"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


czwartek, 31 grudnia 2015

ostatnie...


godziny roku 2015! Wypadało, więc się od rana przygotować na powitanie Nowego 2016;) 
Na początek to co lubię najbardziej, czyli szybsze przebieranie nogami he,he... Pięć kilometrów, tyle tylko coby rozgrzać się przed zanurzeniem w "Pacyfiku";) Bo przy takiej temperaturze też to bardzo lubię hi,hi.. Powietrze -10!!! woda +3:) 
Szkoda, że śniegu nie 'dowieźli';) bo byłby rewelacyjny Sylwester. 
Taki jak przed sześciu laty, kiedy razem z Teresą po raz pierwszy wskoczyliśmy do zimnej wody:) 
Fantastyczne to było przeżycie. Coś jak pierwszy maraton... i to w świetnym czasie:)
Jubileusz skromnie uczciłem, akumulatory naładowałem teraz mogę pełen energii czekać w dobrym humorze na Nowy 2016 Rok:) i oby nie był gorszy od starego;) czego i Wam życzę!

wtorek, 29 grudnia 2015

Pochwalę się...

po świętach kartką z życzeniami i opłatkiem od mojego serdecznego Kumpla Kuby i jego Rodziny (bardzo dziękuje! :-) Mam nadzieję, że moja również dotarła na czas;)

Po niedzielnej trójce na rozgrzewkę przed pluskaniem w "Adriatyku" wczoraj jak co tydzień dwie godziny lekcyjne gimnastyki, ze szczególnym uwzględnieniem brzucha hi,hi...
Dzisiaj zapewne ostatni raz w tym roku;) Aleja Brzozowa i bialskie pola. Na luzie robiąc remanent w głowie he,he... w tych ostatkach starego roku natuptałem prawie szesnaście kilometrów. Rewelacyjne to było bieganie! Dosyć chłodno (+3;) cisza, równy spokojny oddech i brak żywej duszy w zasięgu wzroku. Lubię takie wolne wybiegania w terenie, gdy "słyszę" własne myśli i mogę co nieco poukładać w głowie;) 
 W Sylwestra będę chciał  choć na krótko wyjść:) Zrobić parę kilometrów i uczcić kąpielą szóstą rocznicę pierwszego morsowania, więc na "rachunek sumienia" czasu raczej nie będzie;) W Nowy Rok planujemy morsowanie noworoczne, ale to dopiero za rok;)

niedziela, 27 grudnia 2015

po świątalnych...

biesiadowaniach dziś odnowa biologiczna w zimnej wodzie "Adriatyku" hi,hi...
Aura jak na Święta Wielkanocne:( Temperatura powietrza dwanaście kresek powyżej zera!!! Na nasze  szczęście wody tylko niecałe +5;) Więcej o dzisiejszym morsowaniu poświątecznym na zmorsowani.blogspot.com
W tym roku trzy dni świąt i dwa razy biegałem:) W piątkowe popołudnie dycha, żeby zrobić miejsce w brzuchu na kolejne smakołyki;) Dzisiaj symbolicznie trójka na rozgrzewkę przed morsowaniem w stroju "organizacyjnym", bo przecież prawie lato he,he...
W całym minionym świątecznym tygodniu jedynie dwadzieścia cztery kilometry w czterech wyjściach. Ale przecież dopiero wracam do normalności po planowanym labowaniu hi,hi...

piątek, 25 grudnia 2015

"Maleńka...

przyszła Miłość"  i święta Bożego Narodzenia w tym roku są bardzo wyjątkowe:-) 
A skoro wyjątkowe to wyjątkowo tego roku biegałem pierwszego dnia świąt hi,hi... 
Spokojna dyszka po mieście na wytrzęsienie brzucha po świątecznych smakołykach;) 
Oczywiście z dedykacją dla  naszej kochanej Wiktorci <3
Ta fantastyczna mała Istotka w Wigilię podczas kolacji obdarowywała wszystkich wokół uśmiechem:-) A przecież gwar kilkunastu osób musiał być dla naszej Drogiej Wnusi męczący. A tu żadnego marudzenia, płaczu... 
"Święta noc" potrafi naprawdę zdziałać cuda:-)
Biegło mi się dzisiaj rewelacyjnie! Czyżby zasługa nowych papci biegowych? he,he... Wszędzie świąteczne ozdoby, magia świateł i tylko niestety brak zimowej aury:( 

czwartek, 24 grudnia 2015

Boże Narodzenie A.D. 2015

"Bóg się rodzi..." 

