"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


niedziela, 31 grudnia 2006

[62] Pożegnanie roku 2006...

Po świątecznym bieganiu załapałem katar. Podobno leczony trwa 7 dni, a nieleczony tydzień, więc prawdopodobnie powitamy razem nowy rok. Pociągający jestem /ma się rozumieć nosem/. No, ale jak się biega w towarzystwie tak ładnej dziewczyny jak Kasia to krew wrze, a tu mrozik i w zatokach odwilż się robi. "Katar jednak to za mało, żeby mnie to załamało”. Więc po świętach, co by sadełko się nie zawiązało bieganko. Środa siedemdziesiąt minut, czwartek gimnastyka siłowa, piątek godzinka i dzisiaj wspólnie z Jaq_iem podobnie. Coraz bardziej zaczyna mi się podobać bieganie w towarzystwie. Do tej pory krążyłem jak stary samotny wilk i jakoś sobie nie krzywdziłem, nawet zdążyłem się już do tego  przyzwyczaić. Tak bieganie w towarzystwie to jest  to, jednak obowiązki domowe, praca i inne niespodziewane sytuacje utrudniają zgranie się. Dodatkowo czasem dochodzi jeszcze dojazd, jak np. w przypadku naszego świątecznego biegania w sokolich górach i na dłuższą metę jest problem. Solo to zawsze jakąś godzinkę się wygospodaruje, a jak jeszcze można biegać w pobliżu miejsca zamieszkania to chwila i heja ! Dzisiaj odwilż, ale miejscami ślisko niesamowicie. Pierwszy raz tej zimy o mało nie "wyrżnąłem orła" w dzień, na szczęście zatrzepotałem rękami w powietrzu jak nieopierzony ptak i udało się !! Poprzedniej zimy w asicsach czułem się bardzo pewnie co prawda kilka razy zaliczyłem "glebę" ale "pady były kontrolowane" Teraz moje NB to jak "figurówki" - można kręcić piruety niczym na łyżwach. Jutro sylwester koniec roku i jak wcześniej ustaliłem wolne od treningu. Chyba, że wielobój; "podnoszenie ciężarów, cztery razy 100 i slalom gigant"  Następne bieganie za rok.... czyli 1 stycznia na powitanie Nowego 2007 Roku. Podsumowując stary rok nie był taki zły, zaliczyłem siedem startów w tym półmaraton. gdyby nie kontuzja w lipcu może byłby jeszcze maraton. Ale co się odwlecze to nie uciecze i jak mówi przysłowie " nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło" Marzenie postaram się zrealizować w Nowym Roku, pewnie będę lepiej przygotowany. w myśl powiedzenia " więcej potu na ćwiczeniach mniej krwi w boju" Jeszcze podsumowanie w dzienniczku biegowym i "otwiera się nowa czysta kartka w kalendarzu.....aha no i na licznik wchodzi ósemka /48/ Wszystkim odwiedzającym mojego bloga życzę szczęślwego Nowego 2007 Roku zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i wszelkiej pomyślności z tradycyjnym Do Siego Roku.

środa, 27 grudnia 2006

[61] Święta, święta po.....

Nie ma to jak od rana zacząć dobrze dzień...bieganiem. Jeszcze przed świętami umówiliśmy się z Cewunetą i Jaqiem na świąteczne bieganie w sokolich górach.Więc dziś zgodnie z umowa 7:15 wyjazd. Jak przedstawiłem rodzince zamiary to popatrzyli na mnie jakbym zamierzał przenieść  święta wielkanocne na grudzień. Co prawda jak po przebudzeniu spojrzałem na termometr (-5) to trochę ciarki mi po krzyżu przeszły. Do tej pory aura nas rozpieszczała i najniższe temperatury oscylowały w okolicy zera. Na miejscu szybka rozgrzewka i w .....las. Świeże pachnące powietrze to jest to!. Nie to samo co bieganie w mieście, nawet jeżeli wybiera się parki, czy miejsca oddalone od ruchu ulicznego. Prawie godzinkę truchtaliśmy leśnymi ścieżkami, a pod nogami szeleściły liście sztywne od mrozu. Pogadaliśmy, połamaliśmy się opłatkiem / Jaq pomyślał nawet o tym/. Zjedliśmy przygotowane przez Kasię  w ramach eksperymentu słodkie, pyszne kulki (palce lizać) i trzeba było wracać do "świątecznych obowiązków" Przed dziesiątą zameldowałem się w domu i jak obiecałem mojej lepszej połowie na jedenastą zdążyliśmy na Msze Świętą. Poranne bieganie nastroiło mnie tak pozytywnie, że cały dzień podśpiewuję sobie; " od rana mam dobry humor......" Ostatnie dwa dni to post od biegania. Uroczysta wieczerza wigilijna jak zwykle u nas i w pierwszy dzień świat rodzinny obiad też, więc przy większej liczbie ludzi roboty co niemiara. Dlatego nie miałem sumienia i zostawić MLP /mojej lepszej połowy/ z tym wszystkim na głowie i nawet buty biegowe schowałem głęboko do szafy, aby się nie drażnić. W tygodniu poprzedzającym święta biegałem w sumie 260 minut, jeżeli podzielić to na pięć treningów to wychodzi po około pięćdziesiąt minut. Niby nieźle, ale w praktyce nie wyglądało to tak wesoło. Ponieważ przygotowania leciały pełną parą; czasami wyskakiwałem choćby na godzinkę lekcyjną miedzy np. myciem okien, a szorowaniem podłóg. MLP kwitowała to słowami: jak Ci się chce jeszcze latać ? Ale takie oderwanie się od monotonii pucowania wszystkiego na błysk jest po prostu niezbędne żeby..... nie zwariować. Dzisiaj pełen luzik odpoczynek i zasłużony relaks. Aha, zapomniał bym o mojej ostatniej przygodzie; wracam z treningu lekko zdyszany, przed klatką spotykam sąsiadkę z córką. Dziewczyna "zerówkowicz" zmierzyła mnie w stroju biegowy od stóp do głów. Idziemy na drugie piętro rozmawiamy żartujemy, a mała w pewnym momencie z pełną powagą do mnie:- " a gdzie pan tak się spieszy!!!!!!!!!!!"

