54/107.
Wrażenia? Oczywiście rewelacyjne;) Super trasa! Bardzo dobrze oznaczona, ładny medal na mecie... czego chcieć więcej? Podobało mi się;) Fajna imprezka. Jedyny minus - po siedmiu minutach od startu wyłączyło się endo w telefonie:(( Szkoda. Ciekawe jak wypadły międzyczasy.
kilka fotek od mojego syna Jakuba

piątek, 29 maja 2015

Bieganie i pływanie...

czyli można powiedzieć duathlon zaliczony he,he... Wybiegając na Bialską nie planowałem powrotu przez "Bałtyk, a tym bardziej moczenia w zimnej wodzie. Tak, tak przy temperaturze otoczenia powyżej dziesięciu stopni powyżej zera woda w "Pacyfiku" wydaje się być bardzo zimna.
Zamykając pętle przy sanktuarium przypomniało mi się... Skleroza nie boli tylko trzeba się nachodzić;)  W ubiegłym tygodniu obiecywałem sobie dwa razy w tygodniu kąpiel "pod brzózkami" A, że dziś już piątek to ostatni dzwonek na wykonanie chociaż 50% planu. Co prawda myślałem nadal oszczędnościowo przed niedzielnym startem zrobić około dyszki. Przez nadłożenie drogi wyszła prawie piętnastka. I co mi tam! Rekordów bić chyba nie będę;)
Fajne dzisiejsze bieganie połączone z odnową biologiczną w naturalnym SPA to świetna prognoza na nadchodzący "łikend". Mówi się przecież "jaki piątek taki świątek":)

środa, 27 maja 2015

Szybka prosta...

do drzewa i z powrotem wolno;) Dziesięć powtórzeń i pętelka wokół zbiorników  "Bałtyk" - "Adriatyk". Wcześniej na początku dwa kółeczka i trochę wygibasów he,he... 
Chłodny wiatr, duża wilgotność, więc temperatura odczuwalna zapewne niższa niż te dziewięć kresek na termometrze. Mimo to zdecydowałem się na krótkie spodnie i cienką koszulkę z długim rękawem. 
Trochę dziwnie musiałem wyglądać przy biegaczce w długich spodniach i bluzie z kapturem (naciągniętym;) na głowę;) A podobno kobiety są gorące hi,hi... Chociaż dwóch biegaczy udeptujących ścieżkę parku Lisiniec też wybrało opcję "na długo".
Cóż ja bardzo nie lubię się przegrzewać. Wolę jak jest mi nawet ciut za chłodno niż za gorąco.
Po opadach deszczu soczysta zieleń wprost kipi i tak wybujała, że na niektóre ścieżki nie ma wstępu:( Za bardzo nie chcę buszować po krzaczorach, bo podobno jest inwazja kleszczy.
Ogółem przebiegłem jedenaście kilometrów i takiej aury oraz mocy życzyłbym sobie w niedzielę:) Znając jednak moje szczęście po kilku dniach niepogody zrobi się lato na całego. Wyjścia nie ma. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma;) Zapisany, opłacony, więc będzie cioranie na Jurze.
Ale, ale dziś dopiero środa, czyli jeszcze w piątek biegam!

poniedziałek, 25 maja 2015

Wysyp winniczków...

na ścieżkach zwłaszcza tych nieutwardzonych w parku Lisinec! Zatem dziś nie planowany slalom miedzy ślimakami, bo nie lubię tego charakterystycznego chrzęstu ich chałup pod butem:(
Tydzień przed startowy, więc dziś tylko jedenaście kilometrów wokół "Bałtyku" i drogach przyległych. Po wczorajszym labowaniu na początku nogi trochę zesztywniałe he,he... Lecz "im dalej w las" tym bieganko fajniejsze:) Prawdę mówiąc wcale nie chciało mi się dzisiaj na tej jedenastce poprzestać;)Na szczęście zwyciężył głos rozsądku hi,hi...
Bo przecież niedziele lepiej być niedotrenowanym niż przetrenowanym.

