Nawet nie myślałem, że może być tak fajnie ;) Tego jeszcze nie przerabiałem, ale zawsze musi być kiedyś ten pierwszy raz ... Kiedy Labi zaproponował wyjazd do Rybnika na "księżycową połówkę" byłem za :) Lecz kiedy dodał, że można by wcześniej "zrobić" dziesięciokilometrowy Bieg Prezesa w Wodzisławiu Śl. i zaliczyć "dwie imprezy na jednym paliwie ;) trochę się zastanawiałem... Czy jest sens? Dwa starty w jednym dniu? W końcu zaryzykowałem i dziś mogę powiedzieć nie żałuję :) W Wodzisławiu start wyznaczono na godzinę 16-tą. Zapisy jednak; powiedziano nam tylko do 13:30, bo potem mają się odbyć jeszcze biegi towarzyszące dla dzieci i młodzieży oraz chód z kijkami... Piszę: "chód z kijkami" a nie nordic walking, bo Prezes FORMY Wodzisław podkreślał, że będą propagować tę dyscyplinę pod polsko brzmiącą nazwą. I słusznie przecie Polacy nie gęsi... Sam bieg to pięć pętelek po "orbicie" stadionu. Trochę boiskowej murawy, asfaltu, drogi gruntowej z błockiem, żwiru, a nawet pola ze 'ścierniskiem' ;) Traska lekko pofałdowana i podobno dokładnie zmierzona. Na początku ruszyłem asekuracyjnie; myślami będąc w Rybniku, ale pod koniec nie wytrzymałem i zacząłem się ścigać hi hi hi... Na mecie ciekawy medal; potem pieczona kiełbaska + złocisty płyn odżywczy. Na koniec dekoracje i losowanie dużej ilości nagród w tym skutera ! Krótko mówiąc kameralna imprezka, ale fajna; Widać robiona przez biegaczy dla biegaczy ! Polecam :) Po zakończeniu komenda: "do wozu" i na Rybnik. W pełnym składzie pięciu biegaczy i trzy psy po kilkunastu minutach zameldowaliśmy się na parkingu przy pływalni. Tam czekali już MajkelK i Mad_Minstrel z tatą. Zdaliśmy krótka relację z "Włodzia" i do biura zawodów. Bardzo sympatyczne i uśmiechnięte dziewczyny szybko wydały nam pakiety i... zaskoczyły nas numery startowe ;) Szmaciane prostokąty z "uchem" do założenia przez głowę na szyję przypominały trochę śliniaki ! Dolne troczki do zawiązania na plecach za krótkie ! Na tej rangi imprezie to, hm... obciach :( delikatnie mówiąc. "Przezorny zawsze ubezpieczony" hi hi ... mieliśmy od wypadku agrafki, więc troczki podwiązaliśmy i przypięliśmy szmatki do koszulek. Trochę rozgrzewki i na start.! Jeszcze pamiątkowe fotki i ruszyliśmy na księżycową połówkę :) Cała trasa to trzy pętle. Zacząłem wolno, zdając sobie sprawę, że mam już dyszkę w nogach. Po jakimś czasie spotkałem Tomka i trochę biegliśmy razem. Jednak cały czas ; już od samego początku czułem "ciąg" :) W ogóle czułem się bardzo silny :) Jak nigdy cha cha, chyba będę musiał zawsze przed zawodami przebiec wcześniej dyszkę ;)W duchu obawiałem się tylko, czy nie braknie mi "pary" na trzecim kółku ;) Sama trasa jak dla mnie bardzo fajna