poniedziałek, 18 grudnia 2006

[60] Coraz bliżej święta...

Witam w tym trudnym dla biegaczy czasie. Teraz, kiedy przygotowania do świat idą całą parą, żeby nie powiedzieć sięgnęły zenitu trudno znaleźć czas na bieganie. W ubiegłym tygodniu po raz pierwszy w sezonie 2006/2007 pohasałem sobie pięć razy w tygodniu: poniedziałek 70` wtorek 40`środa 60` czwartek wolne/gimnastyka piątek 50` i sobota 80` Piszę w minutach, a nie kilometrach, bo było to łagodne bieeeegaaanieeee. Najbardziej lubię długie spokojne wybiegania, kiedy wyrównuje się oddech, krok i wydaje się, że można by biec, biec, biec i biec….W nadchodzącym tygodniu gorączka przed świąteczna jeszcze wzrośnie ostatnie zakupy, porządki; później przygotowywanie świątecznych smakołyków. Ach, te pierogi, barszczyk z uszkami, karpik, zupa grzybowa,śledziki, no a kluseczki z makiem…..”niebo w gębie” Ale na przygotowanie takich specjałów trzeba czasu , więc chyba jak złodziej będę musiał wykraść tę godzinkę dla przyjemności czyt. biegania. Tak czy inaczej nawet gdyby przyszło wstać godzinkę wcześniej lub położyć się później muszę się przewietrzyć. Na całe szczęście mój „szef kuchni” jest bardzo wyrozumiały i wie jak ważne jest dla mnie bieganie. Zwłaszcza, że po bieganiu mam świetny humor i zapał do roboty,że hej. Z drugiej strony muszę przyznać; lubię z moja lepszą połowa działać wkuchni. Kucharzenie mi się podoba i lubię to prawie jak bieganie. Święta to dla biegacza również swojego rodzaju test na odporność i sprawdzian silnej woli. No,bo tak: tego się spróbuje tamtego uszczknie i wcale nie trzeba się przejadać a na drugi dzień biegnie się ciężżżżkkkkoooo, oj ciężko. W święta tak jak w poprzednie na pewno też gdzieś na chwilkę wskoczę w buty biegowe, bo nie wyobrażam sobie, co by spędzić całe święta za stołem. Kolejna relacja już pewnie po świętach, więc do wszystkich odwiedzających mój blog kieruje powyższe życzenia. Pozdrawiam.

wtorek, 12 grudnia 2006

[59] Ale sobie pobrykałem..

Dzisiaj od rana gonitwa,nawet za bardzo nie było kiedy pomyśleć o bieganiu. No nie, parę razy w ciągu dnia zapaliła mi się w głowie lampka „bieganie” ale trzeba było stanowczo powiedzieć: - później. Na dodatek pogoda dziś barowa ciągle coś siąpi z nieba,wieje i w ogóle jakoś smętnie. Po południu jak się troszkę wyluzowało zaraz zaczęły mnie pięty palić i natrętną myśl świdrować w mózgu; bieganko! Przed osiemnastą nie wytrzymałem raz dwa trzy w ciuchy biegowe, buty na nogi i na dwór. Ponieważ na moich stałych trasach, w czasie opadów jest dość grząsko, a dodatku brakuje oświetlenia postanowiłem wybrać się do parku. Ostatnio biegałem raczej wolno i swobodnie. Dzisiaj jakoś się rozbiegałem; no bo z górki i pod górkę…nawet deszcz przestał padać więc i kilkakrotne wdepnięcie w kałuże nie mogło zmącić tak radosnego latania. Pobrykałem  sobie po parku godzinkę lekcyjną i w świetnym  humorze wróciłem do domu. W ubiegłym tygodniu już „normalnie” (jak przed roztrenowaniem) biegałem cztery razy. Co prawda na razie było to 3 x 45 i 1 x 60 minut, ale chociaż nogi się rwą nie chciałbym przedobrzyć i nie daj Bóg złapać jakiejś kontuzji.Wczoraj pobiegałem 70 minut wolniutko, więc myślę, że dzisiaj takie żwawsze latanie trochę  wprowadzi orzeźwienia co by jak to mówią się nie zamulić ?…..Jutro też trzeba będzie dobrze rozplanować rozkład dnia, bo w planie jeszcze dodatkowo wizyta u dentysty i oczywiście b i e g a n i e……..

niedziela, 3 grudnia 2006

[58] Wracam ....

