"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


piątek, 31 sierpnia 2018

wrzesień...

                           to już jesień:( ale się rymuje he,he... O piątej ciemna noc:( a i coraz częściej wcześnie rano bardzo chłodno. Na szczęście dziś jeszcze nie. Przed szóstą na termometrze piętnaście kresek powyżej zera:) 
W ostatnim dniu sierpnia, ostatnia polka - dziadek na zakończenie "Lata z radiem" w ostatnim dniu wakacji;) 
U mnie ostatnie sierpniowe tuptanie i pływanie w "Adriatyku". Z "buta" tylko piątka:( 
W całym minionym miesiącu 256 kilometrów w dwudziestu czterech wyjściach. 
Do tego cztery cotygodniowe gimnastyki i jedenaście "letnich morsowań" hi,hi... 
Plus /aktualizacja/ siedemnaście osiemnaście marszów i sto osiem czternaście kilometrów chodu;) Czyli nogami łącznie trzysta sześćdziesiąt cztery siedemdziesiąt he,he...

czwartek, 30 sierpnia 2018

niezdecydowany...

                                   byłem jakiś dzisiaj he,he... Po wczorajszym wolnym i wizycie w stolicy wypadłem z rytmu hi,hi... Nie mogłem dziś zatrybić;) 
Obudziłem się o piątej, ale przewróciłem na drugi bok i spałem do szóstej trzydzieści:) Potem nie bardzo wiedziałem "co z sobą zrobić" hi,hi... Lecieć na dłużej, czy tylko krótko? bieganie, czy pływanie? a może to i to? Albo podbiegi za wczoraj? 
Tuptałem bez celu i "biłem się z myślami" he,he... Wreszcie postanowiłem: zobaczymy gdzie mnie nogi poniosą;) Obleciałem "Bałtyk" zlustrowałem kąpielisko na "Adriatyku" i miejsce pod brzózkami, lecz jakoś nie ciągnęło mnie do moczenia tyłka w wodzie hi,hi... 
W końcu wylądowałem na "mojej" górce:) 
Po jedenastu kilometrach spokojnego, cierpliwego dreptania zrobiłem serie dziesięciu podbiegów i przejrzałem dopiero na oczy he,he...  
W sumie przy czwartku zrobiłem sobie fajną piętnastkę, a pływanie odłożyłem na jutro;)
Przy okazji pewnie coś potupam, bo to przecież koniec miesiąca, więc wypadałoby zakończyć miesiąc i wakacje z przytupem hi,hi...

wtorek, 28 sierpnia 2018

odnowa ...

                       biologiczna po wczorajszej dziewiętnastce hi,hi...
Przed szóstą krótkie poranne dreptanie na "Bałtyk" i pływanie w "Pacyfiku" he,he... Mówi się przecież, że regeneracja i odpoczynek to też elementy treningu. Trzy kilometry dobiegu tam i z powrotem, czyli dłuższe pływanie niż bieganie. Ani człowiek nie czuje jak mu się rymuje hi,hi...
Temperatura powietrza trzynaście stopni, a wody jeszcze pewnie znacznie wyższa:) Można powiedzieć znów "letnie morsowanie" he,he... 
Fajnie było! Tylko o poranku już szaro buro:( Słoneczko dojrzałem dopiero kiedy wracałem pod górkę. Cóż dni coraz krótsze:( O piątej jeszcze ciemnica:( Ech... a mnie jest szkoda lata:) 
Co prawda Morsy już się budzą z letniego snu hi,hi... Jeden z Sopotu napisał na fejsie: "...byłem, sprawdziłem. Morze jest, plaża też, piasek, a na naszym miejscu jakaś para z parawanem. Poprosiłem, aby się nieco przesunęli, bo niedługo wracamy..." he,he...
Troszkę potuptałem, popływałem i jak praktycznie co wtorek zrobiłem półtoragodzinną gimnastykę.  Czyli dwa, a nawet trzy w jednym:) A co będę sobie żałował;)

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

w nocy...

