Po przerwie spowodowanej operacją; nareszcie wróciłem do biegania:)W poniedziałek zrobiłem dwadzieścia pięć minut delikatnego truchtania z krótkimi przerwami na marsz. I było całkiem OK. Najtrudniej było się.... "poderwać do lotu" Jakaś blokada? Lęk przed mogącym pojawić się bólem? urazem? Sam nie wiem?... I znów pomógł mi przypadek ;) Chociaż od pewnego czasu zaczynam się skłaniać ku teorii, że nic nie jest dziełem przypadku;) Wyszedłem, więc na pierwszy rozruchowy trucht i natknąłem się przed blokiem na sąsiada. Popatrzył na mój strój biegowy i zapytał: na trening? Zamieniliśmy kilka zdań i ... żeby nie pomyślał, że się cackam ruszyłem truchtem ;) Na zawodach też; tam gdzie dopingują kibice jakoś mimo woli się przyśpiesza i człowiek chce się pokazać z jak najlepszej strony. We wtorek tak się fajnie czułem, że kiedy Kuba rzucił hasło: na stadion?! Ani chwili się nie wahałem;) zwłaszcza po przejrzeniu naszego forum, gdzie wszyscy co rusz piszą gdzie i co biegają ! Na stadionie poczułem się jak ryba w stawie! Masa biegaczy! Także "Swoich" ! Jedni po bieżni, inni po murawie. Ci szybko, tamci wolno. A ja już nie z boku jako gap, tylko... jeden z Nich! Po przeszło miesięcznej przerwie znowu poczułem jak napływają endorfiny ;) Godzinka minęła raz, dwa, trzy i aż żal było wracać. No, ale rozsądek mruczy: spokojnie nie przeginaj! Środa gimnastyka, bo rdza w stawach trzeszczy;) Dzisiaj miałem ochotę wybrać się znowu na stadion, ale zaczął padać deszcz. Więc wybrałem trawę blisko domu. Zrobiłem 3x10 minut w pierwszym zakresie; z minutką przerwy na marsz. Potem dla próby 5 min. po asfalcie i na koniec jeszcze raz dziesięć minut. Nie chce za bardzo szarżować, ale jest dobrze!!! :) Czuję się fajnie, mogę powiedzieć lepiej po treningu niż przed ; Ale to normalne, bo tak było zawsze ;) Może w sobotę wybiorę się na Bialską ? Pewnie nie na całą trasę, ale jedno kółeczko ? "Nosi" mnie, lecz się wstrzymuję. Czasami to trudne, szczególnie kiedy jak dziś; Patrzę, a tu na mojej trasie jakaś biegaczka zasuwa żwawo, aż Jej kucyk podskakuje;) Automatycznie "wyższy bieg sam się włącza" a tu "ręczny" zaciągnięty ;)
Pierwsze kroki po absencji biegowej;) 25.05.2009
Biegam by żyć, żyję, więc biegam
"NIGDY WIĘCEJ WOJNY! TO POKÓJ, POKÓJ
MUSI KIEROWAĆ LOSAMI NARODÓW I CAŁEJ LUDZKOSCI”
- Św. Jan Paweł II
"Zdrowie tak jak pieniądze zdobywa się w pocie czoła.
Aktywność fizyczna i przemyślany sposób odżywiania mogą być przyczyną dobrego stanu zdrowia
Nie dlatego przestajesz się bawić, bo się starzejesz. Starzejesz się, bo przestajesz się bawić"
czwartek, 28 maja 2009
czwartek, 21 maja 2009
[175] Wracam...
"Najpierw powoli jak żółw ociężale"....