Jutro startuje kolejny Kwietny Bieg w hołdzie Janowi Pawłowi II. Start na Krakowskich Błoniach przy Papieskiej Skale 26-05-2015 godz. 17:00 koniec 10-06-2015 godz. 17:00

Na Endomondo jest utworzona rywalizacja Kwietny Bieg 2015.
Najaktualniejsze informacje jednak można znaleźć na "fejsie"

Warto zapoznać się z zasadami biegu, bo jest nieco zmian i formuła organizacji rożni się od poprzednich edycji.
Długie wybieganie w grodzie Kraka? Hi,hi... korci mnie:) Ale gdyby nic z tego nie wyszło to zrobię "mój" Kwietny Bieg;)

sobota, 23 maja 2015

Polska Biega...

"uczciłem" ciorając po lesie za Sanktuarium Krwi Chrystusa:) Poznałem kilka nowych ścieżek, fajnych zakątków i miejsc gdzie dotychczas jeszcze nigdy nie byłem. Na jednej z nich prawie wpadłem na przeskakującą w poprzek sarnę! Tak blisko jeszcze w życiu nie zdarzyło mi się widzieć zwierzęcia dziko żyjącego. Szkoda, że nie można oczami robić zdjęć lub nagrać filmiku, a potem zgrać na kompa hi,hi...
Na początku zaliczyłem "Bałtyk" Zrobiłem rundę wokół glinianek i na plaży natknąłem się biesiadującą grupę Kijarzy;)
Potem obrałem kurs na Bialską, bo przecież dzisiaj sobota.
W Alei Brzozowej trenowało dwóch rolkarzy, ale biegaczy jak na lekarstwo. Przez dwie godziny spotkałem tylko jedną biegaczkę i biegacza:( Jak nigdy. Chyba wszyscy wybrali się na imprezy w ramach akcji Polska Biega;)
Przed wyjściem zakładałem około półtorej godziny szybszego przebierania nogami. Jednak super pogoda na bieganie, klimat leśnych ostępów i świetne samopoczucie sprawiło, że się zagalopowałem he,he... Nie patrzyłem na zegarek i straciłem poczucie czasu, bo wróciłem po stu czterdziestu minutach;) Endo pokazało prawie dwadzieścia trzy kilometry, lecz wcale nie czułem tego dystansu. Mógłbym chyba jeszcze biec, biec, biec...
W tym tygodniu sześćdziesiąt dziewięć kilometrów w czterech wyjściach. Plus gimnastyka i pływanie w "Pacyfiku" Po niedzieli będzie ciut mniej biegania, bo w niedzielę 31-go wybieram się do Ogrodzieńca. II BIEG ZDOBYWCÓW ORLICH GNIAZD oferuje dwa dystanse 10 i 16 km. Wybrałem oczywiście drugą opcję;)

piątek, 22 maja 2015

Ludziska...

Zapraszam nie tylko biegaczy ;) do przyłączenia się do akcji blog@czy:
 #wolneręce  do pomagania;)
https://www.facebook.com/events/1595288777386673/
"Robimy akcję zbiórki pieniędzy dla potrzebujących dzieciaków! Wpłacając pieniądze możecie wygrać cenne nagrody, a przy okazji pomóc. Pamiętajcie, że dobro wraca!
 

Dzień Dziecka się zbliża, przygotowania warto rozpocząć już dziś! Portale internetowe i prasa kolorowa prześcigają się w tworzeniu galerii z podpowiedziami, która markowa grzechotka za dwie stówy będzie najlepsza dla Twojej pociechy. Zoo, teatr, kino, rodzinny piknik – pomysłów do spędzenia czasu z dziećmi też nie brakuje i gorąco zachęcamy by z nich korzystać. Dopilnujmy, by ten dzień był dla naszych dzieci, lub dzieci naszych krewnych i przyjaciół naprawdę wyjątkowy! A poprzeczka jest ustawiona wysoko, bo przecież, jeśli tylko dajesz swojemu dziecku miłość, poświęcasz mu uwagę, zapewniasz poczucie bezpieczeństwa, tak naprawdę ma ono Dzień Dziecka przez cały rok!
 

