"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


niedziela, 31 stycznia 2010

[207] Miesięcznica...

Dokładnie miesiąc temu zadebiutowaliśmy z Teresą w przerębli... Zaczynaliśmy we dwoje, a  teraz stadko liczy: jedną Foczkę i siedmiu Morsów ;) Dzisiaj nasze trzecie wejście i .... na pewno nie ostatnie :) Poprzednio po swojej morsowej inicjacji Wlodec nazwał Teresę matka chrzestną, a mnie ojcem chrzestnym zabieganych Morsów. No i dziś przybyło nam kolejnych dwóch  chrześniaków :) Jak tak dalej pójdzie to nasza "wanna" nie będzie w stanie pomieścić wszystkich amatorów zimnych kąpieli. Chyba, że  jak to mówi Krzara trzeba będzie kupić od ruskich jakiś lodołamacz z demobilu ;) Tymi siekierkami to się zajedziemy przy rąbaniu lodu jak nic. Wczoraj "odkuwaliśmy naszą wannę" bo po dwóch tygodniach "narosło" ok piętnastu centów lodu! Dziś i tak konieczna była poprawka, bo tak jak wtedy razem zrobiła się centymetrowa "szyba" Ale to pestka  w porównaniu do wczorajszego kucia kilofem i walenia siekierą :) Morsów przybywa, lecz nie możemy się doczekać kolejnej Foczki w naszym stadku :) Za to rośnie liczba .... kibiców ;) Wracając z biegowej rozgrzewki trochę byłem zaskoczony, że tyle par oczu będzie nas obserwować jak pluskamy się w wannie :) Bieg zrobiliśmy krótki pięciokilometrowy, ale zagrzaliśmy się solidnie... Każde kolejne wejście;  jak każdy kolejny maraton jest łatwiejsze. Ponadto wydłuża się czas przebywania w wodzie. Za pierwszym razem były dwa zanurzenia po 10 sekund, a teraz prawie półtorej minuty. W porównaniu ze starymi doświadczonymi Morsami, albo taką Foczką jak słynna Marysieńka to pikuś (pan pikuś) ;) ale przecież nie od razu Kraków zbudowano :) Na szczęście na razie żaden debiutant się nie zaprawił ( odpukać w niemalowane drewno) po chlapaniu w zimnej wodzie. Trochę martwię się o Krzarę, który przyjechał morsić się rowerem !!! Co prawda kręcąc pedałami ciepło się robi, lecz po plecach mroźny wiatr smaga. Wiem, jest zahartowany; lata  boso po śniegu po wyjściu  z sauny;) Może /miejmy nadzieję/ po tej "szczepionce" nie będzie skutków ubocznych... Tu jeszcze jak lecimy do dziury w lodzie:
 

I pora o bieganiu :) Plan na ten tydzień wykonany połowicznie. Cztery treningi biegowe i niestety tylko 48 kilometrów. W sumie 213 kilometrów w szesnastu wyjściach za miesiąc styczeń. W 2009 było o 23 kilometry więcej i siedemnaście biegów. Chcąc myśleć o kolejnym maratonie pasowałoby przestać się obijać hi hi hi .... 26 stycznia ruszyły zapisy do naszego biegu! Po pięciu dniach ponad dwie setki zapisanych !!! http://online.datasport.pl/zapisy/portal/listy/?zawody=42   

Tete jesteś okropny. Czytam ile biegasz i czuję się jak ...

... kaleka :-) No ale trochę jestem kaleką bo choruję bardzo w styczniu i przez to prawie w ogóle nie biegam.  A te kąpiele w wodzie... brrr... nie dla mnie, wolę ...

~run 2010-02-03 22:22

sobota, 23 stycznia 2010

[206] "Wyrżnąłem" orła w dzień..

