"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła. Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia"


środa, 31 października 2018

w zadumie...

                         z najstarszym synem wieczorową porą wyszliśmy dziś na dreptane pogaduchy
Jutrzejsze święto i piątkowy dzień Zmarłych będzie dla nas czasem wyjątkowym. 
W nocy z soboty na niedziele biegłem dla Eli królewski dystans proszą Boga o potrzebne dla Niej łaski. Wczoraj po długich cierpieniach w dniu urodzin Przeszła  na drugą stronę Tam dokąd wszyscy zmierzamy.
Po koszalińskim maratonie napisał mi Ktoś: "i możesz w takiej sytuacji biegać?!" 
Mogę! Pewnie jest mi łatwiej, bo WIERZĘ, że  nasze życie nie kończy się tu na ziemi. Wierzę, że kiedyś wszyscy spotkamy się w Niebie!
Myślę sobie - Każdy z nas dostaje wg swoich sił, możliwości, zdolności odpowiedni dystans ziemskiego *ultramaratonu*. Aby potem w nagrodę przejść do lepszego Świata. Jednak po drodze czeka nie jedna "ściana"

"W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego." 2 Tm 4, 7-8 

Dlatego marzy mi się, że kiedy nadejdzie mój czas Ktoś dla mnie też pobiegnie jakiś bieg.
Może w biegu pomodli się za mnie do Boga. Żeby Pan wybaczył mi to co było złe i przyjął mnie do swojego Królestwa. 
Cobym mógł biegać niebieskie maratony z Basią Szlachetką, Emilem Zatopkiem, Lechem "Żywcem" i....... Wojtkiem - cytat z fejsa: 
"28 października 2018 roku zginął wspaniały Człowiek, Maratończyk i Triathlonista – Wojtek Kozłowski – Wojtek z Krakowa. Około godziny 7:30 samochód, którym jako pasażer wracał z koszalińskiego maratonu Nocna Ściema wypadł z drogi i uderzył w drzewo..."
['] SZOK!! Nie mogę uwierzyć! Dopiero co mijaliśmy się na trasie:( 

poniedziałek, 29 października 2018

wyjątkowy...

                         to był dla mnie maraton. Całkowicie odmienny od wcześniejszych nie tylko ze względu na nocną porę i ściemnianie z czasem. Inny nie znaczy gorszy. Tym bardziej, że miałem satysfakcje stanąć na pudle w kategorii M55.
Ale po kolei. Koszalin przywitał nas chłodno.
Jakożem;) Mors śródlądowy w sobotnie przedpołudnie odwiedziłem jeszcze stolicę polskich Morsów, czyli Mielno.
No bo jak to: być tak blisko wybrzeża i nie zobaczyć morza?! Ze względu na nocny start nie zdecydowałem się jednak na kąpiel, ale rozruch biegowy na plaży zrobiłem i przywitałem się z naszą maskotką;) 
Do samego startu pojawiały się przelotne krople deszczu. Dlatego do końca nie wiedziałem jak się ubrać. Bałem się wyziębienia zwłaszcza, że wciąż kaszlę jak chyrlok holms:( 
W końcu zdecydowałem się na długie spodnie, podkoszulek i bluzę z długim rękawem. Potem okazało się: bingo! trafiłem! Chociaż na starcie większość była na "długo" to byli i biegacze na "krotko" w większości półmaratończycy. W tym jeden w samych "majtkach" z kuflem piwa na głowie he,he...