Wracam krok po kroku do treningów :) Dzisiaj minęły cztery tygodnie od operacji. W ubiegłym tygodniu zrobiłem pięć "treningów" od 8do 12 kilometrów. Średnio po 9 km dziennie....... jako chodziarz ;) Piszę "treningi" bo liczę tylko wyjścia konkretne do przejścia po mojej trasie. Zresztą już wcześniej dużo spacerowałem; chodziłem do lekarza na kontrolę pieszo itp. Biegać niestety jeszcze nie idzie. Spróbowałem tuptać, ale uczucie niespecjalnie fajne :( Lekarz który zdejmował mi szwy uprzedzał mnie; gdy zapytałem kiedy mogę zacząć truchtać? "Cztery, pięć tygodni od operacji, ale jak będzie niezbyt przyjemnie to odpuścić" W tym tygodniu odczułem wyraźną poprawę, więc od poniedziałku można powiedzieć , że sobie maszeruję ;) Jednak ruch to naprawdę podstawa powrotu do aktywności fizycznej. Oczywiście nie mówię o jakimś bardzo intensywnym wysiłku. Zresztą faktycznie trzeba słuchać swego organizmu, nic na siłę. Czuję za dużo - odpoczywam; po czym próbuje znowu. Zaplanowałem nawet już pierwszy..... start ;) Tak się składa, że tradycyjnie w pierwszą niedzielę czerwca /siódmego/ w Olsztynie organizowany jest marszobieg na 6 kilometrów. Raczej "RŻ" bić nie będę ;) ale marszobiegiem wydaje mi się trasę pokonam spokojnie. Przez las po miękim; czysta przyjemność. Oczywiście licząc, że zacznę truchtać po wcześniej wspomnianych pięciu tygodniach :) Napewno bardzo pomagają mi słowa otuchy i wsparcie innych biegaczy, oraz znajomych. Od dnia operacji stale spotykam się z życzliwością i mobilizowaniem do biegania:) Ostatnio wracając z "treningu" spotkałem sąsiada, który jak tylko mnie zobaczył; z daleka woła: "skreślam pana"! Pytam, więc zdziwiony: dlaczego? A Gościu: "bo nie widzę, żeby pan ostatnio biegał "!!! hiii, hiii, hiii... Mówię: niestety, zrobili mi dziurę w brzuchu i mogę na razie tylko chodzić. " A to co innego, szybkiego powrotu do zdrowia życzę; jest pan.... usprawiedliwiony;)

| |||||||||||||||
środa, 13 maja 2009
[174] Pamiętne daty...
Jutro mijają trzy tygodnie od operacji. Zewnętrznie ciało goi się świetnie tylko wewnątrz czuję jeszcze "poprzestawiane meble" więc biegać się nie da. Najważniejsze, że wróciłem na biegowe trasy ;) Na razie co prawda zamieniłem się z biegacza w chodziarza ;) ale jakaś namiastka zawsze jest. Dzisiaj nawet spotkałem na trasie biegacza, który powitał mnie: "dzień dobry" Nie wiem czy mnie widział jako biegacza, czy z racji na biegowe New Balance na stopach? Bo ja jakoś nie mogłem skojarzyć, żebyśmy się gdzieś wcześniej spotkali. Miałem nawet ochotę powiedzieć jak bardzo Mu zazdroszczę tego porannego biegu;) Dziś mały jubileusz dokładnie przed dwoma laty 13 maja 2007 roku w święto Matki Bożej Fatimskiej w Łodzi przebiegłem swój PIERWSZY w życiu MARATON !! Teraz mam ich na koncie sześć w tym jeden ultra ! Ale uczucia na mecie 4mBankmaratonu nie zapomnę do końca życia ;) Bałem się tego biegu; więc podszedłem do tego królewskiego dystansu z wielką rezerwą. Miałem tylko jeden cel: nie paść na trasie i ukończyć ! Udało się w czasie cztery godziny trzydzieści trzy minuty i w całkiem dobrej formie :) Ktoś mi powiedział, że potraktowałem ten maraton rekreacyjnie. Może i tak; chociaż były i trudne chwile. Za to na drugim maratonie poprawiłem czas o całe 37 minut! Wracając