                          tylko osiem stopni plus! I chociaż obudziłem się o piątej nie chciało mi się wyleźć spod ciepłej kołderki he,he... Tym bardziej, że od uchylonego okna leciało "lodowate" powietrze hi,hi...
Odpuściłem, lecz nie do końca;) Wstałem po szóstej, ale pobiegłem dopiero wpół do dziewiątej jak słonko podniosło temperaturę do dziesięciu stopni. Zasadę odnośnie ubioru mam taką: poniżej dychy na długo, powyżej na krótko;) Skoro prognozowali na dziś około dwudziestu stopni to z każdą godziną powinno się ocieplać. Nie chciałem, więc się piecuszyć;) Było idealnie! Tradycją ostatnio stały się poniedziałki z dłuższym wybieganiem w bialskich polach. Tak na otwarcie nowego tygodnia i dobry początek he,he...
Poimprowizowałem w bialskich polach hi,hi... znalazłem kolejne nowe ścieżki;) i na endo jakieś "husarskie skrzydła" wyszły he,he...
Chciałem dziś długo i wolno, ale co rusz musiałem "zaciągać ręczny hamulec" hi,hi... Dobrze, że na wertepach podłoże wymusza uważne stawianie stóp;)
Nadeptałem bez mała dziewiętnaście kilometrów i znów wracając wzięło mnie zdziwko. Ilekroć biegnę Mazowiecką która wznosi się od  Kieleckiej do Świętokrzyskiej biegnie mi się pod górkę niezwykle lekko? 
Pomimo, że mam już w nogach kilkanaście kilometrów. Mało! coś jakby mnie pchało? jakbym leciał z górki. Przypomniało mi się nawet, że w kraju mamy kilka miejsc gdzie butelki toczą się pod górę. Muszę chyba przeprowadzić doświadczenie hi,hi...


niedziela, 26 sierpnia 2018

"jest zakątek...

                                 na tej ziemi gdzie powracać każdy chce..."
Dzisiaj drugi szczyt pielgrzymkowy. Po Wniebowzięciu NMP piętnastego sierpnia dziś Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Które niektórzy określają jako imieniny Matki Bożej;) Z samego rana jeszcze przed śniadaniem uczciłem święto bieganiem w deszczu he,he... 
Zmokłem dla Adama hi,hi... Bo duchem od samego rana jestem z Nim i ściskam kciuki za jego debiut w triathlonie.  Myślami Go wspieram i mam nadzieję, że będzie świetnie się bawił w Katowicach:) Oczywiście życzę Mu sukcesów, ale najważniejsze by miał satysfakcje i radochę, a wynik to sprawa drugorzędna. Zwłaszcza, że w debiucie życiówkę ma i tak pewną he,he... 
Tak jak zaplanowałem dziś mała bieżnia w Trzynastce. Mojej dawnej "Budzie" tzn. podstawówce. Czyli można powiedzieć powrót do korzeni hi,hi... 
Najpierw jednak trzy kilometrowa rozgrzewka;) a potem dwie pętle szybko jedna wolna itd. itd. Żeby przypadkiem nie zakręciło się w głowie he,he... pierwsze pięć powtórzeń w lewo i kolejne pięć w prawo.
Aura fantastyczna! Dwanaście stopni plus na termometrze, siąpiący deszczyk i świeże, chłodne powietrze:) Biegało mi się dziś rewelacyjnie chociaż w końcówce "znajomy" achilles zaczął się odzywać:( 
Po "stadionie" kolejna trójka na ostudzenie przez "Bałtyk";) i wyszła fajna jedenastka:) 
W całym tygodniu sześćdziesiąt dziewięć kilometrów w sześciu wyjściach. 

piątek, 24 sierpnia 2018

jaki piątek...