Start na stadionie niecodzienny. Około ośmiuset biegaczy na bieżni i odliczanie przy fajerwerkach:) 
Noc, ciemno, puste, mokre ulice, co jakiś czas w kałużach niebieskie błyski radiowozów zabezpieczających trasę. 
Bardzo szybko biegacze rozciągnęli się i właściwie większość trasy pokonałem sam na sam ze sobą i moimi myślami. 
Na agrafkach mijaliśmy się. Czasem wyprzedzałem, lub byłem wyprzedzany przez elitę, bo maraton to sześć siedmiokilometrowych pętli. 
Nie było tłumów kibiców, przybijania piątek, robienia samolotów i machania skrzydłami. Nie było jak zwykle rozrabiania na trasie... Ale to dobrze, bo mogłem w spokoju myślami być z moją siostrą Elą, w intencji Której Bogu ofiarowałem ten bieg. 
Gdy jak to zwykle bywa na maratonie nadszedł kryzys myślałem sobie: o kuriozum naszego życia. Ona biedna w szpitalu już tyle dni znosi niewyobrażalne cierpienia, a ja denerwuję się jakimś achillesem?! Cierpliwie przyjmuje niesamowite męki, a ja mogę biec!!! i miałbym przejmować się wynikiem, czasem, deszczową pogodą, bolącymi paznokciami, czy innymi bzdetami?? 
Wierzę, że Bóg wysłucha mojej modlitwy i obdarzy Ją potrzebnymi łaskami. 
Biegło mi się dziwnie. Było trudno. Jak nigdy jestem rozbity i dokuczają mi stawy, mięśnie, czarne paznokcie, ciągnie mnie jakiś ścięgno od stopy do pośladka. Ale "nic to" jak mawiał Pan Wołodyjowski. Przecież mam to na własne życzenie. 
Jutro Elżbieta kończy... nie przecież kobietom lat się nie liczy. Jutro ma urodziny. Dlatego błagam Naszą Panią Jasnogórską, aby wstawiła się za Nią do Swego Syna, a Pana Naszego Jezusa Chrystusa Miłosiernego. 

Nie kontrolowałem zegarka. Biegłem, biegłem,biegłem... Po każdym kółku na stadionie w punkcie odżywczym zerkałem z przyzwyczajenia na chronometr i biegłem dalej dla mojej siostrzyczki.
Dopiero dziś w wynikach zobaczyłem: pierwszą pętle zrobiłem w 42 minuty na miejscu 109, drugą w 40 min przesuwając się o cztery miejsca do przodu. Trzecią w 41 min na lokacie 103. Czwartą w 39 min będąc na przedostatnim miejscu w pierwszej setce. Piątą jak pierwszą w 42 min, lecz przechodząc pięć pozycji wyżej. Ostatnią w 39 minut zajmując ostatecznie 85 miejsce open i drugą w kategorii wiekowej z czasem netto 3:02:36;) A bez ściemy 4:02:36. Trójki nie udało się złamać;) Ale to nie ważne! 

Na koniec tak jak napisałem w komentarzu na Nocnej Ściemie: 
"wielkie brawa i słowa uznania dla dziewczyny i chłopaka zabezpieczających końcówkę ostatniej agrafki. Ich niesamowita energia, spontan i radość była warta setki kibiców. Podobnie jak grupa uczniów z liceum podająca na trasie wodę. Nie korzystałem, ale atmosfera jaką tworzyli  robiła z nocy dzień. Również wielki szacun dla Wolontariuszy  z punktu odżywczego na stadionie i sympatycznych dziewczyn na mecie:) Aha, fajne powitanie przez Spikera na mecie to jeszcze jeden plus:) Dziękuję!!! Cieszę się, że dane mi było być z Wami"

Przyznaję jeszcze przeżywam tę imprezę. Zarówno ze względów mentalnych jak i fizycznych. Dziękuję Stwórcy za wsparcie moich najbliższych i znajomych. Przede wszystkim Żonie za całokształt:) i Adamowi za nocne esemesy:) Wszystkim bardzo dziękuję! 

Jako, że *dzień po* praktykuję lekki rozruch. Dzisiaj też świńskim truchtem zrobiłem "bolesną" szóstkę po której jak zawsze poczułem się o niebo lepiej:)
Jutro musowo gimnastyka, bo czuję się "zdeptany" 

czwartek, 25 października 2018

przez....

               infekcje, niedomagania ze strony układu oddechowego i farmakologie raczej dobrego wyniku mimo porządnego przygotowania trudno się spodziewać:( Ale życiówa i tak pewna, bo to przecież Nocna Ściema hi,hi...
Inaczej miało być. Lecz jest jak jest. Tak, czy inaczej powalczyć trzeba;) Nic darmo nie ma he,he... Na wszystko trzeba zapracować.
Lekko nie będzie, ale nikt nie  powiedział, że będzie łatwo;) 
Gdyby tak było to wszyscy biegaliby maratony hi,hi...


