przedświąteczna się zaczęła he,he... Pół dnia jak to się mówiło w nomenklaturze żołnierskiej sprzątanie rejonów;) Potem obiad i wreszcie trochę przyjemności dla ducha i ciała hi,hi... *Z buta* na "Bałtyk" runda dookoła glinianek i pluskanie w "Adriatyku". Na kąpielisku tłoczno! W jednym rogu przy drabinkach kilku młodych Morsów, a w w drugim dwie fajne Foczki:)) Oczywiście wybrałem to drugie miejsce, chociaż nie do końca. Rozebrałem się nieco z boku, żeby Dziewczyny czuły się komfortowo. Wrzuciłem do wody termometr i ruszyłem w morsowym *stroju organizacyjnym* na bieganie po plaży. Później plum do wody i krótkie pływanie raz masowanie karku, brzucha, pleców i nóg zimną wodą z *resetem* ma się rozumieć;) Białogłowy przyglądały się z zaciekawieniem co stary od... odwala hi,hi... Chłopaki też zerkali, bo wcześniej *wietrzyli pachy* stojąc w wodzie nieco powyżej pasa. Było rewelacyjnie! Temperatura otoczenia +1, a wody niecałe cztery stopnie plus:)
Biegania tylko pięć kilometrów. W całym minionym tygodniu osiemnaście w trzech wyjściach. Powrót po roztrenowaniu spokojny na luzie. Jutro wolne. Od poniedziałku mimo przedświątecznego zamieszania powinno być normalne bieganie. Ma się rozumieć i na morsowanie musi być czas. Do wiosny warto tę aktywność doskonalić.
Cytat dnia:
"Morsowanie uświadomiło mi, jaką mam w sobie siłę. Tę siłę mam ze sobą zawsze, tyle, że czasem pokrywa ją warstwa lęku. Przeciwstawienie się własnym lękom sprawia, że część tej siły do nas wraca. To wspaniałe uczucie!"