Niestety nie wszystkie dzieci mają tak dobrze. Niemowlęta, które trafiają do ośrodków preadopcyjnych nie mają tyle szczęścia. Niechciane, czasem w złym stanie zdrowia, czasem brutalnie skrzywdzone trafiają tam, gdzie będzie ważył się ich przyszły los – do ośrodka takiego jak Interwencyjny Preadopcyjny Ośrodek w Otwocku. Pracownicy Ośrodka dwoją się i troją, by dać dzieciom wszystko to, czego potrzebują, łatwo nie jest. Niestety sami mają ograniczone możliwości. 
 

Ty – MY – możemy im pomóc Jeśli chcesz wywołać uśmiech na buziach tych dzieci, dołącz do nas i zróbmy to razem. Jak? Wystarczy zrobić sobie selfie. Nie byle jakie! Zrób selfie tak, by były na nim widoczne twoje ręce (i innych osób, jeśli takie znajdą się na zdjęciu). Jak? Pstrykaj stopą, samowyzwalaczem – ogranicza Cię tylko wyobraźnia. Mogą być zdjęcia zrobione w czasie biegu, w domu, w pracy, u fryzjera. Możesz pozować sam/a, z dziećmi, przyjaciółmi, ukochanym kotem. Jednym słowem jak chcesz, gdzie chcesz i z kim chcesz, byle tylko przy robieniu selfie nie używać rąk. Następnie opublikuj zdjęcie na stronie tego wydarzenia z hasłem „Mam wolne ręce by pomagać” i opisz je hashtagami #wolneręce i #biegaczedzieciom. Zachęcamy również do publikacji zdjęć na swoim profilu, fan page’u, Instagramie – jednym słowem gdzie się tylko da!..." czyt. więcej o szczegółach

czwartek, 21 maja 2015

W deszczu...

zacząłem dzisiaj czwartkowe bieganie i na mokro je zakończyłem;)
Najpierw pobiegłem w bialskie pola, a tam... Eksplozja świeżej, soczystej zieleni. Gwar ptaków niesamowity, zboże rośnie, aż szumi he,he... Świeżo zaorane niektóre pola z charakterystycznym zapachem wilgotnej ziemi. Mokro, ale przy trzynastu stopniach plus nie ma mowy, by się wychłodzić nawet w ciuchach na krótko. Nogi same niosą! Rewelacyjne bieganie! Takie jak lubię najbardziej:)

Rozochocony po dyszce zamiast wracać skręciłem jeszcze na "Bałtyk". Zrobiłem pętelkę wokół zbiorników i... wpadł mi do głowy super pomysł:) Skoro jestem i tak przemoczony do suchej nitki to przecież wreszcie mogę po dwumiesięcznej przerwie zrobić  wiosenne morsowanie hi,hi...
Ostatnio kąpałem się 25 marca:( Potem powaliła mnie jakaś "zaraza" z wysoką temperaturą. Później zaś neuralgia międzyżebrowa, którą jeszcze nieco odczuwam:(
Bez zmiany suchych ciuchów, ręcznika? A co tam! Do domu kilometr, więc na mokro spoko wrócę. Przy okazji może ból żeber całkiem ustąpi?
Wow to był strzał w tzw. dziesiątkę!!! Woda fantastyczna:) Nie wiem ile ma stopni, ale można spokojnie popływać. Oj takiej regeneracji było mi potrzeba:) Muszę rozplanować tygodniowy rozkład zajęć tak, żeby przynajmniej dwa razy zaliczyć odnowę biologiczną w chłodnej wodzie.
Dziewiętnaście kilometrów w średnim tempie 6:00 min/km. Nie ściorany, nie upodlony, ale zadowolony na maxa:)

