
Nad powierzchnią "Pacyfiku" unosząca się mgiełka oparów:) I tu sielanka się kończy. Chyba też dla miłośników moczenia kija w wodzie i świętego spokoju hi,hii... Czar pryska za sprawą Pani z dwoma psami wielkości małych cielaków. Rzuca im co chwile patyki do wody te wskakują, kotłują się próbując wzajemnie je wyrywać. Wystraszone kaczki uciekają w popłochu, a kobieta jeszcze cały czas "ujada" choć tu, wróć, zostaw... itp. Rozumiem dla Każdego jest na tym świecie miejsce. Ale skoro są wędkarze i miejsce gdzie ludzie się kąpią to poszłaby z pupilami kawałek dalej i wszyscy byliby zadowoleni. Ale to choroba tych czasów. Każdy widzi tylko swoje potrzeby i innych ludzi ma na nic. Egoizm, brak szacunku dla innych... Smutne.
Rewelacyjna pogoda! świetna woda ciepła i mokra hi,hi...
Szybszego przebierania nogami tylko tyle co na dobieg tam i z powrotem, czyli dwa kilometry z małym "hakiem" Początek świątecznego dnia kapitalny:)
Dziś koniec miesiąca, więc czas na podsumowanie maja:
Dwieście dziewięć kilometrów w dwudziestu jeden wyjściach. W tym jeden start na półmaratonie w Białymstoku. Czterdzieści sześć kilometrów chodu w dziesięciu marszach. Pięć i pół godziny kręcenia na rowerku stacjonarnym w sześciu sesjach i cztery kąpiele regeneracyjne w ramach odnowy biologicznej hi,hi...
Nie jakaś znowu rewelacja;) Najważniejsze jednak dla mnie, że dzięki Bogu ruszam się! Nie rdzewieję he,he... i duchów się nie boję;)