i urozmaicona. Do tego świecący nad nami "łysy" i mrok wokół .... Kapitalna sprawa :) Super klimat ;) Jeszcze przed rozpoczęciem trzeciego okrążenia zacząłem przyspieszać i mijać Tych co zaczęli za szybko. Doświadczyłem już i tego i tego... Okropne jest kiedy na ostatnich kilometrach przed metą zaczyna brakować sił i co rusz jest się "kasowanym" :( Ale na odwrót to rewelacyjne uczucie :) które dodaje jeszcze "pałera" :) Na mecie medal, zwrot chipa (opaska na kostkę) i ... szmatki z numerem startowym. Tu drugi minus - zabrakło na mecie picia ! No i oczywiście zapomniałem zatrzymać stoper hi hi... Na całe szczęście zaraz dostałem sms-a z wynikiem jaki wywalczyłem :) Potem przebieranie, posiłek i oficjalne zakończenie z dekoracjami i losowaniem nagród. Zmęczenie, noc, marudzący prowadzący, lecz było warto ! Jak Bóg pozwoli chętnie za rok wystartuję w 2 Rybnickim Półmaratonie Księżycowym :) A może ? skoro zacząłem od pierwszej edycji, będzie to impreza którą będę "ciągnął" rok w rok :) Przydałoby się tylko aby organizatorzy wyciągnęli z debiutu wnioski i zrobili ładne numery startowe, atest trasy i zamiast tych koszmarnych, badziewiastych chińskich medalików porządne pamiątkowe medale ! Godne półmaratonu, Było nie było debiutantom trzeba wybaczyć i życzyć przyjęcia krytycznych uwag, bez obrażania się i przekonywania wszystkich wokół, że "upolowany zając jest niedźwiedziem" Aha, jeszcze startowe 40 zeta to przy takim pakiecie wysoka opłata. A, że można nie"zdzierać" to Kietrz&Rohov najlepszym przykładem.
Biegam by żyć, żyję, więc biegam
"NIGDY WIĘCEJ WOJNY! TO POKÓJ, POKÓJ
MUSI KIEROWAĆ LOSAMI NARODÓW I CAŁEJ LUDZKOSCI”
- Św. Jan Paweł II
"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła.
Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia
Nie dlatego przestajesz się bawić, bo się starzejesz. Starzejesz się, bo przestajesz się bawić"
wtorek, 29 czerwca 2010
środa, 23 czerwca 2010
]227] ...cd. ...
PS gapa ze mnie ! Nie wspomniałem, że obok Oli w Biegu 48h uczestniczyła jeszcze jedna Kobieta Agnieszka Mizera, której również należą się wielkie brawa, słowa uznania i gratulacje ! Przecinają się nasze trasy biegowe na zawodach :) Ostatnio w Kietrzu, wcześniej w Jelczu i jeszcze na innych biegach. Ale jakoś nie było okazji zamienić słowa ;) Jestem jednak pod wrażeniem Jej biegowych poczynań. Dlatego od piątku kibicowałem Jej i trzymałem kciuki :)
wtorek, 22 czerwca 2010
[226] ...To Ci Zabiegani...
Nie wziąłem się jak zwykle w niedziele za pisanie, bo od piątku ciągle jestem pod wrażeniem BIEGU 48 h. Śledziłem na bieżąco; (niestety nie na żywo :( ale w necie zmagania uczestników pierwszej takiej niesamowitej imprezy biegowej w Polsce.
