"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


niedziela, 31 stycznia 2016

10 lat...

temu dokładnie 31 stycznia 2006 roku napisałem pierwszego posta. Najpierw na onetblog, ale drzaźniły mnie wszechobecne reklamy i różne komplikacje techniczne przy pisaniu postów:( Po pięciu latach namówiono mnie na przejście tutaj. Trochę miałem wątpliwości, lecz postanowiłem spróbować;) 
Dzisiaj mam dwie trzy rocznice he,he... 10 lat blogowania, pięciolecie na blogerze i Najważniejszą o której będzie poniżej:)  
Do tej pory popełniłem 843 wpisy, a przez bloga "przebiegło" blisko dwieście siedem tysięcy Gości:)
Jednym się podoba innym nie hi,hi... Jak to w życiu "jeszcze taki się nie urodził co wszystkim by dogodził" Zresztą komu nie pasi czytać nie musi. Nie spamuje na portalach społecznościowych kolejnymi postami;) Nie "latam" po innych blogach żebrząc: "za każdy Twój koment u mnie zrewanżuję się u Ciebie" he,he... Dla mnie tak jak endo i dzienniczek treningowy to elementy wspomagająco - motywujące:)

A ten najważniejszy choć skromny jubileusz to Półroczek kochanej Wiktorii, która sześć miesięcy temu przyszła na świat. I od tej pory mam totalnego bzika na punkcie Tej maleńkiej Istotki hi,hi...
Dzisiejsze morsowanie karnawałowe dedykowałem naszej cudownej Wnusi:))
O tym jednak tradycyjnie na zmorsowani.blogspot.com 
A tu "mały przedsmak:)" jak napisał Marek na fb:

piątek, 29 stycznia 2016

wieczorny bieg...

przy idealnej pogodzie był kapitalny:) Sucho, sześć kresek powyżej zera na termometrze i układ oddechowy zgrany z aparatem ruchowym jak trybiki w zegarku hi,hi... Więc jak dobrze naoliwiona maszyna tempem "ekonomicznym" natuptałem na luzie prawie czternaście kilometrów;) Biegło mi się wyjątkowo dobrze. Zaczynam powoli wchodzić na właściwe obroty he,he... 
Tylko... W życiu każdego człowieka przychodzi czas kiedy planowo lub gorzej gdy znienacka stały porządek dnia, tygodnia ulega zburzeniu. Czasem obowiązki zawodowe, rodzinne lub przypadki losowe sprawiają, że "wszystko się wali i pali". Doba staje się za krótka i trzeba według hierarchii ważności wybierać co musowo, a co można odpuścić. Cały szkopuł w tym gdzie tu miejsce na pasję? Uzależnienie nawet od biegania też daje przykre symptomy odstawiennicze hi,hi... 
Od poniedziałku na szczęście z własnego wyboru, a nie od losu nadchodzi trudny czas na bieganie, a raczej brak czasu:( 
Przyjdzie  kombinować jak  wygospodarować choćby minuty na "szybsze przebieranie nogami" bez wyrzutów sumienia;) 
Na pewno najpierw kosztem pisania bloga, potem snu itd.
Dlatego dziś sobie dedykuję motywujący obrazek ha,ha...

czwartek, 28 stycznia 2016

magia...

