"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


sobota, 26 kwietnia 2008

[127] Już za parę dni ....

Zbliża się moja chwila prawdy.... do maratonu krakowskiego już tylko 7 dni lub jak kto woli tydzień. Jutro niedziela wolne od biegania, a od poniedziałku też odpoczywanie, regeneracja i koncentracja. Oczywiście jakieś dreptanko będzie, bo do niedzieli bym nie wytrzymał, ale takie na luzie. Planuję trochę wcześnie chodzić spać /teraz jest to 5 - 5,5 godziny na dobę/ nawadniać się i przebiec do Nowej Huty..... w myślach. Cel postawiony; głośno nie mówię, co by nie zapeszyć. Chociaż główne zadanie na ten rok dopiero jesienią ! W tym tygodniu ostatni szlif, ale bez szaleństw w myśl powiedzenia czego się nie zrobiło w całym okresie przygotowawczym tego nie zrobi się w ostatnim tygodniu. Co mogłem; na ile czas pozwolił i organizm nie protestował zrobiłem; pozostaje więc wierzyć, że będzie dobrze (musi być!!!) W miniony poniedziałek godzinka biegu i dziesięć przebieżek. Wtorek ? gimnastyka siłowa, a w środę bc2, przyśpieszenia i trochę aktywnego krosu. Czwartek gimnastyka rozciągająca, a w piątek 10 x 1 km w przerwach po 4 minuty truchtu. Sobota jak co tydzień od pół roku /nasz mały jubileusz/ spotkanie biegowe na Bialskiej. Zaczęliśmy w piątkę....
    
a skończyliśmy w szóstkę nie licząc psa. Suczka Bema; ta ma kondycję! My drogą, a ona po orbicie, więc nadrabia drogi co niemiara. Dzisiaj uszargana w porannej rosie; ale widać jak na dłoni; jak bardzo szczęśliwa. Tylko pozazdrościć Bemowi takiej wiernej towarzyszki codziennego biegania. No cóż czas zaśpiewać sobie już za parę  dni, za dni parę.... z Bemem i Boru reprezentować będziemy zabieganych w Krakowie. Duchowe wsparcie i trzymanie kciuków, pożądane, lecz z góry nie dziękujemy, żeby nie zapeszyć. ;-) Relacja po powrocie, prawdopodobnie w następny poniedziałek.

niedziela, 20 kwietnia 2008

[126] W życiu jak w pokerze...

