Ubiegły tydzień to ostatnie dni leniuchowania. Gimnastyka we wtorek i czwartek oraz sobotnie truchtanko z Verdim na Bialskiej to jednak nie to co regularny trening pięć dni w tygodniu. Efekty już widać; przybyło mi na wadze ok. dwóch kilogramów, a w ogóle jestem jakiś taki rozdrażniony, senny, marudny i rozlazły.....jakby jesienna depresja. Wychodzi, że poziom endorfin /czyli hormonów szczęścia, które wydzielają się podobno w czasie biegania/ spadł do zera. Od jutra więc zaczynam stopniowy powrót do normalnego biegania. Na razie dwutygodniowy okres wprowadzający; Poniedziałek, środa, piątek lekkie bieganko; wtorek i czwartek gimnastyka; A w sobotę..... niestety nie będę mógł jak co tydzień pobiegać z Verdim po Bialskiej. Już wcześniej zameldowałem Verdiemu, że drugiego grudnia jadę do chrześniaka ( też biegacza) na przysięgę. Mój "dowódca" biegowy urlopował mnie ze sobotniego spotkania i w sobotę jedziemy; Adam pewnie tam już sobie podśpiewuje: "przyjedź mamo na przysięgę".... trenując "chodzenie" musztrę i szykując wszystko na wysoki połysk. Cieszę się, że będę mógł być z Nim w tej ważnej dla każdego żołnierza chwili. Fajnie będzie też przypomnieć sobie jak przed laty / jejku...dwadzieścia siedem lat temu.... - niemożliweeee/ było się "po tamtej stronie" Wracając do biegania zaczynam myśleć o planie treningów i przygotowaniach do wiosennych startów. Prawdopodobnie maraton wrocławski zostanie przełożony na jesień, więc chyba zamiast w kwietniu do Wrocławia w wybiorę się czwartego maja do Krakowa. Trzeba by jeszcze wypatrzeć jakąś połówkę przed Cracovia Maraton!??. No, ale to "za rok" czyli w 2008. W tym roku jeszcze u Jacka Chudy finał grand Prix Blachowni czyli Bieg Sylwestrowy /30.XII / http://www.kkta.euronet.net.pl/?p=467 Zimą jeszcze nigdy nie startowałem w zawodach. Tym razem jednak nie zakładam ścigania, pobiegnę rekreacyjnie, bo jak w tej reklamie znanej marki piwa - "aż żal się spieszyć"!!... A poważnie mówiąc; to początek przygotowań, warunki terenowe też mogą być trudne więc odpukać w niemalowane, plując przez lewe ramię o kontuzje nietrudno!!! Odnośnie wojska w tym tygodniu dostałem od WKB Meta; dyplom i komunikat końcowy z XI Biegu o Nóż Komandosa. Jak zawsze szybko, sprawnie, świetnie zrobione rzecz można... po wojskowemu. Teraz się odmeldowuje i biegnę na losowanie MŚ w piłce nożnej...
Biegam by żyć, żyję, więc biegam
"NIGDY WIĘCEJ WOJNY! TO POKÓJ, POKÓJ
MUSI KIEROWAĆ LOSAMI NARODÓW I CAŁEJ LUDZKOSCI”
- Św. Jan Paweł II
"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła.
Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia
Nie dlatego przestajesz się bawić, bo się starzejesz. Starzejesz się, bo przestajesz się bawić"
niedziela, 25 listopada 2007
niedziela, 18 listopada 2007
[105] We dwóch raźniej ...
