"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


czwartek, 30 kwietnia 2015

Z neuralgią ...

bieganie jest do .... i nie ma nic wspólnego z przyjemnością;(
Już w niedzielę na Bargłach biegnąc po wertepach ból w lewym boku skutecznie zniechęcał mnie do radosnego hasania. Na całe szczęście towarzystwo Moni dodawało mi sił do pokonywania słabości;)
W poniedziałek krótkie roztruchtanie w żółwim? ślimaczym tempie he,he... i apogeum dolegliwości. Do tego stopnia, że promieniujący ból objął w zasadzie większość lewej strony klatki piersiowej. Jestem raczej odporny na bóle, lecz przy wydmuchiwaniu nosa, kichnięciu, czy zakasłaniu... nie mówię o schylaniu, położeniu się myślałem, że zejdę.
Zacząłem nawet się zastanawiać, czy to aby nie od serca? a może płuco? albo trzustka, śledziona?...
We wtorek rad nie rad do mojego Doktora. Jak nie chodziłem to nie chodziłem. Teraz w kwietniu już chyba wyczerpałem limit ustalony przez nfz hi,hi...
Badanie RTG klatki piersiowej, EKG, palpacyjnie wygniatanie brzucha i wywiad: od kiedy, a jaki ból itp itd?
Na koniec diagnoza: neuralgia międzyżebrowa! Tabletki przeciwbólowe i przeciwzapalne mimo dość silnych dawek jakoś nie chciały mnie znieczulić dlatego mało co się ruszałem;)
Dzisiaj nieco mi odpuściło, więc postanowiłem spróbować, czy da się może pobiegać?:)
O ile niedziele było trudno i ciężko to dziś masakra! Chyba trzeba sobie długi "łikend" darować i majówkę przelabować :(
A tu zielono dookoła, kwitną drzewa, krzewy, rożne rośliny. Cudowna pora roku! "Wiosna panie sierżancie";)
 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Na Bagrach...

wczoraj uczestniczyłem w fajnym biegu na dość trudnej trasie. Zresztą sami organizatorzy ostrzegali w informacjach: "Trasa Biegu Głównego na dystansie trailowych 10 km wieść... 
https://plus.google.com/photos/108768619824582651940/albums/6142011050305704401Na szczęście byliśmy przed czasem i zdążyłem zrobić rozpoznawcze kółko:) Więc kiedy dotarła Monika mogłem jej opisać co nas czeka. Pierwszą pętelkę przebiegliśmy razem, ale na drugiej pogubiliśmy się na  zwężeniach i na metę dotarłem sam:( Nie czekałem jednak zbyt długo, bo za moment już razem szliśmy  na posiłek:) I tu rewelka: makaron z musem owocowym!!!  
Wrażenia? Super! Ciekawa trasa. Na pewno nie na życiówkę;) Czas jak zawsze mógłby być lepszy;) ale jestem zadowolony, że dotarłem do mety! Ciężko było, bo jakiś ból wlazł mi w żebra he,he... I pogoda jak dla mnie była zbyt letnia:( Preferuję znacznie niższe temperatury, lecz "sorry taki mamy klimat", więc nie narzekam:)
https://plus.google.com/photos/113451102104341588970/albums/6142110289458042657?banner=pwahttps://picasaweb.google.com/105893762517052425018/BiegiemNaBagry
 więcej na Biegiem na Bagry 

piątek, 24 kwietnia 2015

"Jaki piątek taki świątek"...

mówi stare porzekadło i mam nadzieje, że w niedziele się sprawdzi hi,hi... Dziś biegało mi się rewelacyjnie:) Pogoda idealna, więc na krótko.
Dwukilometrowy dobieg na rozgrzewkę do parku Lisiniec popularnie zwanym "Bałtykiem". Potem dziesięć przebieżek dla odmulenia i pętelka po ścieżce rekreacyjnej. Tam spotkałem dwie bardzo smutne biegaczki, które  też biegły dookoła glinianek ale "galowayem";)
Wyglądało, że dopiero zaczynają biegać, bo nie wiedzą jeszcze, że z uśmiechem biegnie się lżej he,he...
Kijarz Który dzisiaj sam reprezentował maszerów, też "zasłuchawkowany" z "kamienną" twarzą:( Chyba coś jest w stwierdzeniu, że stajemy się smutną nacją:(
A przecież tak niewiele potrzeba... Pozdrowienie na ścieżce biegowej przez podniesienie dłoni, uśmiech na widok Jednej(-go) z "naszych";)
W górach podobno już też zanika zwyczaj pozdrawiania się na szlaku:( Szkoda!
Dyszka przed niedzielną dychą w Krakowie bardzo fajna:) Trzecie wyjście dopiero w tym tygodniu i jedynie dwadzieścia dziewięć kilometrów na liczniku. Jutro odpuszczam, więc w niedzielę na starcie powinienem być świeży i wypoczęty.
Niemniej trzymanie kciuków polecam, bo zawsze się przydaje i dlatego za duchowe wsparcie z góry dziękuję:)

