"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

"rzutem...

                          na taśmę" udało się w kwietniu przekroczyć dwieście kilometrów he,he... W ostatnim dniu kwietnia połówka w bialskich polach i Lasku Wilka, więc miesięczny kilometraż wyszedł 207:) na  siedemnaście wyjść. W tym dwa starty - Brzeg 10 kilometrów i Kraków 42. D tego siedem marszów i dwadzieścia siedem kilometrów chodu, oraz sześć i pół godziny na rowerze treningowym (stacjonarnym;) w dziesięciu sesjach. Plus cztery cotygodniowe gimnastyki.
Fajnie dziś było:) Tylko za gorąco i za duszno:( Jako zimnolubnemu tęskno mi za zimowym bieganiem hi,hi... 
Wiosna powinna być wilgotna, ciepła, ale nie gorąca! Deszczu ani śladu:( wszędzie kurz i "zmęczona" kwietniowymi upałami zieleń:( 

Stopy w butach się "gotują" i jak tak dalej te "afrykańskie" temperatury się utrzymają przyjdzie chyba biegać w sandałach he,he...
Za dwa tygodnie półmaraton w Białymstoku i chciałbym normalnie pobiegać, a podskakiwać jak skwarek na grillu hi,hi...  

niedziela, 29 kwietnia 2018

przy niedzieli...


                                           fajna promocja na biegowej ścieżce;) czyli miły widok ładnych piersi opalającej się toples Kobiety:)  
Czytałem kiedyś, że na plażę została wezwana policja, bo ktoś poczuł się zgorszony widokiem Pań opalających się bez staników. Dziwię się! Mnie mierzi  raczej naprany, uśliniony facio:( albo ludziska ze zdeformowanymi ciałami od mega nadwagi w bieliźnie hi,hi... 

Nie było dziś w planie szybszego przebierania nogami. Ale po śniadaniu i niedzielnej mszy tak mnie pięty paliły, że nie zważając na przypiekające słońce i upalną temperaturę ruszyłem na "Bałtyk" zrobić przed obiadowe dreptanie he,he... Nie żałuję hi,hi... że mnie dziś poniosło do parku Lisinieckiego he,he...
Zdecydowanie przy takiej aurze wolę biegać wcześnie rano, ale większość imprez biegowych organizowana jest niestety w pełni dnia. Dlatego chciał, nie chciał  musowo potrenować w warunkach zbliżonych do startowych.
Po wolnej szóstce i prysznicu jeszcze przez pół godziny wychodziły na mnie "szóste poty" wrrr... I od razu wróciły wspomnienia z ubiegłej niedzieli jak skwierczeliśmy na krakowskim bruku podczas Cracovia Maraton:( 

piątek, 27 kwietnia 2018

z Wiktorką...

                                tworzymy zgrany duet, bo świetnie się rozumiemy i bawimy z naszą Wnusią:) 
Po ostatnich naszych sesjach zdjęciowych robionych przez Marka /Marektecza.xn.pl/ widać, że nawet jak jesteśmy osobno to "chodzi" nam to samo po głowie hi,hi...
W 2016 roku jak miała czternaście miesięcy pierwszy raz, razem wystartowaliśmy w Biegu Rodzinnym:)
Wiktoria uwielbia biegać i bardzo często w trakcie zabawy proponuje: "dziadzia biegamy" he,he...
Ale najcudowniejsze jest to kiedy ni z tego ni owego podchodzi, przytula się i mówi *dziadzia kocham cię*    😍    😍   
Kocham naszą malutką Wnusię nad życie i dziękuję Bogu, że dał mi doświadczyć Tych najpiękniejszych chwil w moim życiu:)
Dziewczyna wciąż skacze, biega za piłką i fantastycznie kopie "gałę" z lewej nogi he,he... Więc gramy w piłkę, biegamy dookoła domu, albo chodnikami  na spacerach  hi,hi...
Do niedawna zimą Malutka zarządzała regularne "treningi" wokół stołu dziadka Wojtka he,he... Teraz też czasem się zdarza, że kręcimy kółka jak kiedyś Artur Kujawński półmaraton wokół ławy hi,hi...