Niech czas Świąt Bożego Narodzenia będzie pełen atmosfery radości, wytchnienia i zatrzymania od codziennego pędu.
 Życzę, aby Syn Boży przyniósł Wam wszystkim tak jak nam:) najpiękniejszy prezent - dużo miłości! 
Po staropolsku łamię się z każdym z Państwa opłatkiem.   
A pochylając się nad żłobkiem życzę szczególnie wszystkim Dzieciom 
i  Ich Rodzicom błogosławieństwa Świętej Dzieciny.
Lulajże, lulaj...
https://www.facebook.com/marek.tecza/media_set?set=a.1106994445981768.1073741915.100000136695003&type=3

Wesołych Świąt !

"Jakiś w Wigilię, takiś cały rok"...

wedle przysłowia hi,hi... Więc dziś od rana staram się jak mogę;)
"Z buta" symboliczne 5 kilometrów, ale biegałem i to się liczy he,he...
W międzyczasie pluskanie w zimnym "Pacyfiku" zamiast zabiegu w kriokomorze. /woda +4, powietrze +2/ Zobaczymy, czy pomoże;)
Naładowany szczęścia hormonami - endorfinami z żoną szykujemy co trzeba do wieczerzy:)
Z pierwszą gwiazdką rodzinki wyglądać będziemy, a potem kolacje wigilijną razem spożyjemy:)
O północy na Pasterkę pospieszymy Boże Dziecię uwielbimy!
 P.S. Widziałem Morsów we mgle na naszym morsowisku:)

wtorek, 22 grudnia 2015

"nie mów be...

zanim nie powiesz a"! W niedziele napisałem kończę z labowaniem i ... zapeszyłem:( 
Wieczorem schyliłem się do niskiej szafki i ni z tego, ni z owego w okolicy lędźwiowej jakby mnie prąd poraził. Z początku było jeszcze jako tako, ale z położeniem do łóżka miałem już problemy. Rano przy wstawaniu ekwilibrystyka hi, hi... Smarowanie nie pomogło, prochy też nie. Próbowałem się porozciągać, ale ruszałem się jak paralityk he,he... Niby jakby, lecz na krótko pomogło, więc męska decyzja i telefon do Przemka:) 
Po południu do gabinetu wchodziłem "na Małysza" pochylony tyko bez telemarku;) Za to po zabiegu wychodziłem prościutki  jak świąteczna choinka:)
Dzisiaj przed południem jeszcze trochę czułem chwilami usztywniający ból. Pod wieczór jednak dało się już podreptać i wolno natuptałem piątkę "z hakiem":-)
Mam nadzieje, że zabiegałem ból i w wigilię będę mógł polatać, bo przecież jaka wigilia taki cały przyszły rok;)
Biegało mi się dobrze, chociaż dwa razy przy zatrzymywaniu poczułem "prąd" w dolnej części pleców:(
Mimo to jest gwiazdka nadziei, że będzie okey:)

niedziela, 20 grudnia 2015

kończę z...

obijaniem się, leniuchowaniem i biegowym poszczeniem, bo święta tuż, tuż he,he... 
Dzisiaj przed opłatkowym morsowaniem, a raczej plażowaniem jedynie piętnaście minut gimnastyki na rozgrzewkę. 
Nie ukrywam z zazdrością zerkałem na tradycyjne bieganie przed kąpielą hi,hi... Jednak miałem pod opieką wyjątkową niebiegającą Debiutantkę;) Cieszę się, że jak na "gorąco" stwierdziła debiut był udany:)
Dużo więcej  o dzisiejszym spotkaniu Zmorsowanych jak zwykle napisałem na stronce zmorsowani.blogspot.com :-)
Zapraszam!
 

czwartek, 17 grudnia 2015

pierwsze...

w tym tygodniu tuptanie na dystansie pięciu kilometrów, oraz pluskanie w "Pacyfiku";) Ale to nie cała aktywność bieżącego tygodnia;) Po guinessowym niedzielnym biciu rekordu w poniedziałek laba:( We wtorek dwie godziny lekcyjne gimnastyki, a wczoraj sześć kilometrów... marszu he,he.