środa, 22 kwietnia 2015

Wieczorowa porą...

w świetnym towarzystwie Moni, przy wymarzonej pogodzie dla biegaczy kapitalne tuptanie po mojej codziennej trasie:)
Dziękuję Monika!!!
Zakładałem dyszkę, ale wyszło wg endo prawie trzynaście kilometrów:) Nie żałuje, bo już dawno nie mieliśmy okazji spotkać się na dreptanych pogaduchach;)
Po wczorajszej gimnastyce dzisiejsze szybsze przebieranie nogami było mi bardzo potrzebne. Po ponad czterdziestu ośmiu godzinach bez biegania włażą mi jakieś bóle w kolanka, staw skokowy i w ogóle jestem jakiś rozmemłany:( Lecz wystarczy potem około godziny fajnego biegania i od razu ciało wie, że jeszcze żyje he,he...

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Pierwszy...

raz w tym sezonie  wezmę udział w imprezie biegowej:) w najbliższą niedzielę! Dlatego swój tygodniowy "plan" nieco sobie zmodyfikowałem;)
Z rana po trawce hi,hi... dziesięć razy zdobywałem  od zachodu jasnogórskie wzgórze:) Po prawie dwukilometrowym dobiegu i krótkiej rozgrzewce bardzo lekko mi się podbiegało w kierunku "świętej wieży";)
Nie dziwota wczoraj był luz i regeneracja zatem organizm wypoczęty i silny. Cieszę się, że jest siła! Bo po kuracji antybiotykowej zarazy, która mnie dopadała tuż przed świętami byłem cienki jak "pensja robotnika" he,he...
W niedzielę dycha ma być podobno w dość trudnym terenie to lepiej być trochę niedotrenowanym niż przetrenowanym:) Nie zamierzam stanąć na starcie zmęczony po całotygodniowym cioraniu, bo w imię czego? Ma być święto biegowe, fajna zabawa i brykanie w nieznanym, ciekawym terenie:)
Podobno Morsy i Foczki z krakowskiego klubu "Kaloryfer" chcą po biegu zrobić wiosenne morsowanie? Chętnie skorzystałbym z okazji, bo tam mnie jeszcze nie było;) Po "górskim" hasaniu zamknąłem kółko wracając przez górkę "Moniki" na Kordeckiego:) W sumie na liczniku nieco ponad sześć kilometrów, czyli udało się nie za dużo, nie za mało, lecz w sam raz!
Jutro cotygodniowa porcja gimnastyki. Potem w środę i w piątek pobiegam, a w sobotę odsapnę, bo niestety zapowiadają na weekend gorące lato:(

sobota, 18 kwietnia 2015

Takie "kwiatki"...

coraz częściej spotykam na moich ścieżkach biegowych:( Najwięcej w okolicach urokliwej Bialskiej i "Lasku Wilka".
Mimo, że cała ta "ustawa śmieciowa"jest jednym wielkim śmieciem to nie rozumiem flejtuchów, którzy wywalają śmieci w lesie, czy wzdłuż dróg np. Żuławskiej. 
Krew mnie zalewa na widok takiego dziadostwa! Przecież ten plastik nie zgnije, nie rozłoży tylko będzie walał się dopóki Ktoś się nie zlituje i nie uprzątnie tego syfu!
https://picasaweb.google.com/104418756008194431802/SobotnieBieganieNaBialskiejDziś piętnastokilometrowa trasa w kierunku odwrotnym niż w czwartek. Tak dla urozmaicenia, żeby nie było nudno he,he... Chociaż zawsze jak słyszę, że bieganie jest nudne to dziwię się jak można tak sądzić? Piętnasty rok biegam i jeszcze mi się nie znudziło;) Każdy bieg choćby po tej samej trasie nigdy nie jest taki sam! Zawsze coś się dzieje wokół tylko trzeba mieć oczy otwarte i nie zatykać uszu słuchawkami, bo nie słyszy się własnych myśli hi,hi...
Za każdym razem co innego kołacze się w głowie;) a organizm wysyła sygnały co mu potrzeba tylko trzeba je dostrzec;)
Tydzień fajny zabiegany:) sześćdziesiąt siedem kilometrów w pięciu wyjściach, do tego gimnastyka w środę. Po *drodze* trochę krosu, we wtorek przebieżki, w piątek podbiegi  i jak tu się nudzić;) 