Ten szczególny bieg i jego trudy dedykuję Osobie Bogu wiadomej. 
Ktoś kiedyś powiedział, że bieganie dla samego dreptania i wyników jest tylko zabawą dla samego siebie. Jeśli jednak szybszym przebieraniem nogami można Kogoś wesprzeć, pomoc Mu... Ofiarować trudy, wysiłek, zmęczenie, pot, modlitwę...  Wtedy duchem biegnie się razem. Mało tego Obu stronom jakoś lżej walczyć z przeciwnościami i wyzwaniami jakie życie nam stawia.
Dziś wyjście na dwie noce przed tą nieprzespaną;) Krotko dla mentalnego pobudzenia, a może uspokojenia? Nieważne musiałem wyjść. I teraz wiem, że żyję!
Nie proszę o trzymanie kciuków, bo z soboty na niedziele będziecie smacznie spali:) Zwłaszcza, że noc o godzinę dłuższa;) Ktoś musi zasuwać, żeby spać mógł Ktoś he,he...

Cytat dnia: 
"Bóg nigdy nie rezygnuje ze swoich dzieci, nawet z takich, które stoją plecami do Niego." /Stefan Kardynał Wyszyński

środa, 24 października 2018

godzina...

                              zero tzn. druga już za trzy noce he,he... Pogoda jest jaka jest i będzie prawdopodobnie podobna do zeszłorocznej;) Na aurę jednak wpływu nie mamy. Na szczęście hi,hi... Bo co ten Pan Bóg miałby począć. Jedni chcą ciepło, inni chłodno. Tym marzy się deszczyk, a tamci opadów nie chcą. I jak tu wszystkim dogodzić.
Wczoraj gimnastyka i luźne kręcenie na stacjonarnym rowerku. Dziś najpierw rowerek i przed spaniem wietrzenie płucek he,he...
Temperatura niby nie wcale taka niska tylko ten wiatr:( Ale co tam *trza być twardym, a nie mientkim* hi,hi... 
W gorszych warunkach się biegało i było rewelacyjnie:) Trwa okres przejściowy. Do niedawna mieliśmy letnią czyt. gorącą jesień i nagle przyszło szybkie ochłodzenie. Organizmy się jeszcze nie przystosowały i co niektórym dusza jęczy;) Zimno, deszcz pada, wieje... 
Piąteczka z "zaciągniętym hamulcem" pomalutku i na luzie;) Czyli promowany ostatnimi czasy slow running he,he... Inaczej mówiąc tzw. "świński trucht" po naszemu;) Jak zwał tak zwał i co komu pasuje. Może być i uwielbiany przez niektórych galloway. Najważniejsze ruszać się, posuwać do przodu i mieć frajdę z regularnej porcji ruchu:)  

poniedziałek, 22 października 2018

z wolnej...

                             soboty zrobił się wolny weekend hi,hi... Nie do końca wolny, bo w sobotę przemaszerowałem dziewięć kilometrów i trzydzieści minut pokręciłem na rowerku stacjonarnym:) Wczoraj labowałem, wiec jedynie popedałowałem półgodzinki coby nie zardzewieć.
dziś rano dwa kwadranse na rowerku stacjonarnym przed planowanym wieczornym wyjściem;) 
Tak jak wcześniej obiecałem Kubie dałem Mu "cynk" będę leciał! Po chwili namysłu odpisał: "nie mam sił, ale dobra zbiorę się i polecę. A na ile lecisz. ????" 
Zgodnie z prawdą oznajmiłem - krotko i wolno. 
"A to nie robisz szybkiej dychy przed maratonem?" 
Miałem robić, ale przecież wiesz, że w płucach mi coś gra jak stara fisharmonia hi,hi... 
O dwudziestej na starcie ustaliliśmy dzisiaj Bialska i z powrotem. Jak zwykle w trakcie zaczęliśmy improwizować he,he... Może tą tu i tam? Albo dalej i potem dopiero tamtędy;) 
W sumie wyszła  fajna ósemeczka:) 
Na trzecim kilometrze Kuba spytał: "tak znowu wolno to my nie lecimy?!" Odrzekłem - staram Ci dorównać. Na co On: "a ja Tobie" hi,hi...
W trakcie zaczął kropić zapowiadany deszczyk, ale przy dziesięciu stopniach powyżej zera to przyjemność:)  
Wg najnowszych prognoz meteo w Koszalinie w nocy z soboty na niedziele marznący deszcz:( Ciekawe, czy będzie można wypożyczyć łyżwy he,he...

piątek, 19 października 2018

czas...

