"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


czwartek, 25 czerwca 2009

[180] Pora deszczowa....

Nastała pora deszczowa. Ale jak to mówi maratonka w reklamie pogoda na trening jest zawsze. Osobiście deszcz już mi wcale nie przeszkadza. Zwłaszcza, że cały czas jest bardzo ciepło. Jedyny minus to buty; jak namokną trudno je szybko wysuszyć. Dlatego przydają się dwie pary na zmianę. W ubiegłym tygodniu wyszło pięćdziesiąt kilometrów w czterech jednostkach, w tym jeden trening szybki. Już tylko nieco ponad jedenaście tygodni zostało do Maratonu Wrocławskiego. Nawet dostałem numer startowy (565) Ale jeszcze przed operacją zaplanowałem pobiec go "na zaliczenie"  bo jesień zapowiada się "pracowita"...W sobotę tradycyjnie wspólne bieganko w alei brzozowej i pogaduchy o niedawnych oraz najbliższych startach. Poniedziałek i środa "slalom" między  kroplami deszczu, a we wtorek pod dachem gimnastyka. Czwartek - dzięki uprzejmości Verdiego poddałem się na stadionie testowi conconiego określającemu próg przemian beztlenowych oraz HR max. Teraz z niecierpliwością czekam na wynik. Dziś Hr max na moim pulsometrze wyszedł 170. Czyli można powiedzieć książkowy - bo podawany wzór do wyliczenia to 220-wiek. W ubiegłym roku było 178 ?! Piątek "uruchomienie piekarni" i pieczenie chleba dla Jana, więc od biegania wolne. A w sobotę rano spotkanie Zabieganych /chyba nie tylko/ na Bialskiej; może będą wyniki? Po południu impreza"świętojańska" A swoją drogą zapomnieliśmy o czwartkowych wieczornych treningach na trasie 1 biegu częstochowskiego:
 

wtorek, 16 czerwca 2009

[179] Światek, piatek i niedziela....

Jedni na Rzeźnika, drudzy na Rudawę, więc pomyślałem, że w święto Bożego Ciała przyjdzie mi biegać solo. Zupełnie bez przekonania rzuciłem na forum hasło: czy Ktoś biega na bialskiej ? I na moje szczęście odezwał się Boru. Zrobiliśmy z rana "stałą sobotnią trasę" ale z dobiegiem /spod mojego bloku/. Po raz pierwszy od operacji przebiegłem 15 km i nieco się "odmuliłem" bo ostatnio tylko człapałem, a tu przy Boru musiałem wyciągać nogi:) W piątek razem z Markiem S. i ja_qbem reprezentowaliśmy barwy Zabieganych w Biegu Świętojańskim w Janowie. Najpierw były biegi dla dzieci, a potem - pięć kólek x 800m po lesie wieczorową porą. Tradycyjnie bardzo sympatyczna atmosfera ! oraz sprawne prowadzenie biegów przez Grzegorza Dorsa - Brawo!!! Bieg ten był jedną z imprez w ramach "Dni Gminy Janów" i jak na dobrego gospodarza przystało wójt pan Adam Markowski najpierw wziął udział w zawodach, a później nagradzał uczestników :)
  
W sobotę początkowo miałem "wziąć" dyżur na Bialskiej, ale jak na ochotnika zgłosili się EMSI i ja_qb ;) to odpuściłem. Bo po wieczornym biegu w Janowie na niedzielę zaplanowałem Myszków - XXX Bieg Pięciu Stawów im. Zdzisława Burdy i nie chciałem "przeginać" Tym bardziej, że "ręczny hamulec" już nie za bardzo trzyma ;) W Myszkowie jak to w Myszkowie. Trasa biegu bardzo fajna, mi osobiście bardzo się podoba, ale organizacja...... Brak depozytu, opóźnienie startu; Zawodników około setki, a oczekiwanie na dekoracje trwało, aż część ludzi pojechało.(nawet człowiek nie czuje jak mu się rymuje ;)) Szukałem wyników wreszcie pomyślałem, że znowu lista będzie "utajniona" Poprzednio jak tam startowałem wyniki "przepadły" i nie zostały w ogóle opublikowane. Napisałem więc maila i ...... dostałem wyniki na pocztę :) Mój czas wg orgów 45:51, a mojego stopera 46:40. Jak zawsze pewnie prawda leży po środku :)) No, ale żeby nie tylko o minusach; W tym roku zdziwienie pozytywne: medale dla wszystkich kończących bieg !!! Chyba z racji jubileuszu trzydziestolecia tej imprezy?!
  