Dziś na powietrzu tylko trzy kreski na plusie, a w wodzie cztery:
Od rana jesiennie i chyba nici z zimowej "dekoracji" na święta:( 
Miasto przystrojone jak nigdy. Jednak cała ta iluminacja bez śniegu nie daje niestety pożądanego efektu. Coś jak obecne morsowanie niby woda zimna, lecz atrakcja to nie taka jak w przeręblu:(

Ten tydzień jeszcze bumelancki, ale w przyszłym zaczynam pomału wracać do normalności hi,hi... Te kilkukilometrowe truchty nie zaspokajają mojego głodu biegania;)

W niedzielę opłatkowe morsowanie, więc nie wiem czy coś podreptam. Tym bardziej, że zapowiada się debiut bliskiej Osoby:) Piszę, bo jak przeczyta to będzie mieć dodatkową motywacje he,he... 

niedziela, 13 grudnia 2015

jestem, jestem...

tylko nadal się obijam he,he... Po czwartkowym indywidualnym morsowaniu w "Pacyfiku" dziś na rozgrzewkę z buta niecałe dwa kilometry w "stroju organizacyjnym" przed guinnessowym morsowaniem;)
 
Jedno okrążenie ścieżką rekreacyjną po parku Lisiniec to coś około mili. Niby nic, ale zawsze coś;)
Byłoby więcej, ale przez transport sprzętu na morsowisko musiała być jazda autem:(
Trochę dziwi mnie brak "głodu" biegania. Nieraz po dwóch dniach bez szybszego przebierania nogami nie mogłem sobie znaleźć miejsca. To chyba znak, że jeszcze muszę trochę po pościć hi,hi...  

czwartek, 10 grudnia 2015

jak...

luz to luz he,he... Po niedzielnym morsowaniu mikołajowym i pięciu kilometrach biegu w poniedziałek laba;) Wtorek gimnastyka, czyli stały punkt programu tygodnia. Wczoraj wolne, a dziś kolejna piątka i pluskanie w "Pacyfiku" :-) Temperatura powietrza +4 i wody taka sama. Mglisto, mokro, ale w sumie jak na grudzień ciepło. Powiedziałbym nawet nieprzyzwoicie ciepło hi,hi...
Piąteczka to trochę mało, lecz skoro mam walczyć z uzależnieniem przyjmuje ograniczenie biegania z pokorą.
Indywidualne morsowanie to całkiem inna bajka niż niedzielne, kiedy to człowiek nie słyszy własnych myśli hi,hi... Radosny gwar, doborowe towarzystwo i świetna zabawa to niewątpliwe plusy wspólnej kąpieli:-) Niemniej samotne morsowanie to obcowanie sam na sam z naturą.
Było fajnie :-)
               

niedziela, 6 grudnia 2015

św. Mikołaj...

https://plus.google.com/photos/108583599279419562997/albums/6225213396399878785
w tym roku nie może skorzystać ze swoich sań:(
Nawet zimowe opony do zastępczego pojazdu Mu niepotrzebne he,he... Bo aura prawie letnia:(

Dobrze zrobiłem, że wybrałem okres przedświąteczny na biegowe urlopowanie. Odpocznę, zregeneruję się i może wreszcie przyjdzie wyczekiwany czas dreptania "po białym" hi,hi...

Luzowanie to nie leniuchowanie;) więc wczoraj oczywiście Mikołajowe morsowanie czyt. plażowanie;) Ale o tym więcej na stronce Zmorsowanych 

Już kolejny sezon morsowy nas nie rozpieszcza. Na razie o prawdziwym morsowaniu w przerębli możemy tylko pomarzyć i z nieukrywaną zazdrością popatrzeć w necie na zimowe obrazki hi,hi...
http://demotywatory.pl/4584791/25-zdjec-morsow-ludzi-ktorzy-kochaja-zimno
Żeby nie zapomnieć szybszego przebierania nogami na morsowisko i z powrotem "z buta";) Potem jeszcze krótka biegowa rozgrzewka i trzecia piątka w grudniu zaliczona:)
Niestety gps też mi zrobił "prezent" i w drodze powrotnej poleciał na skróty po lini prostej:(
W całym tygodniu dwadzieścia osiem kilometrów w czterech wyjściach, czyli na razie zejście z kilometrażu.

piątek, 4 grudnia 2015

ciąg dalszy...