Dziś trzecie wyjście po maratonie i w tym tygodniu. Regeneracyjne, spokojne,  wolne udeptywanie ścieżek w bialskich polach polach i Lasku Wilka.
Do tego trochę "szlifowania" asfaltu w Alei Brzozowej, bo to przecież oficjalnie ulica Bialska.
Piętnaście kilometrów, bo jeszcze w perspektywie marsz do wnusi oraz ćwiczenia ruchowe na podwórku z Wiktorką he,he...

środa, 25 kwietnia 2018

sesja zdjęciowa...

                               trafiła mi się dzisiaj:) I to nie taka z "idioten kamera" czy telefonu he,he... Tylko profesjonalna zrobiona przez Marka /Marektecza.xn.plNawet nasz rodzinny celebryta jaq_b mógłby mi pozazdrościć hi,hi...
 (więcej zdjęć po kliknięciu w fotkę:)
W dodatku na mojej codziennej, stałej trasie. Tam gdzie  robię większość moich kilometrów:) Zawody to tylko wierzchołek "góry lodowej" czyt. mojego kilometrażu. W zeszłym roku nadeptałem ponad dwa i pół tysiąca kilometrów z czego jedynie niecałe dwieście na imprezach. 
Marecki jako mobilny fotograf rowerkiem, a ja "z buta" Zrobiliśmy po dyszce, ale chyba On się więcej zmachał;) co rusz odjeżdżał do przodu zeskakiwał z roweru pstrykał focie i dalej, a ja spoko na luzie przy rewelacyjnej pogodzie nawet się zbytnio nie spociłem. Ech czemu ta wiosna zrobiła się po upalnej niedzieli:(
Drugie wyjście po niedzielnym maratonie i wczorajszej gimnastyce:) I jak to napisał Adam na endo "zaczyna się" he,he... No cóż Cracovia to już przeszłość. A jak mawiał mój Guru biegowy Emil Zatopek: "To co minęło jest już nieważne. Bardziej ciekawi mnie to, co dopiero ma nadejść..."  
Za siedemnaście dni 6 Półmaraton Białystok! Tam mnie jeszcze nie było hi,hi... Więc trzeba by pokazać się z dobrej strony;)
Póki co latam dalej na starych śmieciach. Tęskni mi się za Aleja Brzozową, więc chyba na najbliższe dreptanie wybiorę Bialską i okolice. Ciekawe jak tam w Lasku Wilka i bialskich polach? Brakuje mi tamtejszego spokoju, ciszy i świeżego rześkiego  powietrza o poranku":)
Tutaj jeszcze prezentacja Marka na YouTube


PS wszystkim i sobie też hi,hi... narzekającym na upalny maraton dedykuję poniższą focie;) My na sportowo, a Ksiądz z koloratką zapiętą pod szyję!!! 
Ogromny szacun! WIELKIE brawa i podziw za charakterność:) Podobno na plecach miał kartkę *spowiedź*..... 
Myślę,  że swoją postawą Był w stanie nawrócić niejedną *zabłąkaną Owieczkę* Czego Mu z całego serca życzę:)
Nie mogę się nie pochwalić he,he... Mój Proboszcz w Krakowie zrobił nowy RŻ 3:33:20!!! Więc póki co w tym miejscu Mu serdecznie gratuluję:) Brawoooooo!
I na koniec fajna focia z "konkurencyjnego" Orlen Maratonu w stolicy:) 
ORLEN Warsaw Marathon 2018 (fot. OWM/pras.)

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

gdyby...