Pierwsza startowa dyszka po przerwie; gorzej od RŻ, ale przecież miało być tylko na zaliczenie! Po połowie dystansu jednak mnie ciut "poniosło" ;) i zacząłem się ścigać. Jestem zadowolony, bo  pomyślnie wypadł także test moich nowych Brooksów i podkolanówek. Buciki rewelacja leciutkie, a wygodne jak bambosze. Zakupiłem je w Dębnie przed maratonem i kusiło mnie w nich zaraz pobiec :) Jednak rozsądek zwyciężył ;)  Za to na drugi dzień spokojnie z bolącymi stopami zrobiłem w nich osiem kilometrów ! 'Obraziłem' się na NB.  Bo uważam, że ostatnio "spuścili z tonu" Pierwsze NB 834 "dochadzam" na co dzień; ale choć wyprodukowane w Azji nie mają żadnych przetarć z wierzchu, czy wyściółki /a wiązałem luźniutko!!/ Zrobiłem w nich dwa maratony  i w sumie ponad tysiąc kilometrów! Każda następna para już była dla mnie jakościowo gorsza. Zwłaszcza te reklamowane-rekomendowane 'wyprodukowano w UK' Odnośnie podkolanówek kiedyś czytałem o tych skarpetach, ale z racji na cenę trudno mi było się skusić, co by nie wydać kasy na próżno! Teraz kupiłem tanio dwie pary jakby tu powiedzieć ;) wyrób taki "czekoladopodobny" ! Założyłem parę razy na treningi i.... coś chyba w tym jest !!! Będę badał dalej ! :) Poniedziałek bardzo spokojne dwanaście kilometrów /byłoby - gdyby znowu nie wałęsające się burki. Dziś wtorek gimnastyka i .... pieczenie chleba ;)


Cieszę się, że wszystko ok i biegasz :-)))  Mam pytanko co ...

... do tych Brooksów - czy kupiłeś je ze zniżką. Jeśli tak to jaką. Zastanawiam się czy przed warszawskim maratonem będą jakieś upusty. A co do NB to jutro napiszę ...

~run.blog.pl 2009-06-16 22:39

wtorek, 9 czerwca 2009

[178] Biegowy weekend....

W sobotę do naszego miasta przybyły dwie pielgrzymki biegowe z Piekar Śląskich. Jedną z nich: Pielgrzymkę Śląskich Sztafet Kwietnego Biegu Piekary Śl.–Częstochowa prowadził Sab Amaru. Ponieważ jesteśmy z Zenkiem w przyjacielskich kontaktach umówiliśmy się, że będziemy czekać na obrzeżach miasta. Wyliczyliśmy z ja_qubem o której będą na Sabinowskiej i pobiegliśmy jako delegacja Zabieganych na spotkanie. Jak na pielgrzymkę biegową przystało ;) biegacze - pielgrzymi przybyli tak punktualnie, że nic tylko zegarki regulować :) Po krótkim przywitaniu, pilotowani przez drogówkę biegliśmy radośnie do tronu Królowej Polski. Tuż przed główną ulicą miasta - Aleją Najświętszej Maryi Panny uczestnicy biegu rozwinęli baner z herbem Piekar. Wspólnie ponieśliśmy Go na Jasnogórskie Błonia. Przed "szczytem" u stóp figury Najjaśniejszej Panienki zameldowaliśmy się także planowo o 17:30. Potem była modlitwa i podziękowania. Następnie przekazanie Przesłania, okolicznościowych koszulek, plakatów i ręcznie wykonanej złotej róży. Po części oficjalnej wywiady dla Radia Jasna Góra pamiątkowe zdjęcia i Msza Święta w kaplicy Cudownego Obrazu Czarnej Madonny.  
 
 7 czerwca jak co roku u w pierwszą niedzielę tegoż miesiąca w Olsztynie k/Częstochowy odbył się Marszobieg na 6 km - "Na jurajskim szlaku"... Zabiegani i sympatycy tym razem stanowili liczny, bo osiemnastoosobowy zespół. I co ważne nie zabrakło przedstawicielek płci pięknej :)) Ja start w marszobiegu potraktowałem z pewną ostrożnością. Minęło nieco ponad sześć tygodni od operacji. I o ile nawet przy dłuższym, spokojnym bieganiu jest OK, to przy próbach "dołożenia do pieca" czuję dyskomfort. Zacząłem, więc bardzo spokojnie i aż się dziwiłem ile osób wyprzedziłem w drugiej części trasy. Przed marszobiegiem zakładałem, że dobrze byłoby zmieścić się w czasie 36 minut. Na mecie wyszło 32:29. Cztery minuty gorzej od "rż", ale to było kiedyś;) ... Najlepszy z "Naszych" Kossak zajął wysoką dziewiątą lokatę z czasem 24:54 - wielkie brawa i gratulacje !!!! Link do oficjalnych wyników: http://www.olsztyn.ug.gov.pl/marszobieg2009.php
Oczywiście słowa uznania należą się wszystkim, którzy podjęli sportowe wyzwanie zwłaszcza pomimo niepewnej pogody, ale przede wszystkim naszym debiutantom :)) Na czas marszobiegu i tuż po aura była bardzo łaskawa. Później z przerwami, ale mocno padający deszcz "pogonił" amatorów wypoczynku na łonie natury;) Dlatego po raz kolejny organizatorzy musieli zweryfikować scenariusz imprezy;)
 
