"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


niedziela, 26 lutego 2012

[322] Ostatnie podrygi...

Siedemdziesiąt sześć kilometrów w pięciu wyjściach to dorobek minionego tygodnia. Poniedziałek trochę szybszych przebieżek przeplatanych truchtem. Środa godzinka biegu plus dziesięć podbiegów. Czwartek trening na trasie BC:) pierwsze kółko spacerowo, drugie żwawiej, a trzecie szybko i wyszła piętnastka BNP;) Sobota stałe spotkanie na Bialskiej. Z racji udziału Zabieganych w pierwszej imprezie tegorocznego Grand Prix "dyżur" pełniliśmy tylko lu aż w składzie trzyosobowym;( Niby trochę wiało, lecz i tak pogoda była rewelacyjna:) W polach zapach wiosny chyba sprawił, że znowu mnie poniosło:) Biegło mi się wprost fantastycznie:) Pomyślałem nawet: 'mógłbym dziś zrobić maraton':) Jedyny minus to chlapa ciapa i mokre buty, ale to pikuś;( Nabiegałem dwadzieścia sześć kaemów i choć miałem ochotę na jeszcze trzeba było wracać. Dziś jak zwykle przed i po morowaniu rozgrzewka biegowa tyle, że za krótka;(
Do maratonu niecałe dwa miesiące, a połówki równo miesiąc i cieszę się, że powolutku, powolutku forma rośnie;)

Wiosna nadchodzi i wygląda, że to nasze ostatnie ostatnie podrygi w lodowej wannie:(

Lód co prawda jeszcze gruby;) ale jak utrzymają się dodatnie temperatury to za tydzień wanna zniknie. Niby wszyscy są za przedłużeniem sezonu przynajmniej do końca marca. Jednak z doświadczenia wiem, iż wraz ze wzrostem temperatury maleje liczba chętnych na pluskanie w coraz to cieplejszej wodzie he,he... Zimowa sceneria dodaje uroku lodowym kąpielom. Poza tym  im niższa temperatura powietrza tym łatwiejsze wejście do zimnej wody:) Ale zobaczymy... jak kiedyś powiedział jeden z Morsów nadbałtyckich: sezon trwa cały rok hi,hi...

niedziela, 19 lutego 2012

[321] Ostatki...

Ostatni weekend karnawału, czyli ostatki. W poprzednią niedzielę nie mogłem być na morsowaniu walentynkowym:( więc jak usłyszałem propozycję nocnego morsowania byłem za, a nawet przeciw hi,hi... Ktoś rzucił hasło ognisko:) Inny kiełbaski;) zaproponowałem chleb, Krzara smalec i machina ruszyła:) Kiedy ? W tygodniu nie wszystkim pasuje. Wiadomo obowiązki zawodowe, rodzinne itp. itd. Szybka decyzja: będą "nocne" zmorsowane ostatki! Tradycyjnie o czternastej Morsy robią wannę, a potem punkt osiemnasta wszyscy spotykają nad przeręblą. Dodatkowy plus wanna będzie gotowa na niedzielne cotygodniowe morsowanie. Tym sposobem dla wytrwałych dwa morsowania dzień po dniu:) A dla Tych co w sobotę nie mogą:( szansa na kąpiel niedzielną:) Wypaliło! Oj działo się! Madlen przygotowała oprawę artystyczną, Grzegorz fajerwerki i nie typowo jak dla nas w większości biegających... rozgrzewka na miejscu. Przyczyna prozaiczna:) W ciemnościach łatwo skręcić nogę na naszych wertepach.
Atmosfera była tak gorąca, że woda w naszej wannie parowała;) Niesamowity i niepowtarzalny klimat to oczywiście zasługa Foczek i Morsów oraz naszych wiernych Kibiców. Ale tego nie da się po prostu opisać:
 A teraz super film Morsa Dawida Mikuda  z dzisiejszego morsowania:)



Od trzech sezonów zimą równolegle z bieganiem jest w postach o morsowaniu;) Cóż... Morsowanie także uzależnia:) Jasne, że nie wszystkich:) Papierochów próbują prawie wszyscy, a tylko niektórzy wpadają sidła nałogu. W większości uczestnicy naszych zimowych kąpieli łapią bakcyla i twierdzą jak JaMayca: "już nie wyobrażam sobie zimy bez zimowych kąpieli." 
To teraz o zimowym bieganiu:) Chociaż mróz w odwrocie! 
Niby amerykański świstak przewidział jeszcze sześć tygodni zimy, ale ja na treningu spotkałem naszą wiewiórkę biegającą po śniegu i śmiem twierdzić, że "idzie wiosna ze wschodu" he,he...Najniższa temperatura na treningu w minionym tygodniu to -10 w poniedziałek i chyba dlatego pobiegałem szybciej;) Wtorek gimnastyka. Środa -4 spokojne bieganie i trochę "pod górkę" Czwartek klubowy trening na trasie biegu częstochowskiego z dokładką;) Piątek luzik:) Za to w sobotę na cotygodniowym spotkaniu z deka "upodliliśmy" się na bialskich polach;( Temperatura na plusie, lecz mokry, ciężki śnieg nie pozwalał rozwinąć skrzydeł;) Dziś "powtórka z rozrywki" czyli znowu pluskanie w zimnej wodzie:) Na rozgrzewkę trochę biegania i zgodna opinia: stacjonarnie idzie się rozgrzać, ale nie ma jak grzanie się w biegu! Podsumowując: 68 kilometrów w pięciu wyjściach.

niedziela, 12 lutego 2012

[320] nie do końca wg planu...