                        leci nie ubłaganie;) Do "ściemniania" zostało tylko osiem nocy i sześć godzin. A tu mi coś "wlazło" na plecy i dusi:( Fakt śpiewać tam nie będę he,he... i cale szczęście, bo *mam głos do baletu, a nogi do opery* hi,hi... Skrzypię jak zardzewiałe wrota i oczywiście walczę o lepsze jutro:) 
Musi to być brak "smarowania" wewnętrznego przez sportowy tryb życia he,he... Mówi się przecież *Kto smaruje ten jedzie* hi,hi...
Achillesa zwalczyłem czyt. wyrolowałem he,he... więc żeby nie było za dobrze coś mnie bierze:( Chyba nawet wiem co! Znów zaniedbałem moczenie w zimnej wodzie "Pacyfiku" :( Ostatni raz kąpałem się 20 września, czyli miesiąc temu!!! Otwarcie kolejnego sezonu tuż, tuż, a ja... Zawsze powtarzam wszystkim, że *szczepionkę antygrypową* trzeba regularnie powtarzać hi,hi...
Dzisiaj wg zasady *we dwóch zawsze raźniej* wieczorne dreptane pogaduchy z Kubą:) Chybaby nie poszedł, lecz jak stary powiedział, że leci to młody nie popuścił;)
Kiepsko się teraz biega po mieście bo z każdego słupa łypią na człowieka he,he... Nawet dziewczyny jakieś nienaturalne, podrasowane w fotoszopie;) Podobno kiedyś  na słupach wisieli złoczyńcy, a dziś politycy hi,hi...
Wyszła siódemka na poty he,he... Niby lekka mżawka i tylko dziesięć kresek na plusie, ale się podgrzałem:( Choć założyłem tylko koszulkę z długim rękawem i kamizelkę. Było fajowo:) Zresztą kiedy w biegu nie jest fajnie he,he...
Niestety po bieganiu znów humor zepsuł mi garmek:( Po ostatniej aktualizacji aplikacja connect garmin pokazała, że urządzenie jest zarejestrowane w systemie, ale nie sparowane. Potem konfiguruje, konfiguruje... do us...j śmierci. Żałuję, że jak Kuba nie kupiłem tt_a! 
Jutro wolna sobota! Po pięciu dniach biegowych dzień odpoczynku:) 

czwartek, 18 października 2018

od małego...

                             w ciemnościach nocy jakoś inaczej postrzegam świat hi,hi... Brak światła ogranicza mi przestrzeń, przytłacza i w ogóle mam jakąś awersje do ciemności;) Nie lubię krótkiego dnia, braku słońca, przytłumionego światła w pomieszczeniach:( Ale "sorry taki mamy klimat" he,he... i "jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma" Jedyny plus tej przypadłości to wniosek, że nie jestem wampirem hi,hi... jak już to zombi na mecie;)
Dzień czwarty mentalnego treningu w warunkach zbliżonych do startowych. Krótko, na luzie, żeby poprzebierać szybciej nogami;) 
Przez ostatnie trzy dni natupałem jedynie dziewiętnaście kilometrów i  tak miało być:) 

Po niedzieli będzie właściwa regeneracja i odpoczynek. Na razie "na wolnych" obrotach maszyneria się kręci he,he... 
Dziś miało być wolne od biegania, bo Kuba nęcił pizzą;) Ale nie było pizzy. Za to było wieczorne szlifowanie chodników;) A w zasadzie asfaltu wzdłuż hotelu, bo równiutko, widno i prawie bez ruchu samochodów o tej porze. Czyli *nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło*. Piątka, czyli tylko tyle co by baterie nie padły;) 

Na dobre samopoczucie i fajne sny take news;)
"W nocy możecie się poczuć, jakbyście biegali szybciej. I tak jest naprawdę! Fachowcy z London University przebadali grupę maratończyków. Okazało się, że tę samą 10-kilometrową trasę szybciej przebiegali w nocy niż za dnia."

środa, 17 października 2018

długoterminowa...