Po sobotniej ponad trzydziestokilometrowej wycieczce biegowej w niedzielę sobie odpoczywałem. W poniedziałek czterdzieści minut rozbiegania plus dwanaście przebieżek. Wtorek osiemdziesiąt minut w pierwszym zakresie, a w środę dwadzieścia minut truchtów i dziesięć podbiegów. Czwartek jak co tydzień gimnastyka i ostatnie pożegnanie bardzo fajnej ciotki:(( Zawsze na pogrzebach nachodzą mnie refleksje; jak kruche i ulotne jest życie.... Ludzie gonią za szmalem lub innymi uciechami, a tu pyk....i już nic nie jest ważne. W życiu jak w pokerze, raz na wozie raz pod wozem; No ale dopóki "piłka w grze" nie wolno się poddawać! Trzeba brać się za bary  z życiem i walczyć! Wiadomo nic zabrać ze sobą z tego padołu się nie da, można jednak coś zostawić. Raczej nie o dobra materialne tu chodzi, ale oto jacy pozostaniemy w pamięci ludzi. "Zabiegani"po złożeniu dokumentów, czekają na rejestrację. Czekają ale jak na zabieganych przystało aktywnie! Zwłaszcza, że człon nazwy Klub Ludzi Aktywnych zobowiązuje. Czynnie udzielają sie na forum: http://biegajznami.pl/forum/viewtopic.php?t=22938 dynamicznie rozwijają stronę: http://zabiegani.czest.pl/ Ponadto już myślą i chcą działać na rzecz popularyzacji biegania. W piątek przedstawiciele "zabieganych" ustalili warunki współpracy z MOSiR-em. W maju wspólnie zorganizują "Bieg Wiosny" w ramach akcji "Polska Biega" który pilotuje Gazeta Wyborcza. Stałe sobotnie  spotkanie na Bialskiej, tym razem tylko w składzie czteroosobowym. No, ale lekki deszczyk mógł co niektórych zniechęcić. Co prawda ktoś kiedyś powiedział: nie ma złej pogody na bieganie, są tylko źle ubrani biegacze! I to jest prawda, to jest fakt... Verdi policzył, że za tydzień będziemy świętować maleńki jubileusz. Minie pół roku jak wspólnie biegamy w alei Brzozowej.... Zaczęliśmy najgorzej jak tylko można bo na jesień /niektórych może by to zniechęciło/; Coraz krótsze dni, a co za tym idzie co rusz później robi się widno, niskie temperatury itd. itp. Z drugiej strony Kto przetrwał ten trudny czas zahartował się w "bojach" I nie licząc jakiś losowych zdarzeń jest pewniakiem na wspólne bieganie. Wczesna pora jest może pewną barierą, ale naprawdę poranne bieganie ma wiele zalet. Daje "kopa" na cały dzień, nawet gdyby plan dnia wywrócił się dogóry nogami trening zaliczony i nie trzeba kombinować. Ponadto bardzo przyjemnie jest witać wschód słońca, słuchać świergotu budzącego się ptactwa i oddychać pachnącym świeżutkim powietrzem;) W piątek nie biegałem i nawet pomyślałem będzie dziura. W sobotę jednak zgadaliśmy się z Verdim i w niedzielę heja do Katowic na Bieg Korfantego. Z rana zaowiadało się nieciekawie, prawie całą drogę padał deszcz. W Katowicach na początku trochę siąpiło, ale na czas biegu przestało, Gdy mieliśmy wyjeżdżać nieśmiało zaczęło przebijać się słonko. Sam bieg podobał mi się, sprawne biuro, ciekawe numery startowe i niespotykana formuła biegu. Przeważnie tam gdzie start jest też meta, ewentualnie na start zawodnicy są dowożeni (Żytno). Tutaj start wyznaczono w Katowicach przy pomniku Wojciecha Korfantego, a metę przy podobnym pomniku w Siemianowicach Śląskich. Po zapisach trzeba było oddać rzeczy do autobusów-szatni i na mecie się odbierało. Po zakończeni autobusami wracało się na miejsce startu. Wszystko było OK; ciekawa trasa, fajny medal, smaczna kiełbaska i herbatka. Jeden minus to brak oznaczeń kilometrów na trasie. Dla miejscowych znających teren to pestka. Mnie po prostu meta "zaskoczyła" Prawdę mówiąc nie myślałem, że pobiegnę tak szybko. w Blachowni siódemkę zrobiłem w 32 minuty z sekundami. Tu osiem i pół kilometra w 35:40. W końcówce liczyłem mniej więcej kiedy może być meta; w pewnej chwili zakręt w lewo...i baner meta! Cieszę się, i z wyjazdu, i z wyniku fajnie, ze Verdi podsunął ten pomysł! Dzisiejszy bieg im. Wojciecha Korfantego przejdzie do historii, bo po raz pierwszy członkowie KLA "ZABIEGANI" Częstochowa wystąpili  oficjalnie na zawodach !!! Kolejnym szczególnym dniem dla naszego stowarzyszenia będzie dzień kiedy na zawodach wystąpimy w koszulkach z napisem zabiegani.czest.pl ......
Nie ma zdjęć z biegu, więc na dole wynik mojej drugiej pasji "chleb biegacza" ;)
 

sobota, 12 kwietnia 2008

[125] Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje....