Sześćdziesiąt trzy kilometry  w czterech wyjściach:) W tym czwartek i sobota przy minus dziewiętnaście;) Więc wszystko byłby zgodnie z planem;) gdyby nie dzisiejsza absencja na walentynkowym morsowaniu:( 
 Niestety nie można mieć wszystkiego i czasem trzeba wybierać... Ale za tydzień będziemy w komplecie:) I jak wszystko "wypali" będą znowu atrakcje:) Bo padła propozycja nocnego morsowania przy pochodniach:)
Z dzisiejszych fotorelacji widać, że Foczki i Morsy stworzyły naprawdę gorącą atmosferę w lodowej przerębli;) W dodatku serducho się raduje, bo nie zapomnieli o mnie i duchem mogłem być z Nimi ! Dzięki Wam serdeczne:) :) Nie wiem, czy to zapowiedziane morsowanie walentynkowe ? czy piękna, słoneczna pogoda ? A może to i to ? Lecz dzisiaj w "wannie" walentynkowej było naprawdę tłoczno i padł kolejny bardzo wyśrubowany rekord frekwencji:) Zresztą te wszystkie uśmiechnięte twarze pewnie zachęcą jeszcze niejednego "Ciepłolubnego" do spróbowania co w tym jest takiego nadzwyczajnego?
Wracając do biegania. Dziś z tradycyjnym przed morsowym biegankiem tydzień zamknąłby się kilometrażem w granicach siedemdziesięciu. Trochę brakło, ale nie ma to znaczenia. Ważne, że pomimo utrzymujących się mrozów jest stały postęp:)
W poniedziałek przy minus siedemnaście jedenastka samotnie była trudniejsza niż czwartkowa piętnastka, albo sobotnie dwadzieścia cztery km w dobrym towarzystwie przy jeszcze niższej temperaturze. Tak czy tak zima nie jest taka zła hi,hi... Nawet jeśli czasem po treningu wygląda się jak lodowy sopel he,he....

niedziela, 5 lutego 2012

[319] zima miesza szyki...

Poniedziałek planowe jedenaście kilometrów przy temperaturze -15. Wtorek jak to mówi Bartek "wygnam śmiało swoje ciało" czyli gimnastyka. Środa wg planu trzynaście km w temperaturze -17. I to by było na tyle: "dobrze żarło i zdechło";) W czwartek na cotygodniowy trening po trasie biegu częstochowskiego zjawiła się tylko Monika i Zenek:( Temperatura -17 i godzina dwudziesta widocznie zniechęciła stałych bywalców;) Myślałem o trzech pętlach tj. piętnastce, lecz już po dwóch kółkach  zjechałem do "pit-stopu":( Po piątkowej labie w sobotę po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zawaliłem wyjście na sobotnie spotkanie biegowe w alei Brzozowej:( Brak porannego "ładowania akumulatorów" doskwierał mi  bardziej niż temperatura tego poranka -22! Po południu nie wytrzymałem i wyszedłem nadrobić zaległości:) Minus piętnaście i osiemnaście kilometrów spokojnego biegu przywróciło mi równowagę "psychofizyczną" ;) Mówi się o prawie serii ? i coś w tym jest. W sobotę odpadła Bialska, a dziś morsowanie:( Organizm tak przywykł do tej dawki antygrypowej, że w okolicach trzynastej kiedy co niedziela jesteśmy już po pluskaniu w przerębli pojawiły mi się jakieś dziwne objawy: drapanie w gardle, kichanie, pieczenie oczu... Do kolacji wszystko minęło i jest okey:) Śmieja się ze mnie, że niby normalne objawy uzależnionego po odstawieniu środka uzależniającego hi,hi... 
Co niektórzy z racji mrozów decydują się z racji mroźnego powietrza na treningi wewnątrz na bieżni mechanicznej, ale ja podobnie jak Hania "nienawidzę biegania na bieżni" :( Kiedy jestem ubrany odpowiednio do temperatury biegania bieganie przy kilkunastostopniowym mrozie nie jest żadnym wyzwaniem. Jedyne co mi przeszkadza w bieganiu przy tak niskich temperaturach to łzawienie oczu:( Może nawet to nie jest łzawienie ? Tylko szron osadza się na rzęsach, potem topnieje i wygląda na łzawienie? Nie marznie mi nos, ani policzka lecz najbardziej ... broda? Tak. tak smaruję twarz wazeliną albo maścią ochronną z wit. A;) Próbowałem zakładać na szyję bandankę i zaciągać trochę na brodę. Niestety przy większym mrozie skóra się poci i na materiale pojawia się lód przez co odczuwanie zimna się wzmaga. 
Zakładałem tygodniowy przebieg około siedemdziesięciu kilometrów;) Niestety zima pomieszała szyki i muszę się zadowolić pięćdziesięcioma dwoma:( w czterech wyjściach. No, ale wg Hani: "będzie lepiej" :) Najbardziej szkoda mi dzisiejszego pluskania w przerębli i trochę zazdrośnie czekam na fotki z południowego moczenia w lodowatej wodzie. Prognozy przepowiadają, że zima nie myśli odpuszczać:) A słynny świstak podobno zobaczył swój cień co gwarantuje jeszcze przynajmniej sześć tygodni zimy:)
W przyszłą niedzielę morsowanie walentynkowe;) "wyposzczony" pewnie będę "gryzł lód" he,he... A na razie od jutra bieganie. Nie zakładam nic jak poprzednio coby nie zapeszyć;)

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13