                                                prognoza pogody dla Koszalina na ostatni "łikend" jest... jaka jest he,he... Nie pozostawia już złudzeń.
Mamy jesień i niekończenie cały czas musi być złota;) Natura rządzi się swoimi prawami i może się okazać, że synoptycy znów nie mieli farta hi,hi... Ostatnio mają problem z przewidywaniem aury z dnia na dzień, a co dopiero mówić o dziesięciodniowym wyprzedzeniu. 
Jedno jest pewne: upał nam nie grozi! I to jest bardzo dobra wiadomość he,he... 
Miałem już okazję kiedyś w Blizanowie 25 października biec Kaliską Setkę na "ramkach" bo temperatura była taka jak teraz:(  Z drugiej strony biegłem też Cracovię Maraton przy ośmiu stopniach plus i ciągłym deszczu od startu do mety. W obu przypadkach dałem radę! Było ciężko! "Upodliłem się" hi,hi... ale walczyłem i zameldowałem się na mecie:)  
Jak to mówi  powiedzenie: *nie mam złej pogody na bieganie, są tylko nieodpowiednio ubrani biegacze*
Dobra dość tej auto-motywacji i auto-mobilizacji he,he... Choć z drugiej strony trening mentalny jest niedoceniany, acz niezwykle ważny;) Sam przekonałem się o tym już nie raz:) Bo jak w porzekadle: *długie dystanse biega się głową, a nogami tylko przebiera* hi,hi...
Dzisiaj dreptane pogaduchy z Pierworodnym;) Czyli siódemka we dwóch he,he... Temat na dziś wybory prezydenckie w Częstochowie i debata w TVP Katowice he,he... Cóż nie samym bieganiem człowiek żyje;) a i musi wiedzieć, czy będzie miał gdzie biegać hi,hi... 
Fajnie było! mimo, że na Mazowieckiej "złapałem zająca" który i tak uciekł;) Chciałem być uprzejmy i widząc jadące  z obu kierunków samochody zbiegłem na pobocze. Pod pierzynką z liści były jakieś nierówności i zaliczyłem pad podparty he,he... Dzięki Bogu i na szczęście poza dwiema rysami na łydce bez większych konsekwencji;)

wtorek, 16 października 2018

dwa...

           w jednym he,he... dniu. Rano jak co wtorek wygibasy czyt. gimnastyka;) Potem życie niebiegowe, czyli na tzw. głodzie hi,hi... I wreszcie wieczorem w ramach przystosowywania do życia nocnego wyjście na szybsze przebieranie nogami.
Zbyt wielkiej napinki przed jesiennym maratonem nie mam. "Jak Bóg da, a partia pomoże" he,he... będzie dobrze! A na poważnie oczywiście przygotowuję się jak najlepiej potrafię. Z drugiej strony nigdy nie biegnę "w trupa" hi,hi... Nic na siłę:) Po maratonie też jest bieganie! Zresztą, czy Ktoś pamięta oprócz mnie moje życiówki? he,he... 
Najbardziej zależy mi na codziennym dbaniu o sprawność i beztroskim bieganiu:) 
Fajnie jeśli regularne treningi pozwalają utrzymać wynik maratonu poniżej czterech godzin, połówki poniżej dwóch itd. Ale wiadomo czas nie stoi w miejscu i już się nie rozwijam. Ważne, aby dało się jak najdłużej utrzymać obecny poziom. Będę dumny i bardzo zadowolony:)) 
Oczywiście widzę, iż następuje już stopniowe spowolnienie:( W przyszłym roku wchodzę w kategorię M 60. Aż mi się nie chce wierzyć hi,hi... Najważniejsze jednak bym cały czas poruszał się. Pomalutku i do przodu:) 
Dziś krotko. Dystans podobny jak wczoraj. Aura też. Tylko wyszedłem godzinę później, ale to dobrze. Może na koniec tygodnia złapie mnie północ he,he... 
Aha, Kuba biegło mi się świetnie! Dzięki - wiesz za co;)

I cytat dnia. Jakby inaczej związany z dzisiejszą rocznicą. 
16 października 1978 roku wracam po zajęciach w technikum wieczorowym i tata pyta: "wiesz Kogo wybrali na papieża?" Strzelam bez namysłu - Polaka!?

poniedziałek, 15 października 2018

zrobili...