do teraźniejszości; w zeszłym tygodniu miał miejsce finał akcji Polska Biega! W tym roku 7 maja koniec jednego z etapów sztafety Polska Biega zaplanowano w Częstochowie. Niestety będąc dopiero co po operacji nie byłemw stanie się przyłączyć. Ale nie mogłem sobie odmówić spotkania z wielu fantastycznymi biegaczami. Zwłaszcza, ze koledzy Zabiegani udali się wcześniej poza granice miasta, by przywitać uczestników sztafety i towarzyszyć Im do mety etapu. Udałem się więc w towarzystwie synów na jasnogórskie błonia. Chłopaki z aparatami foto, a ja tym razem jako kibic. Na błoniach razem z Naczelnikiem Wydziału Sportu i Turystyki panem Januszem Haszczem, przedstawicielami Mosiru i zgromadzonymi kibicami z niecierpliwością oczekiwaliśmy na "cieszyńska" sztafetę. W chwile po tym jak dołączył do nas prezydent miasta Częstochowy pan Tadeusz Wrona zobaczyłem w alejach Najświętszej Maryi Panny błyski policyjnego „koguta” Niezwłocznie rzuciłem hasło: „lecą”!!! Od tego momentu śledziliśmy jak biegacze eskortowani przez policję szybko posuwają się w stronę jasnogórskiego wzgórza. Kiedy sztafeta znalazła się w alei Sienkiewicza pan Naczelnik Haszcz wcielił się w rolę komentatora – sprawozdawcy, żeby wszystkich poinformować o zbliżającym się finiszu barwnej i niezwykle radosnej grupy biegaczy. Na metę biegacze nie wbiegli, a właściwie wskoczyli z gromkim okrzykiem „ POLSKA BIEGA” Po oficjalnym przywitaniu przez Prezydenta Miasta wszyscy stanęli do pamiątkowej fotografii. Następnie Ktoś spontanicznie rzucił hasło i nasza częstochowska dwukrotna olimpijka Małgorzata Rydz siłą wielu ramion została kilkakrotnie….. podrzucona do góry!! Oczywiście na gorąco wywiady zawodników dla prasy i TV. Udało mi się zamienić kilka zdań z fajnymi biegaczkami Marią Kawiorską oraz Agnieszką Pilawską oraz kilkoma innymi „sztafeciarzami”. Pewnie jeszcze długo dzielili by się wrażeniami; gdyby organizatorzy nie zabrali Ich na zasłużony odpoczynek. Nie mogłem pobiec, ale sama obecność wśród grona rozradowanych biegaczy była świetnym lekiem na szybki powrót do zdrowia. Natomiast 9 maja razem z MOSiR-em "robiliśmy" na promenadzie Czesława Niemena bieg Polska Biega. I znowu nie mogłem pobiec, więc powierzono mi role spikera. Na terenie całego kraju odbyło się ponad pięćset takich imprez. W częstochowskim biegu na dystansie 3 kilometrów wzięło udział blisko pięćdziesięciu uczestników. Punktualnie o godzinie dziesiątej Naczelnik Wydziału Sportu i Turystyki Urzędu Miejskiego w Częstochowie Pan Janusz Haszcz powitał zebranych i zaproponawał wspólne głośne odliczanie: 10-9-8-7-6..... Po jeden Zastępca Dyrektora MOSiR-u Pan Tomasz Łuszcz starterm dał sygnał do startu. Trasa do pokonania to odcinek promenady od Centrum Handlowego do lasku aniałowskiego i z powrotem. Jak przystało na bieg typowo rekreacyjny gdzie najważniejszy jest udział w imprezie wzięły udział całe rodziny. Najmłodszy uczestnik pokonał trasę w wózku popychanym przez biegnącego tatę. Najszybszy zawodnik zameldował się na mecie po dziesięciu minutach i piętnastu sekundach . Pogoda dopisała, humory również, więc po biegu w sympatycznej atmosferze wśród wszystkich uczestników zostały rozlosowane nagrody i upominki przygotowane przez organizatorów i Urząd Miasta Częstochowa.