                            maraton był dziś, albo wczoraj dzisiejsza pogoda he,he... 
Dzisiaj zachmurzenie chwilami duże, przelotne opady deszczyku i w ciągu dnia temperatura nie wyższa niż 20 stopni. A po tym upale odczuwalna jakby dużo niższa.
Jak zwykle coś się synoptykom poprzestawiało, bo zapowiadali taką aurę na niedzielę:( Niestety nie wyszło Im i skwierczeliśmy na krakowskich ulicach hi,hi... Po opalaniu "na polu" wyszła "koszulkowa opalenizna" he,he...
Rano jak zawsze po zawodach postartowe  roztruchtanie;) Piątka z Jakubem wolniutka:) Potuptalśmy na "Bałtyk" szukając po maratońskim szlifowaniu asfaltu i bruku przyjaźniejszego podłoża;) Dreptaliśmy i wymienialiśmy własne osobiste odczucia w temacie wczorajszej imprezy. Niestety organizatorzy "dali ciała":( Start jeden wielki bajzel:( Puste stoły z wodą do picia i brak  punktów odświeżania z gąbkami w tym skwarze - krecha. 
Ale gdy usłyszałem na trasie od biegaczki tekst: "podeszłam do punktu medycznego po opatrunek, a Oni mówią, że nic nie mają" to pomyślałem koszmar!
Szkoda, że Krakusy zlekceważyli wiosenne upały:(  A dostali wcześniej sygnały z "Góry" co się święci he,he... 
Przykre, bo bardzo lubię Kraków, ten maraton i mam do niego szczególny sentyment. 
Wielki szacun, brawa i podziękowania dla wspaniałych Wolontariuszy! Wiem jaki ogrom wysiłku wkładają, aby nas obsłużyć dlatego mam tak dla Nich jak i dla wszystkich fajnych Kibiców moją uśmiechnięta "buźkę" :) którą rozdaję "na prawo i lewo" hi,hi...




       Znalazłoby się jeszcze kilka uwag np. koszulka  o zaniżonym rozmiarze?! 
Ale podobno "leżącego się nie kopie" a widząc po wpisach biegaczy na fanpejdżu CM zostali "chłopcem do bicia" he,he...
Najważniejsze, że nikt z naszego rodzinnego Team_u nie ucierpiał specjalnie:) Nie ma potrzeby "lizania ran";) A nasz świeżo upieczony Maratończyk Adam nawet zgrabnie zbiega po schodach hi,hi... 
Czuję trochę prawą łydkę i dwa paznokcie u prawej stopy, ale to normalne;) Przecież przebiegłem królewski dystans! Spokojnie, ale jednak 42195m. 
Jutro gimnastyka, czyli wygibasy i pojutrze lecimy dalej:)

niedziela, 22 kwietnia 2018

najtrudniejszy...

                                              bieg w mojej maratońskiej "karierze" he,he... Ale najsympatyczniejszy maraton jaki do tej pory przebiegłem :) Jeszcze nigdy nie byłem na trasie pięć godzin;) Towarzyszenie Adamowi w debiucie było bezcenne:)
Obserwowanie jak Pierwszak nie poddaje się, walczy i stara się walczyć z własnymi słabościami i wiosennym upałem to niecodzienne przeżycie. Ogromnie się ciesze, że kolejny członek rodziny załapał biegowego bakcyla, choć uprzedzałem: *bieganie uzależnia* hi,hi...
Początek jak zawsze był pełen euforii, czyli pierwsze "koty za płoty" he,he... Lecz im dalej "w las" tym temperatura wzrastała i wymagania królewskiego dystansu też. Ciężko było!! Jednak fantastycznie!!! Na trzydziestce spotkaliśmy cudowną Parę - Teresę K. z Mężem:) Do tej pory tylko polubialśmy nasze treningi na endo;) Dali nam świetne wsparcie za co jeszcze raz Im w tym miejscu serdecznie dziękuję:) 

Wcześniej biegliśmy jeszcze z synem Jakubem, Beatą Ratajczyk, Karolką Lolką i Asią Przeklasa:) Zabawa była przednia:) Po pewnym czasie jednak maraton zweryfikował założenia przed startowe i zostaliśmy sami:( Życie jak to się mawia nie znosi pustki he,he... 
W drugiej połowie co rusz tasowaliśmy się z dwiema przesympatycznymi Dziewczynami Kasią i Izą z grupy Radlinioki w biegu:) aż do samej mety hi,hi... Dlatego po czterdziestu dwóch kilometrach z hakiem;) nie mogło zabraknąć wspólnej foty:) Dla Izy był to też debiut i na mecie otrzymała od Koleżeństwa świetny medal:)
Jestem bardzo szczęśliwy, że Adam mimo trudnych warunków ukończył swój pierwszy maraton w dobrym stanie:) Obyło się bez "ściany" więc mam nadzieję, że to Jego pierwszy i nie ostatni królewskim dystans:) 
Co do organizacji samej imprezy... "co było, a nie jest nie pisze się w rejestr" Fakt mogła być lepsza. Zawsze była! Ale nie mam zamiaru psuć sobie humoru i wytykać błędów:(
Więcej fotorelacji z dzisiejszej imprezy pod linkami poniżej:) Miłego oglądania;)

piątek, 20 kwietnia 2018

maratoński...