biegania istnieje:) Bo jeśli nie to co sprawia, że człek przy takiej pogodzie wychodzi i brnie dziesięć kilometrów w błocie po kostki;) Wraca po trzynastu utytłany w błocie "po pachy" i jeszcze ma z tego radochę chi,chi... Święta prawda! bywa, że czasem (bardzo rzadko;) się nie chce:( Lecz kiedy się wróci mile łechcą słowa: "dobrze, że wyszedłem! Fajnie było! super, że nie odpuściłem!"
Umówiłem się kiedyś na bieganie w Alei Brzozowej o siódmej rano. Deszcz lał jak z "cebra" Ale skoro się umówiłem pobiegłem. Na miejsce zbiórki znajomi podjechali samochodem. Popatrzyli na mnie zmokniętego jak kura i postanowili odpuścić. Pobiegłem sam, ale po dłuższej chwili dogonili mnie. Zanim zrobiliśmy planowane jedenaście i pół kilometra przejaśniło się, wyszło słonko i był to jeden z fajniejszych biegów. Kiedy rozstawaliśmy  się pod kapliczką Towarzystwo było uszczęśliwione, że nie wrócili do domu tylko postanowili mi dotrzymać towarzystwa:) Dziękowali, że chociaż mieli ogromną niechęć do wyjścia pod lejące z nieba strugi wody to przykładnie Ich zmotywowałem;)
Dzisiaj trzynaście kilometrów i niestety prawie nowe buty przeszły chrzest bojowy prawie jak na katorżniku;) Szukałem nawet pod blokiem kałuży, żeby choć podeszwy opłukać, bo ciężko otupać je z tego błociska. A tak fajnie biegało się "po białym":) Nawet przemoczone asiki były czyściutkie jak prosto ze sklepu.

wtorek, 26 stycznia 2016

Bagno...

jedno wielkie bagno:( Roztopy i wszędzie brud oraz śmieci, które do tej pory przykrywała śnieżna pierzynka. 
Na morsowisku też widok nie specjalny, a jeszcze w niedziele mieliśmy piękną zimę. 
Dzisiaj temperatura otoczenia +6 stopni powyżej zera. Śnieg zniknął:( zrobiło się błocko i jedynie gdzieniegdzie na ścieżkach ślizgawica. W butach mokro i portki uchlapane po samą d...;) 
Szkoda było tak fajnie przez kilka dni. Niewielki mróz, sucho, biało dookoła i tym samym widno:)
Pogoda do bani, ale biegać trzeba. Nie ma to tamto.  Zła pogoda "to za mało, by biegacza  załamało";)
Trzynaście kilometrów w spokojnym tempie po błocku i kałużach o których już po pierwszym wdepnięciu zapomniałem hi,hi... 
Zima w odwrocie, lód topnieje, ale wędkarze nie odpuszczają. Siedzą na wodzie, ba wygląda jakby chodzili powodzie he,he... 
Chyba podobnie uzależnieni jak biegacze od swojej pasji;) Jednak niby "szyba" lodowa pod warstwą wody gruba, ale popękana i krucha.
Nie wiem "czy gra warta świeczki". Ryzykować na takiej głębi dla kilku rybek? 

niedziela, 24 stycznia 2016

szóstka...


ale niestety nie trafiona w lotto he,he... 
Tylko przebiegnięta z okazji niedzielnego morsowania:)
Była najpierw rąbanka, czyli wykuwanie siekierami w lodzie "jacuzzi". Potem bieg w stroju "organizacyjnym" wokół glinianek na dystansie jednej mili. 
Później harce, swawole w przerębli i na śniegu hi,hi...
Fajnie było! Szczegóły jak zawsze na zmorsowani.blogspot.com  


piątek, 22 stycznia 2016

dwunastka...

nie "parszywa" jak film he,he... lecz pobiegana w fantastycznej zimowej aurze:)
Osiem stopni mrozu, słoneczko, skrzypiący pod nogami świeżutki, bielutki śnieg, który w promieniach słonecznych lśni milionami kryształków;) 
Dlatego chyba nie byłem sam na "Bałtyku". Na trasie spotkałem dwie Kijarki i dwóch biegaczy oraz spacerowiczkę, Która z zaciekawieniem przyglądała się naszej "wannie". Czyżby kolejna kandydatka na Foczkę robiła rekonesans hi,hi...
Wczoraj rąbałem lód, a dzisiaj na przerębli nawet dość gruba "szyba". Oj będzie co robić przed niedzielnym morsowaniem;)
Sądząc po śladach znalazł się śmiałek, który testował wytrzymałość lodowej pokrywy jeżdżąc po "Adriatyku" i "Bałtyku" quadem. 
Lód niby gruby. Mróz trzyma, ale chyba bym się nie odważył wiedząc ile metrów wody pode mną;)
Dołożyłem dziś cienki podkoszulek i krótkie gatki, bo poprzednio w środę przewiało mnie na wylot i wyziębiłem ramiona, uda i jeszcze jedno miejsce:( Dziś było super, chociaż na początku marzły mi palce w rękawiczkach. Muszę pomyśleć o jakichś bardziej mrozoodpornych;)
Chociaż niestety podobno z zachodu idzie ocieplenie:( 
Biegało mi się rewelacyjnie! Uwielbiam bieganie "po białym" szczególnie kiedy wokół panuje prawdziwa śnieżna, mroźna i słoneczna zima:)

czwartek, 21 stycznia 2016

w Dzień Babci...