Wracam nareszcie do systematycznego treningu. Czterotygodniowe roztrenowanie zakończone czas na zimowe ładowanie akumulatorów, czyli wybiegania. W minionym tygodniu na razie tylko cztery półgodzinne lekkie i swobodne bieganka, żeby powoli się rozkręcić. Narzekałem kiedyś na ludzi z psami, a tu ostatnio zostałem mile zaskoczony. Biegnę sobie swoją trasą i z daleka widzę gościa z psem (Wojtek Staszewski na swoim forum polskabiega.pl określa te rasy mianem konia). No więc idzie gościu z "koniem" oczywiście bez kagańca i smyczy, ale jak tylko zobaczył, że nadbiegam przywołał zwierzaka i przypiął mu smycz. Gdzieś po dwudziestu minutach, kiedy już wracałem spotkaliśmy się ponownie i ta sama "procedura" Za każdym razem głośno i wyraźnie Mu podziękowałem, oraz wpisałem GO na listę  "przyjaciół biegaczy".  Niestety na razie większość wpisów zawiera "czarna lista" Swoją drogą w czasie moich biegów poznałem sporo "ludzi z trasy" Jedni spacerują z psami inni samotnie, z niektórymi wymieniamy tyko dzień dobry, inni pytają ile dzisiaj kilometrów? Jeszcze inni podziwiają... "podziwiam, że chce się panu tak stale biegać" Pewnie, że zdarzają się też docinki i jakieś głupawe komentarze. Kiedyś paniusia z psem zamiast go przywołać jak opisywany powyżej Facet, rzuciła mi złośliwie patrząc jak jej zwierz zmierza w moja stronę: "a może chce pan szybciej polecieć !" Na koniec kamyczek z własnego ogródka. Dziś ubieram się i mówię idę się "przewietrzyć" /czytaj pobiegać/ na to moja najmilsza: co to idziesz latać? więc odpowiadam: no skończyłem roztrenowanie i pora na normalne treningi!  a na to  moja lepsza połowa  /na szczęście z nutą podziwu w głosie/: "i  znowu będziesz jak wariat  codziennie  latał"



Tomku,bardzo podoba mi się Twój blog. Widzę, że lubisz ...

... biegać i pisać. Bieganie jest moją największą pasją, która zaczęła się osiem lat temu. Od tego czasu razem z meżem tak sobie biegamy to tu to tam, jest fajnie. Nie ...

~Grażyna W. 2006-12-05 20:21
Dziękuję Grazynko za ten miły komentarz. Każdy taki wpis ...

... to jakby środek dopingujący do dalszego pisania, a żeby było o czym pisać więc także do biegania. Marzył mi się start w maratonie już w tym roku, ale trochę ...

~tete 2006-12-05 21:43
Witam ponownie, Tomku, z tym maratonem to właściwie sprawa ...

... indywidualna. Wiem, że nie ma się czym chwalić, bo to z pewnością błąd, ale ja tak naprawdę nigdy specjalnie nie trenowałam przed maratonem. Trochę treningów, ...

~Grażyna W. 2006-12-08 18:37
Witam Grażynko i dziękuję, że ponownie tutaj zajrzałaś. ...

... Cieszę się tym bardziej, bo każda rada bardziej doświadczonej biegaczki jest dla mnie bardzo cenna. Dwadzieścia maratonów mówi samo za siebie podziwiam Cię i ...

~tete 2006-12-09 20:50

poniedziałek, 27 listopada 2006

[57] Cd. laby...

W tym tygodniu nadal roztrenowanie i regeneracja. W poniedziałek, czwartek i dzisiaj 30 minutowe kręcenie na rowerku stacjonarnym. We wtorek i piątek półgodzinne leciutkie bieganko, a środa i sobota totalna laba. Zaczynam jednak już tęsknić za długimi wybieganiami czyli głód biegania powoli daje się we znaki.
Najdziwniejsze to jakieś pojawiające się bóle stawowe; Jak biegałem to nic mi nie dokuczało, więc dochodzę do wniosku, że przerwa w bieganiu nie zawsze wychodzi na zdrowie. W nadchodzącym tygodniu zaplanowałem już trzy razy swobodne bieganie coby nie zardzewieć, bo trzeba będzie powoli wracać do normalnych treningów. Dzień bez biegania to jak?........

niedziela, 19 listopada 2006

[56] Leniuchowanie..

