"Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną przewlekłego dobrego stanu zdrowia"

poniedziałek, 7 października 2013

Tragedia na mecie biegu

 [ ' ]        
i znowu "woda na młyn" dla dziennikarzy wszelakich mediów, a zarazem pożywka dla rożnej maści frustratów. Czy nam się podoba czy nie ludzie umierali, umierają w najmniej spodziewanych okolicznościach. W pracy, na ulicy, podczas snu, urlopu, a nawet wesela i zawsze nie jest to jak nam się wydaje odpowiednia chwila. 
Nikt z nas nie wie kto pierwszy w kolejce i niezależnie od stanu majątkowego w tym przypadku wszyscy jesteśmy równi. Wiecie czemu śmierć jest chuda? Bo nie bierze łapówek. Wielu możnych tego świata przekonało się na własnej skórze - na nic kasa, znajomości, układy. 
Moja teoria jest taka: dopala się Tam nasz świeczka, przychodzi "powołanie" i nie ma odwrotu, ucieczki, odwołania. 
Oczywiście są sytuacje, gdzie ryzyko utraty życia wydaje się nam jest większe. Praca w trudnych warunkach np. w kopalni, służba wojskowa w czasie działań wojennych i wiele innych w tym także wysiłek sportowy. Przy czym jedni pracują na dole trzydzieści lat i przechodzą na emeryturę, a innym starości dożyć jest nie dane. Podobnie z żołnierzami, sportowcami, czy jak to się mówi ludźmi z grupy podwyższonego ryzyka. 
Z góry uprzedzam nie jestem przeciwnikiem badań profilaktycznych i minimalizowania ryzyka. Jednak kiedy słyszę jak dziennikarka w tv zadaje pytanie: czy biegacze badani są kardiologicznie? To zastanawiam się na jakim świecie Ona żyje i skąd się urwała. Chorzy onkologicznie się nie leczą, bo nfz cofnął refundacje, ludzie ze zdiagnozowaną chorobą serca czekają rok w kolejce do kardiologa, a tarczycowcy do endokrynologa nawet dwa lata! 
Pisałem już kiedyś: do poradni medycyny sportowej na nfz można dostać się tylko do 21-go roku życia! Lekarz pierwszego kontaktu zazwyczaj chyba boi się odpowiedzialności, albo z oszczędności na prośbę o przebadanie pod kątem biegania odsyła do "sportowego" lub sugeruje: w pan wieku? nie lepiej pospacerować? Tu widzę pole popisu dla naszych biegających celebrytów, dziennikarzy, posłów. Może "powalczyliby" skoro propagują aktywny zdrowy styl życia  o przynajmniej raz w roku dla każdego sportowca amatora niezależnie od wieku badanie profilaktyczne w poradni sportowej??? 
Wiem zaraz odezwą się zwolnicy prywatnych praktyk lekarskich. Jednak każdy kto żyje w tym kraju zdaje sobie sprawę ilu ludzi żyje od pierwszego do pierwszego. Ilu ludzi nie chodzi do teatru, kina i oszczędza na czym może. Nie stać Ich na prywatne wizyty lekarskie i dlatego mają zrezygnować ze wszystkiego? Nawet tej przyjemności jaką daję bieganie? Czy bieganie ma stać się sportem elitarnym tylko dla tych, których stać na markowe ciuchy, buty z najwyższej półki i badania lekarskie? 
Jeszcze raz powtarzam jestem za minimalizowaniem ryzyka w miarę możliwości. Dlatego m.in. zamówiłem sobie opaskę ratunkową o której pisałem wcześniej. Powinniśmy być badani! I mieć prawo się badać! Tylko badania też nie wykluczają ryzyka. Pamiętacie znanych sportowców, którzy jako zawodowcy zapewne mieli profesjonalną opiekę lekarską np. ś.p. Kamila Skolimowska. 
Boję się, że przez nagłe zgony biegaczy zaczniemy być postrzegani jak samobójcy. Nie dalej jak dziś podczas biegania Gościu zadał mi pytanie: "śpieszy się panu na tamten świat?" Oczywiście odpowiedziałem w żadnym wypadku! Ale z drugiej strony: wola nieba - z nią się zawsze zgodzić trzeba;)
Prokuratura prowadzi postępowanie, huczy od plotek w necie, co niektórzy z góry winą obarczają organizatorów. I Kto wie czy jak tak dalej pójdzie znajdą się chętni do organizowania imprez, by potem włóczyć się po sądach. 