jako "młody" dziadek (młody stażem i nie tylko;) potuptałem nad "Adriatyk uczcić to święto morsowaniem hi,hi...
Niestety moje Babcie odeszły już do wieczności:(
Mówi się, że dopiero babcie umieją kochać dzieci;) I coś w tym jest he,he...
Dwa kilometry truchtu do parku Lisiniec i rąbanka na naszym morsowisku Zmorsowanych;) Przerębel od niedzieli zamarznięty, lecz po rozgrzebaniu śniegu da się dostrzec krawędzie "wanny":) 
Fajnie, bo łatwiej kuć lód trzydniowy, niż ten narosły od początków mrozów.
Po krioterapii "dla ubogich" powrót wzdłuż lini brzegowej po drugiej stronie akwenu, aby domknąć pętle;) 
W sumie cztery kilometry z małym "hakiem", ale po wczorajszej dwudziestce dziś wystarczy tylko odnowa biologiczna w gliniance;)

środa, 20 stycznia 2016

dwudziestka...

na trasie Bialska - pola - park Lisiniec;) W tym roku to na razie he,he... najdłuższy dystans. Temperatura -6, lecz odczuwalna pewnie niższa;) Pomimo posmarowania twarz mi zlodowaciała:( Nie cierpię jak na rzęsach robią mi się lodowe grudki, bo zaraz płaczę. W ogóle trochę za lekko się ubrałem, ale wolę jak mi jest za chłodno niż miałbym się "gotować" w czasie biegu. Zaczynam wracać do regularnych treningów, bo jak napisał mój imiennik na swoim blogu czas na zrzucenie zimowych opon hi,hi... Nie, nie w samochodzie, bo wiosny jeszcze nie widać;)
Po wypoczynkowym grudniu i okresie świąteczno noworocznym trzeba pozbyć się niepotrzebnego balastu. Zatem regularne bieganie plus dieta "ŻP" (żryj połowę;) i morsowanie:) 
Lubię biegać bez pośpiechu i nerwowego zerkania na zegarek. Lubię ten moment kiedy pod klatką wyłączam endo, a tu zaskoczenie: wow! dwadzieścia kilometrów:) Się nie spodziewałem;)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

wyciszenie...

w czasie samotnego porannego biegania po wczorajszych harcach w Blachowni he,he.... 
Fajne jest bieganie w towarzystwie podobnie jak morsowanie, lecz czasami obie te aktywności "sam na sam" ze sobą są wręcz pożądane;) 
Dziś nie pluskałem się tylko wybrałem spokojne dreptanie "po białym" trasą którą znam i nie muszę "nawigować". Mogę spokojnie tuptać, a myślami być dalekoooo hi,hi...
Minus pięć stopni na termometrze, delikatnie prószący śnieg, spokój, cisza i czternaście kilometrów na liczniku:) Nie ma to jak dobrze zacząć nowy tydzień. 
Co prawda usłyszałem po drodze:"...Biegając przy takiej pogodzie można się przeziębić, dostać anginy przez oddychanie ustami, albo się przewrócić i połamać na śliskich chodnikach. Jak jest ciepło to jeszcze.  A tak w ogóle to po co śnieg, mróz mogłaby już być wiosna..." 


Jest zima, połowa stycznia 
Kto spodziewa się w naszej strefie klimatycznej o tej porze wiosny? Przecież...

niedziela, 17 stycznia 2016

na wyjeździe...

morsowaliśmy dzisiaj gościnnie w Blachowni:) 
Najpierw "grabiłem" śnieg hi,hi... 
Później tylko dwukilometrowa pętelka na rozgrzewkę:( 



A potem się działo, działo hi,hi....