                               drink (zakwas z buraków z sokiem jabłkowym:)
Za zdrowie naszego Pierwszaka! Powodzenie na trasie, pomyślny debiut i resztę team_u oczywiście też he,he...
Własny zakwas plus sok jabłkowy jest rewelacyjny:) 
Pycha! w dodatku świetne "paliwo" Polecam:)
Jeszcze tylko sobota i pojutrze co niektórzy powiedzą sobie: "nadeszła  moja chwila prawdy" hi,hi... 
Po jakimś maratonie dziennikarz prowadził wywiad  z zawodnikiem z czołówki i tytułował Go bohaterem;) 
Na co Ten odpowiedział mniej więcej tak: "ja bohater? Proszę Pana w dwie godziny z minutami biegłem. Teraz siedzę, piję zimne piwo i robią mi zimne okłady na nogi. A bohaterowie jeszcze biegną. Będą po pięć, sześć godzin na trasie. To są bohaterowie". 
No tak podobno skromność jest cechą Mistrzów!
W tym tygodniu kilometrów siedem, sześć i pięć, czyli jedynie na razie hi,hi... osiemnaście. 
Dziś w godzinie niedzielnego startu o 9:00 z Kubą spokojny, krótki pięciokilometrowy rozruch he,he... 
Temat dreptanych pogaduch, a jakże by inaczej *niedzielna wycieczka biegowa po Krakowie* hi,hi... 
Ostatnio znów po bieganiu zagadnął mnie sąsiad: "a ile dzisiaj, a czemu tak dużo i czy jadę gdzieś na zawody". Odpowiedziałem zgodnie z prawdą: jedziemy na maraton. Na co On: "a na ile jest ten maraton?" he,he... Uwielbiam takie pytania;( Oraz te "na ile biegniesz?" Zawsze odpowiadam: na czterdzieści dwa kilometry sto dziewięćdziesiąt pięć metrów hi,hi... 

środa, 18 kwietnia 2018

przedmaratońskie...

                                             cofanie trwa, ale tylko po to aby wziąć rozbieg he,he...
W poniedziałek siódemka, wczoraj wygibasy czyt. gimnastyka;) A dzisiaj spokojna szóstka i pięć przebieżek dla przewentylowania płuc hi,hi...
Do maratonu trzy dni, a mnie martwi ta letnia aura:( Jak na królewski dystans stanowczo za ciepło:( Idealnie byłoby dwanaście kresek powyżej zera i lekkie zachmurzenie. Niestety wiosny, ani przedwiośnia nie było:( Można powiedzieć mamy po zimie znów pełnie lata. Cóż siła wyższa! Będziemy skwierczeć niczym skwarki na patelni he,he... 
Zapowiadałem ostatnio, że będzie *ku przestrodze* bo pokory przed maratonem (szczególnie pierwszym;) nigdy nie za wiele. Walka musi być! Bez tego trudno pokonać własne słabości. Jednak odrobina rozsądku też;) Zwłaszcza kiedy duch silniejszy niż ciało hi,hi... 
Dotyczy to zresztą nie tylko debiutantów, ale zawodników Elity i w dużej mierze całej reszty biegającej maratony. Nawet Ci ostatni są najbardziej narażeni na tzw. "ścianę" Bo Ściganty  Zawodowcy często schodzą z trasy uważając, że skoro nie ma szans na dobry wynik to szkoda się męczyć:(
Amatorska rutyna, pycha, przecenianie własnych możliwości, bieganie na bicie kolejnych rż i.... 
Po trzydziestym kilometrze zaczyna się marsz "Zombi" he,he... Nie na próżno starzy maratończycy mówią:
*maraton zaczyna się po trzydziestce*