Pierwszy tydzień roztrenowania,czyli totalnego lenistwa za mną. W poniedziałek miałem  iść do lekarza, ale trochę mi  gardziołko odpuściło; to w zamian zafundowałem sobie trzydzieści minut na rowerku stacjonarnym. We wtorek aby stawy nie "zardzewiały" półgodzinki sobie potruchtałem. W środę znowu zaczęło coś mnie skrobać w gardle, więc podjąłem decyzję ostateczną i nieodwołalną: w czwartek marsz do przychodni. Jak postanowiłem tak zrobiłem rano do lekarza i niestety zawód; "pan doktor dziś przyjmuje od jedenastej". No, więc nawrót i żeby czas oczekiwania się nie dłużył na rowerek. Przepedałowałem tak jak w poniedziałek ze dwa kwadransy i znowu po poradę. W przychodni ludzi nawet nie za wiele, ale pan doktor zamiast o 11 tej przyszedł wpół do dwunastej. Nie lubię tam chodzić; wkurza mnie gdy kolejka nie za wielka, ale zaraz znajdują się cwaniaki; Jeden tylko po skierowanie, drugi nie ma czasu i tylko ma podać badania, i oczywiście przedstawiciel farmaceutyczny który musi pilnie:"porozmawiać z doktorem w państwa sprawie" jak to określił. I każdy ma super ważne powody, aby się wepchnąć poza kolejnością. Nie jestem po medycynie, ale na mój gust to katar poszedł w zatoki i trzeba byłoby  wykurzyć go antybiotykiem. Doktorek potwierdził moje rozpoznanie dał antybiotyk i bioparox. Medykiem nie jestem chociaż jak powiada mój kolega każdy facet to jakby "ginekolog chałpnik". Leki biorę temperatury jednak nie mam więc wczoraj myślę sobie nie ma co trzeba znowu trochę leciutko pobiegać bo jak stawy zesztywnieją to potem będzie trudno je rozruszać. Oczywiście zaraz trafiła mi się przygoda z psiarczykiem! Biegam po takim lasku gdzie często ludzie spacerują z pieskami. Mądrzy własciciele psów jak widzą, że nadbiegam przywołują pupila i na chwilkę go przytrzymują za co każdorazowo Im dziękuje. Tym razem widząc co psipan wcale nie reaguje przechodzę do marszu. Na to gościu on nie gryzie niech pan biegnie; patrzę, ma kaganiec no to biegnę. A głupie bydle zaczyna biegać wokół mnie tuż pod nogami tak że nie idzie biec, mało tego; jak zwalniam, by się nie przewrócić to ten mnie brudnym pyskiem!!!! bęc!!! A pan psiarczyk? zadowolony uśmiechnięty: "on chce się bawić będzie panu towarzyszył cha cha.. " Więc ja mu, że chcę biegać, a nie bawić się z jego kundlem, choć prawdę mówiąc to najchętniej kopnął bym go w tyłek! przyjemniaczka. To  jeden tych; co to kiedyś też mi powiedział: "pies musi się wybiegać"! Ten gatunek uważa swojego pieska za ważniejszego niż inni ludzie. Naprawdę świat schodzi na psy. Dziś i juto w dalszym ciągu labowanie. Ponieważ brak treningów to więcej czasu do zagospodarowania mogę zatem poświęcić się mojemu drugiemu hobby ( kulinarnemu); wczoraj więc zrobiłem chlebek razowy na zakwasie, a dzisiaj pierogi z kapustą. I tym miłym akcentem kończę dzisiejsza relacje.

niedziela, 12 listopada 2006

[55] Nie tak to miało być...

Trochę zakończenie sezonu mi nie wyszło. Jak zwykle plany planami, a życie swoje. Chciałem zakończyć sezon mocniejszym akcentem ( 5.11),a tu nici z tego. Po wizytach  pierwszolistopadowych  na cmentarzach trochę mnie przewiało. I już w sobotę zaczęło mnie drzeć po kościach, a w niedzielę całkiem się rozłożyłem. Temperatura 39o dreszcze, bóle mięśni i stawów, ogólne rozbicie i jak to określa Wojtek Staszewski w swoim blogu  (polskabiega.pl) „kaktus w gardle” Przeleżałem całą niedzielę, na noc zrobiłem smarowanie rozgrzewającym bengayem i myślałem, że jakoś minie czyli „samo przyszło samo wyjdzie” Poniedziałek i wtorek zrobiłem sobie labowanie, a że w środę było OK to 30 minut sobie potruchtałem. Zaczynam okres roztrenowania, jednak wyczytałem  w ostatnim „Bieganiu” żeby w tym okresie całkiem nie rezygnować z biegania, bo potem mogą wystąpić kłopoty ze stawami. Postanowiłem więc dwa razy w tygodniu dla dobrego samopoczucia leciutko pobiegać.  Wszystko fajnie tyle tylko, że wcale po tych 30 minutach nie chce mi się wracać do domu. Myślę jednak, że regeneracja jest potrzebna więc, teraz będą długie spacery, basen, jazda na rowerku stacjonarnym itd. W czwartek latanie po stolicy, a że wiało okrutnie to też mi dało trochę popalić. W piątek niby w porządku, ale w tym gardle czuję drapanie, więc zacząłem coś brać. Dziś święto  wolne, a mnie od rana pięty palą, no i nie wytrzymałem; w samo południe uczciłem Święto Niepodległości  biegiem na sześć kilometrów. Chyba jednak coś we mnie jeszcze siedzi?, bo chociaż starałem się biec łagodnie i wolno to pulsometr wciąż mi pikał, że przekraczam granice tętna. Najciekawsze to to, że po bieganiu przestałem czuć kaktusa w gardle!!!!. Teraz jednak znowu mnie kłuje, więc w poniedziałek będzie trzeba się wybrać do przychodni. Jak ja nie nie cierpię chodzić do lekarza brrrrr. Normalnie, aż mnie trzęsie……

sobota, 4 listopada 2006

[54] Powitanie zimy...