Szczegóły tradycyjne, aby się nie powtarzać na zmorsowani.blogspot.com  

piątek, 15 stycznia 2016

pada śnieg...

pada śnieg, minus jeden na tremometrze, więc super wyjście na bieganie he,he... Niby drobny śnieżek, lecz po chwili robi się biało i klucząc po trasie biegam po swoich śladach;) Wiem niektórym się narażę co już wypatrują wiosny;) ale lubię taką aurę. Uwielbiam biegać "po białym" mimo, że czasem wpadam w poślizgi niekontrolowane i zaliczam pady hi,hi...

Nadeptałem piętnastkę w spokojnym tempie po parku Lisiniec i okolicy. Wracając przyglądałem się kaczuchom, które na środku "Pacyfiku" też mają przerębel;) Chyba muszą się non stop pluskać, bo "oczko" nie zamarza.

Kiedy miałem już wracać spod lodu dał się słyszeć trudny do opisania dźwięk. Jakby rumor, grzmot... W dodatku odgłosy jakby się przemieszczały wokół lini brzegowej pod lodem. Szkoda, że nie wtedy jak nagrywałem kaczki:( bo może byłoby słychać na filmiku. Huk był naprawdę głośny! Kobitki maszerujące z kijkami też przystanęły i patrzyły co się dzieję.

Wyobraźnia zaraz mi podsunęła obraz: *lód się wypiętrza i ze zbiornika leci w górę gejzer wody* jak na filmach katastroficznych hi,hi...
Gdy ruszyłem dalej z innego miejsca dostrzegłem w rożnych miejscach pęknięcia lodu, bo pojawiły się smużki wody na białym ośnieżonym lodzie. 
Naprężenie lodowej pokrywy i jej pęknięcia stwarzają niebezpieczeństwo załamania się lodu. Niestety jak informują media wciąż znajdują się "śmiałkowie" co ryzykują zdrowie i życie wchodząc na zbiorniki przykryte lodem.

czwartek, 14 stycznia 2016

Mini...

zlot Foczek i Morsów zapowiada się w niedzielę;) Postanowiłem, więc dziś nieco potrenować na własnym "podwórku" he,he... 
Najpierw przebiegłem niecałe półtora kilometra i wyrąbałem dziurę w lodzie, czyli przerębel. Potem rozgrzany przy siekierze wrzuciłem termometr do wody i poleciałem na dużą pętle. Małą pętelką nazywam trasę po ścieżce rekreacyjnej wokół "Bałtyku" i "Adriatyku". Dużą kiedy obiegam dodatkowo "Pacyfik". 
Temperatura otoczenia -1, wody +2 i tylko trochę nie wycelowałem, bo za płytko:( Ale lepiej za płytko niż za głęboko, bo później trudno wydostać się z wody na lód hi,hi... 
Dreptanie bardziej niż bieganie, bo po wczorajszej odwilży w nocy wszystko przymarzło i dziś lodowisko;) Trzy razy kręciłem piruety, lecz jakoś udało mi się nie wyrżnąć "orła". Chociaż za pierwszy razem to było pół śruby bez gwintu i o mały włos byłbym glebnął na plecak z morsowym wyposażeniem;) A tam niebezpieczne narzędzie - siekiera;) Przy minusowej temperaturze powietrza woda wydaje się być naprawdę ciepła;) 
Po pluskaniu pobiegłem na odwyrtkę i w sumie natuptałem sześć kilometrów:) Na więcej niestety nie starczyło czasu:(

środa, 13 stycznia 2016

osiemnastkę...

przeleciałem hi,hi... (ale zabrzmiało;) z rana i tym sposobem zdążyłem przed deszczem:) Nie darmo stare polskie przysłowie mówi: "Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje" Chwilami na Bialskich polach przyświecało mi nawet słoneczko. 
Nad morsowiskiem temperatura +3, ale pod breją lód trzyma. Udało mi się nawet podejść do naszej "wanny" Chyba te wszystkie kawały kry, które przy rąbaniu przerębla wpychamy pod lód umocniły powierzchnię wokół morsowiska. 

