"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


środa, 24 kwietnia 2013

od niechcenia...

złamałem w niedzielę 3:45;) Wcześniej jeszcze przed życiówką /3:41/ na Cracovia Maraton 2011 pięciokrotnie się "napinałem", żeby choć o kilka sekund te czterdzieści pięć rozmienić he,he... Zawsze jednak coś było nie tak i brakowało tych dwóch, trzech, czy czterech minut. A tu na luzie hi,hi...

W sobotę w samo południe pod stadion podjechałem tramwajem i już z okien widać było ogromny teren wokół stadionu zamieniony w "wioskę" biegaczy;) Z przystanku zapędziłem się do z daleka widocznych dwóch dużych bram z napisem "wejście" Ale to była ściema hi,hi... bo ochrona odsyłała wszystkich naokoło do innego wejścia prowadzącego na teren biura zawodów:( 

Zewsząd słychać  głosy zachwytu jaką to super orlen zrobił imprezę, ale chyba nie do końca. Na większości maratonów jeśli rejestruję się elektronicznie dostaję "gotowca" kartę zgłoszenia z danymi do sprawdzenia i podpisania, a tutaj musiałem wypełniać formularz co mnie trochę zdziwiło. Albo informacja  przy odbiorze pakietu: "do depozytu tylko to co zmieści się w załączonym worku"? /wielkości dużej reklamówki/ hi,hi... Przy rejestracji podawałem rozmiar koszulki i niestety "emek" najbardziej chyba popularnego rozmiaru brak! Po zwiedzeniu stoisk z butami, ciuchami, odżywkami i innymi akcesoriami postanowiłem sprawdzić gdzie będzie start i jak długo zajmie mi rano dojście na start. Więc znowu dookoła stadionu i stamtąd dookoła, bo ochrona pilnowała szczelnie zamkniętej wioski biegaczy. Nałaziłem się sporo i w hotelu zastanawiałem się, czy w ogóle iść na pasta party. W końcu zebrałem się i poleciałem na bieg charytatywny na 3,3km. Potem makaron z sosem i listkiem bazylii;) nie powiem jeden z lepszych jakie jadłem na innych maratonach:) Szkoda tylko, że może wejść zawodnik z bonem na posiłek, a już osoba towarzysząca np. żona nie:( Zawsze jeżdżę na zawody z moim rodzinnym team_em. Przecież gdyby ktoś pomyślał to jeszcze mogliby orgowie dodatkowo zarobić jakby osoba towarzysząca mogła sobie porcje dokupić.
Makaronik w towarzystwie klubowych przyjaciół, pogaduchy, ostatnie porady wzajemna motywacja i trzeba zmykać lulu;)

Poranek słoneczny i zimny, ale od razu wiedziałem, że jak zwykle prognozy o chłodzie się nie sprawdzą;( Zazwyczaj ma być pogoda dla biegaczy i nagle w dniu startu robi się lato. Tak też było tym razem. Już na starcie w słoneczku było bardzo ciepło. W cieniu czuło się chłodny powiew wiatru, ale zdecydowałem się tylko na koszulkę "na ramkach" I dobrze zrobiłem, bo na trasie było gorąco. Słonko grzało jak latem i tak mnie przypiekło, że mam białą koszulkę na ciele hi,hi... Na ramionach i karku jak nic będzie mi schodziła skóra;(

Tuż przed startem miła niespodzianka:) obok rozgrzewa się Ava z mężem Wojtkiem;) wymieniamy kilka zdań i idę szukać toi toja. Owszem wokół stadionu widziałem tych przybytków dużo, ale każdy wie, że dopiero tuż przed startem biegacze mają najczęściej tę potrzebę;) Dlatego w strefie bezpośrednio obok startu kolejki były tasiemcowe;( W dodatku żadnych krzaczków tylko betonowe przed pole stadionu;(

START ruszamy! Myślę sobie wczoraj się nałaziłem i dzisiaj łydki jakieś twarde, bolące, no będzie niewesoło. Wbiegamy na most, a grupa z którą chciałem się zabrać leci jakby za szybko? Pomyślałem, oho! już kiedyś to przerabiałem;( Pewnie zając chce wyrównać starty jakie powstają  zaraz na starcie. Odpuszczam lecę swoim tempem:) Pomału i do przodu. Już chyba pisałem, że dopiero po godzinie biegania  "maszyneria" zaczyna działać jak dobrze naoliwiona maszyna i zaczyna mi się fajnie biec he,he... 
Doganiam baloniki i widzę z boku znajomą twarz:) Zagaduję: 'mamy dwunasty kilometr, więc zostało nam jeszcze tylko trzydzieści' Dorota dziwi się skąd się wziąłem i jak Ją poznałem w tłumie? Trochę lecimy razem, gadamy, ale Ona woli być blisko zająca, a ja wolę z tyłu, bo jest luźniej. Biegniemy cały czas w zasięgu wzroku. Na chwilę "zjeżdżam" do pit stopu i potem muszę grupę "dochodzić" Przyznaje się do mnie blogacz Michał:) więc życzymy sobie powodzenia i lecimy dalej.. Najbardziej denerwuje mnie brak oznaczeń kilometrów. Zawsze widać napisy na jezdni i dodatkowo tablice na słupach, a tu nic:( Wreszcie wracamy "do miasta" - więcej kibiców to  biegnie się lepiej. Dostrzegam koszulkę z napisem ROBIN i bardzo się cieszę:)) bo razem debiutowaliśmy na królewskim dystansie w Łodzi w roku 2007 pozdrawiamy się i lecę dalej. Chyba na siedem kilometrów przed metą zauważam tablicę z kilometrami. Dorota coś wspominała, że będzie chciała się w końcówce jeśli siły pozwolą pójść do przodu. Cały czas mam wrażenie, że zajączek leci zbyt szybko. Prawdopodobnie z braku oznaczeń kilometrowych biegnie wg wskazań gps, a to niekoniecznie jest właściwy kilometraż trasy. Na cztery kilometry przed metą myślę biegnie mi się za lekko, więc czas poczuć maraton hi,hi... Ostatnie kilometry lecę jak na skrzydłach he,he... Mijam Tych co zaczęli za szybko;( i zastanawiam dlaczego tak łatwo oddaliłem się od zajączka (chyba kapnął się, że jest za wcześnie i zwolnił;)

Meta - medal, folia, picie. Wielka przestrzeń wioski biegaczy;) w dali widzę namioty. Domyślam się, że pewnie masaże, prysznice. Do hotelu kilka kroków to wybieram kąpiel się na spoko:) Z masaży po maratonie nie korzystam. Po pierwszych kilku korzystałem, lecz kiedyś wyczytałem, że masaż po tym dystansie niekoniecznie jest pożądany. Zmęczone mięśnie mają ponoć mikrourazy i raczej lepsze są chłodne okłady lub polewanie zimną wodą niż masowanie. Zresztą najczęściej to tylko głaskanie i następny proszę. Chociaż gwoli sprawiedliwości przyznaję w Dębnie pani Masażystka przykładała się i widać było, że jest fachowcem pierwszej klasy:)
Aha, przypomniało mi się jak w Kietrzu był masaż przed połówką;) Z ciekawości poszedłem i uczennica studium po wygłaskaniu jednej nogi mówi: dziękuję,  na to ja: a druga noga? hi,hi.... Widok Jej miny był bezcenny;)
Nie zwiedzałem wioski biegaczy i dlatego pewnie nie wiedziałem, że podobno serwowano... sałatki??? Gdybym wiedział wybrałbym sałatkę zamiast karkówki w strefie gastronomicznej dla kibiców he,he... 

Rozmach może i europejski jak to Ktoś z biegaczy określił, ale dla mnie brak tzw. "ludzkiej twarzy" Tego czegoś co pamiętam z Poznania:) Oczywiście to są tylko moje subiektywne odczucia i ilu biegaczy tyle pewnie opinii. Jednak tam była jakaś rodzinna swojskość. Tutaj owszem uprzejmie, ale bez wrażenia, że to my biegacze jesteśmy najważniejszymi aktorami i ta impreza jest dla nas! Medal, woda, proszę przechodzić dalej, tutaj nie wolno! Odniosłem po dwóch dniach wrażenie, że impreza była zorganizowana dla rozreklamowania sponsora;( nieważne czy to bieganie, czy inne wydarzenie;) Ważne, aby było widać i słychać do znudzenia O.......... A bieganie akurat stało się modne:) A... jeszcze losowanie nagród i cały ten konkurs to porażka:(i kpina w biały dzień.