Wczoraj przyszła zima. Nie powiem żebym był z tego powodu bardzo szczęśliwy ponieważ z natury jestem ciepłolubny. No ale cóż jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Wczorajszej nocy spadł śnieg i leży do tej pory, temperatura oscyluje w okolicy zera z tendencją spadkową. Przez cały czwartek ciągle coś się działo i nie miałem jak sprawdzić czy nie zapomniałem biegać po śliskim. Dopiero wieczorkiem ciuchy biegowe na siebie, buty na nogi i….. a najbliżsi patrząc wymownie na siebie; do mnie - co ty ? teraz, przecież wieje, ciemno, ślisko, chce ci się ? Ale ja już nie słuchałem i jak na skrzydłach pomknąłem na „swój stadion” A swoją drogą powinni  się przyzwyczaić, a nawet trochę mnie już rozumieć. Na początku jak zawiało to fakt wiatr jakby przeszył mnie na wylot, ale po chwili jak się rozgrzałem chłodu w ogóle nie czułem. Oczywiście zaliczyłem na powitanie „glebę” z tym, że pad był na tyle kontrolowany że od razu się pozbierałem. Dobrze, że żona tego nie widziała bo zaraz docinałaby mi, że już wiatr mnie przewraca; ostatnio wyzywa mnie od chudzielca!!!! Przez godzinkę lekcyjną zrobiłem trochę okrążeń, chociaż z każdą minutą pod nogami coraz bardziej chrzęścił śnieg i grunt jakby uciekał. Oj fantastyczna sprawa; wieczór, ciemno, księżyc i gwiazdy na niebie, cisza i ten chrobot pod butami. Bieganie w takiej atmosferze wprawiło mnie w tak świetny humor, że kiedy wróciłem w pielesze domownicy  spoglądali na mnie bardzo podejrzliwie. //Gdybym umiał czytać w myślach; to pewnie w „dymkach” nad Ich głowami byłoby-  "był gdzieś na piwku, a to bieganie to tylko pretekst do wyjścia z domu !"// ha ha ha haaaaa….......No cóż niestety nie znają tej radochy jakie daje nawet zimą  -
B I E G A N I E !!!!!!

poniedziałek, 23 października 2006

[53] CałaPolska biega...

 Niestety moje miasto nie wzięło udziału w tej akcji. Nikt nie podjął wyzwania i żeby uczestniczyć w tym ogólnopolskim zrywie, trzeba było wybrać się do innej miejscowości. A to wiąże się  z dodatkowymi komplikacjami Początkowo myślałem, że w tym dniu zrobię sobie swój indywidualny bieg i w ten sposób przyłączę się do tak fajnego przedsięwzięcia. Ale prawie w ostatniej chwili szukając jeszcze jakiegoś biegu znalazłem na miejscowym forum ogłoszenie o biegu w Konopiskach. Ponieważ miejscowość ta leży dość blisko ( ok. 20 min. pekaesem) zdecydowałem się właśnie tam wybrać. Do decyzji zachęciła mnie też prawdę mówiąc godzina startu tj. piętnasta. Inne biegi zaczynały się jedenasta, trzynasta itp. W tym przypadku udało się pogodzić moje bieganie z racjami pozostałych członków rodziny. Rodzinny obiad w samo południe potem chwila oddechu i w plener. Pogoda dopisała jak na zamówienie więc wszyscy chętnie zgodzili się spędzić popołudnie na łonie natury. Na miejscu po zarejestrowaniu i pobraniu numeru startowego zdążyliśmy się jeszcze trochę "rozejrzeć" po okolicy. Kilka minut po piętnastej  wójt - pan Jerzy Socha dokonał otwarcia biegu i .... sam udał się na linie startu. W biegu uczestniczyły dzieci szkoły podstawowej, gimnazjaliści i starsza młodzież, a także rodzice z małymi dziećmi oraz dojrzali miłośnicy biegania czterdziesto i pięćdziesięcioletni. Trasa biegu nie była zbyt trudna, chociaż dla regularnie biegających może trochę za krótka. Po zawodach pan wójt zaprosił zawodników, kibiców i sympatyków na kubek żurku. Na zakończenie nagrodzono piątkę najszybszych biegaczy, najliczniejsze rodziny, najmłodszych i najstarszych uczestników oraz najliczniej reprezentowane szkoły. Przedstawicielka organizatorów wyjaśniła, że to pierwszy taki bieg  organizowany przez gminie, lecz jednocześnie zapowiedziała kontynuowanie takich imprez w następnych latach. Ogólnie sympatyczna impreza, więc należą się organizatorom słowa podziękowania i życzenia powodzenia na przyszłość. Brawooooooo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

czwartek, 19 października 2006

[52] Dla Papieża...

