"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


środa, 28 lutego 2018

styczeń, luty...

                                  maj he,he... mówi się, bo już by się chciało;) Niestety, albo stety jeszcze trzy tygodnie kalendarzowej zimy hi,hi... 
Koniec najkrótszego miesiąca w roku, więc krótkie podsumowanie.
240 kilometrów w dwudziestu pięciu wyjściach. 
Pięć treningów podwójnych, czyli dwa jednego dnia. 
Cztery cotygodniowe gimnastyki. 
40 km w dziewięciu marszach i sto dwadzieścia minut na rowerze stacjonarnym w trzech sesjach.
Dzisiaj czternaście kilometrów w tym seria dziesięciu podbiegów po zmrożonej trawie na Jasnogórskim polu namiotowym. Temperatura powietrza minus dwanaście, lecz w rejonie "Bałtyku" zapewne o wiele niższa. Fakt było dziś trudno:( Szczególnie pod wiatr, ale dałem radę;) 
Aha, zapomniałem się pochwalić mamy nowe "mundurki" na starty w zawodach dzięki Kubie oraz  Adamowi - lunique.pl:) 
Na razie tylko mała "zajawka" ale już wkrótce pełny skład w całej krasie:)
"Premiera" dziesiątego marca he,he... Oczywiście "na gorąco" przymiarki już były;) Świetna Ekipa będzie się super prezentować:)

poniedziałek, 26 lutego 2018

trzyma...

                                zima! he,he... Rankiem minus dwanaście kresek na termometrze przy oknie, więc w bialskich polach odczuwalna jeszcze niższa. Zwłaszcza pod wiatr, gdy zimne wietrzysko chlasta po twarzy. Jedna dłuższa pętla "z oczkiem" i powrót od drugiej strony. Po zmrożonych wertepach bieg po asfalcie to dla stóp wełniany dywan hi,hi... 
Korciło mnie jeszcze ze trójkę dodreptać;) ale musiałem punktualnie zameldować się z powrotem. Dlatego po raz pierwszy od bardzo dawna biegałem z okiem "na zegarku" he,he... 
Fajnie było! ślisko, wietrznie i w tempie "ekonomicznym" bo wieczorkiem zaplanowaliśmy z Kubą doładowanie "baterii" na dreptanych pogaduchach:)
#
Niestety tylko podładowaliśmy;( bo wyszło dziewięć kilometrów he,he... Wieczorkiem temperatura znów spadła z minus dziewięciu w ciągu dnia do minus trzynastu. No cóż jest zima, luty, więc musi być zimno:) 
Jak słucham tego biadolenia w mediach: "...arktyczne temperatury, rekordowo zimne noce, zaniechać trzeba aktywności, ograniczyć przebywanie na powietrzu..." :( To nie wiem, śmiać się czy płakać? Tak jakbyśmy byli we Włoszech, albo Hiszpanii i śnieg lub ujemne temperatury to  ewenement niespotykany od lat hi,hi... A przecież w *normalne* zimy w nocy bywało ponad dwadzieścia kresek poniżej zera, a w dzień kilkanaście na minusie. Żyliśmy i daliśmy radę:) 
Teraz klęska żywiołowa! Trzeba chyba przypomnieć co niektórym co to chcieliby przechodzić zimę w trampkach i skarpetkach stopkach hi,hi... że: "luty obój buty" ;)

niedziela, 25 lutego 2018

skusiły mnie...

                                     Kusięta, a w zasadzie najstarszy syn Jakub he,he... I jestem Mu wdzięczny, bo zimowa kąpiel przy -12stu stopniach w Jeziorku Krasowym była fantastyczna:) Miejsce fajne i urokliwe, lecz oczywiście gdyby nie Grono sympatycznych, pozytywnie zakręconych Ludzi nie byłoby tak świetnej zabawy:)
Więcej jak zawsze na stronce zmorsowani.blogspot.com
Biegowo bez mała trzy kilometry:( na rozgrzewkę przed zanurzeniem. Oczywiście na nowym terenie, a może i w związku z niską temperaturą gps w garmku "zaspał" wrrrr... i zapisał połowę:( Zaczynam żałować, że nie wybrałem jak Kuba tomtoma!
Może jutro sobie odbije hi,hi...

piątek, 23 lutego 2018

wytrwale...

                              Strażaki, któryś dzień z kolei "trenują" na lodzie w parku Lisiniec popularnie zwanym "Bałtykiem" 
A ja pod Ich czujnym okiem bieganie he,he...
Z początku "obleciałem" tereny wokół lisinieckich glinianek, a potem na trawniku przyprószonym świeżym śniegiem serie dziesięciu przebieżek. Widziałem, że Fajermani co jakiś czas spoglądali co wyczyniam i czy przypadkiem nie szykuje Im się przypadkowa akcja ratunkowa hi,hi... Ale dałem radę! 
Podobnie jak w zeszły piątek szybsze akcenty biegało mi się kapitalnie:) Widać, że po zimie jestem zamulony he,he... i trzeba zacząć regularnie "wietrzyć" płuca hi,hi...
W sumie wyszło czternaście kilometrów i w lutym pojawiła się na liczniku dwójka z przodu:) A do końca miesiąca jeszcze pięć dni. Jutro luzik, a w niedzielę prawdopodobnie zimowa kąpiel w Jeziorku Krasowym;)   

czwartek, 22 lutego 2018

minus...

                  pięć na dworze lub jak mówią Krakusy: na polu;) 
Szkoda tylko, że nie ma śniegu i wokół szaro buro nie zimowo:( 
Lód coraz grubszy, choć jeszcze nie na tyle bezpieczny, żeby beztrosko po nim chodzić. Dlatego dziwię się pasjonatom wędkowania pod lodem, Którzy wyszli na "Pacyfik"!?
Super morsowanie czwartkowe z Adamem i Tadeuszem pod nadzorem sympatycznej Renaty:) Nad Którą trzeba popracować, bo jeszcze nie wie jak bardzo chce zostać Foczką hi,hi... 
Było świetnie! Dowodem były jak powiedziała Renata pełne ekstazy pomruki i wzdychania dochodzące z przerębla he,he...
Od wczoraj na "Bałtyku" mają manewry jednostki Straży Pożarnej. Na szczęście udało nam się wykapać przed ćwiczeniami, bo jeszcze wykorzystaliby nas jako naturalne fantomy do udzielania pomocy ludziom pod którymi zarwał się lód he,he...
Znów szykuje się impreza morsowa:) Tym razem w pobliskich Kusiętach, ale o tym wydarzeniu więcej na zmorsowani.blogspot.com
Biegowo tylko trzy kilometry:( Dwa tam i jeden z powrotem. 
Ale tak miało być;) 

środa, 21 lutego 2018

mile...

                 łechcą ego starego słowa później urodzonych: "My „młodzieniaszki” szans z Tobą nie mamy"  he,he... Ale na rok przed sześćdziesiątką świadomy jestem, że czas niestety pracuje na moją niekorzyść:( 
Owszem nie daję hi,hi... staram się, trenuję, ćwiczę, aby zachować jak najdłużej sprawność:) Nie tylko tą fizyczna, a również psychiczną. Endorfiny wydzielane w trakcie wysiłku fizycznego to znakomite lekarstwo zwane nie na próżno hormonami szczęścia. Zdaję sobie sprawę, że już nie pnę się pod górę, lecz powoli zbiegam po równi pochyłej;) Ciało organizm starzeje się, wydolność spada, mięśnie stają się mniej elastyczne, stawy zużyte itd.itd. Proces ten zależy nie tylko od warunków życia, diety, aktywności, ale w dużej mierze od genów dziedziczonych po przodkach.   
Aktywny tryb życia pozwala proces starzenia spowolnić. Jednak nie zatrzyma go i... Jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt: wiara. Nie na darmo mówi się "wiara czyni cuda!" Dlatego jedno z moich haseł przewodnich to: "Nie Jesteś słaby dopóki nie zaczniesz tak myśleć" Inne: "Maratończyk nigdy się nie poddaje", czy "Możesz więcej niż myślisz" Choćby nie wiem co nigdy nie mówię NIE DAM RADY! Te trzy słowa są najgorszym wrogiem każdego nie tylko sportowca.
Przykład: kilka lat temu, kiedy w roku startowałem kilkanaście razy, a nie kilka;) Prowadziliśmy z kilkoma rówieśnikami taką "cichą" rywalizację. Obserwowaliśmy swoje wyniki na zawodach. Na wspólnych startach walczyliśmy o lepsze miejsce na liście wyników nie komentując, bez achów i ochów dla wewnętrznej satysfakcji. 
Pewnego dnia chyba na piętnastce prawie od startu lecieliśmy z "rywalem" ramię w ramię. Gdzieś na kilometr przed metą skoncentrowany rozważałem w myślach JAK TO ROZEGRAĆ?? "Urwać" się teraz i liczyć, że konkurent mnie nie dogoni tuż przed metą? Poczekać na finisz na bieżni gdy wpadniemy na stadion? Ostatni długi podbieg adrenalina buzuje, a mój partner wystękuje: "K.... NIE DAM RADY!"
W tym momencie słowa te podziały na moją psychikę niczym iskra elektryczna hi,hi... Wyrwałem i leciałem nie oglądając się, bo wiedziałem, że nie ma szans mnie dogonić:) Za "kreską" czekałem, żebyśmy sobie przybili piątkę za walkę na trasie. Kiedy kumpel dotarł na metę wyznał: "jak biegliśmy razem było jeszcze w miarę. Ale jak "odjechałeś" to "podcięło mi skrzydła". Nie mogłem zmusić się do walki. Poddałem się, odpuściłem" 
Motywacja i tzw. trening mentalny oraz wiara we własne siły jest niezmiernie ważna nie tylko w walce o "pudło".  Również dla pokonywania własnych słabości. I wszystkim Których "zarażam" bieganiem próbuję to wciąż uświadamiać. 
Marzy mi "zaszczepić" u Kuby, Adama, Edyty, Krysi i jeszcze Innych Których wciągnąłem do biegowej "mafii" motto:
"Zwycięzcą nie zawsze jest ten najlepszy, który zdobywa nagrodę. Zwycięzcą może być człowiek, który próbuje coś zmienić w sobie, w swoim życiu i podejściu do otaczającego go świata, pomimo wszelkich trudności. Człowiek, który robi pojedyncze, powolne kroki przekraczając własne lęki i ograniczenia, podczas gdy inni biegną bez trudu"

poniedziałek, 19 lutego 2018

nie ma to....

                         jak w poniedziałek z rana dostać życzenia 🍏🍇🍊🍒🍉 tygodnia:) Dzięki Adam!!!
Jako, że życzenia zobowiązują i tak jak marzenia się spełniają tylko trzeba im pomóc he,he... Z rana kierunek Aleja Brzozowa i bialskie pola. Dwie pętle za Sanktuarium Krwi Chrystusa po zmrożonych wertepach w przeszywającym, zimnym wietrze nieźle mnie "upodliły" hi,hi... Do tego stopni, że po obiedzie zaliczyłem regeneracyjna drzemkę;) 
Po wczorajszej imprezie w Kłobucku byłem "niedojedzony biegowo", więc dziś wyrwałem "jak Filip z konopi" he,he... Biegło mi się rewelacyjnie! Mimo, że pod wiatr znowu łzy mi leciały jak "grochy":(
Wydeptałem szesnaście kilometrów mając w perspektywie jeszcze wieczorne tuptanie z najstarszym synem:) 
A co *se* będę żałował hi,hi...  

19:30 drugi trening tego dnia:) Z Jakubem, niestety jeszcze bez Edi;) Dreptane pogaduchy na dystansie trzynastu kilometrów przeleciały jak z "bicza strzelił" Na szczęście tym razem, gdy Kuba wychodził powiedział Edycie: "nie obiecuję, że wrócę za godzinę" he,he... Podobno tylko się uśmiechnęła i już nic nie skomentowała hi,hi...
Owocny początek nowego tygodnia to całe dwadzieścia dziewięć kilometrów chociaż na raty;) bo w dwóch etapach:) 
Super się nam szlifowało miejskie trotuary;) A na Śląskiej o "mały włos" *Chłopcy Radarowcy* złapaliby nas na radar he,he...
Jutro od biegania wolne, ale gimnastyka musi być;)

niedziela, 18 lutego 2018

występy gościnne...

                                      dzisiaj w "Słonecznej Kalifornii" he,he... czyli 3 Zlot Foczek i Morsów w Kłobucku:) Szczegóły oraz foto relacje na zmosowani.blogspot.com 
Świetna Impreza! Wielu znajomych i nieznajomych Zimnolubnych z różnych miejscowości. Do tego nie zwykle sympatyczna atmosfera i fantastyczna zabawa:) Adam żałuj;)
Biegowo niestety "mizeria" hi,hi... Niespełna dwukilometrowa rozgrzewka tylko mi narobiła ochoty na szybsze przebieranie nogami:) Ale jak mówi staropolskie przysłowie: "jeśli wejdziesz między wrony musisz krakać jak i one" he,he... Fajnie było:) a przecież "dla towarzystwa cygan dał się powiesić";)


 W całym tygodniu 56 kilometrów w pięciu wyjściach. Do tego trzy kilometry marszu, trzydzieści minut rowerku stacjonarnego i dwie godziny cotygodniowej gimnastyki:)

piątek, 16 lutego 2018

przeciągnąłem...

                                    trochę Pierworodnego jak zawsze zresztą hi,hi...
Miało być dziesięć, jedenaście, wyszło prawie piętnaście;)
Między padającymi płatkami śniegu przez "Bałtyk", Lisiniec, Grabówkę. 
Na Bialskiej pierwsze w tym roku przebieżki:)
Fajne dreptane pogaduchy tylko znów Edi pewnie powie: "Was wypuścić z tatą to nie wiecie kiedy wrócić" he,he...
Biegało mi się dzisiaj wyjątkowo dobrze i lekko. Ale mam tak zawsze kiedy w przeddzień na stole króluje kasza hi,hi... Jestem kaszoholikiem;) i na sobie wypróbowałem, że kasza dla biegacza jest nawet lepsza niż makaron. Zarówno przed jak i po bieganiu. Chociaż makarony też uwielbiam pod wszelką postacią. Teraz była mieszanka jęczmiennej mazurskiej, gryczanej niepalonej i pęczaku. 
Wczoraj na ostro, a dziś po bieganiu na słodko. Przy okazji trochę mieszanki trafiło do dzisiejszego wypieku mojego chleba. 
Jutro laba, a co odpoczynek to też element treningu;) A w niedzielę 3 Zlot Morsów w Kłobucku Będzie się działo! Adam z Krysią ???? a może Patryk;)

czwartek, 15 lutego 2018

"ćwiartkowe"...

                                      hi,hi... morsowanie po Środzie Popielcowej w fajnym towarzystwie Ilony i Adama:) 
Wczoraj Tadeusz z Krzysztofem "odkopali" przerębel zamarznięty po niedzielnym morsowaniu;) 
Dlatego dzisiaj na wodzie tylko cienka "szyba". Wystarczyło więc trzaskanie siekierką i  drewnianą "różdżką" he,he...
Fajnie było! Temperatura powietrza -1, wody +2, czyli to co Zimnolubni lubią najbardziej:) 
Poniżej moczenie Zmorsowanych w zimnej wodzie okiem kamerki;)


Biegowo tylko dobieg Tam i z powrotem:( I jedynie trzy kilometry, więc rozgrzewka bez treningu hi,hi...

środa, 14 lutego 2018

popielcowe...

                    bieganie w środowe przedpołudnie po wcześniejszym posypaniu głowy popiołem. 
Koniec karnawału i początek Wielkiego Postu. W tym roku "zderzenie" karnawału z postem. Czternastego lutego Popielec i Dzień Zakochanych tzw. Walentynki. Każdy świętuje to co uważa za najważniejsze. Chociaż przy  zachowaniu właściwej hierarchii wartości myślę da się pogodzić jedno z drugim. Co boskie Bogu, cesarskie Cesarzowi. By owca była cała i wilk syty;) 
Oczywiście jeśli zakochani się kochają, a nie komercję i nabijanie kabzy producentom wszelkiej maści gadżetów:( Czasem koszmarnych. 
Wielkopostne bieganie zacząłem od rekonesansu na "Bałtyku", a skończyłem serią dziesięciu podbiegów na polu namiotowym Jasnej Góry:)
W sumie nabiegałem jedenaście kilometrów. Po wczorajszej gimnastyce najpierw było ciężko, lecz już na wbiegach pod górkę się rozkręciłem;) Aż nie chciało się wracać he,he... Miałem być za godzinę i niestety znów zaliczyłem piętnastominutowe spóźnienie:( Żeby nie było nigdy nigdzie się nie spóźniam! Poza powrotami z biegania hi,hi... 
To jest taki "mój słaby punkt" 

poniedziałek, 12 lutego 2018

ukojenie...

               nerwów hi,hi... do południa, a po południu eksplozja radości he,he... JEDZIEMY DO BOCHNI! Jako dziesiątą sztafetę wylosowano naszą LUNIQUE TEAM :)
Najwięcej emocji niestety negatywnych przyniosła sama transmisja na żywo:(
Punktualnie o 17-tej pod podanym linkiem na stronie nie było nic do oglądania wrrrr.... Dopiero po iluś tam wylosowanych ekipach na kanale youtube pojawiła się relacja:( Ale skoro los okazał się dla nas  łaskawy i dał nam szanse "pofedrować" na dwunastogodzinnej szychcie odpuszczamy Orgom wpadkę he,he... 
Żeby nie zmącić sobie naszej radochy hi,hi...

Wielkie dzięki dla Wszystkich, Którzy wspierali nas duchowo i trzymali za nas kciuki (dziękujemy:)
Cieszę się, że Krysia z Adamem będą mogli pobiegać pod ziemią;) i doświadczyć tych niezapomnianych wrażeń:) Mam nadzieje, że obejdzie się bez "klątwy" św. Kingi he,he...

Dziś przed południem dla "uspokojenia" jak to ostatnio powiedział Adam: "trening dla głowy" hi,hi... Trzy pętle za Sanktuarium Krwi Chrystusa plus rekonesans morsowiska i poniedziałkowy "urobek" to dwadzieścia pięć kilometrów:) Trochę śniegu, trochę błota poniedziałek jak sobota;)
Pojawił się bieg marcowy w kalendarzu. Muszę więc nieco zmodyfikować plan tygodniowy, bo do startu już tylko 24 dni:) 

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13