Podobno "je się oczami" Łatwiej zapamiętujemy to co widzimy niż to co czytamy, lub słyszymy. 
Nie dla straszenia hi,hi... broń Boże! 
Zresztą z maratonami jak dawniej z pobytem w wojsku;) *PO* przy piwie pamięta się już tylko to co było dobre he,he...
Jednak dla oswojenia z czym można się spotkać na trasie królewskiego dystansu;) 

















I żeby zakończyć optymistycznie:) Na poprawę humoru!!! 
Z jedną poprawką do filmu poniżej: wchodzić po schodach jest okey. Gorzej się schodzi he,he....

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

przedmaratoński...

                                            tydzień rozpoczęty:) W ramach roztruchtania po "łikendowym" starcie w Brzegu spokojna siódemka na codziennej trasie.
Szczerze mówiąc ten maraton to dla mnie też wyzwanie i
przede wszystkim wielka odpowiedzialność. Bo mimo iluś tam maratonów na koncie czasem i mnie fantazja "ułańska" ponosi he,he... jak w zeszłym roku na Silesii:( czy jeszcze wcześniej w Poznaniu
O ile gdy brak pokory do królewskiego dystansu ponosi się osobiście to wiadomo kara musi być hi,hi... Gorzej kiedy ten Ktoś ufny, że bardziej doświadczony biegacz Mu pomoże. Czego też już wcześniej doświadczyłem ustawiając się za pacemakerem na planowany czas:(
Mam tremę chyba nie mniejszą niż nasz Debiutant;) Trzy lata temu w Krakowie "doprowadziłem" Basię he,he... na cztery godziny i pięć minut. Ale zdaje sobie sprawę, że każdy maraton jest inny i wiele zależy również od szeregu czynników tzw. obiektywnych takich jak pogoda, nasze samopoczucie oraz oczywiście przygotowanie;) 
Czuje presję w trosce o naszego Pierwszaka! 
Wiadomo ostrożności nigdy nie za wiele, lecz roztropność to nie bojaźliwość. Jak we wszystkich dziedzinach życia  trema, czy stres powinien być motywujący, a nie paraliżujący. 
Adrenalina, atmosfera biegowego święta, syndrom tłumu gdzie wszyscy lecą "jak barany" hi,hi...  
Wierzę damy radę! 
Emocje, dobra zabawa, wspólna walka na trasie, krakowscy Kibice oraz najbliżsi zapewnią nam ogrom wrażeń i niecodzienne przeżycia:) Będzie to fantastyczny dzień dla naszego rodzinnego TEAM_u! 

Z dedykacją dla przyszłego maratończyka:

Emil Zatopek:
"Chcesz pobiegać, przebiegnij milę, chcesz doświadczyć nowego  życia przebiegnij maraton....."

"Na granicy dzielącej ból i cierpienie chłopcy stają się mężczyznami..."

"Panowie dziś odrobinę umrzemy". /przed startem maratonu olimpijskiego/

"Zwycięstwo to wielka rzecz, ale przyjaźń jest rzeczą najważniejszą..."

"To co minęło jest już nieważne. Bardziej ciekawi mnie to, co dopiero ma nadejść..."

******************
"To niemożliwe - powiedział rozsadek, to ryzykowne - powiedziało doświadczenie, to bezsensowne -powiedziała duma. Mimo wszystko spróbuj - powiedziało serce"

“Kiedy musimy podjąć ważną decyzję, najlepiej zawierzyć intuicji, ponieważ rozum zwykle oddala nas od spełnienia marzeń, przekonując, że jeszcze nie nadeszła odpowiednia chwila. Rozum boi się klęski, podczas gdy intuicja kocha wyzwania.”  

*Maratończyk się nigdy nie poddaje...*
 

"Nie Jesteś słaby dopóki nie zaczniesz tak myśleć"
  
Paulo Coelho:

"Zwyciężają tylko Ci, którzy się nie poddają ..." 



coby nie było za "landrynkowo" he,he... c.d.n. ku przestrodze;)

niedziela, 15 kwietnia 2018

trzecia...