I po prostu konsternacja jacy z Nas Zabiegani ? Ci to Zabiegani ! biegali, biegali, biegali i biegali.... ponad trzysta k i l o m e t r ó w nabiegali :) ! Niesamowite ! W dodatku niewiarygodne, niemożliwe, ale prawdziwe :) Laur zwycięstwa wywalczyła KOBIETA !!! ALEKSANDRA NIWIŃSKA Ogromne brawa, gratulacje i ... Panowie czapki z głów ;) Swoją drogą czyżby twierdzenie, że szybkość to domena młodości, a wytrzymałość atrybut dojrzałości się dezaktualizowało ? Zapamiętałem OLĘ z Supermaratonu Kalisia 2009 jako młodziutką, sympatyczną i ładną dziewczynę, która już wtedy pokazała, że pod tą niewinną postacią kryje się prawdziwy Cyborg Biegowy :) Udało mi się dwa razy ukończyć "Kaliską Setkę" w limicie, ale przy takim bieganiu to pikuś ;) Maleńki pikuś, a nie "pan pikuś" hi hi hi .. Dlatego jestem pełen uznania i podziwu dla uczestników tej fantastycznej imprezy !! Tak, tak wiem z własnego doświadczenia, to prawda "ultra zaczyna się nogami, a kończy głową" Lecz jaką trzeba mieć GŁOWĘ na 48 h cha cha.... Marzyło mi się wystartować wiosną tego roku na Biegu 12 godzinnym w Rudzie Śląskiej, ale niestety nie wyszło :( Swoją drogą 12 godzin, pół doby to dopiero jedna czwarta ?... Nie, nie dla mnie taki bieg przez dwie doby to... kosmiczna odyseja ;) Aha, /dla zainteresowanych/ już we wrześniu "połówka" ;) Tyle, że mam na myśli nie półmaraton ... lecz Bieg 24h :)
A teraz cichutko o moim skromnym tuptaniu :) W zeszłym tygodniu cztery treningi i 54 kilometry przedreptane :) W tym początek lata, noc świętojańska; i chyba dla tego Labi "wymyślił" nam "ultra" hi hi hi... bieganie na sobotę ;) Czyli "Dwie imprezy na *jednym paliwie* " Najpierw start na 'dyszkę' w Wodzisławiu Śl. a wieczorową porą Nocny Półmaraton Księżycowy w Rybniku. W sumie to 31 kilometry, czyli jedna dziesiąta tego co w poprzedni weekend zrobi_ła(li) Ultras_ka(si) w Katowicach :) Takie mini "ultra" ale dla nas ultrasiątek to wyzwanie ;)

I po prostu konsternacja jacy z Nas Zabiegani ? Ci to Zabiegani ! biegali, biegali, biegali i biegali.... ponad trzysta k i l o m e t r ó w nabiegali :) ! Niesamowite ! W dodatku niewiarygodne, niemożliwe, ale prawdziwe :) Laur zwycięstwa wywalczyła KOBIETA !!! ALEKSANDRA NIWIŃSKA Ogromne brawa, gratulacje i ... Panowie czapki z głów ;) Swoją drogą czyżby twierdzenie, że szybkość to domena młodości, a wytrzymałość atrybut dojrzałości się dezaktualizowało ? Zapamiętałem OLĘ z Supermaratonu Kalisia 2009 jako młodziutką, sympatyczną i ładną dziewczynę, która już wtedy pokazała, że pod tą niewinną postacią kryje się prawdziwy Cyborg Biegowy :) Udało mi się dwa razy ukończyć "Kaliską Setkę" w limicie, ale przy takim bieganiu to pikuś ;) Maleńki pikuś, a nie "pan pikuś" hi hi hi .. Dlatego jestem pełen uznania i podziwu dla uczestników tej fantastycznej imprezy !! Tak, tak wiem z własnego doświadczenia, to prawda "ultra zaczyna się nogami, a kończy głową" Lecz jaką trzeba mieć GŁOWĘ na 48 h cha cha.... Marzyło mi się wystartować wiosną tego roku na Biegu 12 godzinnym w Rudzie Śląskiej, ale niestety nie wyszło :( Swoją drogą 12 godzin, pół doby to dopiero jedna czwarta ?... Nie, nie dla mnie taki bieg przez dwie doby to... kosmiczna odyseja ;) Aha, /dla zainteresowanych/ już we wrześniu "połówka" ;) Tyle, że mam na myśli nie półmaraton ... lecz Bieg 24h :)
A teraz cichutko o moim skromnym tuptaniu :) W zeszłym tygodniu cztery treningi i 54 kilometry przedreptane :) W tym początek lata, noc świętojańska; i chyba dla tego Labi "wymyślił" nam "ultra" hi hi hi... bieganie na sobotę ;) Czyli "Dwie imprezy na *jednym paliwie* " Najpierw start na 'dyszkę' w Wodzisławiu Śl. a wieczorową porą Nocny Półmaraton Księżycowy w Rybniku. W sumie to 31 kilometry, czyli jedna dziesiąta tego co w poprzedni weekend zrobi_ła(li) Ultras_ka(si) w Katowicach :) Takie mini "ultra" ale dla nas ultrasiątek to wyzwanie ;)
| |||||||||||||||||
| |||||||||||||||||
niedziela, 13 czerwca 2010
[225] Na obcej ziemi...