Dobiegając do mety słyszałem w oddali wielką wrzawę. Za wioską biegaczy ludzie z transparentami. Zdziwiony myślałem ki diabeł? przecież nie mijałem takiej grupy kibiców. Za metą żona uświadomiła mnie, że to akcja protestacyjna pracowników sponsora !!! Tak w sumie to robiliśmy za łamistrajków;(


Wydaje mi się szkoda, że nie doszło do fuzji OWM i MW pierwsi mają kasę, a drudzy wiedzą czego biegaczom potrzeba:) i wtedy może mogłaby stolica przekonać mnie, że ma najlepszy maraton w Polsce.   

W sumie mnie impreza nie powala. Bardziej podoba mi się Poznań Maraton, Cracovia lub Maraton Wrocławski. Ciesze się, bo biegło mi się rewelacyjnie:) Czas zrobiłem jak na moje wykształcenie;) bardzo dobry. Zaliczyłem imprezę na której nie byłem, a takie teraz staram się wybierać. Za rok raczej nie wystartuję. Jeśli znów nie pojawi się jakiś "pierwszy" sprawdzę Silesia Maraton, który miałem biec w tym roku, ale odpuściłem na rzecz paliwowego. Niestety na bon paliwowy dla pierwszego tysiąca biegaczy też się nie załapałem, bo przekroczyłem "limit" o ponad trzystu sześćdziesięciu uczestników hi,hi.... 

***Chyba wyszło "szydło z worka" po co wypełnialiśmy formularze przy rejestracji. Dzisiaj już wydzwaniają i proponują dziesięciominutową ankietę:(

piątek, 19 kwietnia 2013

Bieg dla Bostonu

Wczorajszy cotygodniowy trening na trasie biegu częstochowskiego dedykowaliśmy  ofiarom i wszystkim poszkodowanym w czasie zamachu podczas Maratonu Boston 2013. 
Jako biegacze, sportowcy całym sercem jesteśmy z Ich rodzinami, Kibicami, mieszkańcami Bostonu oraz organizatorami najstarszego na świecie maratonu*. 

Osoba z tzw. mediów zawiedziona powiedziała: tylko trening? to nie będzie Bieg?  ee..
Bo nie rozumie, że dla nas biegaczy najważniejsze jest bieganie, a nie formuła. Dla biegaczy kilometry na zawodach to tylko wierzchołek góry lodowej. Większość biegania to codzienne "szybsze przebieranie nogami", bez całej pompy i medialnego szumu. Dlatego biegacze, Którzy wczoraj pojawili się w centrum miasta, aby zademonstrować swoją solidarność z uczestnikami wydarzeń bostońskich to nie "gadżeciarze" nie łowcy nagród, itp.. Nie traktują biegania tylko jako ewentualnego źródła dochodu, czy wyłącznie kolejnych życiówek. Bo jak kiedyś powiedział Emil Zatopek: "Zwycięstwo to wielka rzecz, ale przyjaźń jest rzeczą najważniejszą..." To Ludzie dla których Bieganie przez duże "B" jest pasją, a nawet pewnym  sensie sposobem na życie. Oprócz Zabieganych pojawili się nasi Przyjaciele z Niezależnej Grupy Biegowej Kłobuck oraz inni anonimowi miłośnicy biegania. Korzystając z okazji jeszcze raz Im serdecznie dziękuję. Towarzyszyli nam także Przyjaciele "nie biegacze" równie jak my wstrząśnięci poniedziałkową tragedią.
Punktualnie o 19-tej ponad pięćdziesięcioosobowa grupa wyruszyła z placu Biegańskiego na Jasnogórskie błonia. Aleją Najświętszej Maryi Panny, Aleją Sienkiewicza za Pasaż bp. Bareły. Tam przed klasztorem Czarnej Madonny na odwiecznym szlaku pielgrzymim minutą ciszy oddaliśmy hołd ofiarom zamachu na maratonie bostońskim. Po krótkiej chwili zadumy, czy modlitwy zapaliliśmy symboliczne znicze pod figurą Matki Bożej.

