dzisiaj dał najstarszy syn Jakub robiąc przed południem trzynastkę he,he... Ja niestety od rana w podróży;) Ale jak zobaczyłem Jego aktywność na endo to podeszwy zaczęły mnie "swędzieć" hi,hi...
Z premedytacją zrobiłem w międzyczasie podkład w postaci *Pierogowej Krainy* he,he... i jak tylko po południu wróciłem to kawa + cynamonka z jabłkiem i hajda;)

Zimno minus trzy i ostry wiatr smagający po twarzy.
Ciemno, więc żeby nie "wyrżnąć orła" w dzień szuranie i szlifowanie chodników;)
Ciemno, więc żeby nie "wyrżnąć orła" w dzień szuranie i szlifowanie chodników;)
W sobotę postanowiłem trochę zmodyfikowć plan tygodniowy i dziś miała być spokojna piętnastka. Udało się zamiary zrealizować, choć w końcówce musiałem dwójkę "nadbiec" hi,hi...
Fajnie było:) chociaż znów od MLP oberwało mi się zaraz w progu: "ciebie tylko wypuścić! to nie wiesz kiedy wrócić! miałeś być o siódmej"! Niestety niebiegająca żona nigdy nie zrozumie, że trzynaście to nie to samo co piętnaście kilometrów:( w dodatku jeśli zaplanowane było 15! he,he...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz