"Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną przewlekłego dobrego stanu zdrowia"

czwartek, 2 października 2014

Cotygodniowy bieg częstochowski...

jak co czwartek, a tu "żywej duszy" Myślę popadało, ale przestało jest ciepło... Więc raczej nie aura odstraszyła Zabieganych tylko się po obrażali. Cóż mówi się trudno i biega się dalej. Najwyżej zajmę w dniu dzisiejszym dwa najbardziej zaszczytne miejsca pierwsze i ostatnie. Zresztą kiedyś w las angelas mógł biegać Manitou, Jego duch i cień Manitou to ja też mogę pościgać się z własnym cieniem. Pierwszą pętle zacząłem sam równo jak tylko zaczęły grać kuranty na wieży ratusza o dziewiętnastej. Po drodze od Pułaskiego trafiło mi towarzystwo przygodnego rowerzysty. Najpierw wprawił mnie w zdziwienie pytając:
- biegł pan w tym ostatnim maratonie?
- w warszawskim próbuje uściślić pytanie
- nie częstochowskim
- częstochowskim ??? nie ukrywam zdziwienia. Przecież nie ma maratonu w Częstochowie?
- no wie pan w tym co jest w kwietniu
- a kumam wreszcie, w biegu częstochowskim. Ale to jest dycha!
- no w tym na dziesięć kilometrów
- myślę w duchu: jeszcze jeden dla którego każdy bieg to maraton!
Potem jeszcze wypytał:
- ile lat pan biega?
- czternasty rok.
- ooo... ale pewnie czuje się pan młodziej?
- już nawet nie mówiłem, że na dwadzieścia siedem, bo uzmysłowiłem sobie, że muszę cholernie staro wyglądać;)
Przy podbiegu na Klasztornej zapytał jeszcze, czy żeby biegać trzeba się zapisać do klubu i życząc sobie powodzenia udaliśmy się każdy w swoja stronę.
Przy kolejnych kurantach wpół do ósmej wróciłem do punktu wyjścia i ruszyłem na kolejne kółko. Przy Pułaskiego dołączył Przemek, a zaraz potem Kuba z Krzysztofem i drugą piątkę zrobiliśmy w składzie czteroosobowym. Dycha na trasie bc plus dobieg i trzynastka z hakiem na liczniku.
Pogoda do biegania idealna, ciepło wilgotno, powietrze rześkie i tylko biegaczy brak. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

archiwum