Pojutrze już Orlen Marathon Warsaw, tydzień później Cracovia Maraton, potem Maraton Silesia i wiele innych imprez biegowych podczas których zapewne choć przez chwilkę myśli skierujemy ku Tym którzy biegają już niebiańskie maratony.

* Boston Maraton najstarszy maraton na świecie organizowany od 1897 roku w trzeci poniedziałek kwietnia w stolicy stanu Massachusetts

wtorek, 16 kwietnia 2013

najstarszy i najmłodszy maraton

AP | The Boston Globe, John Tlumacki  
Boston Maraton najstarszy maraton na świecie organizowany od 1897 roku w trzeci poniedziałek kwietnia w stolicy stanu Massachusetts. 

Brak słów. Dopiero co w sobotę mieliśmy podobne święto biegowe, choć mniejszego formatu. Blisko tysiąc osób. Atmosfera radości, uśmiechnięte twarze, wzajemna serdeczna życzliwość...
Nie mogę tego pojąć. Nie rozumiem, co człowiek musi mieć w głowie, żeby bezbronnym zwykłym ludziom sprawić taką tragedię. Jeśli jak brevik  są normalni to ja jestem nienormalny. 

z naszego forum:
"Zapraszamy na wspólne bieganie na trasie BC -
Czwartek 18-04-2013 godz. 19:00, Start pl. Biegańskiego
Tragedia na Boston Marathon 2013 poruszyła wszystkich, ale nas sportowców, a biegaczy szczególnie. Solidaryzując się z Bostończykami moglibyśmy skorzystać z pomysłu Pana red. Tadeusza Piersiaka. Pełni współczucia dedykując nasz czwartkowy trening na trasie biegu częstochowskiego ofiarom wybuchu, maratończykom, kibicom, organizatorom i mieszkańcom miasta Boston.
Żeby każdy niezależnie od kondycji każdy mógł pobiec z nami moglibyśmy przyjąć, że BIEG DLA BOSTONU /niecały kilometr/ będzie na odcinku od Placu Biegańskiego, środkiem III Al. NMP, Al. Sienkiewicza do Pasażu bp. Bareły. Pobieglibyśmy wolno wszyscy razem ramię w ramię. Wszyscy biorą udział w treningu na własną odpowiedzialność."


W najbliższą niedzielę najmłodszy maraton - debiut. Miało być Święto  Biegania. 
Organizatorzy już ogłosili  uczczenie ofiar minutą ciszy. Mając w pamięci poniedziałkową tragedię maratończyków pobiegnę ten królewski dystans wyrażając w ten sposób wyrazy współczucia rodzinom ofiar i poszkodowanych.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

5bieg częstochowski...

przeszedł do historii:) W tym roku mieliśmy podwójny mały jubileusz:) 5 kwietna minęło pięć lat od powstania Klubu Ludzi  Aktywnych Zabiegani Częstochowa i 13 -go piątą edycję naszego biegu:))
Wygrał reprezentant Kenii Samuel Kemboi Rutto z czasem 30min i 12sek. Drugie miejsce z niewielką stratą do zwycięscy zajął nasz rodak Radosław Kłeczek.  
Trzecie miejsce przypadło także kenijczykowi Joe Kosgei Komen. 
Wśród pań bezapelacyjnie wygrała kenijka Susy CHEMAIMAK Chebeit z czasem 35 min. i 13 sek. co jest nowym rekordem trasy. Na drugiej lokacie uplasowała się zawodniczka z Polski Dominika Wiśniewska- Ulfik, a na trzeciej pozycji przybiegła częstochowianka Ewa Brych-Pająk.
Więcej o biegu częstochowskim, wyniki i zdjęcia z imprezy można zobaczyć na klubowej stronie www.zabiegani.czest.pl

