"Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną przewlekłego dobrego stanu zdrowia"

czwartek, 15 października 2015

Przemokłem ...

dziś, ale było bardzo fajnie he,he... Wybiegając z domu coś tam z nieba mżyło;) Lecz z każdym kilometrem padało coraz mocniej. W końcówce byłem już przemoczony do "suchej nitki" hi,hi...
Nie miałem dzisiaj pomysłu na bieganie, więc wybrałem opcję "gdzie nogi poniosą";)
Lubię tuptać w Alei Brzozowej i chyba dlatego zacząłem od Bialskiej i terenów za Sanktuarium krwi Chrystusa:)
Lekki deszczyk jeszcze nie zdążył zamienić ścieżek w błotniste, śliskie, pełne kałuż wertepy. Niby sześć kresek na plusie, a w polach porywisty wiatr mocno ziębił mokre od deszczu dłonie:(
Zabrałem w kieszeń cienkie rękawiczki i po sześciu kilometrach założyłem, bo paluchy mi zgrabiały:(
Świeże powietrze o zapachu wilgotnej ziemi, cisza, mięciutko pod stopami i nogi naprawdę same niosą:)
Przed Gruszowa spotkałem jeszcze jednego biegacza;) a tak pusto! żadnych kijarzy, spacerowiczów, psów... Super!!!
Po Bialskiej padało już równo, lecz wcale nie chciało mi się wracać po dziesiątce. Ruszyłem zatem na Lisiniec trochę żwawiej, żeby mokre ciuchy mnie nie ziębiły.
Na bocznych drogach za "Bałtykiem" powstały już kałuże. Oczywiście pewien miły kierowca nie raczył przyhamować mijając mnie tylko sruu... spod koła błockiem po leginsach:(
W parku zrobiłem rundę wokół glinianek. Kąpiel w "Pacyfiku" odpuściłem, bo nie byłem zbytnio rozgrzany he,he... Poza tym nie miałem ręcznika, koszulki na zmianę i po wyjściu z wody nie bardzo uśmiechało mi się zakładanie przemoczonych ciuchów. Latem to co innego koszulka na mokre ciało i po chwili sucha:)
Zmoknięty "jak kura" hi,hi... ale po zastrzyku endorfin szczęśliwy zdziwiłem się, że nadeptałem prawie dziewiętnaście kilometrów:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

archiwum