Po raz drugi, w sobotę biegaliśmy tylko we dwóch z Verdim. "Tylko" może to źle powiedziane, bo po pierwsze "we dwóch zawsze raźniej" Po drugie od Verdiego można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o bieganiu. A po trzecie utrzymujemy termin spotkania biegaczy. Do niedawna na treningach biegałem zawsze samotnie i jakoś mi to nie przeszkadzało, teraz jednak doceniam; co to znaczy mieć bratnią duszę. Bardzo szybko też przestawiłem się na poranne bieganie w soboty; nawet nie potrzebowałem tym razem budzika. Obudziłem się, spojrzałem na zegarek 5:10, myślę jeszcze czas?! Ale perspektywa zbliżającej się przyjemności pobiegania uwalnia mnie z objęć Morfeusza. Toaleta, gorąca herbatka, coś na gryza, rozgrzewka i 6 z minutami na dwór lub jak to mówią w Krakowie - "na pole" trochę truchtu i heja na miejsce zbiórki. O tej porze roku to jeszcze ćmok, co widac na załączonym obrazku:
Ale są i dobre strony, mały ruch, czyste krystaliczne choć dość mroźne powietrze i widok budzącego się do życia miasta. Co prawda (podobno jest prawda i g..... prawda) moi najbliżsi jak widzą w piątek wieczorem, że nastawiam budzik, szykuję na rano ciuchy biegowe patrzą po sobie znacząco !!! Kiedyś nawet orzekli, że to już nie jest uzależnienie, ale......zboczenie, - latać w środku nocy. Fakt, że wstaję po cichutku i jak wychodzę to jeszcze przewracają się na drugi bok i kimają w najlepsze!! W minionym tygodniu dalej laba od biegania nie licząc sobotniego wyjścia. Żeby jednak całkiem nie zardzewieć we wtorek i czwartek solidna porcja gimnastyki, no a codziennie oczywiście mój "zabieg" kolankowy. Chyba kiedyś wspominałem o ćwiczeniu poleconym mi przez pewnego chirurga? Niektórzy mówią; bzdury!! ale mnie to pomogło i od kiedy ćwiczę regularnie nie mam problemów z kolanami. O co chodzi?! Już wyjaśniam; Pan doktor badał moje kolano, oglądał rtg itd / wie że biegam/ powiedział mi tak: stawy bardzo lubią ruch ( temu służą m.in. ćwiczenia rehabilitacyjne) ale bez obciążenia!!! "Więc wieczorami jak siedzi pan przed TV, zamiast w fotelu siądź pan na stole i machaj nogami. Na przemian lewa-prawa, trochę obiema naraz w sumie pól godziny. Wiem, wiem kilka dni pan poćwiczy i zapomni!" Jednak pan doktor mnie nie doceniał, bo jak się zawezmę to jak ta żaba; "mam być sucha będę sucha" !! Porada miał miejsce w styczniu br. W maju bez żadnych problemów ze strony kolanka debiutowałem w maratonie mbanku. Gdzieś w lipcu przyznaje się bez bicia "zabieg" odstawiłem sądząc, że dolegliwości minęły bezpowrotnie. Ponieważ zaraz kolanko się odezwało powróciłem prędziutko do ćwiczeń, by w październiku w Poznaniu bez kłopotów w dobrej formie zrobić życiówkę. Co niektórzy się śmieją ! wiem. Ale mnie pomaga; Placebo ili jakiś inny czort grunt że mogę biegać!!! A to najważniejsze !!!! Jeszcze tydzień laby od biegania i wracam do normalnych treningów bo mnie już pięty palą. Zawiedziony jestem tylko, bo doszły mnie słuchy jakoby maraton wrocławski w przyszłym roku przymierzany był na jesień?!! A ja planowałem Wrocław na wiosnę!?

| |||||||||||||||
sobota, 10 listopada 2007
[104] Po raz pierwszy...