Po raz drugi w tym tygodniu, a zarazem w tym roku i sezonie zimowym 2009/2010 "wyrżnąłem orła" na treningu ;) Dziś przynajmniej wylądowałem na miękkiej części ciała i tylko trochę się "ubieliłem" Ale w środę "wyniosło" mnie na zakręcie i prawą "biodrówkę" czuję, zwłaszcza jak próbuję się położyć na boku. Biegowo tydzień cieniutki tylko trzy treningi po piętnaście kilometrów. A tu koledzy "jadą z koksem" ;).... Rok temu o tej porze miałem jeden trening i dwadzieścia kilometrów więcej. No, ale rok temu nie było takiej zimy :) Dziś na stałym cotygodniowym spotkaniu biegowym na Bialskiej w ósemkę udeptywaliśmy śnieg przy temperaturze - 18. Najtrudniej było pod wiatr. Przed wyjściem posmarowałem twarz maścią ochronną z witaminą A. Jednak po powrocie policzki, nos i broda i tak odczuły smaganie mroźnego wiatru. Jutro river run, czyli bieganie nad Wartą. Początkowo myślałem... Aby może trochę "dorobić" do planu, lecz zwyciężył rozsądek :) A może lenistwo ;) Niedziela laba, a w poniedziałek może się ociepli ? hi hi hi Podobno zapowiadają srogie mrozy do lutego ! A my mamy 31 zamiar ponownie się "morsić" :) Nawet zapowiadają się kolejni kandydaci na Morsów ;) Tylko kto taką wielką przerębel wyrąbie ? ;)  Przy tym mrozie pewnie na "naszej wannie" gruba pokrywa lodowa. Może jaką koparę pożyczyć ? hi hi hi... W każdym razie zapowiadają się "chrzciny" :) Mam nadzieję, że do przyszłej niedzieli temperatura w ciągu dnia trochę podskoczy. W poprzednią sobotę w Decathlonie zakupiłem  "papcie" biegowe Adidas Response Cushion 18 za całe 149,99 zł.Opis ze strony runnersworld.pl: "Najnowsza wersja jednego z  najbardziej zaawansowanych modeli treningowych na twarde nawierzchnie.
- Posiada bardzo dobrą amortyzację na całej długości (w pięcie adiPRENE, a w śródstopiu adiPRENE+)
- Specjalna podeszwa zewnętrzna AdiWEAR przedłuża żywotność podeszwy
- Technologia FORMOTION poprawia komfort oraz kontakt z podłożem
- Kompatybilny z technologa miCoach
- Model należy do segmentu butów amortyzującej, dla osób o stopie neutralnej i supinującej" Jestem mile zaskoczony i zdziwiony założyłem je w niedzielę przed morsowaniem na siedmiokilometrową rozgrzewkę i czułem się jakbym zrobił w nich już z trzysta kilometrów :) Co prawda miałem już buty Adidas supernova i też nie mogłem na nie narzekać. Bo w nich zrobiłem dotychczasową życiówkę w maratonie:) Ostatnio biegałem w butach firmy Brooks i złego słowa też nie mogę powiedzieć. Żadnych obtarć, czy wytartych zapiętek.Wcześniej miałem jeszcze Asicsy, NB /oczywiście nie z najwyższej półki/ Chociaż uważam, że firmy te "spuściły z tonu" Jakość już nie ta co kiedyś. Nie miałem jeszcze okazji przetestować Mizuno, ale nic straconego; jak się trafi jakaś okazja i cena będzie konkurencyjna: czemu nie! Plan na nadchodzący tydzień cztery treningi biegowe minimum 55 km. Wow, nie mam jeszcze zaplanowanego żadnego startu na ten rok?! W grudniu 2008 planowałem już start na październik 2009 (Supermaraton Kalisia) A teraz ? ....

niedziela, 17 stycznia 2010

[205] Powtórka z rozrywki...

Biegowo tydzień jak "odkalkowany" z poprzedniego. Pięćdziesiąt  jeden kilometrów w czterech wyjściach. Nadal warunki zimowe, ale ja bardzo lubię biegać po "białym" :) W terenie widoki malownicze oblodzone gałązki drzew, konary ponachylane pod ciężarem zlodowaciałego śniegu... Szkoda tylko, że z jednej strony rewelacyjne widoki, a z drugiej  dramat ludzi których dotknęły nieszczęścia w wyniku ataku tegorocznej zimy. Cały czas wydaje nam się, że jesteśmy panami tej ziemi, a tu co rusz matka natura pokazuje jacy jesteśmy maluczcy. Tragedia na Haiti straszna rzecz, kiedy ogląda się materiały filmowe; ogrom zniszczeń, które pochłonęły tysiące istnień ludzkich ['] ['] ['] .... makabra.