Wczoraj po raz pierwszy (na zawodach) udało mi się pobiegać poza granicą RP :) Dlatego, że trasa Półmaratonu Kietrz & Rohov przebiega po terytorium Polski i Czech ;) Co prawda rok temu o poranku biegałem plażą między Świnoujściem, a Albeck. Więc biegowego buta na obcej ziemi już postawiłem ;) No, ale co innego trening, a oficjalne zawody biegowe. W zasadzie to myślałem o niedzielnym starcie w Biegu Pięciu Stawów w Myszkowie. Ale Labi rzucił na forum, że ma wolne miejsca do Kietrza... Pomyślałem: do Myszkowa mogę jechać zawsze, a do Kietrza może nie być okazji. W dodatku na niedzielę zebrała się liczna ekipa Zabieganych na połówkę do Rudawy, a tu dystans podobny to nie będzie "zazdrość" kilometrażu ;) Potem jeszcze haczyk "połknęli" Ja-qb i Marino. Tak, że nawet jako minimalny skład czteroosobowy (max. 5 zawodników) mogliśmy wystawić drużynę Zabiegani Częstochowa. Sama impreza fantastyczna; zapisy do ostatniej chwili ! opłata startowa tylko 15 zł. płatna w biurze zwodów. Czyli jednak jak się chce to można zrobić świetną połóweczkę bez drenażu portfela biegacza :) Sprawne zapisy, przyjmowanie wpłat, wydawanie pakietów, sympatyczni wolontariusze i szybka obsługa. Nawet najwybredniejszy "gadżeciarz" narzekać nie miał prawa. Przed startem herbatka i czeskie bułeczki z serem :) W pakiecie startowym, wow! czego tam nie było !!! Koszulka bawełniana, ale dobrej jakości, czapeczka, powerade, złocisty izotonik, czekolada, smycz, agrafki.... Chyba niczego nie pominąłem ?;) Wszystko w kolorowym worku z logo biegu. Idąc dalej tym tropem; po biegu posiłek napój, buła, oraz kiełbaska i karczek z rożna :) Tak, tak, nie kiełbasa lub karczek, tylko to i to. Na zakończenie kiedy zostały jeszcze porcje każdy chętny mógł się zgłosić po repetę :) Malkontenci, którzy zawsze się znajdą na biegach naprawdę ciężko zgrzeszyliby narzekając na ten "full wypas" Mało tego; podobno piątkowe pasta party /tak twierdzili Ci, którzy zjechali już dzień wcześniej/ było wyżerką jak "u Cioci na imieninach" ;) Aha, po dekoracjach i losowaniu nagród /m.in. skutera i tygodniowego pobytu w Mielenku/ każdy Kto nie miał szczęścia... na pocieszenie otrzymał dywaniki ! Łazienkowe lub samochodowe do wyboru :) i katalog foto z poprzedniej edycji. W tych wypominkach, nie można pominąć człowieka, który tej imprezie dyrektoruje: Andrzeja Wójtowicza !! Wielkie brawa, słowa uznania i serdeczne podziękowania za gościnę w Kietrzu! Wracając do sedna; trasa bardzo fajna; górki które zresztą bardzo lubię :) Asfalt, droga gruntowa między polami, a pod koniec nawet kamienista szykowana chyba pod asfalt. Tutaj chylę czoła przed zawodnikami niewidomymi. Zresztą podziwiam i składam słowa uznania wszystkim niepełnosprawnym Wielki Szacun !!!

