mi się plany he,he... W nocy termometr wskazywał -8:) Zabrałem siekierę, ale zapomniałem o butach do wody. Nie tyle potrzebne mi są w wodzie;) co do wejścia do wody.

Zabiegłem nad "Pacyfik" sprawdziłem
termometr -3 i grubość lodu. Na naszym przejściu przezroczysta
"szyba" nawet nie bardzo gruba, ale dookoła mnóstwo małych ostrych kawałków
lodu po ostatniej "rąbance". Wokół pokrywa lodowa stabilna. Można byłoby wejść i wykuć przerębel perę metrów od brzegu. Ale... właśnie ale hi,hi... Po rozebraniu się maszerując do wody na bosaka, i potem wychodząc z "wanny" łatwo stopy poranić do krwi:(
Kiedyś tak się załatwiłem, że musiałem na trochę morsowanie odpuścić.
Poleciałem, więc nad "Adriatyk" licząc, że przy plaży wzdłuż pomostu będzie łatwiej zejść. I bingo! Okazało się Ktoś niedawno (może wczoraj, albo wcześnie rano;) potrzaskał "szybę" hi,hi... Została zatem kosmetyka i chlup... W między czasie znowu dwóch Pierwszaków udało mi się wprowadzić do morsowej Rodziny he,he...
Wydeptałem prawie piątkę:) Miałem chętkę na więcej he,he... Ale i tak dziś późno wyleciałem, a na obiedzie miała być Wiktorka. Rodzinny obiad święta rzecz! Tym bardziej, że dzięki zakazowi handlu w niedziele mogliśmy być w komplecie:))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz