"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


niedziela, 25 lutego 2007

[70] Bliskie spotkanie...

W tym tygodniu miałem ciekawą przygodę. Biegnę stałą trasą, dzielnica peryferyjna, ruch znikomy. W pewnej chwili w oddali widzę... komandosa; prawdziwego. Mundur, czerwony beret - myślę zwidy, czy się zagalopowałem i doleciałem do Iraku. Biegnę swoim tempem i już z daleka słyszę: "witam biegacza!" Przywitałem się zaskoczony z żołnierzem, zamieniliśmy kilka zdań i okazało się, że miałem przyjemność spotkać na swojej drodze vice prezesa WKB "Meta" Lubliniec. Bardzo fajne są takie chwile kiedy biegnąc spotyka się innych członków biegającej rodziny. Wystarczy krótkie cześć i kilka słów, aby uświadomić sobie jak przyjacielsko nastawiona do siebie jest ta część naszego społeczeństwa. Czego niestety, nie można powiedzieć o innych wspólnotach nie wymawiając np kibiców. Wracając do biegania wczoraj dwugodzinna wycieczka biegowa. Piątek i poniedziałek po pięćdziesiąt pięć minut biegu plus po dziesięć przebieżek. Czwartek stały punkt tygodnia czyli godzina gimnastyki. Wtorek pięćdziesiąt minut biegu i dziesięć podbiegów, a w środę dla relaksu godzinka swobodnego biegu. Ostatnio zima dała znowu o sobie znać i choć prawdę mówiąc śnieg jest nawet fajny, to mrozik daje popalić. Wczoraj profilaktycznie gorąca kąpiel, smarowanie vickiem i kilka łyków grzańca. No i dziś jest ok; nawet katar mnie nie złapał. A tak poważnie to zimowe bieganie naprawdę uodparnia. Niedawno jeszcze co rusz: ból gardła, ciągle zimne ręce i stopy. Teraz cała zimę chodzę bez szalika i rękawiczek, biegam lekko ubrany, a jest mi ciepło. Od pewnego czasu zauważyłem też.... wzrost formy; cieszę się, że zbliżam się do celu. Jak wszystko nadal będzie szło zgodnie z planem to....może już w maju mBank Maraton! Zwłaszcza, że bardzo podoba mi się termin: 13 maja (bardzo znacząca data) Na razie synoptycy zapowiadają ocieplenie z opadami deszczu i śniegu. Ja się jednak nie przejmuję, /mówię sobie: "trzeba być twardym , a nie mientkim""/ i jutro normalnie trenuję! Do miłego zobaczenia... na trasie!!!!!


Witaj Tomaszu! Jesteś niesamowity. Twoje dążenie do celu ...

... godne podziwu. Jak ktoś bedzie miał chwile zwątpienia w sens i swoje siły, to powinien przeczytać Twój blog. Udawadniasz, ze można wszysko zdobyć. Dawno nie ...

isia35@buziaczek...2007-02-28 19:58

poniedziałek, 19 lutego 2007

[69] Regeneracja...

Ostatnie cztery tygodnie to stopniowy wzrost obciążeń treningowych. Dodatkowo od dwóch tygodni w moim planie pojawiły się przebieżki i podbiegi. Ktoś kiedyś na forum biegajznami.pl napisał, że odpoczynek i regeneracja jest tak samo ważna jak trening, więc miniony tydzień wg planu był regeneracyjny. Nie oznacza to leżenia bykiem i całkowitego rozbratu z bieganiem. Pierwszy mój plan w zeszłym roku też stale stopniowo z tygodnia na tydzień zwiększał czas treningu i kilometraż. Niestety po iluś tam tygodniach zauważyłem znużenie, zniechęcenie i bieganie nie sprawiało mi w zasadzie żadnej radochy. Od tamtego czasu co cztery tygodnie mam więc tydzień regeneracyjny, a po nim czuję przypływ świeżości i zapał do dalszych treningów. Dlatego w ostatnich siedmiu dniach biegałem; wtorek, czwartek, piątek, średnio 45-50 minut. Zaś w poniedziałek, środę i sobotę przez godzinkę ćwiczyłem gimnastykę. Od jutra już normalny trening / pięć dni biegania, ( ma sie rozumieć nie dzień po dniu) jeden dzień gimnastyki i jeden dzień zupełnie wolny od treningów/; Chociaż synoptycy straszą dużymi spadkami temperatury. Na razie wieje, że łeb chce urwać. Podobno zbliżający się atak zimy ma być ostatnim w tym sezonie, ale nie chce mi się wierzyć, zbyt to byłoby piękne, żeby było prawdziwe. Marzy mi się już wiosenna aura, boję się jednak czy, aby po takiej nie zimowej zimie, będzie prawdziwa wiosna. No ale: "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma"

poniedziałek, 12 lutego 2007

[68] Według planu...