Poniedziałek; po dwóch dniach biegowych godzinna porcja gimnastyki. We wtorek dwunastokilometrowe bieganko, próbowanie-.... trochę szybciej ;) Środa będzie bez biegania, ale  oddam się mojej drugiej pasji czyli.... pieczeniu chleba :) Czwartek święto, trzeba by znowu podreptać, ale jeszcze zastanawiam się..... kiedy? gdzie ? o której ? W piątek szykuje się fajna imprezka biegowa- "Bieg  Świętojański - dla Każdego" w ramach Dni Gminy Janów. Chętnie bym się wybrał, ale bieg jest o 20:00 i narazie problem z transportem ;( Biegi w Janowie to kameralne imprezki, ale bardzo sympatyczne. Organizuje je trener sekcji lekkoatletycznej "Podkowy" Janów Grzegorz Dors. Człowiek ten wkłada moc serca w przygotowania. Żeby tylko "biegający" /biegacze, kandydaci na biegaczy i przypadkowi uczestnicy/ byli zauważeni ! docenieni ! nagrodzeni !..... i zadowoleni ! ;))


Hej Tete :) Fajnie, że jest u Ciebie trochę imprez ...

... biegowych. Sam ostatnio po raz pierwszy brałem udział w biegu masowym (IV bieg entre.pl) i bardzo mi się to spodobało. Pozdrawiam i zapraszam do mnie www.run.blog.pl

~run.blog.pl 2009-06-10 11:34
 

czwartek, 4 czerwca 2009

[177] Bez ścigania...

Po tygodniu rozruchowym w poniedziałek osiem kilometrów w ciągu niespełna pięćdziesięciu minut. Czyli można rzec normalny trening:) Bardzo się cieszę, że jest OK i już mogę biegać. Bo w niedziele w Olsztynie marszobieg i jest szansa, że nie będę targał "czerwonej latarni" ;) Swoją drogą tak sobie tuptając przypomniało mi się jak podczas pierwszych startów w zawodach..... nie ścigałem się. Na starcie zawsze stawałem na końcu; kiedy wszyscy ruszyli "ustalałem nie wymagające tempo" Teraz powiedziałbym 'w pierwszym zakresie' i komfortowo zmierzałem do mety;) Miałem zawsze taki zapas sił, że przed metą robiłem długi finisz. Nieraz koledzy pytali: na ile lecisz? a ja odpowiadałem:nie wiem, na ile się da:)) Początkowo nie używałem zegarka i nie przykładałem wagi do czasu jaki uzyskałem. Po jakimś czasie zacząłem rywalizować ze sobą;) starając się poprawić poprzedni wynik. Następnie "znalazłem osobistego" rywala z mojej kategorii wiekowej. Często braliśmy udział w tych samych imprezach i raz ON lepszy, innym razem ja. Potem wyszło, iż  był lepszy na krótszych biegach, a ja na dłuższych. Gdy nasze drogi się rozeszły; zacząłem się na zawodach sam poganiać. Kontrolować czas; także na poszczególnych kilometrach i walczyć /Tego jeszcze można "łyknąć" tamtemu się nie dać;)) / Kalkulowanie, analizowanie, przeliczanie, porównywanie.... Ktoś powiedział: wyniki świadczą, że treningi przynoszą efekty, a sama rywalizacja podnosi adrenalinę i dodaje swoistego smaczku ucztom biegowym. Może i tak?.... Na pewno. Jednak zaczynam chyba  rozumieć ludzi, którzy startują  bardzo często, ale dla samego udziału. Tuptają, rozmawiają i bawią się .... nie liczą uciekających minut, ale planują gdzie jeszcze się spotkają !!! Żeby było jasne; żadne  wyniki nie były i nie są dla mnie najważniejsze, dlatego nigdy nie doznałem na mecie całkowitego wyczerpania. Współzawodnictwo, czy pełna rekreacja? Tylko jak uśpić ducha rywalizacji? ;) Wtorek miał być wolny, lecz niespodziewanie wyszedł sześciokilometrowy marsz z ..... ośmiokilogramowym plecakiem. Hi hi hi; Nie, to nie przygotowania do Maratonu Komandosa. Przynajmniej jeszcze nie teraz ;) Potem dla odprężenia trochę gimnastyki. Środa równe sześć tygodni od operacji;) Z tej okazji godzinka dreptania i ciut ponad dychę na liczniku. Po drodze lekki sprawdzian na czym stoję? Właściwsze byłoby słowo - "leżę" :) Niby nie jest źle, ale brak biegania zrobił swoje. Dziś trochę gimnastyki. A później w towarzystwie Jaro, Ja_qba i jego kolegi Marcina wieczorny trening na trasie 1 biegu częstochowskiego. Biegało mi się bardzo fajnie; chyba rozbiegałem się już na całego ;) Dwanaście kilometrów co prawda tempem wycieczkowym, ale sprawiło mi dużą frajdę :) Jutro luzik, czyli wolne. W sobotę witamy pielgrzymkę biegową z Piekar Śląskich i towarzyszymy Kolegom biegaczom w drodze na Jasna Górę. W niedzielę start w Olsztynie, więc weekend zapowiada się obiecująco-biegająco....
 

04-06-2009 Nasz wieczorny trening na trasie 1 biegu częstochowskiego

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13