Dziś dwa tygodnie od naszego debiutu morsowego  i "powtórka z rozrywki" .... Tym razem w w większym Gronie. Jak to Verdi powiedział: "niedługo wylegnie cała kolonia Morsów". Tak jak poprzednio na rozgrzewkę siedmiokilometrowy bieg, a potem ... plum. ... plum Całe szczęście, że pomyśleliśmy, aby dzień wcześniej wyrąbać przerębel. Wczoraj po południu mocowaliśmy się z ponad dwudziestocentymetrowym lodem, a dziś już zrobiła się ponad centymetrowa "szyba" Wrażenia rewelacyjne jeszcze lepsze, niż za pierwszym razem. Fakt, faktem tak jak w przypadku maratonu: za drugim razem wie się już: "z czym to się je"... Dziwne tylko jest to; że zaraz po wyjściu z wody... chciałoby się wleźć z powrotem ;). Czyżby za krótko? Doświadczeni amatorzy zimowych kąpieli zalecają jednak krótko zwłaszcza na początku, więc nie ma co przeginać ;) Podobno nawet lepiej częściej niż za długo. Biegacze też rzadko rzucają się od razu na maraton :) Najpierw "piątki" "dyszki" i coraz dłuższe dystanse ;) Dziś zadebiutowali kolejni koledzy Zabiegani i chyba połknęli bakcyla :) Bo zaraz zdecydowano, że koniecznie za kolejne dwa tygodnie znowu się morsujemy ;) Jak to na forum zażartował Jaro: szykuje się nowa sekcja w klubie: *Zamoczeni* ;) W życiu nie spodziewałem się, że to taka mega przyjemność ! Najlepiej skwitował to debiutant Wlodec: "dla takich chwil warto żyć!" Ale ja już się zastanawiam, czy morsowanie podobnie jak bieganie uzależnia ? ;) Dla wszystkich, którzy nie czują respektu przed nowymi wyzwaniami coś ..... ku przestrodze ;) http://www.youtube.com/watch?v=gC-i0xBw9OA

poniedziałek, 11 stycznia 2010

[204] Koniec startów...

