stanąłem przed blokiem o piątej trzydzieści;) Zastanawiałem się czekając aż gps "załapie" satelity gdzie tu dziś pobiec? Prosto?, w lewo?, a może w prawo? W końcu ruszyłem jak wczoraj myśląc wykombinuję coś po drodze he,he...
W wczasie slalomu miedzy drzewami na polu namiotowym JG postanowiłem: lęcę na Bialską!
Jak tylko dotarłem pod Sanktuarium Krwi Chrystusa zaświtał mi pomysł: a może jedna pętla w bialskich polach i powrót? Powinno wyjść ze dwanaście kilometrów. Do końca jednak nie byłem pewien, czy aby mnie nie poniesie i nalatam koło dwudziestki hi,hi... A czeka mnie przecież jeszcze maszerowanie do wnusi "na dyżur" i zabawianie Wiktorki;)

Koło kapliczki przy Okulickiego zerknąłem na garmka, a tu tylko siódemka:( Nie wrociłem zatem najkrotszą drogą tylko pobiegłem do Szajnowicza i dalej przez parki do domu:)
W sumie wyszła prawie lub niecała jedenastka, albo dycha z "hakiem" jak Kto woli.
Bieganie o poranku w letniej porze jest rewelacyjne! Słońce nie praży, jest czym oddychać i z rozpędu można wejść w życie na początku nowego dnia.
Akumulatory "naładowane" endorfinki buzują człowiek wie, że żyje hi,hi...
Tylko biegacz jest to w stanie zrozumieć;)
Jakby tym blogiem zainteresowało by się więcej osób to wtedy naprawdę było by bardzo dobrze na 100 procent.
OdpowiedzUsuń