                        taki świątek powiadają he,he... Jest zatem nadzieja, że w niedziele też fajnie sobie pobiegam i podobne "ząbki" tylko szersze się pojawią na wykresie;)
Jeśli pesymistyczne zapowiedzi o burzach z gradem się nie sprawdzą, bo deszcz mi nie przeszkadza hi,hi... Chciałbym w niedzielny poranek polatać na małej bieżni w Trzynastce:) Tak jak tydzień temu dwa kółka szybko i jedno wolno razy dziesięć;)
Dziś tak jak w środę dyszka na stałej trasie i seria dziesięciu przebieżek na łące przy "Bałtyku". Świetnie hasało mi się pod okiem kręcącej pętelki biegaczki hi,hi...

Oprócz biegaczki odliczyła się jeszcze Pani na trójkołowcu z białym pieskiem w koszyku hi,hi... Oraz wcześniej urodzona para - Pani i Pan przy czym jedno z Nich korzysta z balkoniku. Podziwiam takich Ludzi! Naprawdę ogromny szacun! Ilu ludziom także młodym nie chce się ruszyć tyłka:( A tu Człowiek niepełnosprawny dzień w dzień na wcale nie najrówniejszej ścieżce walczy z ograniczeniami ciała. Wielkie brawa!!! 
Ilekroć Ich widzę od razu wspominam mojego serdecznego Przyjaciela Kubę, Który porusza się na wózku. Cały czas walczy! Rehabilituje się, ćwiczy, startuje w zawodach  i wciąż wynajduje nowe wyzwania. Ostatnio zdobywał Górę Kamieńsk. Jak napisała Jego Mama: *3200m w palącym słońcu "Ciągle pod górę, ciągle z zakrętami. Droga na Górę Kamieńsk stała się symbolem, bo przypomina tę, którą osoby niepełnosprawne pokonują codziennie, w swoim życiu"
GÓRA KAMIEŃSK ZDOBYTA!!! w czasie 39 minut i 21 sekund* 
Jeszcze raz graty i brawa Kuba jeśli będziesz to czytał. Dumny jestem, że mam zaszczyt być kumplem młodego,  aczkolwiek Wielkiego Człowieka:)

czwartek, 23 sierpnia 2018

do wody...

                       tylko dzisiaj, ale na okrężne drogi i wyszła piątka "z buta" he,he...
W pół do szóstej szesnaście stopni na plusie i zachmurzenie, czyli jak zawsze idealna aura na bieganie hi,hi... Dziś jednak tylko dobieg nad "Adriatyk" i trenowanie pływania;)
Było rewelacyjnie! Ani  "żywej duszy" he,he... spokój i ta cudowna cisza:) W ciągu dnia, czy wieczorem to nie to samo miejsce.
Woda jeszcze cieplutka, ale już wkrótce po coraz chłodniejszych nocach zacznie stygnąć:) Z tego co słyszałem niektórzy już nie mogą się doczekać kolejnego sezonu morsowań 2018/2019;)  Na razie ciepłolubni rządzą hi,hi... A ja wciąż się zastanawiam... W zasadzie na "Bałtyk" przychodzą wciąż te same osoby. Plażują, kąpią się, wędkują, czasem przynoszą ze sobą coś do jedzenie, do picia, lecz po, po sobie nie sprzątają:( Wala się wszędzie pełno butelek, papierów, foliówek także w wodzie:(
Obserwuję od jakiegoś czasu, gdy kąpię się wczesnym porankiem, że przyjeżdża facet  moplikiem i zbiera puszki po napojach. Butelek nie bierze, bo większość to bezzwrotne z pobliskiej "biedry" i te walają się na kamiennych umocnieniach, na plaży, w krzakach itd.
Gospodarz tego obiektu stara się jak może, ale nie jest wstanie wszystkiego uprzątnąć po flejtuchach:( Nie rozumiem ludzi i czasami myślę, czy ja jestem walnięty, czy te brudasy?  Przecież kosz przy koszu!
Półgodziny pływania, trzydzieści minut biegania niby tyle samo he,he... ale to nie to samo;) Zdecydowanie lepiej czuję się na twardym gruncie hi,hi... 