Dziś obudziłem się o piątej spojrzałem za okno.... i myślałem, że jeszcze śnię. Wiedziałem, że dzisiejsze bieganie będzie w scenerii zimowej, bo synoptycy zapowiadali już od kilku dni opady śniegu. Ale zadymka, a właściwie śnieżyca zaskoczyła mnie zupełnie. Przez chwilę pomyślałem no będziemy dziś z Verdim wyglądać jak dwa bałwany. Ale przed szóstą opady ustały i jak biegłem po szóstej na miejsce zbiórki przy Bialskiej było cudownie; Świeżutki puch pod stopami, fantastycznie oszronione gałęzie drzew i świadomość, że to pierwsze zimowe bieganie w tym sezonie. Dziś i jutro w całym kraju odbywa się ponad 50 imprez biegowych z okazji Narodowego Święta Niepodległości. Niestety w naszym mieście nie ma takiej możliwości, a najbliżej można było wystartować w Radomsku lub Lublińcu. Dlatego razem z Verdim postanowiliśmy sami zrobić sobie towarzyski Bieg Niepodległości. Ponad godzinny bieg zaśnieżonymi drogami /za Sanktuarium Krwi Chrystusa/ był po prostu pierwsza klasa. Zimowa sceneria, momentami opady śniegu, spotkanie z sarnami i samotnym biegaczem któremu towarzyszyło piękne psisko oraz "tropy" nieznanego biegacza na śniegu to wszystko sprawia, że warto wyskoczyć z "wyrka" na wczesno poranne bieganie. Dzisiaj nie tylko po raz pierwszy biegałem zimową porą, ale też pierwszy raz tej zimy zaliczyłem "glebę" i to prawie w tym samym miejscu co w ubiegłym sezonie. Na szczęści lądowanie było miękkie, spodnie całe, kości też; jedynie "skasowałem" rękawiczki. Upadek zaliczony, więc już spokojnie można biegać, bez obaw, że się przewrócę. Wszystko to przez oglądanie się na "boki"; Najpierw zauważyłem, że z samochodu na rejestracji lublinieckiej pozdrawia mnie prawdopodobnie jakiś biegacz, no bo kto mógłby inny? potem zerknąłem na przechodząca "minióweczkę" i bach !!! A żeby było śmiesznie to na sam koniec biegania! prawie tuż pod domem! W tym tygodniu biegałem tylko dwa razy całkowicie na luzie. Po niedzieli jeszcze odpoczywam, a potem powolutku wracam do normalnego treningu, bo czuję, że rdzewieję!! Na razie studiuję materiały, które dał mi Verdi i próbuje "skroić" dla siebie jakiś plan biegowy. Gdzieś chyba u Jerzego Skarżyńskiego wyczytałem, że bieganie nawet według najgorszego planu jest lepsze od biegania bez planu?!?!......
sobota, 3 listopada 2007
[103] "Dobrze naoliwiona maszyna"...
Do tej pory "chodziłem" jak dobrze "naoliwiona maszyna", pięć-sześć treningów tygodniowo i wszystko "działało" Teraz kiedy wyluzowałem, co by odpocząć i zregenerować się 'tu mnie szczyka, tam mnie rwie' W tym tygodniu trzy wyjścia, piszę wyjścia, a nie treningi bo i bieganie całkiem lajtowe. Wczoraj "wszedł" mi jakiś ból w kolano, dziś znowu coś mnie strzyka w biodrze. Gdybym to jeszcze nagle odstawił bieganie pomyślałbym normalne! Przecież z uzależnieniem podobno tak jest, że "na głodzie" organizm się buntuje!!! Mniej biegania, więcej czasu dlatego w minionym tygodniu dwa razy gimnastyka, żeby nie zardzewieć.. Dziś na Bialskiej mieliśmy drugie spotkanie, niestety tylko w trzyosobowym składzie. Może niektórych przeraża dość wczesna pora /6:30/ albo myślą, ze biegamy za szybko? Szkoda jak czytam o grupach biegaczy w Warszawie, Poznaniu, Opolu i innych miastach gdzie zbiera się po kilkunastu biegaczy - myślę to musi być fajne! Skoro nas było tylko trzech, a już klimat był całkiem inny. Jeden coś powie, drugi zażartuje, no i wymiana doświadczeń jest bezcenna. Takie poranne bieganie ma też pewien urok; dopiero się rozwidnia, opadająca mgła oprócz swoistego czaru, siada na twarzy i w naturalny sposób nawilża skórę. Aleja Brzozowa czyli Bialska praktycznie o tej porze bez ruchu pojazdów, więc powietrze pachnące jesienią i samo piękno tej drogi; (chyba jedynej takiej w naszym mieście) rekompensuję wcześniejszą pobudkę. Ponadto po takim rannym bieganiu, kiedy już się wykąpię i zjem śniadanko, przypływ energii nie tylko fizycznie ale i mentalnie pozwala mi brać się z życiem "za bary"...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szukaj na tym blogu:
Translator
...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13