                            chłopaki swoje he,he... teraz czas na dziadka hi,hi...
Do Nocnej Ściemy dwanaście nocy;) Czas więc przyzwyczaić się do warunków choć trochę podobnych do startowych;) 
Na razie lato w pełni, ale jeśli wierzyć synoptykom po niedzieli tzw. "załamanie pogody" he,he... Zatem chociaż wzrok trzeba przystosować do ciemności hi,hi...
Jako biegacz "skowronek" wolę biegać rano:) nawet bardzo wcześnie. A tu przyjdzie przeobrazić się w "sowę" he,he...
Cóż zachciało się ściemniać to trzeba się przygotować. Dlatego w tym tygodniu treningi po ćmoku hi,hi...
Muszę tylko wybrać jakąś oświetloną trasę, żeby nie "wyrżnąć orła" Po parkowym bruku nie za fajnie:( więc trza;) będzie poszlifować chodniki he,he... 
Za bardzo już się męczyć nie zamierzam w myśl powiedzenia: *czego się już nie zrobiło to się nie nadrobi, a można tylko zepsuć* Zresztą lepiej być wypoczętym i niedotrenowanym niż przetrenowanym:)
Oczywiście nie znaczy to, że lenistwo i brak chęci do wysiłku można zawsze tak sobie usprawiedliwiać hi,hi... Bo jak to mawiało się w wojsku: *więcej potu na ćwiczeniach mniej krwi w boju*
Za dwa tygodnie będzie *po bólu* he,he...
A dziś spokojna szóstka:) Na otwarcie nowego tygodnia. 15 października o dwudziestej na krótko hi,hi... 
Na termometrze wieczorem +14°C!!! 

„Nie można żyć, nie zważając na wyzwania, nie podejmując wyzwań. Ten, Kto nie zważa na wyzwania, Kto nie odpowiada na wyzwania, jest jak martwy.” -  Papież Franciszek

niedziela, 14 października 2018

w duchowej...

                        łączności z "moimi" Maratończykami zrobiłem na własnym podwórku dyszkę he,he...
Przed wyjściem sprawdziłem jeszcze Ich pozycje na trasie, oraz czas na piętnastce. 
Biegnąc cały czas telepatycznie wysyłałem Im motywującą energie do walki;) 
W myślach mówiłem do Nich: Adam, Kuba dacie radę! Tylko się nie poddawajcie! Możecie więcej niż myślicie! Na mecie czeka zimne piwo hi,hi...
Po powrocie znów trzymając kciuki obserwowałem na ekranie monitora jak podążają do mety. 
Mam nadzieje, że doping pomógł;) Bo Obaj zameldowali się na mecie:) Adam nawet z nową życiówka:) Brawa i graty !
Pogodę mieli dziś w Pyrlandii - stolicy krainy kwitnącego ziemniaczka iście nie maratońską:( Słonecznie, bardzo ciepło, a chwilami nawet gorąco. Czekam teraz z niecierpliwością na relacje jak trochę ochłoną;)

piątek, 12 października 2018

cha,cha...

                                  pan szybciej biegniesz niż ja jadę rzucił na Huculskiej śmiejąc się Gościu na rowerze:) W duchu pomyślałem sobie - to nie ja szybko biegnę tylko Pan wolno jedzie he,he...
Dziś trasa taka jak wczoraj, lecz w odwrotnym kierunku;) ale kilometraż taki sam. Z tą różnica, że wczoraj kończyłem serią dziesięciu podbiegów, a dzisiaj przebieżek.
Na szczęście przestało mi świszczeć w krtani hi,hi... Coś mi jeszcze siedzi na strunach głosowych:( Jednak po domowym syropie z cebuli jest lepiej!
Połowa października, a pogoda jak latem. Ciepło, słonecznie, ciuchy biegowe "na krótko" i tylko sąsiad w polarze krzyczy: "Panie Tomku nie przeziębi się pan tak lekko ubrany?"
Za dwa dni dla Adama i Kuby święto biegowe w Poznaniu:) Na swoje muszę jeszcze poczekać dwa tygodnie;)
Trzeba młodych motywować i dopingować, bo ostatnie kilkadziesiąt godzin do startu i pewnie stresik daje o sobie znać;)  

Szukaj na tym blogu:

Translator

"...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13