Prawda jest taka, że życie jest chorobą śmiertelną. Musimy dbać o siebie i przede wszystkim nie dać się omamić. Weźcie prasę, programy radiowe i telewizyjne oraz całe mnóstwo portali internetowych o bieganiu. Wszędzie na pierwszym miejscu: rekordy życiowe, plany treningowe, interwały, rytmy, porady jak zwiększyć moc, szybkość itd. itd. Pokażcie mi porady: nie musisz bić rekordów! Wstań rano załóż buty i wyjdź biegać tam gdzie Cię oczy poniosą. Nie patrz na zegarek. Zostaw cały jak Ci się wydaje zestaw "niezbędnych" gadżetów i czerp całym sobą radochę jaką daje szybsze przebieranie nogami. To nie musi być 5min/km, czy 6 możesz być ciut szybszy od piechurów;) Nic na siłę! Przejście do marszu żaden wstyd:) Może nie wkładaj słuchawek do uszu i posłuchaj własnego ciała! Zamiast cały czas skupiać się na wskazaniach gps_u rozejrzyj się wokół. Pogoń za rudzielcem, który przebiegł Ci drogę w parku;) usłysz świergot ptaków o poranku. Zauważ skulonych z zimna przechodniów, kiedy Tobie jest gorąco i hormony szczęścia buzują, a Ty śmiejesz się sam do siebie od ucha do ucha. Myślicie, że każdy zna Wasze RŻ nic bardziej mylnego;) Nie gniewajcie się znajomi blogerzy też ich nie pamiętam;(( Wy pewnie też nie pamiętacie moich, bo i po co?  Przecież to można sprawdzić w wynikach. Czy za urwane kilkadziesiąt sekund w kolejnym biegu ktoś nam zapłaci? Wątpię;) Oczywiście sam, ale bez emocji od czasu do czasu sprawdzam się;) Ale nic na siłę! Biegam, bawię się bieganiem:) Wyniki z zawodów traktuję jako potwierdzenie, że skoro bez padania "na pysk" za metą;) utrzymuje się w podobnych granicach to moje rekreacyjne tuptanie przynosi efekty:) Nie oznacza to, że metoda ta skutecznie eliminuje mnie z grypy podwyższonego ryzyka. Tym bardziej, że nawet na jedną nogę latka lecą;) Broń Boże nie twierdzę jakoby wszyscy mieli odpuścić ściganie! Każdy sam podejmuję decyzję co jest dla Niego najlepsze! Co Mu służy i na ile Go stać. Szczerze sam musi sobie odpowiedzieć na pytania: mam predyspozycje, talent, możliwości regularnego treningu, regeneracji itp.  Ale nie wszyscy musimy być mistrzami. Nie wszyscy musimy co bieg bić rekordy życiowe!
Ostatnio wraz z modą na bieganie obserwuję pojawienie się niebezpiecznego typu biegaczy:( Zawsze chcą być we wszystkim najmodniejsi, pierwsi, najlepsi, pokazać się tam gdzie pojawienie się jest dobrze widziane;) Mają kasę kupują najbardziej zaawansowane technologicznie ciuchy i buty nawet wtedy kiedy jeszcze nie przebiegli pierwszej dychy:( Spostrzegają, że o poranku, czy wieczorem mało kto Ich zauważa, więc postanawiają "pokazać" na imprezach biegowych. Tutaj stwierdzają, że na nikim nie robią wielkiego wrażenia. W dodatku starsi od Nich biegacze nierzadko w marketowych ciuchach, butach bez najnowszych systemów są lepsi niż Oni! Nie maja cierpliwości lub czasu do regularnych treningów i chcą już teraz, natychmiast zabłysnąć. Nie biegają na co dzień lub bardzo mało, bo komu można zaimponować na codziennym treningu bez błysku fleszy. Startują gdzie się da i zawsze na maksa. 
I tu pies pogrzebany, bo droga na skróty zawsze wychodzi bokiem. Zamiast treningu budującego kondycję eksploatują organizm i czasem ten nie daje rady:(
Nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał że dotyczy to wszystkich biegaczy w markowych ciuchach biegowych. Nie, nie, to jednostki, ale pojedyncze przypadki czasem rzutują na ogół biegających.
Niech nikt nie pomyśli też, że mój pogląd dotyczy zmarłego wczoraj biegacza! Absolutnie. Każdy z nas teoretycznie mógł być na Jego miejscu. Nie znałem Go osobiście. Bardzo współczuję Jego najbliższym i składam Rodzinie kondolencje. Jego samego polecam łasce Stwórcy, by mógł dołączyć do Innych Którzy nas poprzedzili i już biegają niebiańskie maratony.

3 komentarze:

  1. Bardzo mądre słowa Tomek. Popieram w 100%!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, przyłączę się do potakiwania - nie o rekordy w tym chodzi. Bo przecież czym jest to że ktoś przebiegnie maraton w 4 godziny czy nawet 3 godziny? Rekord świata to przecież ok. 2 godzin, te nasze wyniki są przy nim śmieszne. Najważniejsza jest dla mnie moja dobra kondycja (chociaż nie powiem - lubię się ścigać :) ).

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic dodać, nic ująć. Podpisuję się pod tym tekstem w 100%. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

archiwum