"Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną przewlekłego dobrego stanu zdrowia"

czwartek, 2 maja 2013

Po i przed

Po "orleańskim" maratonie w poniedziałek jak zawsze po biegu na "królewskim dystansie" roztruchtanie;) Wyszło sześć kilometrów i tak po prawdzie miałem ochotę "pohasać" jeszcze więcej. 

Wtorek laba, a w środę jak co tydzień solidna gimnastyka.
Czwartek stały punkt tygodnia, czyli trening na trasie biegu częstochowskiego. Dystans bc to dziesięć kilometrów, ale my rzadko kiedy zostajemy przy dyszce;) Co niekiedy wychodzi nam nawet koleżeński półmaraton he,he.. Tym razem jako, że tydzień regeneracyjny poprzestałem na spokojnej trzynastce
Piątek zazwyczaj robię luz, ale teraz wiedząc, że w sobotę biegania nie będzie:( awansem "przeleciałem" szybką dychę:)

Sobota zmiana ról:) jestem po drugiej stronie "barykady" he,he... Od samego rana wcieliłem się w role wolontariusza dzielnicowej imprezy:1 Przełaj Bałtyk Częstochowskiego Marszu Nordic Walking Oznaczałem trasę, zabezpieczałem przemarsz maszerów, zbierałem oznaczenia i na koniec pomagałem w wydawaniu upominków. Pierwsza taka impreza w naszym mieście, ponad stu uczestników, bez opłaty startowej:) z medalami, posiłkiem oraz wieloma fajnymi nagrodami. W dodatku bez większych wpadek organizacyjnych, choć drobnych niedociągnięć nie dało się uniknąć.

Niedziela przedostatnie "morsowanie" w tym długim, bo prawie półrocznym sezonie. W zasadzie trudno obecne kąpiele nazywać morsowaniem skoro woda ciepła jak "zupa" hi,hi...

Poniedziałek czternaście kilometrów i chciałoby się więcej, ale niestety nie samym bieganiem człowiek żyje;)
Wtorek luz i przygotowania do "obchodów" Święta Pracy" w ramach zakończenia sezonu morsowego 2012/2013:( Pewnie niektórzy wzdychają nareszcie he,he...

Środa 1 maja ostatnie morsowanie w tym sezonie:( i pierwszomajowe świętowanie na wesoło:)) Oj działo się działo hi,hi... Długo tu można by opisywać nasze "brewerie" cha,cha...
Jak przystało na to wiosenne majowe święto była część oficjalna i m.in "koronowanie" przewodnika przewodniczki naszego "stada" czyli Królowej Zmorsowanych! VIVAT KRÓLOWA! 
Potem część artystyczna: przemówienie króla i odśpiewanie w wodzie *międzynalodówki* /pisownia prawidłowa/ hi,hi... Zazwyczaj królowa to żona króla i władcy. U nas po okresie patriarchatu nastanie matriarchat, bo głową będzie Madlen FOCZKA ROKU 2013, która była najaktywniejsza w morsowaniu tego sezonu:) Zakończenie jak drzewiej bywało;) zgodnie z tradycją przy przepysznej szarlotce, pączkach i "bąbelkach"
Żal było się rozstawać:( ale cóż... Ciepło prędko przeminie, więc od razu umówiliśmy się o tej samej porze na październik;)
Osobiście zrobiłem sobie postanowienie pierwszomajowe, że chociaż raz w tygodniu niezależnie od aury muszę się w celach odnowy biologicznej pomoczyć to łatwiej dotrwam do nowego sezonu he,he....  

Wczoraj przed kąpielą przebiegłem tylko cztery kilometry:( Dzisiaj odpuściłem trening na trasie bc;( co by trochę odpocząć przed... "długim łikendem"

1 komentarz:

  1. Bardzo intensywna ta Twoja regeneracja :-) Nieźle, jak na tydzień po maratonie.

    OdpowiedzUsuń

archiwum