Foto z obu imprez pod poniższymi linkami:
http://picasaweb.google.com/cientok/SztafetaPolskaBiega?authkey=Gv1sRgCLr03c2Ty-CCOw&feat=directlink#
http://picasaweb.google.pl/cientok/PolskaBiega?feat=embedwebsite#

| |||||||||||||||||
| |||||||||||||||||
| |||||||||||||||||
piątek, 1 maja 2009
[173] Bez partnera
Po maratonie w Dębnie; w poniedziałek rozbieganie, a we wtorek gimnastyka. Środa....zameldowanie się na wydziale chirurgii ogólnej na planowany zabieg. W 2006 roku przez przypadek robiąc USG dowiedziałem się o kamieniu w pęcherzyku żółciowym. Było to w czasie kiedy to zaczynałem naprawdę biegać. Wcześniej był tylko codzienny półgodzinny jogging. Początkowo byłem w rozterce..... jeden lekarz: "nawet jak nie boli, zawczasu usunąć! Bo jak będzie stan zapalny to komplikacje itd. itp". Drugi: " Nie boli zostawić, nie ruszać". No, i być mądry i pisz wiersze ;) Więc do neta i opinie, forum etc.etc. Poczytałem i... zapominałem o problemie. Po mniej więcej roku zrobiłem kontrolne USG i wyszło: ..."co najmniej jeden złóg"... Zacząłem się znowu tematem interesować; gdzie robią, jak.... Nawet lekarz robiący badanie chciał mi wyznaczać termin zabiegu.... Ale plany biegowe;) sprawiły, że los kamienia poszedł znowu w zapomnienie. W tym roku gdzieś w styczniu; mój "biegowy partner" zaczął pokazywać rogi.... A to uciskanie, rozdymanie, odbijanie..... Piszę *partner* bo było, nie było razem pokonaliśmy pięć maratonów i jeden ultra :) nie licząc innych imprez !! Objawy zaczęły się pojawiać; a tu w planie Dębno.... Zrobiłem, więc zapis na maraton i *rezerwacje* w szpitalu. Trochę miałem wątpliwości: a, jak mnie złapie atak; jeszcze nie daj Boże na wyjeździe ?!!! Jak to mówią: "kto nie ryzykuje, w kozie nie siedzi"/ "Do odważnych świat należy" "Partner" okazał się wyrozumiały, lecz klamka zapadła: musimy się rozstać ! Znowu problem klasycznie?, czy laparoskopowo?? Jedni chwalą tak, drudzy inaczej.... Wyszło klasycznie! Biorąc pod uwagę inne względy medyczne tak doradzali chirurdzy, a ja zdecydowałem. Przygotowywałem się mentalnie niczym do maratonu. Hasło przewodnie: "maratończyk nigdy się nie poddaje"!!! Zaraz na izbie przyjęć w rozmowie z lekarzem wyszło, że biegam... więc na oddział trafiłem już jako maratończyk ;)) I tu muszę oddać sprawiedliwość medykom! Wszędzie mówi się tylko o łapówkach, znieczulicy, czyli dnie polskiej służby zdrowia. W środę mnie przyjęto; zaraz badanie krwi, EKG, ciśnienie. Rozmowy z pielęgniarką, internistą, anestezjologiem. Powtórne badanie dla sprawdzenia jakiejś wątpliwości. Po południu zero jedzenia, nazajutrz rano USG i ... pod nóż !!! A późnym wieczorem już sam poszedłem do toalety !! W piątek lekkie papu i zalecenie ruszać się, ruszać... Jedzenie grzech narzekać; lekarze, pielęgniarki naprawdę widać, że się starają jak mogą... A robotę mają ciężką i odpowiedzialną. Jestem naprawdę zaskoczony i pełen wdzięczności oraz uznania !!! Bardzo Im serdecznie dziękuję !!! Uprzedzę pytanie; nic nie dałem i nikt mnie nie "doił" !!!! W niedzielę po obchodzie wyszedłem ze szpitala i w domku przechodzę rekonwalescencje :)) Kiedy miałem wychodzić; pielęgniarka instruowała mnie odnośnie opatrunków. Tak jakoś temat zszedł na operację i czas po narkozie...Wtedy dziewczyna powiedziała mi tak: pana jak odbieraliśmy z wybudzeniówki; to pan cały czas jak katarynka: maratończyk nigdy się nie poddaje, maratończyk nigdy się nie poddaje .... hehehe grunt to motywacja ;)
A to przedstawiam mój dotychczasowy "partner biegowy" kamyk maratończyk ;))
A to przedstawiam mój dotychczasowy "partner biegowy" kamyk maratończyk ;))
Dziękuję wszystkim za wsparcie, modlitwę, trzymanie kciuków i słowa otuchy:))
Na razie odpoczywam, ale już przygotowuję się psychicznie do biegania... solo !!! ;) Brak biegania odbije się pewnie na pisaniu; ale od czasu do czasu coś tam skrobnę.
Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam serdecznie i do szybkiego spotkania na ... trasach biegowych :))

Na razie odpoczywam, ale już przygotowuję się psychicznie do biegania... solo !!! ;) Brak biegania odbije się pewnie na pisaniu; ale od czasu do czasu coś tam skrobnę.
Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam serdecznie i do szybkiego spotkania na ... trasach biegowych :))
| |||||||||||||||
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szukaj na tym blogu:
Translator
...łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną, a ziemią..." Rdz.9,13