W Alei Brzozowej tam gdzie nie ma ruchu samochodów co nieco śniegu się utrzymuje. Podobnie za Sanktuarium Krwi Chrystusa w lasku Wilka. W  centrum niestety zimy nie ma:(

Nie wiem czemu jakoś biegało mi się dziś ciężko. Dobrze, że Maryś i Ela pogoniły mnie po drodze peptalkami na endo;) Pod domem mile się zdziwiłem widząc na telefonie 18 kilometrów;)  
Rozleniwił się organizm przez grudzień i teraz się buntuje;) ale nie ma to tamto musi się pogodzić z faktem, że jestem przecież uzależniony he,he... 

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Odwilż...

chlapa, ciapa, szaro, buro brrr... Osiem kilometrów jesienią tej zimy he,he... 
A jeszcze wczoraj było tak fajnie i zimowo:) Biegaliśmy "po białym" i harcowali w lodowej przerębli hi,hi... 
Było kapitalnie i bardzo gorąco;) co potwierdzają fotki naszych Fotopstryków:)

*Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma* Na całe szczęście endorfiny wydzielające się podczas biegania dają "kopa" do szybszego przebierania nogami niezależnie od warunków atmosferycznych:)

niedziela, 10 stycznia 2016

bieganie i morsowanie...

orkiestrowe;) W sumie tego biegania za wiele nie było 5km:( Ale "lepszy rydz niż nic" jak to mówią he,he... Dobieg, rąbanie przerębla, bieg w stroju "organizacyjnym" i powrót już normalnie, żeby mnie jakiś patrol nie zatrzymał na ulicy hi,hi... 

Więcej o orkiestrowej kąpieli i fotorelacje jak zawsze na: 
zmorsowani.blogspot.com  
Zapraszam!

na zachęte;)

piątek, 8 stycznia 2016

Zima...

biało dookoła i sypiąc z nieba śnieg hurraaa! Czwarty dzień pod rząd biegowy, lecz takiej aury nie mogłem stracić he,he... Sypało po oczach, ale było fantastycznie:) 
Na Wileńskiej Dziewczyna zamykająca bramę widząc mnie ośnieżonego skomentowała: "podziwiam, że też się panu chce w taką pogodę". 
Oczywiście wyprowadziłem Ją z błędu odpowiadając, że pogoda jest rewelacyjna! Bo biało wokół, tylko -3 stopnie mrozu, padający śnieg łaskocze po twarzy i powinna sama spróbować jaka to frajda hi,hi...
Natuptałem nieco ponad jedenaście kilometrów, ale miałem ochotę nawet na maraton;) dlatego ociągałem się z powrotem specjalnie nakładając drogi ha,ha...

czwartek, 7 stycznia 2016

zew natury...


powinienem napisać po dzisiejszym nieplanowanym morsowaniu o poranku;) Temperatura powietrza -3, woda +3, prószący delikatnie śnieg, biało dookoła i ciszaaaaaa! Żadnego człowieka w zasięgu wzroku, żadnych odgłosów, nawet szczekania psów. 
Jak na jakimś odludziu he,he... Po wczorajszych igrcach na królewskim morsowaniu dziś błogi spokój. Lubię coniedzielne i okazyjne wspólne kąpiele, lecz co pewien czas solowe siedzenie w zimnej wodzie jest rewelacyjne:) Można wtedy dokładnie doświadczyć jak reaguje cały organizm szybkie schłodzenie. 
Nawet trudno mi to opisać. Morsowanie to nie tylko fizyczna strona medalu. Psychika odgrywa tu o wiele ważniejszą rolę. Dlatego w samotności człowiek koncentruje się na tym co robi i bez bodźców zewnętrznych wpada jakby w trans;) Po kilku minutach wydaje się, że można zanurzonym po brodę siedzieć, siedzieć i siedzieć hi,hi...
"Z buta" tylko piątka:( Niestety czas gonił;)