luzowania;) czyli piątka z buta i kąpiel w "Pacyfiku". Temperatura powietrza po nocnym przymrozku +3, wody +4, ale porywisty wiatr sprawiał, że odczuwalna była dużo niższa. I chociaż słonko świeciło to niestety nie chciało grzać:( Udeptałem ścieżkę rekreacyjną w parku Lisiniec i południowo wschodni brzeg "Pacyfiku" Próbowałem po drodze przetestować kamerę w telefonie, lecz jakość nagrania wychodzi kiepska:( Przydałaby się sportowa odporna na wstrząsy. Potem jeszcze próba z wody choć miałem obawy, czy aby nie utopię telefonu he,he... 
 
 Mimo słońca ręce już marzną, więc moment i mogłoby być plum hi,hi.... Na fotkach temperatury nie widać, lecz naprawdę było bardzo chłodno;) Krótkie bieganie, krótka kąpiel i koniec przyjemności:( No może nie do końca, bo przy tej pogodzie dużo dookoła fajnych widoków.
Odpoczynek, regeneracja, odnowa biologiczna;) czyli labowanie:)

środa, 2 grudnia 2015

luzowanie...

czas zacząć;) Specjalnie piszę luzowanie nie roztrenowanie, bo przecież nie trenuję tylko biegam he,he...
Wczoraj jak co tydzień dwie godziny lekcyjne gimnastyki, a dzisiaj duża pętla na "Bałtyku" i jesienne morsowanie w deszczu.
Dziś kap, kap, kapie deszcz. Kąpiel? czemu nie, przynajmniej w wodzie się nie zmoknie hi,hi....
Temperatura powietrza +3, a wody w "Pacyfiku" +4. Krople wody tworzące kółka i bąbelki na powierzchni wody to fajny widok kiedy stoi się zanurzony po szyje w wodzie;)

W parku Lisiniec "ani żywego ducha:( Ani kijarzy, ani biegaczy, żadnych spacerowiczów, jedynie jeden zapalony amator wędkowania pod parasolką;) Jestem pełen podziwu dla wędkarzy. Zwłaszcza zimą kiedy łowią spod lodu. Wiercą niewielki otwór w lodzie i siedzą nad tą "dziurką" bez ruchu jakby zastygli. Rozumiem biegać, chodzić, ruszać się, żeby nie zmarznąć, ale w bezruchu autentycznie można zamarznąć.

Pięć kilometrów, czyli niezbędne minimum do utrzymania funkcji życiowych i pluskanie w zimnej wodzie na początek luzowania. Jutro laba:) Małe co nieco w piątek i w niedzielę próba bicia rekordu Guinnessa, więc będzie też trochę biegania. Ograniczając szybsze przebieranie nogami będę mógł więcej czasu poświęcić mojej drugiej pasji - pieczeniu domowego chleba:)

poniedziałek, 30 listopada 2015

po manewrach...

andrzejkowych na wczorajszym morsowaniu dziś wicher wieje, że "łeb chce urwać" hi,hi... Wyglądając za okno i słysząc gwizdy w kominie zastanawiałem się wyjść, czy odpuścić? W sumie ciepło pięć stopni plus i zanosi się na więcej. Po raz kolejny uzależnienie wzięło górę i poleciałem. Przewiało mnie na wylot! Nie było mi zimno tylko ten przeszywający ciało wiatr. Chwilami mnie hamował i miałem wrażenie jakbym dreptał na bieżni mechanicznej he,he...
Po niedzielnym morsowaniu i andrzejkowej zabawie Zmorsowanych dziś na plaży hulał tylko wiatr;) Na kanale lodowa szyba zniknęła:( i jedynie na "Pacyfiku" sztormowe fale;)
Wczoraj siódemka dookoła glinianek, więc dziś ruszyłem w miasto. Co jakiś czas prosto w oczy kropił mi drobny deszczyk, ale moją uwagę przyciągały szarpane wiatrem drzewa, reklamy i inne elementy które znienacka mogłyby mi spaść "na garba". Na szczęście dostało mi się jedynie niesiona przez wiatr foliówką:) Nadreptałem trzynaście kilometrów i przewietrzyłem się jak nigdy he,he... Fajnie było! Bardzo się cieszę, że nie odpuściłem i listopad pożegnałem biegowo:)
W całym miesiącu zrobiłem  212 kilometrów w 20 wyjściach, czyli średnio około 10,5 km na trening. 
Dla większości biegaczy jedenasty miesiąc roku to roztrenowanie, a u mnie grudzień. Bo to święta, wcześniej gorący okres przedświąteczny, więcej obowiązków itd. Oczywiście nie odwieszam butów na kołki. Całkowita absencja od biegania wybitnie mi nie służy. Wiem, bo to przerabiałem;) Jutro pierwszy! od razu wolne od biegania i cotygodniowa gimnastyka, a potem się zobaczy;)  

niedziela, 29 listopada 2015

w samo południe...