Tym razem wybrałem się na bieganie w towarzystwie małych biegaczy. Małych i bardzo młodych, ale niezwykle ambitnych. Organizatorzy wyznaczyli odpowiednie dystanse / od 300m do 1870m/ w zależności od wieku biegających. Najpierw startowały dzieci ze szkół podstawowych potem gimnazjalnych i na końcu w biegu otwartym wszyscy chętni. Bieg zorganizowano  w ramach tradycyjnych Dni Papieskich obchodzonych już po raz szósty.W informacjach zapowiadano, że bieg jest wyrazem hołdu dla naszego drogiego papieża Jana Pawła II i że najważniejszy jest sam udział niż osiągnięty wynik. Niestety wydaje mi się /i nie tylko mnie/ że organizatorzy trochę zawiedli. Po zakończeniu biegów prezydent i vice prezydent miasta na podium uhonorowali po trzech najlepszych biegaczy z każdej kategorii tak jakby to były zawody profesjonalistów. Wg doniesień prasowych w biegu uczestniczyło ok. 1,5 tyś. biegających w przeważającej większości dzieci i młodzieży. Ponieważ bieg miał miejsce w poniedziałkowe przedpołudnie (10:00) przedstawicieli "młodzieży" tej wcześniej urodzonej można było policzyć chyba na palcach jednej ręki. W prawie większości biegów dla dorosłych, kończący bieg otrzymują medale za udział i podjęcie sportowego wyzwania co zachęca do podejmowania rywalizacji w przyszłości. Tutaj  stający na "pudle" otrzymali puchary i upominki ale o pozostałych zapomniano, a przecież startowali nie tylko zapaleni biegacze, ale nastolatki które chciały zamanifestować przywiązanie do Kochanego Ich Ojca Świętego. Myślę, że najlepszych należy bezwzglednie wyróżnić, ale pozostałym podarować jeśli nie pamiątkowe medale to jakieś np znaczki lub plakietki. Taka forma  byłaby cenną pamiątką, której mogliby pozazdrościć wszyscy którym nie chciało się przyjść tego dnia na błonia. Sama idea organizowania takiego szczególnego biegu jest niezwykle cenna. Zwłaszcza, że Jan Paweł II bardzo lubił sport, ale jeszcze bardziej dzieci i chyba zasmuciłyby GO zawiedzione twarze miluśińskich, których potraktowano jak statystów.
W niedziele 22-go w ramach akcji Gazety Wyborczej TVP i RMF "cała Polska biega" mają się w całym kraju odbyć biegi jesienne, niestety nasze miasto chyba nic nie zorganizuję więc zastanawiam się ...........

środa, 11 października 2006

[51] Brawo Komandosi...

Jubileuszowy X Bieg o nóż komandosa, przeszedł do historii. Jeśli wierzyć organizatorom, że ostatni to wielka szkoda. Naprawdę fajna impreza, ciekawa trasa (zwłaszcza piaskowa górka), świetne koszulki. Cieszę się, że mogłem tam być, i żałuję tych dziewięciu biegów na których mnie nie było.
Tym razem na sobotnie zawody wyjechałem już w piątek, w ośrodku Posmyk Ustronie zmówiłem domek i zameldowałem się tam z moim "fanclubem" w samo południe. Do Lublińca dojechaliśmy pociągiem i tu okazało się, że połączeń autobusowych jest jak na lekarstwo. Dlatego drugą część trasy do Kokotka pokonaliśmy okazją. Popołudnie piątkowe minęło na spacerach po lesie i totalnej labie, w międzyczasie oczywiście pobrałem numer startowy  i przestudiowałem trasę biegu. W sobotę śniadanko rozgrzewka i o 11tej START. Wcześniej 10:30 dopingowaliśmy na starcie kobiety które biegły na dystansie 6 km. Tym razem biegło mi się fantastycznie, zwłaszcza na leśnych górkach i pagórkach. W ogóle kapitalna była atmosfera "w peletonie", a Jaq ze swoimi okrzykami "dalekooo jeszczeee"... tak nas rozbawił, że nawet brak wody na ostatnim punkcie potraktowaliśmy z poczuciem humoru. Finisz także pod górę pokonałem z takim zapasem sił, że pożałowałem iż wcześniej nie dałem trochę więcej z siebie na trasie. Na mecie medal, koszulka, napój izo, grochówka i piwko, potem prysznic i  zakończenie zawodów / wręczenie nagród ( super noży) dyplomów etc.etc. Wieczorem "świętowanie" udanej imprezy i dobra zabawa w gronie mojego "fanclubu" W niedziele po mszy św. w miejscowym kościele niestety przyszło się zbierać do domu i chociaż z Kokotka do Lublińca musieliśmy maszerować z plecakami na grzbiecie (śmialiśmy się że  trenujemy przed następnym "katorżnikiem" to dobry humor nas nie opuszczał. Swoją drogą to dziwne -Kokotek w niedziele nie ma żadnego połączenia z Lublińcem!!!! Dobra pogoda, świetna impreza, czy można sobie wyobrazić lepszy weekendowy wypoczynek z rodzinką na łonie natury?