Do wiosennego maratonu zostało pięć dni:) Ani w piątek, ani w sobotę nie biegałem ponieważ byliśmy zabiegani przy organizacji biegu;)
Wczoraj jak co niedziela w sezonie morsowym tylko siódemka biegiem (na i z morsowania;) Temperatura powietrza wynosiła około piętnastu stopni Celsjusza powyżej zera, więc było raczej plażowanie niż morsowanie;( Wiosna na całego;( chciał nie chciał musimy zamykać sezon zimnych kąpieli:( bo jak to określił Oleg nastało "eskimoskie lato";) Do końca tego sezonu zostały już tylko trzy spotkania:(
Oficjalne zakończenie sezonu morsowego 2012/2013 zaplanowaliśmy na 1 maja; hi,hi... Święto Pracy uczcimy majową kąpielą i mini pochodem Foczek i Morsów:) 
Dzisiaj w ramach regeneracji he,he... przed maratonem planuję maszerowanie z "Badylarzami" ;) 
27 kwietnia kolejna impreza:) Tym razem Rada Dzielnicy Podjasnogórska szykuje 1 Przełaj "Bałtyk" Częstochowski Marsz Nordic Walking  Startować nie będę, bo obiecałem pomóc w organizacji, ale zawsze potrenować nie zaszkodzi;)

piątek, 12 kwietnia 2013

mobilizacja

 na Orlen Warsaw Marathon w toku hi,hi... A tu jeszcze niespodzianka! Dzięki uprzejmości Pana Łukasza otrzymałem Starter Packa Powerade. Dwie butelki izotonika i bidon z silikonową opaską (pasuje też na rękę;) Z napisem: tete-bieganiemojapasja i hasłem jak najbardziej na czasie: "MOŻESZ WIĘCEJ NIŻ MYŚLISZ" he,he... Prawdę mówiąc tego było mi potrzeba cha,cha... 
Póki co jednak zbliża się godzina "zero" !!! 
Za dwadzieścia cztery godziny START 5biegu częstochowskiego:) Na liście startowej 1021 osób! Ilu biegaczy faktycznie stanie na starcie? czy dopisze pogoda? W tej chwili nie pada:) Niebo zachmurzone i piętnaście kresek na plusie:))  
Wszystkim wybierającym się na nasz bieg życzę powodzenia i życiówek:) Czekamy na Was! Zapamiętajcie hasło i dajcie jutro czadu na trasie wokół "świętej wieży" !














z ostatniej chwili: w Alei Najświętszej Maryi Panny widziano już dzisiaj bosonogiego biegacza Pawła Meja;)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Trening w Brzesku

zamiast półmaratonu zaliczyłem w sobotę;( 
A zapowiadało się tak fajnie. Piękna koszulka (bez sponsorów;) z orłem optymistą he,he... przestronne szatnie, kawka/herbatka przed biegiem;) 

Niestety po bieganiu nie cieszyły specjalnie już:( ani fantastyczne górki, ani świetny medal i dyplom, ani smaczny bigos, bo impreza zakończyła się totalną klapą:( "WYNIKI PODANE ALFABETYCZNIE-ZAWODNICY POKONALI RÓŻNE DYSTANSE" 