środa, 20 maja 2015

Wygibasy...

wczoraj robiłem;) czyli dwie godzinny lekcyjne gimnastyki jak co tydzień. I dziś podczas biegu trochę czułem mięśnie brzucha he,he...
Wybiegając z domu nie miałem żadnego pomysłu na dzisiejszy trening. Zmieniłem więc nieco początek codziennej trasy i biegnąc zastanawiałem się co dalej? Na podbiegi po sobotnim "kopaniu się" w piasku Pustyni Błędowskiej chęci jakoś nie miałem:( Pomyślałem więc: skoro nogi ciężkie to jestem zatuptany i przydałoby się dla odmulenia coś żwawszego.
Po siedmiu kilometrach doleciałem na "Bałtyk". Trochę się porozciągałem i na prostej machnąłem dziesięć przebieżek.
Wow! tego było mi potrzeba:) Pierwsze dwie jakby na nogach z waty, ale już kolejne śmigało mi się rewelacyjnie:) Kiedy tak "sprintowałem" z boku przyglądał mi się Gościu grabiący skoszona trawę. Cóż za zapach! Czyżby woń świeżego siana tak mnie podkręciła? hi,hi..
Czułem, że korci Faceta coś powiedzieć;) Gdy skończyłem i już miałem lecieć dalej podszedł i spytał: "w jakim pan jesteś wieku?" Miałem odpowiedzieć jak zwykle, że mam dwadzieścia osiem lat (na jedną nogę;) Lecz, aby nie pomyślał, że robię sobie z Niego jaja rzekłem krótko: mam pięćdziesiąt sześć lat. Pokiwał głową i smutno przyznał ja mam pięćdziesiąt trzy, ale nie dałbym tak rady.
Zdziwko wzięło mnie niesamowite, bo ja dałbym Mu co najmniej sześćdziesiąt trzy!
Wracając przez "górkę Moniki" znowu rywalizowałem z rowerzystą he,he... i po raz kolejny byłem lepszy;) Wielu osobom to wzniesienie daje popalić. Przerzutką wekslują kręcą, kręcą i prawie w miejscu stoją;)
Dziś w sumie na liczniku prawie trzynaście kilometrów. Na rocznym przekroczyłem tysiąc i coraz częściej chodzi mi po głowie jakiś dłuższy dystans...  

poniedziałek, 18 maja 2015

Po błądzeniu...

 w sobotę na Pustyni Błędowskiej wczoraj luz i odpoczynek zasłużony;) "Lizania ran" nie było hi,hi... bo oprócz jednego czarnego paznokcia i zaczerwienionej skóry karku i ramion innych "start" nie odnotowałem;) 
Piaskowy peeling stóp otarć, pęcherzy też mi na szczęście nie przysporzył:) Problem jedynie miałem z domyciem stóp:( 
Ten ciemny pustynny piach całkiem odmienny od tego z  plaży "powgryzał" się w pory skóry i dopiero szorowanie po wymoczeniu nóg  pomogło;)
Na całej dwudziestojednokilometrowej trasie były dwa "wodopoje" i co niektórym było mało, bo narzekali. Mnie to nie przeszkadzało, bo na co dzień rzadko zabieram picie na trening nawet na dłuższe bieganie. Chyba, że latem jak żar leje się z nieba. Ogólnie fajny bieg! Trasa też he,he... ciekawa, a w końcówce wymagająca;) Oczywiście trochę poprawek na przyszłość by się przydało, a szczególnie oznaczenia trasy.
Zbyt skąpo rozwieszone biało czerwone taśmy zmuszały do wypatrywania na drzewach oznaczeń szlaku:( Miejscami wyszukiwanie żółtych pasków znacznie utrudniało bieg. Na dziesiątym kilometrze widziałem dwóch uczestników co zboczyli z trasy. 
Szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł, żeby na pustynnym odcinku ustawić Foto-pstryka:( Bo zdjęcia z biura zawodów, stadionu, startu, mety... na fp biegu nie oddaje atrakcyjności tej imprezki:(
Dziś w tempie relaksacyjno spacerowym prawie czternaście kilometrów na dobry początek obecnego tygodnia;)

sobota, 16 maja 2015

Od samego rana...