Witaj Tomaszu! ja miałam dziś fatalny dzień. Stres jeszcze ...

... mnie nie opuścił. Dobrze, ze odwiedziłam Ciebie. Tu jak zawsze pełno radości i pozytywnej energii. Oczywiscie gratuluję. Muszę Ci pochwlić sie osiągnięciami ...

~Isia 2006-10-11 18:41

piątek, 29 września 2006

[50] Żytno mój debiut...

Debiut w półmaratonie mam za sobą! Impreza w Żytnie była pierwsza klasa. Przyznaję się "bez bicia", że miałem lekką tremę. Z Żytna autobusami przewieziono nas na miejsce startu i o godzinie 15 wszyscy ruszyli! "Ściganci" poszli od razu ostro, a za nimi reszta biegaczy. Wystartowałem z Kolegą Żywcem, który dopiero co zaliczył maraton warszawski i postanowił tu się "roztruchtać" zaczęliśmy spokojnie i zaraz na pierwszych kilometrach minęliśmy trochę osób, które zaczęły zbyt ambitnie. Do półmetka biegło mi się rewelacyjnie. Po "dziesiątce" widząc, że mój kolega nabiera tempa poprosiłem, aby biegł swoim tempem i nie oglądał się na mnie. Od tej chwili biegłem już samotnie aż do mety. W tym miejscu muszę dodać, że wzdłuż całej trasy kibicowali nam mieszkańcy okolicznych wiosek. Byłem zaskoczony bardzo sympatycznym przyjęciem i dopingiem. Ponadto przy wielu domach pojawiły się dodatkowe punkty z piciem, a cieplutko było, że hej....Po dwunastym kilometrze przyszło zmierzyć się z dość długim podbiegiem, ale udało mi się pokonać w miarę równym tempem. Niestety, po piętnastce tuż za punktem z wodą dopadł mnie "mały głód" okazało się, że na samej wodzie to brakuje mi po prostu paliwa. Dużo bym dal wtedy za napój lub baton energetyzujący, kawałek czekolady czy banana. No ale cóż debiutanckie, frycowe, ponoć zawsze się płaci. Tu wychodzi brak doświadczenia, chociaż prawdę mówiąc chodziło mi po głowie przed startem żeby zabrać coś w kieszonkę. Tak czy inaczej przez około dwa kilometry zmagałem się z lekkim kryzysem. Na całe szczęście były owe dodatkowe punkty z piciem przygotowane przez mieszkańców więc dzięki nim dotarłem do 20 kilometra. Gdy na asfalcie zobaczyłem napis 20km to dostałem wiatru w żagle, a na stadionie witający kibice pod wodzą spikera; naprawdę przeżycie niesamowite. Później medal, dyplom smaczna grochówka, pyszne ciasta, kawa i herbata; naprawdę trudno to opisać trzeba to przeżyć.....Przed biegiem kolega pytał mnie jaki planuję czas? Powiedziałem, że jeżeli zmieszczę się w dwóch godzinach to będzie super. Na liście wyników okazało się, że potrzebowałem 2 godzin i 6 minut w stosunku do zwycięzcy Kenijczyka Paula Negitch (1:09:07) to kosmos, ale i tak cieszę się niesamowicie. Kompletne wyniki można znaleźć na stronie gminy Żytno: www.zytno.pl


Witaj Tomaszu! od razu  przyznaję się, ze czytałam dużo ...

... wczesniej Twoją relację... dzis czytałam jeszcze raz i normalnie Ci zazdroszczę tych przeżyć. Zapewne przeżycie takiego osiąnięcia w samotności, gdy sam biegasz ...

isia35@buziaczek...2006-10-03 12:34

niedziela, 10 września 2006

[49] Cel Żytno-Pólmaraton...

Najbliższy cel... za dwa tygodnie półmaraton w Żytnie. Dziś 110 minut OWB1 /po raz pierwszy z pulsometrem/. Do tej pory biegałem na "czuja" czyli obserwowałem zachowanie organizmu. Po dzisiejszym treningu widzę, że jest to najlepsza metoda. Biegnąc OWB1 swoim tempem mieściłem się w przedziale pierwszego zakresu, a gdy przyspieszałem to wnioskowałem po oddechu  co by zwolnić. Wczoraj zmieniłem też buty z asicsów "przesiadłem się" na NB 834, / miały już za duży przebieg (starały się "pięty") a i amortyzacja wyraźnie siadła/. Zmiana przeszła niezauważalnie i bez problemów, nawet podczas dzisiejszego wybiegania - żadnych obtarć itp. symptomów nowego obuwia. Jutro niedziela odpoczynek, a od poniedziałku spokojne przygotowanie do "połówki" Dlatego prawdopodobnie kolejny post już po... zawodach. Z góry dziękuję za wsparcie i trzymanie kciuków, tym bardziej, że będzie to mój debiut na tym dystansie. Pozdrawiam.....


