urok to żydowskie wesele, albo przemarsz wojska lub jeszcze sraczka he,he... mawiano kiedyś;)
Jeszcze nie "wylizałem się" z ran hi,hi... Po przedwczorajszym bliskim spotkaniu z nawierzchnią ścieżki rekreacyjnej, a dziś znów krew na rękach tzn koszulce;(
Dobrze, że ten dobry biegowo tydzień się kończy, bo nie wiem co jeszcze bym wymodził hi,hi...

Już dawno mi się taka wątpliwa "przyjemność" nie przytrafiła;) Podobne "różyczki" na białej wtedy koszulce miałem po Cracovia Maraton 2011.
Kto nie zaznał tej przypadłości i późniejszej reakcji pod prysznicem hi,hi... chyba nie wie jak boli bieganie he,he...
Kto nie zaznał tej przypadłości i późniejszej reakcji pod prysznicem hi,hi... chyba nie wie jak boli bieganie he,he...
W czasie biegu oczywiście nie zorientowałem się. Dopiero w łazience, gdy zobaczyłem czerwone ślady w okolicach cycków pomyślałem ależ będzie tusz hi,hi...

Najlepszy tydzień w tym roku:) Sześćdziesiąt cztery kilometry w czterech wyjściach. Po raz drugi szóstka z przodu;)
"Łikend" wolny! Biorę urlop he,he... Zatem podsumowanie marca w poniedziałek.
Cytat na dziś:
"Najgorsza walka, to walka z samym sobą. Nigdy nie wiesz czego możesz się spodziewać."