piątek, 17 kwietnia 2015

Zdziwione...

Siostrzyczki z zaciekawieniem przyglądały mi się dzisiaj, gdy robiłem podbiegi na polu namiotowym za Jasną Górą;) Miało być dziesięć razy, ale się zapędziłem he,he... Kiedy zobaczyłem na zegarku, że już jedenasty to, żeby nie było nie do pary zrobiłem jeszcze jeden;)
Jedna z sióstr dziarsko maszerująca niczym Korzeniowski  co chwilę zerkała zapewne, czy aby nie mam dość hi,hi...
Sama też chyba miała w planie zajęcia sportowo rekreacyjne, bo na zwykły spacer to nie wyglądało;)
Sporo ludzi nie zadaje sobie sprawy, że wśród sportowców amatorów naprawdę mamy wielu księży i zakonników osiągających świetne wyniki. Przykładem może być przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra który 7bieg częstochowski ukończył na 45 pozycji z czasem 38min. 38sek. lub ks. Rafał Gniła 0:37:21 na pozycji 27!
Sam byłem pod ogromnym wrażeniem jak na Maratonie Lednickim siostra zakonna w habicie zasuwała całe czterdzieści sześć kilometrów! Ja w koszulce na "ramkach" czułem się jak skwarek na patelni, a ona w sukni do kostek i regulaminowym czepcu z uśmiechem na twarzy:) Można?
Podbiegi plus pętelka na "Bałtyku" z Ewą i dziewiątka na liczniku. Było super!!! Zbiegać nie lubię:( bo jakoś sztucznie samowolnie wyhamowuję:( Lub rozpędzam się i mam wrażenie, że zaraz nie nadążę przebierać nogami i wyrżnę jak długi he,he...
Za to "pod górkę" uwielbiam się wspinać:) Zresztą na zawodach chyba odwrotnie niż wszyscy wzniesienia atakuję, a w dół zwalniam i odpoczywam. Kiedyś na połówce w Kietrzu jak z górki to rywal  mnie wyprzedzał, pod górkę ja Jego i tak do samej mety...

czwartek, 16 kwietnia 2015

dziesięć mil...

wyszło dzisiaj, czyli szesnaście kilometrów szesnastego dnia miesiąca;)
Wahałem się jaki obrać kierunek, lecz ostatecznie górę wzięły wiosenne walory Alei Brzozowej. Świergot ptaków, kwitnące wczesne odmiany drzew i w polach ten zapach ziemi... Rewelacja! Muszę któregoś dnia jak za dawnych czasów wybrać się tam o brzasku, gdy przyroda zaczyna budzić się do życia:)
Po inspekcji  Bialskiej powrót przez "Bałtyk" i spotkanie na biegowej ścieżce najpierw z biegającą Ewą, Która przyznała, że ostatnio trochę odpuściła, bo odezwało się kolanko:( Potem z kijarką Barbarą;) A na koniec z upierdliwym kundlem co chciał koniecznie "spróbować" moich nowych butów:( Nie wiem, czyżby żywił awersje do niebieskiego koloru;) he,he...

wtorek, 14 kwietnia 2015

szybko wolno...

w te i nazad dziesięć razy dla przewietrzenia i odflegmienia płuc;) Wcześniej dwu i pół kilometrowy dobieg na "Bałtyk". Na otwartej przestrzeni bardzo wietrznie, ale na ścieżce za skarpą, pod drzewami jak "u babci za piecem";)
Wiosna to cudowna pora roku:) Przyroda budzi się do życia. 
Ptaki "rozrabiają" w koronach drzew i wręcz się przekrzykują he,he... Zieleń soczystej barwy zaczyna wypełzać spod suchych patyków i zeszłorocznych liści. Wysyp kwiecia wzdłuż ścieżek i to fantastyczne powietrze: chłodne rześkie, a nie jak w sobotę:( Nagła "eksplozja" temperatury, duszno i w płucach żar o czym przekonali się uczestnicy biegu częstochowskiego. Na niektórych żal było patrzeć:( W końcówce na zbiegu maszerowali i zipali jakby pokonywali *Maraton Piasków*.
Zdecydowanie wolę niższe temperatury i mam nadzieję, że dwudziestego szóstego jeszcze lato do Krakowa nie zawita;)
Powrót o dwa kilometry dłuższy od dobiegu i w sumie super jedenastka z małym hakiem na liczniku:) Fajnie, że wyszedłem chociaż dziś "mały leń" namawiał mnie żeby odpuścić hi,hi...

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

"Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje"...

Znowu udało mi się pobiegać z rana przed przelotnymi, ale dość obfitymi opadami deszczu i silnym porywistym wiatrem:)
Chłodno, słonecznie w sam raz na fajne bieganie! Po sobotniej czternastce wczoraj odpuściłem sobie, żeby po przerwie od razu się "nie zatrzeć" he,he... Głowa chciałaby już długo i w dodatku szybko;) Nogi też przebierają niczym trybiki w dobrzej naoliwionej maszynie, lecz osiem dni przerwy to w kategorii +50 sporo i lepiej stopniowo wchodzić na obroty. Z głową hi,hi...
Dziś szesnaście kilometrów po "Bałtyku" i przyległych ulicach w całkiem niezły tempie:) Zawsze na "głodzie" biegania jest "pałer" i dlatego przed zawodami odpoczywam, regeneruję się i wyglądam oczekiwanej przez wszystkich superkompensacji;)
Świetnie mi się dzisiaj biegało zarówno mentalnie jak i fizycznie:) Jutro rano ostatnia działka antybiotyku! Chociaż w piersiach nadal "gra":( po sobotnim tuptaniu jest jednak *o niebo lepiej*:))

http://ofsajd.onet.pl/newsy/rekordowy-runmageddon-na-hipodromie-sopot-polska-stolica-biegow-przeszkodowych/n8wjh4Rano przeczytałem na onecie o biegu à la Katorznik.
Runmageddon  przeszkodowy bieg  na hipodromie w Sopocie został rozegrany w formule Rekrut na 6 kilometrowej trasie, na której umieszczono ponad 30 przeszkód.
Osobiście wolę typowe terenowe biegi przełajowe! Przeszkodowe: Katorżnik, City cross, Cross Zapaleńców i inne gdzie owszem można się "upodlić" na maxa jakoś mnie "nie kręcą" :(
 
 

sobota, 11 kwietnia 2015

Z drugiej strony....

brałem dziś udział w biegu częstochowskim. Od klaskania bolą mnie dłonie, a od zagrzewania do walki zaschło mi w ustach hi,hi... Ale nic dziwnego, bo temperatura ni z tego ni z owego nagle zrobiła się upalna:( Tydzień temu w Wielkanoc zima, a dziś pełnia lata. Widać było po twarzach zawodników, że męczył ich "żar z nieba":( Cóż taka dola biegacza;) Nikt nie mówi, że ma być lekko:)
Rzadko mam okazję uczestniczyć w imprezie biegowej jako kibic. Chyba dlatego nie mogłem tam na trasie ustać spokojnie, bo podeszwy tak mnie "swędziały", że  najchętniej pognałbym za zawodnikami nawet tak jak stałem he,he...
Co rusz znajome twarze:) uśmiechy, poprzybijane "piątki"... Fajnie było:)

Rano po ośmiu dniach wolnych od biegania z powodu jakiejś "zarazy" postawiłem wszystko na "jedną kartę"! To nic, że jeszcze do wtorku mam antybiotyk. Skoro i tak średnio pomaga to w myśl powiedzenia "co nas nie zabije to nas wzmocni" wóz, albo przewóz!
Planowałem pięć, sześć kilometrów, lecz spokojny bieg wprawił mi w taki błogostan, że skończyło się na czternastce z "hakiem" hi,hi...
Dobrze zrobiłem! Poranne bieganie dało mi zastrzyk endorfin i dobry humor na poobiednie dopingowanie;)