Witaj Tomaszu! Ale z Ciebie twardziel. Tylko podziwiać. ...

... Moją córkę dosrzegła w-fistka. Mała wzieła sobie do serca jej słowa i zalecenia. Teraz wieczorem chodzi biegać pod okiem prywatnego trenera... hihihihi.... męża. ...

isia35@buziaczek...2006-09-13 22:07
Młodzi biegacze z www.runner.blog.onet.pl pozdrawiają.



kubus400m@op.pl 2006-09-14 00:21
Życzymy powodzenia!!! My swój cel osiągneliśmy. Debiut w ...

... maratonie zakonczony pełnym sukcesem. www.runner.blog.onet.pl zapraszam do obejrzenia filmu. Pozdrawienia z Elbląga

~kubus400m 2006-09-21 23:34
Witaj Tomaszu! juz nie moge się doczekac relacji i wrażeń ...

... z dzisiejszeo dnia.

isia35@buziaczek...2006-09-24 20:15

poniedziałek, 4 września 2006

[48] Zmiana planów...

Tydzień minął jak z bicza strzelił. Wczoraj wycieczka biegowa 90 minut, więc dzisiaj odpoczynek. Planowałem 1 października zaliczyć półmaraton w Katowicach, ale Verdi dał znać na forum AHEAD Częstochowa o biegu w Żytnie. Do tego też półmaraton... i 24 września. Dlatego zmieniłem swoje plany treningowe, tym bardziej, że termin 1.10 trochę kolidował z obchodami  23 rocznicy ślubu z moją lepszą połową. Fajnie się złożyło, bo nie trzeba będzie kombinować....jak tu wyrwać się do Katowic. Tak więc już od jutra przygotowuję się do połówki w Żytnie, mam nadzieję, że ta "pora deszczowa" do tego czasu minie i nastanie złota polska jesień. Co prawda na ostatnich treningach co rusz "święcił" mnie deszczyk, to  się uodporniłem i nawet polubiłem bieganie w deszczu. No to teraz lulu, bo jutro... "już o świcie przyjdzie się mocować z życiem"... i "kałamarze" startują do szkoły, a to znaczy, że nieuchronnie już niedługo przyjdzie zaśpiewać..."a mnie jest szkoda lata"....

witam Pana :) Widze ze plany super :) A czy na maraton ...

... poznanski sie wybierasz? Pozdrawiam P.S. Powodzenia :)

~Zaczarowany Mózg 2006-09-04 22:08
Kłaniam się pani pięknie, ;) po cichu, żeby nie zapeszyć ...

... tak sobie własnie planuję. Pierwotnie miał być MW, ale kontuzja pokrzyżowała mi plany i musiałem debiut przesunąć, dzięki za odwiedziny, pozdrawiam - Tomek

~tete 2006-09-04 23:01
Witam, Witam :) Bardzo mi przykro z powodu kontuzji. Ja ...

... rowniez skladam najserdeczniejsze życzenia Tobie i Twojej życiowej partnerce :)  Chcialam sie wybrac na Run Warsaw ale niestety... 1 pazdziernika mam wyklady, w ...

~Zaczarowany Mózg 2006-09-06 20:53
wielkie dzięki, już w ubiegłym roku miałem chrapkę na run ...

... warsaw,ale nic nie wyszło z tego samego powodu.Też się nie przejmuj "co się odwlecze to nie uciecze". dla mnie zawody to właściwie taki sprawdzian co dały ...

~tete 2006-09-06 22:50
No ja niestety nie mialam jeszcze nigdy okazji sprawdzic ...

... sie w zaden sposob :( ostatnio biegam coraz mniej hmm... nie wiem, jakos tak samo wychodzi... moze bieram sile na zime zeby nie przytyc w tym okresie a poki jest ...

~Zaczarowany Mózg 2006-09-07 00:31
hm.... nic nie na siłę. może troszkę się przetrenowałaś, ...

... więc wskazany odpoczynek. ewentualnie.....jakieś zniechęcenie. doświadczeni biegacze radzą prowadzić dziennik treningowy, też to robię i przynosi efekty. co do ...

~tete 2006-09-07 22:49
Dziekuje Ci serdecznie. Hm... obawiam sie jednak ze juz ...

... nie bede biegala... i wcale nie chodzi o checi juz teraz tylko o zapach... ile bym sie nie kapala po treningu, ile bymna siebie nie wylala pachnidelek to godzine ...

~Zaczarowany Mózg 2006-09-08 23:59
Witaj Tomaszu! Proszę, proszę jaka piękna liczba 23. Moja ...

... jest o 10 mniejsza, ale też piękna. Moje gratulacje i najszczersze życzenia dla Ciebie i tej ładniejszej połowy.

~Isia 2006-09-05 20:46
witam Cię Isiu i pięknie z góry dziękuję każda data w tej ...

... materii jest piękna, niedawno było 3, potem 13... czas biegnie....' no właśnie czas to najlepszy biegacz...' dzięki jeszcze raz pozdrawiam

~tete 2006-09-05 23:48

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13