środa, 6 stycznia 2016

Święto Trzech Króli...


to i morsowanie królewskie he,he... 

więcej z fotorelacjami 
Biegowo tylko sześć kilometrów z czego większość rozgrzewka przed i po morsowaniu, a reszta z siekierą dookoła przerębli hi,hi...

wtorek, 5 stycznia 2016

przyprószyło...

nieśmiało przez noc, więc postanowiłem pobiegać "po białym" gdzie najbardziej lubię:) Na początek "Bałtyk" i inspekcja morsowiska. Od niedzieli "jacuzzi" zamarzło ponownie i jutro trzeba rąbać mości panowie! Niewielka warstwa śniegu ozdobiła powierzchnię "Adriatyku", ale nie przykryła całkowicie "wanny". Fajnie, bo jutro łatwiej będzie kuć tam gdzie cieńszy lód.
Sprawdziłem termometr i nad brzegiem nadal -8, ale podobno już idzie ocieplenie:( Więc jutro jeszcze  okazja na prawdziwie zimową kąpiel he,he... Po rundzie wokół zamarzniętych glinianek deptanie białego puchu na chodnikach i kierunek bialskie pola.
Świetnie biega się wśród ośnieżonych brzóz i pól przykrytych białą pierzynką:)
Pod wiatr czułem, że odczuwalna temperatura jest niższa, bo marzła mi broda he,he... W dodatku robiły mi się lodowe grudki na rzęsach i w oczach mokro hi,hi... 
Nadreptałem prawie szesnaście kilometrów i tylko endo trochę mi zepsuło humor:( Coś aktualizacja endomondo pokopała:( jak wychodzę na aparat kończy trening i muszę zaczynać nowy:( wcześniej trening "wisiał" na belce i po zrobieniu fotki apka kontynuowała trening.

Niedawno chwaliłem się życzeniami od mojego młodego sympatycznego Kumpla Kuby :)

Dziś chciałbym podziękować bardzo serdecznie Jakubowi Karp za miłą niespodziankę:) 
Wczoraj przyszła srebrna paczuszka, a w środku kapitalne życzenia noworoczne oraz pachnące pierniki z logo wydawnictwa Inne Spacery na sianku;) Przyznaję nie spodziewałem się! Jestem bardzo mile zaskoczony u progu Nowego 2016 Roku. Dziekuję:))

niedziela, 3 stycznia 2016

Remanent...

noworoczny. W 2015 roku przebiegłem 2752 kilometry w 232 treningach. Ogółem z gimnastyką i innymi formami aktywności fizycznej trenowałem 283 dni w roku. Uczestniczyłem w 13 imprezach biegowych. 
Na zawodach przebiegłem 179 kilometrów, a wiec niewielki procent ogólnego kilometrażu. Bardzo chciałbym, żeby obecny rok w kolejnym remanencie nie było gorszy od ubiegłego;)

Dziś niedziela. Czwarte wyjście w tym tygodniu. Tylko siedem kilometrów i morsowanie w prawdziwej przerębli, lecz o tym więcej i zdjęcia jak zawsze na stronce zmorsowani.blogspot.com


Ostatnie siedem dni na przełomie roku 2015/2016 to trzydzieści cztery kilometry, więc jest progres;) Powoli zaczynam wchodzić na właściwe obroty he,he...
Po okresie roztrenowania, świętach Bożego Narodzenia i sylwestrowo - noworocznym folgowaniu czas pozbyć się balastu hi,hi...


piątek, 1 stycznia 2016

Pierwsze w tym roku...

 bieganie (6km;) i pierwsze  morsowanie wśród lodowej kry he,he... 






Powitanie Nowego Roku 
ze Zmorsowanymi było fantastyczne:-) ale o tym więcej jak zwykle na stonce zmorsowani.blogspot.com
Dobrze, że nie lato, bo po dzisiejszej rąbance nie mógłbym chodzić w krótkich portkach hi,hi... Od uderzeń o kawałki lodu moje uda wyglądają jakby mnie ktoś wychłostał he,he... Do lata daleko, więc bez obaw:)

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13