środa, 22 sierpnia 2018

kiedy wczoraj...

                              wracaliśmy z "biedry" przez jasnogórskie pole namiotowe MLP zapytała: to ty tak wydeptałeś trawę przez podbiegi? I wtedy uświadomiłem sobie, że jakoś je odpuściłem:( a przecież bardzo lubię;)
Wieczorem sprawdziłem w dzienniczku i... ostatni raz taki trening robiłem osiem tygodni temu. Dwa miesiące to dużo! Dlatego dziś kiedy tylko wybiegłem z domu od  razu postanowiłem zakończyć bieganie podbiegami he,he... Zrobiłem dyszkę na stałej codziennej trasie. Na "Bałtyku" przywitałem się dwiema sympatycznymi biegaczkami i poleciałem na "moją górkę" hi,hi... Trawa skoszona, trochę udeptana w czasie szczytu pielgrzymkowego i bardzo mokra.
W nocy temperatura spadła do dwunastu stopni i nawet w parku Lisiniec zbiorniki parowały jak garnki na kuchni he,he...
Dzisiaj obudziłem się znów o piątej, ale nie za bardzo chciało mi się zwlec z wyrka:( Od otwartego okna ciągnął chłód, a na dworze, lub jak to mawiają Krakusi hi,hi... *na polu* półmrok:( Niestety dni robią się coraz krótsze. Gdy budzę się i widzę wstające słonko to *pięty palą* he,he...
Od niedawna czy to na Bialskiej, czy nad "Adriatykiem" pokazuje się dopiero przed szóstą:( A będzie z każdym dniem jeszcze gorzej:( Nie przeszkadza mi chłód, zimno, opady deszczu, czy śniegu. Za to brak światła słonecznego mnie boli;) więc na razie korzystam z niego do woli! 

wtorek, 21 sierpnia 2018

dwa w jednym...

                                          a nawet trzy he,he... Najpierw rano bieganie (5km;) i pływanie w "Adriatyku". Potem trochę przerwy i cotygodniowe wygibasy hi,hi... czyt. dwie godziny lekcyjne gimnastyki (jak w szkole;)
Po wczorajszej "połówce" regeneracja w chłodnej wodzie i luzowanie mięśni oraz stawów to świetna odnowa biologiczna;)
Endo pokazało, że półtoragodzinna gimnastyka to spalenie tylko  czterystu dziewięćdziesięciu sześciu kilokalorii? Czyli nieco więcej niż dostarcza spożyty jeden pączek!? Pączki lubię:) Kalorii nie liczę, bo przecież *po to się biega, żeby żreć ciostka* hi,hi... Diety nie stosuję;) no może jedną ŻP tzn. "żryj połowę" he,he...
Poniedziałek dobry, więc nie wtorek nie mógł być gorszy, bo jak mówi prawo serii;) Mówiąc po boksersku "trza iść za ciosem" co by nie zapeszyć oby tak dalej:)
Na koniec specjalna dedykacja dla Adama, Który w niedziele zadebiutuje w katowickim triathlonie:)
Pewnie adrenalinka przedstartowa już się odezwała;) Duchem w tym dniu będziemy z Nim ściskając jednocześnie kciuki za powodzenie! 

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

nowy...

