
Motywacji dodatkowej zabrakło, więc trzeba było walczyć z samym sobą he,he...
Jedynie na drugiej pętelce za sanktuarium spotkałem lecącego "pod prąd" Eduardo:) Chwilkę pogadaliśmy i hajda każdy w swoją stronę.
Kiedyś gdy Bialska była stałym spotkaniem biegowym Zabieganych z Edkiem i jeszcze kilkoma innymi fajnymi ludźmi przemierzaliśmy tę trasę co sobota. Szkoda, że uśmiercono te spotkania biegowe:(

Ja nie zapominam i zamiast jak to teraz modne niszczyć wole naprawiać, poprawiać i uatrakcyjniać;)
Dziś podobnie jak ostatnio półtorakilometrowa rozgrzewka i plenerowa siłownia na Bialskiej. Potem Aleją Brzozową w bialskie pola i dwa kółka. Powrót podobnie przez siłownię i tylko po "ścianie płaczu" (czyt. Klasztornej;) zniosło mnie nad wody "Pacyfiku" he,he...
Miała być piętnastka, lecz się zagalopowałem i natuptałem siedemnaście z "hakiem".

Dlatego już dzisiaj posumowanie lipca:
258 kilometrów w dziewiętnastu wyjściach. W tym jeden start na 20 km w Imielinie. Dwa świetne *treningi* z zaprzyjaźnionym biegaczami z Tarnobrzega, Rzeszowa i Poznania na Ich ostatnich kilometrach do Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej. Do tego cztery jednostki gimnastyki i trochę pływania. Trochę to znaczy o wiele za mało niż bym chciał;) bo uzależniony jestem od biegania, a nie pływania he,he...