Już wcześniej zaplanowałem na dziś dłuższe wybieganie, /bo do Cracovia Maraton tylko 21 dni/ W ciągu tygodnia prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne więc przez ostatnie dni kombinowałem jak to rozegrać. Z jednej strony nie chciałem opuszczać naszego sobotniego spotkania Zabieganych. Z drugiej nie wchodziło w grę bieganie popołudniu (obowiązki rodzinne) Wymyśliłem zatem, że wstanę wpół do piątej zjem jakieś śniadanko, co nieco się rozruszam i 6:30 pobiegnę w nasze pola. Zrobię trochę trasy sam, a potem spotkam się z resztą zabieganych. Wybiegłem godzinkę wcześniej niż zwykle i byłem bardzo zaskoczony; wstające słonko, świeżutkie krystaliczne powietrze i całe stada czmychających prawie spod nóg szaraków. Nigdy nie widziałem takiej ilości zajęcy! Kiedy tak obserwowałem jak wyskakują i rozbiegają się troszkę im zazdrościłem: o mieć takie "odejście"!! Po jakimś czasie dołączył do mnie bem, a następnie pozostali; tj. boru, fotogut, manitou, verdi i żywiec! Pogadaliśmy o sprawach klubowych uzgodniliśmy pełną nazwę stowarzyszenia: Klub Ludzi Aktywnych zabiegani.czest.pl Następnie wszyscy się rozjechali, a my z bemem wróciliśmy na  nasze ścieżki. Bem zrobił kółko, bo jego czworonożny przyjaciel przejawiał oznaki zmęczenia. Ja zaś dwa z hakiem i do domku. Przetestowałem nowe skarpety oraz żel energetyzujący b/u. No to można powiedzieć jestem gotów po raz trzeci zmierzyć się z tym królewskim dystansem! Raniutko kiedy zaczynałem bieg wstawało słońce i było bardzo ciepło +10. Gdy wracałem zaczął padać deszcz i od razu zrobiło się chłodno. Więc w głowie zaświtała mi  myśl: to jednak faktycznie święta prawda - "kto rano wstaje, temu pan Bóg daje"! Inna sprawa, że nawet najbliżsi nie mogą zrozumieć; jak można wstać w sobotę o 4 : 30 tylko po to żeby pobiegać?..Podsumowanie dzisiejszego wybiegania; 33 kilometry, nowe rzeczy się sprawdziły samopoczucie bardzo dobre, kolanka Ok; Trochę martwią mnie moje biegowe "bambosze" bo ich czas się kończy ? Ale krakowskie jezdnie muszą jeszcze wytrzymać !!! Ostatnio obiecywałem, że napiszę o naszym nowo powstałym stowarzyszeniu. To po kolei; 5 kwietnia w pubie Blue ośmioosobowa grupa założycielska podjęła decyzję o powstaniu stowarzyszenia biegaczy (i nie tylko). Przyjęto nazwę zabiegani.czest.pl W niedalekiej przyszłości na naszej stronie pod w/w adresem będzie można znaleźć więcej informacji o nas i naszych zamierzeniach. Na razie boru przygotowuje stronę www. oraz próbujemy znaleźć producenta koszulek. Jak wszystko pójdzie po naszej myśli to w Krakowie po raz pierwszy z bemem i boru wystąpimy w barwach zabieganych !!! W minonym tygodniu poniedziałek godzinka biegania plus dziesięć przebieżek, wtorek prawie półtorej godziny luźnego biegu. W środę przypomniało mi się, że dawno nie byłem na moim "podbiegu" A, że bardzo lubię się "wspinać" to zaliczyłem dziesięć razy pod górkę /'w te i nazad' (raz krócej raz dłużej). Czwartek tradycyjnie gimnastyka. Dziwna sprawa kiedyś bardzo trudno było mi  się przymusić do....  gimnastykowania. O ile z ochotą wychodziłem na bieganie, to za ćwiczenia brałem się bardzo opornie. Teraz coś się porobiło i ćwiczę bardzo chętnie i regularnie. Piątek - wolne przed sobotnim wybieganiem przeznaczyłem na "włóczenie" po lekarzach. Bardzo, bardzo nie lubię od pewnego czasu chodzić do lekarzy, a w ogóle to trzeba mieć zdrowie, żeby chorować ! To co się wyprawia w publicznej służbie zdrowia nie można inaczej określić jak: *to jest chore !!!* Nie ma co, nerwów trecić ! ! Jutro odpoczynek i wolne od biegania. Od poniedziałku... tak prawdę mówiąc to nie trzy tygodnie do maratonu, lecz tylko dwa. Bo przecież ostatni tydzień to już tylko mobilizacja, regeneracja i ostatnie lekkie "podrygi". Chyba Jerzy Skarzyński w swojej książce napisał, że czego się wcześniej nie zrobiło w ostatnich dniach się nie nadrobi ! Za to bardzo łatwo zepsuć cały misterny plan przygotowań.....

