śnieg, pierwszy lód na "Bałtyku" a dokładniej w
zatoczce "Adriatyku" czyli na płyciźnie;) Wczoraj poprószył biały puch, więc dzisiaj pierwsze w tym sezonie szuranie "po białym":))
zatoczce "Adriatyku" czyli na płyciźnie;) Wczoraj poprószył biały puch, więc dzisiaj pierwsze w tym sezonie szuranie "po białym":))
Dziś ostatni dzień listopada. Powrót do normalności po roztrenowaniu he,he... Bardzo spokojna ósemka, bo na stopach letnie "gumy", a tu ślizgawica;) Szczególnie na chodnikach:( Jezdnie posypane oczywiście i czarne, a na trotuarach "szklanka" bo oczywiście nie ma komu posypać:( Ale i tak było rewelacyjnie z powodu świetnej zimowej aury:)) Ależ byłoby morsowanie gdyby jeszcze dosypało śniegu i złapał mróz:)
Jutro pierwszy grudnia. Jak zawsze na przełomie miesiąca krótkie podsumowanie.
W listopadzie tylko dziewiętnaście treningów. Z czego jedynie dwanaście biegowych (krótkich;) Osiemdziesiąt pięć kilometrów szybszego przebierania nogami i siedemdziesiąt trzy wychodzone w siedemnastu marszach. Do tego cztery cotygodniowe gimnastyki i trzy zajęcia w Crossficie. Plus sześćset minut na rowerku stacjonarnym w dwunastu sesjach, oraz dwa pluskania w zimnej wodze;)
Marzy mi się prawdziwe zimowe morsowanie w lodowej przerębli. Niestety ostatnie zimy są tak łagodne, że mówienie o morsowaniu to nadużywanie tego terminu. Bywało, żeby dostać się do wody trzeba było siekierą wyrąbać przerębel w lodzie o grubości kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu centymetrów. Dla większej grupy osób wykucie "wanny" zajmowało kilkanaście minut w zależności od liczy "Rębajów". Była to najlepsza rozgrzewka przed wejściem do wody hi,hi...
jest nadzieja 

gdyż: „Gdy święty Andrzej ze śniegiem przybieży sto dni śnieg w polu leży ”