W minionym tygodniu zrobiłem ponad pięćdziesiąt kilometrów w czterech wyjściach. Cotygodniowe sobotnie spotkanie biegowe było niesamowite. Padający nad ranem deszcz zamarzał na leżącym śniegu tworząc skorupę. Na Bialskiej ślizgawica i zwisające obciążone zlodowaciałym śniegiem gałęzie. Na polach krajobraz „plastikowo – lustrzany” jak to określił Jaro. Trzask łamanego lodu przez sześć par nóg skutecznie utrudniał pogaduchy, a zamarzający na kurtkach deszcz potęgował uczucie chłodu. Dodatkowo mokry pod lodem śnieg sprawiał w butach „bagno” Było naprawdę ciężko, ale daliśmy radę. Zresztą dla takich wrażeń warto było się pokonać. Dziś „przymusowe” wolne. Nie dość, że kiepski humor, bo bez biegania. To jeszcze Jaq „sprowadził mnie na ziemię” zamieszczając na forum wysokość opłaty za start w 12 godzinnym podziemnym biegu sztafetowym w kopalni soli w Bochni. Marzyła mi się ponowna wizyta „ na dole”, lecz odpuszczam… Wydaje mi się, że tak jak w przypadku warszawskiej połówki tak i podziemnego biegu sztafetowego opłata startowa „odbije się” orgom czkawką. Tak wiem kryzys, trudności z pozyskaniem sponsorów. Tylko, czy kryzys indywidualnych biegaczy nie dotyka?Wszyscy organizatorzy na początku regulaminów piszą: promowanie biegania lub propagowanie biegania jako najprostszej formy ruchu itd. itp. Ale nikt nie pisze: cel- zgromadzenie jak największej ilości środków pieniężnych od uczestników. Dlatego wątpliwa to zachęta i popularyzacja. Niestety  takie podstawowe cele zaczynają być podstawą działania organizatorów. Oczywiście nie wszystkich. Nisko kłaniam się za bezpłatne starty Strzelcom Opolskim i Blachowni  oraz innym miejscowościom pobierającym rozsądne wpisowe. Nie od dziś wiadomo, że „lepiej się najeść łyżeczką niż nachapać chochlą” Obrońcy windowania opłat startowych pokrzykują: Nikt nikogo nie zmusza do startów! Można nie brać udziału. Owszem można, ale gdzie tu idea propagowania imprez biegowych. Rozumiem mam wybór, kiedy zamierzam iść na zawody żużlowe ( które bardzo lubię) Bilet kosztuje tyle, a tyle nie stać mnie nie idę. I nie mam do nikogo pretensji. Tak sobie organizator zawodów wycenił widowisko i wszystko /nawet człowiek nie czuje jak mu się  rymuje/ W przypadku imprez biegowych to My Biegacze jesteśmy głównymi aktorami i jak nie będzie biegaczy to nikt nie będzie chciał oglądać ani słuchać żadnych dyrektorów biegów, oficjeli, sponsorów itp. To my tworzymy wielobarwny tłum, nierzadko:pasjonatów, dziwaków i wszelkiej maści maniaków biegania.  Na tę różnobarwną rzeszę składają się ludzie w różnym wieku i statusie społecznym Jest to przegląd całego społeczeństwa:kobiety, mężczyźni, młodzi starzy, mali, duzi, chudzi, grubi, bogaci, biedni itd.  Chyba, że bieganie ma się stać jak kiedyś mówiło się o tenisie ziemnym sportem dla elit. Wysokie wpisowe, drogie buty… Na jednym z ostatnich maratonów miałem okazję rozmawiać „przy zupie” z młodym biegaczem. Takim „ę.., ą..” co to ja nie jestem. „Wykład” mi strzelił jak to teraz jest dobrze widziane pokazać się na biegu, bo bieganie jest modne.Ubrany „od stóp do głów” w markowe ciuchy, przybiegł kilkanaście minut za mną. I… najbardziej bolało Go nie to jaki osiągnął wynik, tylko dlaczego jak to określił w tak prestiżowym maratonie bierze udział tak dużo „hołoty” !? „W byle s-hirtach, podartych majtkach i butach z bazaru” Kiedy powiedziałem, że swoje siedem maratonów i dwie setki przebiegłem w czapce z zawodziańskiego  rynku za całe 8 złoty, to prychał jak „diabeł skropiony święconą wodą” Jasne, że znam ludzi dobrze sytuowanych, na stanowiskach, którzy są świetnymi biegaczami i porządnymi ludźmi! Ale niestety coraz więcej jest pseudobiznesmenów, nowobogackich du..ów, którzy „przyklejają”się tam gdzie tylko z racji posiadanej kasy mogą się pokazać. Jeśli więc organizatorom będzie zależało na takich „pasjonatach” biegania to wole w tym nie uczestniczyć i biegać sam lub z przyjaciółmi po Bialskiej, nadwarciańskich ścieżkach i „przydomowych trasach” Wielu ludzi uczestniczy w biegach nie  dla wyników, ale wspaniałej atmosfery i specyficznego klimatu. Nastrój tworzą jednak ludzie wyjątkowi ! niekoniecznie zamożni. Koniec startów?... Nowy tydzień nowe wyzwania. Właśnie….. Na  koniec roku skutecznie zaraziłem się "morsowaniem" i już tęsknię za skokiem do przerębla. Co prawda śniegu nawaliło co niemiara, a lód skuł nasz akwen; Lecz myślę: przebijemy się !, ale o tym następnym razem...

Hej hej :) Dzięki za pamięć, coś w weekend wrzucę na ...

... bloga. Mam ostatnio masę dziwnych spraw w życiu. Biegam, chodzę na siłownię ale na pisanie bloga i na forach biegowych czasu mniej mam. Po prawej na blogu masz ...

~run.blog.pl 2010-01-14 10:59

sobota, 2 stycznia 2010

[203] . _ _ _ / . / ... / _ / . / _ _ / / _ _ / _ _ _ / . _ . / . . . / . / _ _ / / *