o tej porze roku co niedziela bieganie jest tylko rozgrzewką przed morsowaniem;)
Kilometrów nie za wiele najczęściej z dobiegiem wychodzi siedem, osiem. Z tego prawie cztery czasem w stroju"organizacyjnym" hi,hi...
Dzisiaj z racji przypadających w poniedziałek andrzejek było morsowanie w mundurach. I nawet "władza" nas zaszczyciła;)
Zabawa była jak zawsze fantastyczna i tylko żal, że nie wszyscy mogli się z nami bawić:( 
Zawsze jednak pamiętamy o Naszych, którzy z różnych przyczyn nie mogą być na rodzinnym spotkaniu zimnolubnych:)
Dziś Jolciki reprezentowały nas Zmorsowanych we Wrocku, bo będąc na wyjezdnym zastosowali naczelną zasadę Foczek i Morsów: *gołodupki hop do kupki* he,he...
Żeby się nie powielać dużo więcej o naszym dzisiejszym pluskaniu i fotogalerie zdjęć na zmorsowani.blogspot.com
Tu tylko zajawka na zachętę;)>>>


piątek, 27 listopada 2015

granica....

wody i zmarzliny w kanale pomiędzy "Bałtykiem" i "Adriatykiem". Lód tam gdzie dawniej rąbaliśmy naszą "wannę"
ma prawie centymetrową grubość! Ale to płycizna. Duże zbiorniki przy czterech kreskach poniżej zera wciąż oddają ciepło i parują;) Planowałem dzisiaj pobiegać w Alei Brzozowej, lecz nogi same jakoś z rozpędu poniosły mnie na "Bałtyk" he,he...  Trochę żałuję, bo jutro nie dam rady tam zajrzeć:( Widocznie tak miało być;) 
Przynajmniej zrobiłem pierwsze w tym sezonie rewizyjne kucie lodu hi,hi... Jeśli utrzyma się nocami temperatura poniżej zera to wkrótce będzie można "skracać trasę" przez "szyjkę". Na razie tylko kaczuchy mogą bezpiecznie łazić po lodzie;) 
Nadreptałem dwunastkę "na poty" bo coś od wczoraj mi nos przecieka;( Może muszę wprowadzjeszcze jedno morsowanie w tygodniu oprócz niedzielnego?
A tymczasem w związku z niedzielnym morsowaniem andrzejkowym wolą większości będziemy przebierać się w mundury;) 
Fajnie mi się dziś tuptało i chyba sprzedałem katar ha,ha...

środa, 25 listopada 2015

Mróz...

minus pięć stopni na termometrze z samego rana. Nasz kanał "la manche" łączący "Bałtyk" z "Adriatykiem" w parku Lisiniec pokryła cienka warstwa lodu:)
W mieście praktycznie już nie ma śladu po ostatnich niewielkich opadach śniegu, ale w parku jest specyficzny mikroklimat i tam zima rządzi się swoimi prawami he,he... 
Dlatego tylko na "Bałtyku" można pobiegać *po białym* i po dywanie ze zmrożonych liści, które zjawiskowo trzeszczą pod butami;)
Odwróciłem dziś kierunek biegania i na bieżąco modyfikowałem trasę. Było trochę asfaltu, nieco twardego piachu i ciorania po krzaczorach. Były podbiegi i zbiegi, oraz co nieco zabawy biegowej, aby codzienne bieganie nie stało się monotonne.
Nudne, ani monotonne nie było hi,hi... Bo sam nawet nie wiem kiedy zrobiłem piętnaście kilometrów:)
Prawdę mówiąc to ilość kilometrów jest sprawą drugorzędną. Najważniejsze, że jest "pałer" po *naładowaniu akumulatorów* i dobry humor na cały dzień:)

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13