                        tydzień, nowe plany i nowe trasy;) Na otwarcie nowego tygodnia prawie "połówka":) Przez Bialską - Aleję Brzozową, Lasek Wilka, "świeże" ścieżki w bialskich polach i park Lisiniec. 
W polach widać zbliżającą się jesień:( Słychać warkot traktorów, które zwożąc plony udróżniły kilka zarośniętych wcześniej dróżek.
Wybiegłem znów piąta trzydzieści he,he... i przed Sanktuarium Krwi Chrystusa załapałem się na wschód słońca:) Fajnie być już w biegu kiedy dopiero budzi się dzień hi,hi...
Temperatura plus siedemnaście stopni Celsjusza. Powietrze nagrzane przez ostatnie upalne dni, więc nawet w lasku i polach mimo wczesnej pory nie odczuwa się porannego chłodu:(
Pomalutku, spokojnie i na luzie udeptałem znajome i nieznajome ścieżki po czy ruszyłem w kierunku "Bałtyku"
Na wertepach cicho i pusto. Jedynie dwa razy drogę przebiegły mi sarny;) Pierwszą biegaczkę i biegacza dojrzałem gdy wybiegałem "do cywilizacji" na styku Buffalo, Zakopiańskiej i Alei Brzozowej.
Na koniec korciło mnie jeszcze pływanie, ale wskazania zegarka przywołały mnie do rzeczywistości he,he... Chwilę się wahałem, lecz obowiązkowość wzięła górę;)
Było super! "Akumulatory naładowane" endorfinami:) na dobry początek tygodnia! 
W progu moja niebiegająca żona powitała mnie słowami: *aleś się wyrwał, gdzieś ty tyle czasu latał* Dwie godziny to długo??? 

niedziela, 19 sierpnia 2018

zdążyć...

                        przed upałem, by bieganie było naprawdę przyjemne;) To hasło naczelne tego lata he,he...
Jako zimnolubny Mors śródlądowy zdecydowanie wolę wstać skoro świt. 
Dzisiaj to co miało być w piątek, czyli spokojne tuptanie i seria dziesięciu szybkich podwójnych okrążeń na bieżni w Trzynastce. Pomiędzy dwoma szybkimi kółkami jedno na luzie dla uspokojenia;) 
W sumie fajne poranne jedenaście kilometrów:) 
Tydzień w zasadzie regeneracyjny hi,hi... Dlatego bieganie co drugi dzień. Zrobiłem jedynie czterdzieści siedem kilometrów w czterech wyjściach:) Ale jednocześnie przemaszerowałem trzydzieści jeden. Razem "z buta" siedemdziesiąt osiem kilometrów i cotygodniowa półtoragodzinna gimnastyka. Bo jak to ostatnio przeczytałem: *Zdrowie tak jak chleb zdobywa się w pocie czoła*

piątek, 17 sierpnia 2018

nałaziłem...

                        dziś od rana do wczesnego popołudnia szesnaście kilometrów he,he... Moja kochana Wiktorka jest niezmordowana;) Jej aktywność nawet dziadka maratończyka potrafi zajechać hi,hi... Ten malutki ludzik ma chyba motorek w pupie he,he... 
Dlatego po powrocie z "dyżuru" obiad i drzemka regeneracyjna;) W międzyczasie zgadałem się z Kubą, że pasowałoby wieczorem coś potuptać. 
Wyszliśmy dziewiętnasta trzydzieści, ale powietrze wciąż ciężkie:( Nawet nad "Bałtykiem" hi,hi...
Na dreptanych pogaduchach udeptaliśmy skróconą wersję mojej stałej trasy i wyszło prawie dziewięć kilometrów. 
Nie wiem czemu, ale po tych szesnastu spacerowania miałem wrażenie, że przebiegliśmy więcej;) 
Ten tydzień ma być regeneracyjny i na razie taki jest. Wczoraj po "służbie" u malutkiej dwie godziny lekcyjne gimnastyki, dzisiaj bieganie, a jutro znów luz. W niedziele chciałbym coś szybciej poprzebierać nogami he,he... Lecz bez napinki, spokojnie dla samej przyjemności biegania:)

środa, 15 sierpnia 2018

czerwona...