https://picasaweb.google.com/104418756008194431802/BiegSzlakamiPustyniBEdowskiejniespodzianki. Najpierw w drodze do Kluczy o siódmej trzydzieści sms: "Bieg Szlakami Pustyni Błędowskiej - przyznano nr 66. Zapraszamy do biura zawodów w godz. 7:30 - 10:00":) Pierwszy raz coś takiego mi się przydarzyło!
Na miejscu sprawne biuro zawodów, więc pobranie pakietu i rozgrzewka. Z nieba słonko grzało jakby chciało nam w pełni oddać pustynne warunki he,he... Na szczęście przed samym startem pojawiły się chmurki. Kolejna niespodzianka: na trasie prawie cały czas czuć było lekki powiew wiatru:) Były dwa punkty nawadniana, lecz gdyby nie wiaterek to zapewne czułbym się jak skwarek na patelni;)
Pierwszą połowę dystansu (zapowiadany 21km) zrobiłem w 53 minuty. Co prawda na początku było trochę błota. Później  kamieni i korzeni, ale można powiedzieć spacerek. Niestety druga połówka "połówki" zajęła mi godzinę i czternaście minut:( Zachciało mi się pustyni hi,hi... Wolę chyba już bieganie w kopnym śniegu! od takiego sypkiego pyłu. Ten piasek w niczym nie przypominał nadmorskiej plaży;) "Mieliłem" nogami i prawie stałem w miejscu he,he... O dziwo łatwiej się biegło niż szło;) Piach wsypywał się do butów i nie tylko uwierał, bo z każdym kilometrem w butach robiło się za ciasno:( A  to oznacza... czarne paznokcie;( Dreptając przez tę "piaskownicę" myślałem tylko kiedy wreszcie będzie twardy grunt pod nogami! Wreszcie dobieg do stadionu po twardym, więc finisz i META! Endo pokazało 21,61km? Czyżbym gdzieś nadłożył drogi?
Uciorałem się! ale było fajnie:) W pakiecie koszulka - super, że bawełniana! Po biegu medal "drzewienny" podobny do tego z Żytna. Prysznic, grochówka i do wyboru słodka bułka lub pączek.
Na koniec znów sms  i niespodzianka: "Bieg Szlakami Pustyni Błędowskiej miejsce open 35, czas brutto 2:07:20, netto 2:07:17, M50-3" Wow! Ale fart! Pewnie ściskanie kciuków przez Monikę pomogło. Dziękuję Monia:)   

czwartek, 14 maja 2015

Przyzwyczajałem się...

 dzisiaj mentalnie do zabawy w piaskownicy;) żeby w sobotę na pustyni błędowskiej nie grymasić na piach butach hi,hi...
Po wczorajszej gimnastyce nogi same wręcz chciały szybszego przebierania. Zaciągałem jednak "ręczny hamulec";) żeby w piasku na bialskich polach  się nie "upodlić". Na to przyjdzie  czas już pojutrze;)

Przebiegłem dziś jak to się mówi z prędkością "ekonomiczną" nie całe jedenaście kilometrów i teraz do soboty laba:)
Nie nastawiam się na żaden konkretny wynik, ale wiadomo im szybciej zamelduję się na mecie tym lepiej he,he... Zobaczymy! Za socjalizmu mówiło się: "Jak Bóg da, a partia pomoże będzie dobrze" cha, cha... Najważniejsze to jak mawiają piloci: tyle samo lądowań (na mecie;) ile startów!
Oczywiście za duchowe wsparcie i ściskanie kciuków z góry dziękuje:)

wtorek, 12 maja 2015

Pogoniłem...