Bardzo gęsto punkty z wodą do picia, gąbkami do odświeżania i dodatkowo prysznice. Kubki napełnione, podawane do ręki ... Naprawdę nie ma się czego "przyczepić" :) No, chyba tylko do tej wielkiej *żarówy* na niebie ;) która "przypiekała" niemiłosiernie. Lubie lato, ciepło też. Ale takie piekące słońce to chyba tylko w Afryce powinno palić. Zresztą "przywiozłem" naturalną koszulkę na 'ramkach' Hiii hii... klata i plecy białe :( a ramiona i karczek jak ten z grila cha cha... Wysmarowałem się zapobiegawczo przed startem kremem, ale widocznie cały spłynął z potem i wodą wyciskaną z gąbki. Miałem jak Marino dziś w ramach rozbiegania polecieć dyszkę w Myszkowie, lecz wolałem nie straszyć ludzi "barwami wojennymi" Wczoraj biegło mi się nadspodziewanie dobrze, choć już na starcie, przed biegiem kiedy pot zalewał mi oczy wiedziałem, że z RŻ nic nie będzie :) Zwłaszcza, że pobiegłem z marszu w ogóle nie przygotowując się do startu na tym dystansie....
więcej fotek po kliknięciu w zdjęcie
Ktoś na trasie napomknął o znikomej liczbie kibiców i zaraz przypomniał mi się Maraton Jelcz - Laskowice; gdzie również biegacze nie mogli liczyć na żywiołowy doping. Tyle tylko, że tutaj kto wytrzymałby w takim skwarze "wisząc na płocie" patrzeć na *wariatów* latających z jęzorami do pasa :) Cieszę się bardzo, że Labi mnie zabrał do Kietrza i serdecznie Mu dziękuję. Mam tylko dylemat: marzy mi się połówka w Rudawie, ale jak Bóg pozwoli dalej biegać za rok nie da się zrezygnować z Kietrza na rzecz Rudawy ;) Gorący weekend :) a Zabiegani nie odpuszczają biją 'życiówki' w Rudawie, Siemianowicach, stają na pudle w Myszkowie :) do tego debiutanci robią super czasy, więc ręce same składają się do oklasków ! Brawo, brawo, brawo... i gratulacje dla wszystkich :) Tak trzymać :)

Bardzo gęsto punkty z wodą do picia, gąbkami do odświeżania i dodatkowo prysznice. Kubki napełnione, podawane do ręki ... Naprawdę nie ma się czego "przyczepić" :) No, chyba tylko do tej wielkiej *żarówy* na niebie ;) która "przypiekała" niemiłosiernie. Lubie lato, ciepło też. Ale takie piekące słońce to chyba tylko w Afryce powinno palić. Zresztą "przywiozłem" naturalną koszulkę na 'ramkach' Hiii hii... klata i plecy białe :( a ramiona i karczek jak ten z grila cha cha... Wysmarowałem się zapobiegawczo przed startem kremem, ale widocznie cały spłynął z potem i wodą wyciskaną z gąbki. Miałem jak Marino dziś w ramach rozbiegania polecieć dyszkę w Myszkowie, lecz wolałem nie straszyć ludzi "barwami wojennymi" Wczoraj biegło mi się nadspodziewanie dobrze, choć już na starcie, przed biegiem kiedy pot zalewał mi oczy wiedziałem, że z RŻ nic nie będzie :) Zwłaszcza, że pobiegłem z marszu w ogóle nie przygotowując się do startu na tym dystansie....