                         kartka w kalendarzu w środku tygodnia he,he... Uroczystość Wniebowzięcia NMP szczególna w naszym mieście;) Kolejna rocznica Cudu nad Wisłą i święto Wojska Polskiego.
Jako, że należy dzień święty święcić wstałem po piątej;)
Wczoraj "poprawiny weselne" hi,hi... czyt. pierwsza rocznica zawarcia sakramentu małżeństwa Irene i Janka w Sant Cugat.
Wcześniej oczywiście Msza św. i dopiero imprezka umacniająca przyjaźń Polsko - Katalońską he,he... Bo bliska nam to nacja;) Nawet Hiszpanie mówią o Nich Polaco;)
Dlatego dzisiaj *najpierw bieganie potem śniadanie* hi,hi...
W cieniu jasnogórskiej od kilku dni rzesze pielgrzymów, ale jakoś wymknąłem się na "Bałtyk". Obleciałem zmodyfikowaną stałą trasę za parkiem Lisiniec;) I wracając ponownie u "wrót" machnąłem trochę "ząbków" dla pobudzenia he,he...
W sumie w niedzielną środę wyszło jedenaście kilometrów:) Nie obyło się bez przygód;) 
Najpierw musiałem czekać z przebieżkami, aż jakiś pies łaskawie zejść z mojej trasy;)
Potem za schodami na Kordeckiego jakaś zakonniczka spytała mnie o godzinę. Tak się zamotałem z przejściem na zegar z trybu stopera, że o mało nie skasowałem treningu. A Ona i tak się chyba spóźniła na siódmą:( 
Całe szczęście, że tylko o te kilkaset metrów wcześniej zapisałem aktywność, a nie usunąłem jak już kiedyś się zdarzyło. 
Cieszę się z decyzji o wyjściu z pieleszy, choć przyznaję "bez bicia" nie było to łatwe hi,hi... Spuszczając stopy na podłogę powtarzałem sobie "żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce" hi,hi... Teraz po treningu wiem! Tego było mi potrzeba, jest zadowolenie, satysfakcja i prawdziwie świąteczne radosne samopoczucie:)

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

trzynastego...

                        uważam za bardzo szczęśliwy dzień:) chociaż życie co rusz próbuje mnie przekonać, że się mylę he,he...
Dziś z racji zaplanowanego pieczenia chleba i zapowiadanego upału wyjście na trening "godzina piata minut trzydzieści..." 
Tak jak to ostatnio w poniedziałki bywało kierunek Bialska zwana też Aleją Brzozową. Potem Lasek Wilka i bialskie pola;) 
Pogoda super! Piętnaście stopni plus, słońce jeszcze nisko, więc lecę sobie i rozmyślam o niebieskich migdałach hi,hi...  
Pierwszy raz przypomniało mi się o trzynastym kiedy się potknąłem i mało co nie "wyrżnąłem orła" Ale dzięki Bogu udało się obronić przed upadkiem:)
Później na Zakopiańskiej przed Gruszową dojrzałem w oddali biegaczkę z psem. Biegła sobie leciutko, a psisko w pewnej odległości za Nią. W pewnym momencie zniknęła mi z pola widzenia, a burek przysiadł i łypie to w Jej kierunku to w moim. Pomyślałem: mogę postawić każde pieniądze, że nie poleci za panią tylko do mnie he,he... Nie skończyłem myśleć:) i patrze gna. Gdy się zbliżył przeszedłem do marszu i krzyknąłem do domu! Przestał biec, lecz wciąż idzie na mnie. Nie wiem jakie miał zamiary, lecz wolałem nie sprawdzać. Jak był już blisko ze wkurwu zawołałem - sp.......j do domu i to już! Ha, ha... pomogło:) zawrócił i "poszedł w długą" Ruszyłem wolno i kiedy skręciłem w lewo zobaczyłem przed sobą tę samą dziewczynę. Natomiast w choinkach usłyszałem rwetes jakby kogoś obdzierali ze skóry. Przyszło mi do głowy, że pewnie psiur dorwał zająca, albo innego zwierzaka:(  Jego właścicielka chyba też coś usłyszała, bo zatrzymała się wyjęła smycz z kieszeni i zaczęła go nawoływać. Oczywiście pupilek miał ją w głębokim poważaniu. Przyznaję jak nigdy minąłem szybciej przebierającą nogami bez biegackiego pozdrowienia. Za mój stres nie przeszło mi przez gardło tradycyjne życzenie miłego dnia:(
Trzynastka jest pechowa? Nadal uważam, że nie! Po pierwsze zatrzepotałem w powietrzu rękami jak koliber skrzydłami hi,hi... i nie zaliczyłem gleby:)
Po drugie obyło się bez bliskiego spotkania trzeciego stopnia he,he... A w najlepszym razie psisko jak wielkości małego konia;) mogło mnie przecież przewrócić.
Po trzecie nie umawiałem się z synem, a mimo tylu wariantów trasy na tym odludziu  spotkałem się z Kubą:)
Fajnie na koniec mając już trochę kilometrów w nogach po godzinie samotności spotkać bratnią duszę:) 