niedziela, 6 kwietnia 2008

[124] prima aprylis... bieganie, staowarzyszenie...

Wtorek; po krakowskim półmaratonie wolny /prawie/. Trochę zaległości się nazbierało, więc postanowiłem je nadrobić. Niestety nie przewidziałem strajku mpk. Tak więc w ramach wolnego odbyłem marsz.... ponad dziesięciokilometrowy. Najfajniejsze w tym wszystkim było to; że tego dnia wypadał akurat prima aprilis. Maszeruję dziarsko ze szpitala na Parkitce ulicą Okulickiego i na przystanku widzę dwie babeczki. Pomyślałem; pewnie nie wiedzą, że autobusy nie jeżdżą! Więc grzecznie informuję: "miłe panie nie ma co czekać, autobusy nie jeżdżą, bo kierowcy strajkują! A niewiasty popatrzyły na mnie i w te słowa: " tak, tak, wiemy dzisiaj prima aprilis !!!" Ja na to 'poważnie', ale widocznie nie byłem przekonujący, bo się uśmiechnęły i czekały dalej. Bardzo dużo ludzi tego dnia wieszało psy na kierowcach komunikacji miejskiej, ale w sumie mają rację. To co wymyśla prezes naszego mpk naprawdę woła o "pomstę do nieba" Ale niestety solidarność ludzka została zabita przez wszechobecną nie zawsze zdrową konkurencję i rywalizację. Przypuszczam, że gdyby teraz Wałęsa "przeskoczył przez płot" nic by nie zdziałał. Wielu ludzi jest tylko zapatrzonych w siebie. Co niektóry bliźniego jak by mógł to w "łyżce wody utopił". Znieczulica, obojętność, a nie rzadko wręcz wrogość! Niby na wzór amerykański każdy interesuje się; "cześć, co słychać?, jak się czujesz? OK?! A w duchu: *ale sobie wóz kupił, niech Go* Ewentualnie *skąd ją stać na takie ciuchy? żeby ją!* Niestety wiele środowisk, grup społecznych trawi bezduszność i zawiść ludzka. Wracając do biegania (bo to temat przyjemniejszy) w środę 70 minut w pierwszym zakresie plus 10 przebieżek. Czwartek - 'czwartkowa gimnastyka', a piątek szybciej; Czyli bieg w drugim zakresie, trochę aktywnego krosu i przyśpieszeń. No, bo w sobotę jak zwykle towarzyskie luźne bieganko na Bialskiej. W sobotni ranek dwie załogi pancernych /czyt. ośmiu biegaczy/ i pies bardziej żwawo niż zwykle przemierzyło stałą trasę. Każdy chyba śpieszył się, bo na popołudnie zostało zwołane zebranie założycielskie stowarzyszenia biegowego. Ale na ten temat napiszę później. Faktem jest, że 5 kwietnia A.D. 2008 grupa założycielska podjęła decyzję i teraz trzeba brać się do pracy. Początki pewnie będą trudne. Najważniejsze, że wszyscy są nastawieni pozytywnie.  Zintegrowanie biegaczy amatorów, propagowanie biegania to podstawowe cele. Jest nadzieja patrząc z realnym optymizmem, że w przyszłości uda się podjąć również inne bardziej ambitne wyzwania. Wiadomo w jedności siła; a jak mówi stare polskie przysłowie "co dwie (kilka) głowy to nie jedna"!...

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13