                          Nocna Dycha w Brzegu - fajna impreza:) Z wieloma rewelacyjnymi Kibicami  (zwłaszcza Tymi najmłodszymi:) na trasie. 
Biegło mi się wczoraj wieczorem świetnie! W dodatku fantastycznie bawiąc się z naprawdę cudownymi Dzieciakami:) Pewnie tego nie przeczytają, lecz i tak Im dziękuję!!! Wasz doping niósł nas/mnie "jak na skrzydłach"!!!
Fajny bieg ramię w ramię z Adamem aż prawie do mety he,he... Bo ostatnie kilkaset metrów musiałem Go gonić na pełnych obrotach! 
Jak zwykle nie za szybki początek zaprocentował w myśl powiedzenia "meta nie start mówią coś jest wart" :) 
To tylko dyszka, a po trzech kilometrach niektórzy z biegaczy musieli już maszerować:( A im dalej "w las" tym więcej Takich "szybkich" mijaliśmy:( 
Za tydzień dystans cztery razy dłuższy co nie znaczy, że maraton to cztery dyszki hi,hi... Podobnie jak półmaraton to nie dwie dychy;) a maraton nie dwie połówki;)
Mam wielką nadzieje na podobny "scenariusz" w Krakowie! 
Cracovia Maraton to dla mnie szczególny bieg na królewskim dystansie:) Tam zrobiłem w 2011 ostatnią życiówkę 03:41:32! 
W grodzie Kraka zawsze poprawiałem rekord życiowy;) Wyjątkiem był start w 2014 kiedy to "pacemakerowałem" Basi:)
Uwielbiam klimat tego miasta. Zawsze biegło mi się na Cracovii kapitalnie i dlatego cieszy mnie debiut Adama właśnie tam. 
Tym razem też moim "sukcesem"  będzie nie wynik/czas/ tylko entuzjazm i euforia Naszego Pierwszaka na krakowskim rynku👍
Każdy maratończyk szczególnie pamięta swój "pierwszy raz" Dlatego z całego serca i wszystkich sił, będę się starał, aby Jego debiut również dla Niego był niezapomnianym Świętem Biegowym:)
 Relacja od Adama (dzięki:)

piątek, 13 kwietnia 2018

trzynastka...

                                       mówią pechowa, a mnie w końcówce  dzisiejszego biegania przydarzyła się śmieszna sytuacja hi,hi... Wracając Kordeckiego od "Bałtyku" przed rondem na Kingi wyprzedziło mnie dwóch kolesi na rowerach. Jeden z prawej, drugi z lewej i kiedy już byli przede mną jak na komendę obejrzeli się. Ich lekceważące miny zdawały się mówić: co ty dziadek tu robisz z tym  świńskim truchtem he,he... 
Z tym, że zaraz za skrzyżowaniem zaczyna się długi podbieg aż prawie do Kantego. A ja lubię "atakować" górki;) Mijając kościół Miłosierdzia obejrzeli się ponownie i usłyszałem chrzęst przerzutek. Przy Elżbiety pocisnęli w pedały! Kręcą, kręcą, kręcą, ale jadą wolno:( Jolanty, a ja siedzę już Im na "kółku" he,he... I zaraz biorę się do wyprzedzania pakując się miedzy Nich hi,hi... Miny chłopaków bezcenne hi,hi... 
Za Kantego z górki, więc mnie znów wyprzedzili. Wyciągnęli ręce w bok jakby chcieli mnie zatrzymać;) Ale i tak kulturalne  Synki, bo inni to pokazaliby staremu środkowy palec he,he...
Dziś przed jutrzejszym startem krótki rozruch. Spokojne sześć kilometrów. Wolno napawając oczy, nos i uszy oznakami wiosny;) W parku Lisiniec dużo już pachnącego kwiecia i kapitalne ćwierkotanie ptaków:) Uwielbiam tę cudowną porę roku, kiedy przyroda budzi się do życia. Pojawiają się pączki na gałęziach drzew i tylko brakuje spokojnego deszczyku. Spłukałby po zimie kurz i wszystko dookoła szybko by się zazieleniło:) 
   

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13