niedziela, 12 sierpnia 2018

pod wrażeniem...

                                jestem naszych Biegaczek i Biegaczy na ME:) Finisze Adama Kszczota, czy Justyny Święty można oglądać bez końca!!! A o czasach jak dla mnie kosmicznych nawet nie wspomnę he,he... No, ale "Każdy ma swoje Kilimandżaro" hi,hi... 
Wczoraj od biegania luz;) Tylko od biegania, bo chodu wyszło  z dwanaście kilometrów:)
Dzisiaj niedziela 
i niby "Kto w niedzielę zap.....la, temu pikawa nawala":( Ale z drugiej strony są tylko trzy powody by nie iść na trening;)
*Po oo omszy* hi,hi... wspólne przygotowanie obiadu i krótkie siedmiokilometrowe przewietrzenie he,he... Bo niestety nie zebrałem się dziś wcześnie rano z pościeli:(
Obleciałem zbiorniki na "Bałtyku" i wymieniłem "łapki" czyt. pozdrowienia z kilkoma do mnie podobnymi;) 

Fajnie było tylko za krótko:( Może jutro uda się w bialskich polach dłużej poszwendać hi,hi...
Wracając do ME Niesamowita Białorusinka Wołga Mazuroniak na dziesiątym kilometrze miała krwotok z nosa, w końcówce pomyliła trasę, a mimo to i tak wygrała maraton!!!! Szacun! WIELKIE brawa! Ogromna determinacja i wola walki. 
Gdyby nasi piłkarze mieli podobną desperacje;)

piątek, 10 sierpnia 2018

wyszło...

                      mimo woli dziesięć kilometrów dziesiątego sierpnia he,he... Nie miałem za bardzo pomysłu na dzisiejsze bieganie:( A byłem pod blokiem już piąta dwadzieścia;) 
Po rozgrzewkowym kilometrze przyszła mi na myśl bieżnia przy mojej dawnej "budzie" czyli szkole podstawowej nr 13. Po rewitalizacji dawne boisko teraz tzw. Orlik to luksus hi,hi... Kiedyś bieżnia wysypana miałem ceglanym, a boisko piaskowe teraz kolorowy tartan:) 
Pamiętam z lekcji wf_u Kto nie ćwiczył dostawał narzędzia i usuwał zielsko wzdłuż krawężników. Może dlatego było mniej nie ćwiczących he,he... 
Dziś pewnie niektórzy rodzice podnieśliby larum, że Ich pociecha musi się "męczyć" Wtedy było to normalne. Mówiło się wychowanie przez pracę.
Zrobiłem dziesięć powtórzeń - dwa kołka szybko jedno wolne. Okrążenie to ok. sto pięćdziesiąt metrów, więc na "stadionie" nabiegałem niecałą piątkę;) Do tego dobieg dwa i pół kilometra, a reszta to powrót przez "Bałtyk" Bo oczywiście nie mogłem sobie odmówić porannego pływania w "Adriatyku" hi,hi...
Nie darmo mówi się: "Kto rano wstaje temu pan Bóg daje" choć co niektórzy "wymyślili" że Kto rano wstaje ten chodzi nie wyspany he,he... 
Zresztą jak tu spać skoro w nocy na termometrze dwadzieścia kresek na plusie. Obudziłem się w sumie 4:30, lecz nie chciałem ludzi straszyć, więc półgodzinki doleżałem;) A i tak jacyś pielgrzymi patrzyli na mnie ze zdziwieniem hi,hi...
Jutro odpoczynek. Przez kolejne pięć dni natuptałem pięćdziesiąt kilometrów, więc chyba zasłużony;)