Cały 2009 rok mogę powiedzieć był bardzo udany.Oczywiście tak jak i w ostatnim tygodniu nie zabrakło chwil fantastycznych, ale były też nieprzyjemne. Od środy zastanawiam się; czy my biegacze jesteśmy ludźmi drugiej kategorii ? W przedostatni dzień roku,  gdy przebiegałem przez szumnie zwany Park Lisiniec zauważyłem przez krzaki, idącą równoległą ścieżką kobietę. Pomyślałem pewnie zaraz będzie i piesek. W miejscu gdy ścieżki się schodzą obejrzałem się i zauważyłem; że w moim kierunku biegnie ujadając duży pies!. Gdy odwróciłem się do niego, zatrzymał się. Cały czas warczał, szczekał i szczerzył kły. Za moment nadeszła "dama" ze smyczą w dłoni, więc mówię: może by tak pani przywołała psa !? A ona: "nie wiem, czy mnie posłucha, bo to pies z interwencji".. Na to ja: 'powinien być na smyczy'!!  "Pan też" ! usłyszałem od... nie, nie  napiszę: pani, a tym bardziej kobiety. A określenie przychodzące mi do głowy nie pasuje, by je w tym miejscu zamieścić. Już kilkakrotnie na tym terenie spotkałem się z niemiłym zachowaniem "ludzi"  spacerujących z czworonogami. Kiedyś  na zwróconą uwagę /gdy pies skakał na mnie/ że powinien być w kagańcu i na smyczy usłyszałem od damulki: "pies musi się wybiegać"! Dlatego sobie myślę: to w takim razie park, czy wybieg dla psów?! Gwoli sprawiedliwości spotykam kilka Osób ze swoimi pupilami, którzy widząc mnie biegnącego; przywołują psy. Niektórzy nawet przytrzymują za obrożę. Zawsze Im bardzo dziękuję, że liczą się z moją obecnością. Sam też jak widzę Pana, którego pies trzymany za obrożę zawsze bardzo się szarpie mając możliwość zmiany kierunku omijam Go szerokim łukiem. Lecz przecież nie mogę przed każdym psem zawracać lub zmieniać trasę. Zastanawiam się czy takie odzywki usłyszałby policjant lub strażnik miejski ? Bo chyba nadal obowiązuje przepis, który mówi, że duże psy powinny być na smyczy i w kagańcu. Poza tym, czy psiarze i biegacze nie mogą  wzajemnie się szanować ? Dlaczego my biegacze  jesteśmy dyskryminowani ? i mamy mniejsze prawa niż zwierzaki? Przypuścimy, że wyskakuję w tymże parku za krzaków i wrzeszcząc ubliżam samotnie spacerującej niewieście. I co? Straż miejska i policja ściga mnie, żeby postawić przed sądem! Odwrotnie: panie co to za pies ? czyj ? a ma pan dowód, że to ten pies? a znikoma szkodliwość czynu, przecież pana nie ugryzł... itp itd. Na szczęście *po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój* Prócz środy; w tym tygodniu biegałem jeszcze w poniedziałek, czwartek i jak co tydzień dziś na Bialskiej. W sumie zrobiłem 47 kilometrów. Ponadto od sylwestra  •---/•/•••/-/•/--//--/---/•-•/•••/•/--// ;) Już dawno marzyło mi się *to* wyzwanie :) Jednak na serio "zapaliłem się" po serii tekstów i fotek autorstwa *Marysieńki* na forach biegowych i Nk.  Potem naczytałem się jeszcze o morsowaniu na morsy.pl i innych podobnych stronach. "Napakowany" teorią rzuciłem nieśmiało hasło w jednym z postów ;) Myśl tę podchwyciła Teresa i jeszcze bardziej mnie zmotywowała. Zafascynowani fotkami z zimowych kąpieli i ciekawymi relacjami Marysieńki powoli „dojrzewaliśmy” do podjęcia tego wyzwania. Oboje jesteśmy maratończykami; Teresa dodatkowo dużo czasu poświęca *rowerowaniu*. O Morsach słyszeliśmy od bardzo dawna. Ale wcześniej kąpiele w przerębli były dla nas czystą abstrakcją :)... Na debiut wybraliśmy sylwestrowe przedpołudnie ( symboliczna data ;) Najpierw był bieg na rozgrzewkę, a potem „inicjacja morsowa” - było fantastycznie :) Największym problemem okazało się wyrąbanie przerębla, ale to również robiłem pierwszy raz…Rewelacyjne pierwsze wrażenia sprawiły, że od razu zgodnie postanowiliśmy: „musimy to  powtórzyć„ !!! Biorąc przykład z Marysieńki  zachęcamy wszystkich do zaznania rozkoszy  w *lodowatej wodzie* ;)
*jestem morsem ;)


Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13