dziś swój cień po wczorajszej labie hi,hi.... Najpierw były śmieszne truchty w ramach biegowej rozgrzewki na moim do niedawna "prywatnym stadionie". Tam gdzie przed piętnastu laty pod osłoną nocy zaczynałem szybsze przebieranie nogami he,he...
Potem zrobiłem pięć spokojnych podbiegów i podreptałem na "Bałtyk". Obleciałem pomalutku glinianki dookoła i na prostej przy przepuście machnąłem pięć przebieżek:) Później znowu pętelka i powrót przez górkę "Mo Niki";)
Wszystko w spokojnym tempie na luzie. Taka dziesięciokilometrowa zabawa biegowa na wesoło, żeby się nie uciorać przed sobotnim Biegiem Szlakami Pustyni Błędowskiej:)
Podobno siedemnaście kilometrów po lesie, a ostatnie cztery po piasku;) Dlatego specjalnie w tym tygodniu się nie wysilam. Jutro cotygodniowa porcja gimnastyki, a w czwartek łagodne "ładowanie akumulatorów" na Bialskiej:) Piątek luzik, a w sobotę przydałby mi się jakiś turban;)
Coś mi się wydaje, że trochę się w piachu upodlimy he,he...
Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze i na drugi dzień po "Zimnej Zośce" nie będzie pustynnego skwaru.

poniedziałek, 11 maja 2015

To lubię....

rozsądne wpisowe (20zł:) możliwość zapisu w dniu startu 25 zeta;) Bardzo sympatyczne dziewczyny w biurze zawodów i sprawna rejestracja. Z wrażenia wpisałem dzień, miesiąc i dwie pierwsze cyfry roku urodzenia:( Ganiały, więc za mną, bo nie chciały uwierzyć, że jestem rocznik dziewiętnasty hi,hi...
Przed startem odprawa pod banerem. Garść informacji o trasie i co robić w przypadku zagubienia??
Trasa super! Leśne drogi i czasem trochę grząskiego piachu, ale to jakby przedsmak najbliższej soboty;)
Biegło mi się rewelacyjnie!
Na początku ruszyłem niby spokojnie za Tadeuszem. Po pierwszym kilometrze zerkając na zegarek pomyślałem za szybko! Po trzech, czy wytrzymam tempo do końca. Potem przez pewien czas biegliśmy razem i na piątce przemknęła mi w głowie myśl: jest szansa na dobry czas, bo czuję się świetnie. Kiedy Tadeusz został zacząłem przesuwać się do przodu;) Na ostatniej prostej niedaleko mety udało mi się jeszcze wyprzedzić dwóch biegaczy, lecz do końca musiałem się sprężać, aby mnie nie "zrobili" przed samą kreską  he,he...
https://picasaweb.google.com/105893762517052425018/Zytno100515
link do zdjęć pod fotką
Czas o trzy minuty lepszy niż na Bargłach! Ale to nie najważniejsze!!! Cieszę się, że nie zawiodła siła biegowa;) Spodobała mi się bardzo ta "Leśna Dziesiątka". Chociaż jak zwykle nie miałem farta w losowaniu;( wdzięczy jestem Verdiemu, że zapodał mi ten bieg na ojcowiźnie;)
Z innych atrakcji: koszulki, super medale, koncert gminnej orkiestry, kiełbaski z rożna, słodkie bułeczki i przelotny deszcz po zakończeniu biegu przed dekoracją;)
Wczoraj w Żytnie startowałem po raz drugi. Wcześniej we wrześniu 2006 debiutowałem na półmaratonie. Niestety odbyła się tylko jedna edycja tego biegu:( Mam nadzieję, że obecna impreza będzie kontynuowana. Tym bardziej, że oprócz biegaczy odbył się też na siedmiokilometrowej trasie marsz NW.
Dwa w jednym, czyli dla każdego coś miłego:)

piątek, 8 maja 2015

ciągnie...