Według regulaminu miały być dwa biegi: Połówka na trasie do miejscowości Uszew i z powrotem, oraz bieg towarzyszący na pętli. Przed biegiem zero informacji o zmianach. Przez nagłośnienie leciały wzmianki o Katyniu, vipach, historii itp. ale nikt nie mówił o zmianach trasy?!
Dopiero kiedy stanęliśmy na starcie szef biegu zaczął coś o śniegu, zdrowiu biegaczy i że nie lecimy "agrafki" bo trudne warunki i dlatego trzy pętle. Nawet dodał jakby przeczuwał pismo nosem;) że skoro w niedziele jest Święto Miłosierdzia to prosi biegaczy, aby jakieś niedociągnięcia lub błędy przelali przez gęste sito he,he... Zaczęliśmy od podbiegu na którym niektórzy już przechodzili do marszu?! Potem kierunek Okocim i dalej wg posterunków strażaków. Było dużo pod górę, ale był też karkołomny zbieg  po śniegu;) Pomyślałem, ale rewelacyjna trasa! Cóż stare polskie przysłowie mówi: "nie chwal dnia przed zachodem słońca";) Kiedy zamykaliśmy kółko strażak stojący na skrzyżowaniu kierował: "półmaraton w lewo pod górkę, siódemka na prawo w dół"! Lecąc drugą pętlę coś mi nie pasowało? Ani czas, ani oznaczenia kilometrowe:( Na trzeciej byłem już pewien, że jest trasa nie taka jak powinna! Ale co robić strażaki i policmajstry nic nie wiedzą;( To biegnę dalej. W duchu pomyślałem trudno pohasam z dwie godziny po górkach i zaliczę chociaż trening górski:) Na czwartej biegacze bluzgali na czym świat stoi, bo nikt nie wiedział co jest grane! Na piąte kółko już mnie policjant w lewo nie puścił! lecz nakazał biec w prawo. Przed szkołą okazało się, że powinniśmy od początku zbiegać w prawo! Przed szkołą "odbić" czas i gnać do góry. Szok! Czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem! Chwilę się wahałem biec dalej, czy jak większość schodzić? Nagle dziewczę "regulujące ruchem" zapytało: "ile pan zrobił tam kółek na górze"? mówię: cztery!  "To proszę na metę". Machnąłem na to wszystko ręką:( Ale to nie koniec "kwiatków" hi,hi... Za banerem chcą mi zabrać numer!? Mówię ludzie przecież mam worek z rzeczami w depozycie i muszę go odebrać za okazaniem numeru! O zgrozo! Będąc już w szatni (na szczęście) dowiedziałem się, że Innym biegaczom numery odebrano i rzeczy z depozytu odbierali na "ładne oczy"!!! Oddałem Im potem ten numer! Chociaż nie mogłem się nadziwić jak można wydawać depozyt po biegu bez okazania numeru!!! Nie czekałem na zakończenie, bo to nie zawody, a kompromitacja. Nie wiem, czy wręczono Komuś okazałe szable za zwycięstwo.  
Uważam, że zawody na dystansie półmaratonu powinny zostać uznane za "nieodbyte" Żal mi dyrektora biegu. Chciał chłop dobrze, ale zabrakło "dopięcia na ostatni guzik" Szkoda! Trasa naprawdę super! Gorzej z punktem odżywczym:( bo jak widziałem dziewczyny w mundurach polewające wodę do kubków rozstawionych na asfalcie pośrodku drogi to nie wiedziałem śmiać się, czy płakać;) Smutny to bieg także z braku zainteresowania mieszkańców:( Przy remizie dwóch strażaków kręciło syreną i na skarpie czwórka młodych ludzi z daleka obserwowała bieg. A tak zero kibiców;( Przepraszam jeszcze w jednym domu dwójka małych dzieci machała nam przez okno;) 
I Memoriał Katyński „O szablę oficerską” im. płk Andrzeja Hałacińskiego nie można uznać za udany:( Bardzo trudno będzie za rok zetrzeć "plamę na honorze" i zachęcić biegaczy, by wybrali Brzesko. Niektórzy podobno przyjechali na tę imprezę ze Szczecin!!! Z drugiej strony każdemu trzeba dać szanse się zrehabilitować:) Uważam jednak, że szef biegu musi mieć zbytnią ufność w Miłosierdzie Boże decydując się osobiście wystartować w organizowanym przez siebie biegu. Nie cierpię nadużywanego  słowa profesjonalizm, ale odpowiedzialność ludzi za podjęte lub przydzielone obowiązki jest najważniejsza. 

Miniony tydzień to tylko czterdzieści trzy kilometry w trzech wyjściach. Wtorek poświąteczne jedenaście kilometrów na pozbycie się "balastu";) Czwartek szósteczka na przewietrzeni he,he... i w niedzielę osiemnastokilometrowy "trening w Brzesku" Przy czym na osiemnastkę to bliżej miałem do Morska hi,hi...