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Boskie plany...

względem mojej osoby były zgoła odmienne od moich. Może dlatego, żeby przypomnieć mi, a może jeszcze co niektórym;) że wszechstronna aktywność fizyczna i zdrowy tryb życia nie czyni nas niezniszczalnymi he,he...
Aha, mówi się: "nie chwal dnia przed zachodem słońca" a ostatnio już chyba chwaliłem;)
W Wielki Piątek temperatura i "dychawica" sprowadziły mnie do parteru. W perspektywie zbliżających się Świąt Zmartwychwstania i zamkniętych przychodni MLP wymogła na mnie wizytę u medyka. Fakt dawno u mojego pana doktora mnie nie było, więc przynajmniej raz w okolicach Wielkiej Nocy pasowałoby się spotkać:)
W przychodni tylko trzy osoby chyrlające i nic dziwnego przecież wszyscy normalni szykują się do świętowania.
Lekarz pierwszego kontaktu jak mnie tylko usłyszał tak od razy bezpośredni kontakt zwiększył maksymalnie jak tylko da się zrobić badanie hi,hi... "Wyrok" w trybie przyśpieszonym: zapalenie krtani i tchawicy! Na zakażenie bakteryjne: antybiotyk, syrop i specyfik przeciwgorączkowy, przeciwzapalny, przeciwbólowy:( Trochę się zdziwiłem? gardło mnie nie boli? owszem kaszel "łeb urywa", w klacie jakby rura paliła? i głos charczący? Ale słuchał, w gardziel patrzył, więc nie powód nie wierzyć choć niewierny jestem Tomasz;)
Antybiotyku nie pamiętam od jak dawna już nie brałem... Ostatnio chyba po operacji pęcherzyka żółciowego. Wow to kilka lat!
Nie wiem czy rozwój choroby, czy antybiotyk, czy wszystko na raz rzuciło mnie "na glebę":( Od piątku do Poniedziałku Wielkanocnego leżałem jak "zdjęty z krzyża" i trzy dni wyjęte z życiorysu:( Tak to wiosna dała mi radę!  Dzisiaj wracam do świata żywych chociaż zaraza mnie chce udusić;)
Na razie nic mi się nie chce, ale "idę" walczyć o lepsze jutro;) i powtarzam sobie moje ulubione powiedzenie: *Maratończyk nigdy się nie poddaje* Trzymajcie kciuki:)
Dziękuję wszystkim za życzenia świąteczne, troskę o zdrowie i dowody sympatii:)

Nie piszę kiedy wracam, żeby nie zapeszyć hi,hi...

czwartek, 2 kwietnia 2015

Serdeczny Kumpel...

Kuba, a właściwie już... Jakub Ostasz przysłał mi piękne życzenia z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego  na samodzielnie wykonanej kartce świątecznej od całej swojej Rodzinki:) Dlatego te miłe słowa są tym bardziej cenne:)
Jeszcze raz Kuba drogi Kumplu z całego serca pięknie dziękuję Tobie i Twoim Najbliższym w imieniu własnym i rodziny:) 
Jakub mam nadzieję, że moja też już dotarła;)

Dzisiaj pierwsze bieganie w kwietniu, bo na prima aprilis była gimnastyka.
Aura znowu była niezwykle łaskawa:) Gdy biegałem nie wiało, nie padało... można rzec cisza przed burzą he,he... *Później piękna zima tej wiosny* Ale przecież nie ma się co dziwić - "kwiecień plecień co przeplata trochę zimy trochę lata;)
Zrobiłem spokojną siódemkę "na poty". Zima minęła, były regularne aplikowane "szczepionki antygrypowe" i nic mnie ruszało;) Przyszła wiosna i jak co roku *coś mnie bierze* hi,hi... Nie mam temperatury! To najważniejsze, bo nie muszę rezygnować z biegania;) Trochę łamie mnie w kościach, odwilż w nosie, drapanie w gardle...
Tłumacze to sobie, że gdybym nie był zmorsowany to pewnie musiałbym zapakować się do wyra:( A tak organizm zwalcza infekcje i przechodzę ją łagodniej:) I dzięki Bogu:)

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13