Kolejny tydzień treningowy upłynął zgodnie z planem. Dwa treningi biegowe z przebieżkami, jeden z podbiegami, dwa łagodne wybiegania w tym jedno 110 minut. Plus raz w tygodniu sześćdziesięciominutowa gimnastyka to ogólnie sześć treningów z czego pięć  biegowych. Wydaje mi się, jakby forma rosła; mam takie wrażenie, że "wolniej" biegnę, a szybciej pokonuję wyznaczoną trasę ?. Dziwne, ale chyba chodzi o to, że szybciej biegnę, ale na niższym tętnie. Jeszcze w grudniu miałem problem z  utrzymaniem tętna w pierwszym zakresie, bo co rusz pulsometr 'pikał' przekroczenie górnej granicy. Teraz odruchowo spoglądam  na monitor, a tu dolny zakres, choć wydaje się po prędkości, że zaraz odezwie się sygnał. Przebieg minionego tygodnia to 62 km i można powiedzieć, że nie czuję tego "w nogach" A nie tak dawno czterdzieści kilka kilometrów tygodniowo to wszystko na co było mnie stać. Fakt, że obciążenia zwiększam delikatnie, a może nawet za bardzo delikatnie, ale nie chcę się "zajechać" przecież maraton nie zając i nie ucieknie. Jednak prawdę mówiąc w głębi serca coś tam mnie wierci i nie daje spokoju; długo jeszcze, tu maraton, tam maraton, a ty co ? Wiem, że pośpiech wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł i jedzeniu z jednej miski, ale coraz trudniej o cierpliwość. Z drugiej strony bieganie zbyt wiele dla mnie znaczy i nie chciałbym doprowadzić do sytuacji, że pobiegnę maraton, a potem kontuzja i na dłuższy czas abstynencja biegowa. Biorąc wszystkie za i przeciw (wyniki i forma po dotychczas ukończonych zawodach) chyba dystans maratoński mógłbym już zaliczyć. Chciałbym jednak na mecie w dobrym nastroju i samopoczuciu odebrać swój pierwszy medal za  maraton, a nie paść (jak to ktoś określił na forum) niczym zombi ! Tak więc na razie trenuję, trenuję - do debiutu się szykuję. !;
P.S. Przygoda z ostatnich dni - Biegnę, wieczorkiem po "psiej pętli" naraz z boku zwalnia samochód. Kierowca otwiera okno i pyta: sam pan tak biega ? potwierdzam - tak, a On często ? więc odpowiadam - pięć razy w tygodniu. I tu pada propozycja: może byśmy razem pobiegali ? przyznaję, że w pierwszej chwili byłem zaskoczony i zdziwiony!!! ustaliliśmy jednak namiary i być może zyskam partnera do biegania !!!!

poniedziałek, 5 lutego 2007

[67] Nie pisałem ale biegałem...

Dwa tygodnie nie pisałem, ale biegać biegałem. Przyczyna prozaiczna brak czasu. Treningi stają się coraz dłuższe, więc aby pogodzić wszystkie obowiązki z czegoś trzeba zrezygnować. Kiedy zaczynałem biegać półgodzinki na truchtanie ustalone było niczym poranna zaprawa fizyczna w wojsku. 5:30 pobudka i do szóstej jogging. Teraz kiedy trenuję intensywniej i wg planu potrzeba tego czasu więcej. Nie mówię nawet o długich sobotnich wybieganiach. Ale przykładowo w taki poniedziałek; rozgrzewka, pięćdziesiąt minut biegu plus 10 przebieżek, trochę rozciągania, kąpiel  i wychodzi, że  jeden trening zajmuje ok. dwóch godzin. Od 22 stycznia w moim planie pojawiły się przebieżki i podbiegi. Mniej więcej wygląda to tak; poniedziałek 50'owb1+ 10 przebieżek, wtorek 45' owb1+10 podbiegów, środa godzinka owb1, czwartek wolne od biegania - gimnastyka, piątek 50' owb1 i 10 przebieżek, a w sobotę wycieczka biegowa. Czasami jakieś niespodziewane wydarzenia sprawiają, ze muszę mój plan korygować, ale staram się to robić tylko w wyjątkowych sytuacjach. Do niedawna aura nas rozpieszczała, więc ostatni atak zimy przykro przypomniał nam jaką mamy porę roku. W jeden dzień głęboki śnieg, więc bieganie jak po plaży. Potem odwilż /w butach mokro/ to znowu mrozik i pod nogami "szklanka", a na dokładkę padający śnieg z deszczem. Trudno trenować w takich warunkach, ale to za mało, żeby mnie to załamało. Więc się nie poddaję  i biegać nie przestaję.!!!!!!

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13