Wyjazd do Brzeska sprawił, że musiałem odpuścić organizowany w sobotę przez nasz klub Test Coopera:( oraz niedzielne morsowanie:( chociaż niewiele brakło, a być może udałoby się zamorsować gościnnie w Krakowie;) 

W piątek obchodziliśmy skromnie mały jubileusz: pięciolecie naszego Klubu: Zabiegani Częstochowa:)) a już w najbliższą sobotę 5bieg częstochowski! dyszka na trasie wokół klasztoru Jasnogórskiego. Zapraszamy:)
Zachęcam do odwiedzenia naszej klubowej strony www.zabiegani.czest.pl gdzie dziś i jutro można wygrać ciekawe nagrody, oraz zapoznać się z aktualnymi informacjami:)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Po raz pierwszy...

odkąd biegam udało mi się w ciągu miesiąca przebiec ponad trzysta kilometrów:) Tak, wiem są biegacze jak choćby nasz ultras darekk dla których to mały pikuś;) 
Czasem byłem blisko 286, 289, 291km, ale zawsze gdzieś tych kilku, czy kilkunastu kilometrów brakowało;( Niby nic, ale zawsze jakaś kolejna bariera pękła hi,hi...
 
W Wielkim Tygodniu w trzech wyjściach nabiegałem pięćdziesiąt siedem kilometrów:) jak na czas przedświąteczny to całkiem nieźle;) Poniedziałek piętnastka i trochę przyspieszeń dla pozimowego odmulenia;) Środa 16 kilometrów i w tym dziesięć podbiegów. Wielka Sobota i tradycyjnie sobotnie spotkanie na Bialskiej, czyli piętnastka po wertepach;) Tym razem jednak kiedy kończyliśmy dojechała na rowerze Monika z życzeniami i czekoladowymi jajeczkami:) Posileni łakociami;) z moim imiennikiem postanowiliśmy towarzyszyć spóźnialskiej, aby mogła nadrobić zaległości he,he... Nie wybraliśmy ponownie stałej trasy, lecz obrzeża Bialskiej z podbiegami i zbiegami;) Było kapitalnie słoneczko przyświecało i wyraźnie czuć było wiosnę:) W sumie wyszło dwadzieścia sześć kilometrów, które przeważyły, że na liczniku pojawiła się trójka z przodu;)

Z racji Świąt Wielkanocnych niedzielne morsowanie przełożyliśmy na "lany" poniedziałek i prima aprilis zarazem. Po pierwszym dniu świętowania pojawiła się masa ludzi spragnionych aktywności fizycznej lub chcących pozbyć zbędnego balastu po niedzielnym świętowaniu hi,hi... W tym roku święta przypominały raczej Boże Narodzenie, bo jak zaczęło sypać w niedzielę po rezurekcji  to przestało dopiero na nasze kąpanie;) Tu do wszystkich zarzucających nam, że długa zima to niby przez nas;) Nic z tego poprzedniej niedzieli pożegnaliśmy zimę, lecz ona sobie z tego nic nie robi:) Nie ukrywam, żeby nas to specjalnie smuciło he,he... Jak na śmigus dyngus przystało wody nam nie brakowało, więc tradycji stało się zadość. Tego roku na ulicach jakoś nie było widać polewających się wiaderkami hi,hi... Za to Oleg polewał wiaderkiem i sypał śniegiem z wiadra he,he... Wczoraj w przerębli świętowaliśmy też urodziny jednej z Naszych sympatycznych Foczek! Było gromkie sto lat w "wannie" wyhuśtanie Jubilatki i ciasto ze świeczkami! Wcześniej baraszkowanie z Monią na śnieżnej plaży i jak zawsze moc dobrej energii plus świetna zabawa:) Trafiła nam się w dodatku miła niespodzianka, bo odwiedzili nas Martyna i Paweł członkowie klubu Kaloryfer z Krakowa
Bieg na rozgrzewkę, morsowanie i każdy z czystym sumieniem mógł wracać do dalszego świętowania;) Więcej zdjęć z wczorajszej zimowej kąpieli można zobaczyć na stronce zmorsowani.blogspot.com lub klikając w powyższą fotkę z lewej strony:)

Teraz trochę biegania i odpoczynku po świętach;), a w sobotę pierwszy start w tym sezonie na połówce w Brzesku! Znając moje szczęście wcale bym się nie zdziwił, gdyby nagle zrobiło się lato;(

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13