wilka do lasu he,he... w dodatku do *Wilka Lasku*. Tylko nie takiego na czterech łapach;) bo nazwa pochodzi od Wawrzyńca Wilka. Biegnąc Bialską, czyli Aleja Brzozową od Okulickiego "wpada" się wprost w bramę Sanktuarium Krwi Chrystusa o którym mowa w podlinkowanym artykule. Aleja Brzozowa kiedyś mekka biegaczy na odcinku od Okulickiego do Wrocławskiej zasługuje na miano alei i jest nawet pomnikiem przyrody. Niestety odcinek od Wrocławskiej do sanktuarium w związku z postępującą  zabudową zmienił się w jeden wielki plac budowy z intensywnym  ruchem drogowym:( Biegacze zwyczajowo mówią o bieganiu *na Bialskiej* chociaż tak naprawdę to chodzi właśnie o Lasek Wilka i okoliczne pola za sanktuarium:)
A to na mapie obrzeża ulicy św. Kaspra del Bufalo. Tereny te upodobało sobie wielu częstochowskich biegaczy i nie tylko, bo można tam spotkać maszerów nordic walking, jeźdźców na koniach i zwykłych spacerowiczów. Oraz o zgrozo! coraz częściej quadowców i motocyklistów crossowych:(
Do niedawna była jak pisał Verdi: "Aleja Brzozowa matką maratończyków". Niestety niektóre wyrodne 'dzieci' wyrzekły się swojej *biegowej matki*:( 
Osobiście tamtą część miasta darzę szczególnym sentymentem! Tam zaczynałem moje solowe na początku wybiegania. Tam udało mi się na dreptanych pogaduchach o morsowaniu zachęcić sporo osób do zimowych kąpieli:) A także paru namówić do regularnych treningów podczas biegowych spotkań. 
Często wspominam fantastyczne chwile jakie przydarzyły mi się tam:) podczas biegania. 
Bezpośrednio przed  imprezami biegowymi przygotowuje się tam mentalnie do startu:) Spokój, miękko pod nogami, cisza zmącona tylko świergotem ptactwa i świeże powietrze zwłaszcza przed maratonami to  idealny sposób na "ładowanie akumulatorów";)
W niedzielę dycha w Żytnie, więc dziś "Bialska" z przyległościami;) Trzynaście kilometrów w spokojnym tempie z przystankami na foto;)
Aha, po drodze spotkałem dwie Kijarki, dwóch biegaczy i zająca! Dotleniłem płuca, powspominałem niedawne dobre czasy i rozmarzony sielskimi widokami z niecierpliwością czekam na niedzielny cross "Leśna dziesiątka":)

środa, 6 maja 2015

Slalom...

między kałużami po porannym deszczu na początek hi,hi... Potem po rozgrzewce dziesięć przebieżek z czego siedem w mocno padającym deszczu;) Ale nie krzywduję sobie, bo bardzo lubię biegać kiedy pada i jest tak cieplutko dzisiaj (+18:)
Rewelacyjne jest bieganie gdy człowiek nie czuje, że się poci, bo jest i tak cały mokry he,he...
Co prawda znowu jakiś Gości przechodzący przez "Bałtyk" spoglądał na mnie spode łba jakbym jakieś zberezeństwa wyprawiał;) 
Zero biegaczy:( o "Kijarzach" nawet nie wspomnę. Czyżby wszyscy bali się wody lejącej z nieba? Przecież krople miękkiej wody to super odżywka na porost włosów;) i świetna maseczka na twarz dla Pań;)
Było fantastycznie! Śmiałem się sam do siebie:) A... i dlatego pewnie Facio tak na mnie patrzył;) Przemokłem jak to się mówi "do suchej nitki" he,he... Na szczęście przezornie wcześniej zabezpieczyłem folią telefon, więc endo mogło rejestrować radosne i beztroskie hasanie:) W drodze powrotnej zrezygnowałem ze slalomu i kałuże forsowałem "wpław" hi,hi... Jak w dzieciństwie za dawnych dobrych czasów;) Czyli kolejny plus z biegania! "Po cywilu" gdybym latał po kałużach to ludzie pomyśleliby wariat! A tak przynajmniej zwariowany biegacz hi,hi...
Ogółem piętnaście kilometrów szybszego przebierani nogami i multum endorfin na cały dzisiejszy zapłakany dzień:)