czwartek, 9 sierpnia 2018

draństwo...

                          znów podczas dekoracji na podium polskich sportowców zamiast Mazurka Dąbrowskiego leciała profanacja naszego Hymnu:(( pzla i tvp protestują he,he... organizator przeprasza i za chwilę będzie to samo:( 
To już standard. Zaczęła Górniakowa, a potem poszło:( Uważam, że protesty nic nie dają, bo nikt ich nie zauważa. 
Mam żal do naszych Mistrzów, że podczas wykonywania niby hymnu na znak protestu nie schodzą z "pudła" Gdyby oglądający transmisję to zobaczyli miałoby to wydźwięk na cały świat. A tak po cichu jedni drugim ślą noty i "karawana jedzie dalej" hi,hi... 
Niech wreszcie znajdzie się odważny i powie  to jest skandal, dość! 

Całe szczęście, że bieganie odstresowuje;)  Po dzisiejszej piątce "z buta" i czterdziestu minutach pływania wk..w mniejszy. 
W pół do szóstej rano dziewiętnaście stopni powyżej zera. Woda jeszcze cieplejsza;) Wokół cicho, pusto i ten zapach po wczorajszym deszczu, ech... Warto dla takich klimatów wstać wcześnie rano z łóżka:)
 Było dzisiaj rewelacyjnie:) jak zawsze zresztą he,he...

środa, 8 sierpnia 2018

imieniny...

                          miesiąca dzisiaj (ósmy dzień ósmego miesiąca;)
Wyjście przed szóstą he,he... wychodzę coraz wcześniej. Gdyby lato trwało cały rok na okrągło to gdzieś w listopadzie pewnie biegałbym koło czwartej hi,hi... W sumie to obudziłem się o piątej, lecz nie chciałem budzić domowników i pół godzinki się wylegiwałem;)
Dziś jedenaście kilometrów na stałej trasie. W tym dwanaście przebieżek na zacienionej ścieżce, bo od rana słonko przygrzewa, że hej:) Wg synoptyków w ciągu dnia temperatura ma oscylować w okolicach 33 stopni plus. Do tego nadeszło podobno  do Polski afrykańskie powietrze;)
Musiałem się trochę "przewietrzyć" dla odmulenia, bo czułem się jakiś zatuptany he,he... Do pierwszej ciężko było mi się zebrać:( Ale każdą kolejną leciało mi się lżej i szybciej:) Czyli tego było mi potrzeba hi,hi...
Wahałem się nad zanurzeniem w "Pacyfiku" ale czas naglił i rozsądek podpowiadał: masz za mało czasu! nie zdążysz! Pomyślałem - dobra! Jutro będzie pływanie, a dzisiaj tylko bieganie:) 
Na szczęście od jakiegoś czasu nie mam reżimu planu treningowego. Lubię beztroskie hasanie, chociaż czasem jeśli mam zawody to się przygotowuję. Trzymanie się rozpisanych tabelek zabija we mnie radość i przyjemność szybszego przebierania nogami. Dlatego nie przejmuję się opiniami, że jakoby nie jestem prawdziwym biegaczem he,he...

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13