więcej fotek po kliknięciu w zdjęcie
Ktoś na trasie napomknął o znikomej liczbie kibiców i zaraz przypomniał mi się Maraton Jelcz - Laskowice; gdzie również biegacze nie mogli liczyć na żywiołowy doping. Tyle tylko, że tutaj kto wytrzymałby w takim skwarze "wisząc na płocie" patrzeć na *wariatów* latających z jęzorami do pasa :) Cieszę się bardzo, że Labi mnie zabrał do Kietrza i serdecznie Mu dziękuję. Mam tylko dylemat: marzy mi się połówka w Rudawie, ale jak Bóg pozwoli dalej biegać za rok nie da się zrezygnować z Kietrza na rzecz Rudawy ;) Gorący weekend :) a Zabiegani nie odpuszczają biją 'życiówki' w Rudawie, Siemianowicach, stają na pudle w Myszkowie :) do tego debiutanci robią super czasy, więc ręce same składają się do oklasków ! Brawo, brawo, brawo... i gratulacje dla wszystkich :) Tak trzymać :)
| |||||||||||||||
niedziela, 6 czerwca 2010
[224] Pożegnanie, startowanie i "niewypał"..
W dniu dziecka z samego rana pożegnaliśmy Andrzeja Urbaniaka, który dzień wcześniej kończył etap w Częstochowie. Odprowadziliśmy Kolegę biegacza do Rędzin i stamtąd ruszył samotnie w kierunku Kamieńska. Co prawda w poniedziałek sympatyk Zabieganych jak sam o sobie mówi Piotrek obiecał "przejąć" Andrzeja w okolicy Kłomnic i jak media donoszą słowa dotrzymał. Przebiegli nawet razem piętnaście kilometrów :) Brawa dla Piotrka ! Po niedzieli, dokładnie w czwartek powinien Andrzej dotrzeć do Gdyni. Przy kilometrażu Ultrasa to wstyd pisać o tygodniowym przebiegu ... Moje pięćdziesiąt dwa kilosy w tygodniu to Jego jeden etap hi hi hi .... W dodatku moje w pięciu wyjściach ;) Ale co tam; Każdy biega na ile Go stać ;) I nie ma się co porównywać do Innych. Jak już to porównywać swoje wcześniejsze i obecne 'osiągi' :) Tak jest zdrowiej ;) dla ciała i ducha :) A propos osiągów... Dziś kolejna impreza w ramach GP Zabieganych "Marszobieg" ;) w Olsztynie. Zjechało się kilkanaście "mandarynek" chociaż pogoda raczej na basen niż bieganie ;)
Start w samo południe i temperatura w słońcu ponad trzy "dychy" W dodatku zawsze na półmetku był "wodopój", a tym razem stał tylko jegomość, który na pytanie o picie informował: "w tym roku sponsor nie dopisał" ! Na tak krótkim dystansie to mi w zasadzie picie nie jest potrzebne. Ale przy dzisiejszej aurze wiele osób narzekało. Choć szczerze mówiąc; też bym przepłukał zęby z piasku ;) Bo miejscami gdzie biegło się po piachu to spod tylu par nóg kurzyło się, że hej ;) Tak czy inaczej powtórki z poprzedniej niedzieli nie było :) i tym razem bez "życiówki" O ponad minutę gorzej od najlepszego wyniku na jednym z poprzednich marszobiegów. Ważne jednak, że się było i pobiegało :) Co prawda piach nam w zębach zatrzeszczał ;) (końcówkę biegliśmy razem z Manitou)
kiedy już na asfalcie wyprzedził nas najpierw prezes, a zaraz potem Marek S. i Jaq :) Ale to "ściganty" a my jak to mówimy: dopiero po godzince nabieramy ochoty na tuptanie ! ;) Przedpołudnie się udało, lecz po... "niewypał" ze startem w 1 Biegu Sołeckim Wierzchowisko 2010. Bardzo chciałem wystartować u 'Żywca'. Niestety pokonanie kilkunastu kilometrów komunikacją publiczną zwłaszcza w niedzielę to droga przez mękę. Chyba szybciej bym tam zabiegł ;) Początkowo myślałem nawet odpuścić Olsztyn i zaliczyć tylko 3km u pani Sołtys, ale jak Grand Prix to GP... Mówi się trudno i biega się dalej cha, cha .....

| |||||||||||||||
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szukaj na tym blogu:
Translator
...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13