poniedziałek, 4 maja 2015

Początek nowego tygodnia...

i na szczęście ból w żebrach ustępuję!!!! Jest dobrze:) 
Co prawda "jadę" jeszcze na diclo-duo, bo chwilami w mniejszym stopniu jeszcze coś tam w boku strzyka:( 
Mam nadzieję, że do najbliższego weekendu przejdzie mi całkiem, bo zamierzam wziąć udział w kolejnej dyszce po "miękkim" he,he...
Swoją drogą zaczynam szukać specyficznych imprez biegowych. Może nie być medali na mecie, koszulek, posiłku, nagród...   Najważniejsze, żeby była ciekawa, fajna trasa i niskie wpisowe! Gdyby jeszcze doszła możliwość zgłoszeń *last minute* byłaby rewelka:) 
Powiecie nie da rady! Jest to możliwe, bo brak gadżetów zniechęciłby "Łowców" nagród hi,hi...
Przekonałem się już kilka razy, że są biegacze, Którzy nie koniecznie marzą o kolejnej koszulce technicznej:( Wolą zjeść posiłek wg własnego gustu i nie czekają na losowanie po biegu.
Dzisiaj z rana na 'orbicie' wokół glinianek zmieniłem Ewę, która po wspólnym kółku skończyła swój trening. Trochę pogadaliśmy i potuptałem na moje stanowisko do podbiegów za JG;) Kilkoro Włochów przyglądało mi się dłuższą chwilę. Musiało bardzo Ich ciekawić czemu pomykam góra - dół, góra - dół... Bo jeden chyba najstarszy i najodważniejszy;) zaczął coś mnie wypytywać. Niestety bariera językowa okazała się nie do przejścia:(

W sumie dwanaście kilometrów na dobry początek i *turbo doładowanie* na cały dzień hi,hi...

sobota, 2 maja 2015

Przy sobocie...

nie mogłem odpuścić sobie Bialskiej:) Po dawce diclo-duo było super;) Tym bardziej, że pogoda spłatała figla synoptykom i aura dziś jak przystało na majówkę rewelacyjna. Dookoła świeża majowa zieleń, ptaki "nadają" niczym radio i powietrze czyste, pachnące, rześkie...

Zakładałem godzinny bieg po bialskich polach, lecz przyznaję poniosło mnie (jak zwykle;) i skończyłem po "połówce"
Biegło mi się fantastycznie! zupełnie zapomniałem o nerwobólach, które jeszcze po przebudzeniu dawały mi się we znaki:(
Dlatego z Bialskiej przez Okulickiego, Wręczycką, Bytomską, Lwowską, Huculską i Wałową poleciałem na "Bałtyk" Zrobiłem kontrolne kółeczko wokół glinianek i wymieniłem uśmiechy z dwiema biegaczkami hi,hi...
Później przez parking Jasnogórski wróciłem w domowe pielesze robić sobotnie "rejony;) Fajnie mi się hasało;) Dużo frajdy dały mi szybsze odcinki, szczególnie w górę, bo czułem w nogach spory zapas sił:)
Na koniec, żeby co Niektórym narobić smaka he,he... "przy sobocie po robocie" drożdżówka *z lodówki* posypana kruszonką.


Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13